Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Witam!

sowa.jpgW wyniku badań naukowch n.t. portali internetowych oraz ich menedżerów (już dawno) zmieniłem zupełnie wygląd i zasadę działania moich stron internetowych.
AntySpam - nie lubimy spamu, spam nie lubi nas!Natomiast ostatnio dodałem gadżet służący do walki ze spamami i mam nadzieję, że w ten sposób przyłączymy się do ogólnoświatowej krucjaty przeciwko tej zakale internetu.

Wasz, Romanek

Na wszelki wypadek zobacz też: "O co tutaj chodzi" ?


Znowu zagadka. Sławne gitary ... podpowiadam

Muzyka
Miałem nadzieję, że będzie trudne (byłem przygotowany) więc podpowiadam. Obok każdej gitary - ten kto na niej gra (lub grał). Oczywiście na pytanie jaka to gitara - sam gitarzysta (jeśli go rozpoznać) jeszcze nie odpowiada.


Byłem na majówce w Krakowie, gdzie pośród wielu tematów rozmów pojawił się i muzyczny w tym – rock „riffowy” vs „bezriffowy”.

Riff w muzyce rockowej (i gatunkach muzycznych wywodzących się z rocka jak np. w heavy metalu) to krótka melodia, motyw lub pojedyncza fraza, zwykle część dłuższego solo, często otwierająca utwór i potem powracająca wielokrotnie w czasie jego trwania. Riffy są najłatwiej „wpadającymi w ucho” częściami utworów rockowych. [Wiki]

Przyznaję, że dla mnie – dziadzi – rock bez riffów jest „niby – rockiem”, ale przyznaję też, że z biegiem lat model ten powoli się zużywał.

Lata 60/70. Riff klasyczny

12-05-04 Majówka – Grecja

Foto | Turystyka

Zdecydowanie nie lubimy wyjeżdżać "gdzieś w Polskę" na długie majowe dni, bo wszędzie tłoczno. W ubiegłym roku z wyboru zostaliśmy w domu nastawiając sie na tarasowe "byczenie się" i rowerowe wycieczki po okolicy (jedna doszła do skutku). W tym roku, po ubiegłorocznym bardzo pozytywnym doświadczeniu z biurem podróży, postanowiliśmy skorzystać z tego samego źródła i wyjechać na kolejny "najdłuższy weekend" z Polski na grecką wyspę Zakynthos.

Krótko przed wyjazdem przeżyliśmy chwile strachu, gdy usłyszeliśmy o bankructwie "Triady". Wczasy, które załatwialiśmy już w grudniu, były ofertą tej właśnie firmy. Okazało się jednak, że umowę podpisywaliśmy z firmą "Sky Club", która przejmowała już od dłuższego czasu imprezy upadającego biura.

Zakynthos 2012, Bożenka

„Love Me Do”, czyli półwiecze „The Beatles”.

Muzyka | Recenzje

NewsWeek.jpgThe.Beatles.jpgWkrótce (6-tego czerwca) przypada okrągła, 50-ta rocznica pierwszego (oficjalnego) nagrania Beatlesów. Singiel z tej sesji „Love Me Do/P.S. I Love You” wydano 5-tego października 1962 roku.

Już pisałem (przy okazji płyt, które wstrząsnęły światem), że miałem 16-lat, gdy ukazał się ostatni album Beatlesów i „Beatlemania” jakoś mnie ominęła. Wiem, że Beatlesi są posiadaczami wielu rekordów – sprzedaży, liczby przebojów, „trwania” na różnych listach, popularności itp. – ale z pewnością nie to na mnie robi największe wrażenie. Najbardziej zadziwia mnie łatwość, z jaką produkowali przeboje, ich różnorodność („She Loves You” – „Yesterday” – „Lucy in the Sky With Diamonds” – „Oh! Darling”) oraz niesamowity rozwój (teksty, muzyka, aranżacje), jaki można zaobserwować przez kilka lat ich działalności.

Nie mam wątpliwości, że Beatlesi (nadal) są zjawiskiem i to nie tylko muzycznym, ale tytuł specjalnego numeru Newsweek’a „The Beatles. 50 Years Since The Music Started”, wydaje mi się przesadą. Ponieważ nie mam śmiałości (czy też ochoty) polemizować, nie będę się wymądrzał, tylko przytoczę kilka faktów oraz ciekawostek. One same wystarczą do uzasadnienia czy rzeczywiście jest co świętować, czy też nie.

12-04 Bieszczady 2012 (Edit)

Foto | Turystyka

Zapowiadało się, że trafimy na najgorszą z możliwych pogodę (bo prognozy były zatrważające), lecz – jak to często bywa – rzeczywistość przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Trafiły nam się piękne 2 dni, sobota i poniedziałek, zimne, za to słoneczne.

  • Piątek. Otryt.
  • Sobota. Prawdziwe zaskoczenie, nagroda dla tych, którzy decydują się ruszyć tyłek mimo padającego deszczu. Po godzinie wyszło słońce i wytrwale świeciło do końca dnia, czyli od Zatwarnicy przez Dwernik-Kamień, Nasiczne, Caryńskie aż do Bereżek.
  • Niedziela. Prawdziwa bieszczadzka groza z wycieczką na Małą Rawkę – tradycyjnie w śniegu i lodowatym wietrze.
  • Poniedziałek. Zimno było jak diabli, za to słonecznie. Przy bezchmurnym niebie przeszliśmy z Zatwarnicy przez Hulskie, Krywe i Tworylne do Rajskiego. Na drodze, czy też (bardziej) bezdrożach jak gdyby ‘znikąd’ raz za razem pojawiały się zwierzęta – z patetycznymi żubrami na zakończenie.

Bieszczady 2012, Romek + Bożenka

Uwaga! (OD pstryka "więcej")

Nietykalni (Intouchables) [2011] ****

Film | Recenzje

intouchables_poster.jpgTrzeba mieć odwagę i (chyba) być trochę zuchwałym pyszałkiem, żeby wpaść na pomysł nakręcenia komedii o … sparaliżowanym mężczyźnie. Ale żeby wyszła z tego niebłaha a przy tym zabawna i inteligentna opowieść o życiu – to wręcz jakieś „impossible happened”.

Driss, dziarski, przystojny murzyn z Somalii żyje – jak większość jego kolegów – z zasiłku. Niestety, żeby taki zasiłek otrzymać musi (biurokracja) co miesiąc zebrać 3 podpisy potencjalnych pracodawców z odmową zatrudnienia. W tym celu udaje się do domu koszmarnie bogatego Filipa, gdzie właśnie odbywa się nabór … domowych opiekunów. Bo Filip, po wypadku na paralotni, jest sparaliżowany od głowy dół i wymaga 24-godzinnej opieki.

Driss wcale nie chce tej pracy, w ogóle myśl o pracy a w szczególności o karmieniu i myciu („mam zasady – dupy faceta nie dotykam!”) raczej jest mu obrzydliwa, ale daje się jakoś wciągnąć. Do układnego i nieco napuszonego domu tryskający energią Driss wnosi powiew świeżości w postaci bałaganu, pewności siebie i niczym nieskrępowanego optymizmu a z biegiem czasu nierozłączna para z „obowiązku” staje się nierozłączną parą … przyjaciół.

Pisać – nie pisać?

Muzyka

Kiedy już męczy mnie (nudzi) czytanie własnych tekstów, dokonuję odkrycia, które napawa mnie optymizmem i (przynajmniej na jakiś czas) odsuwa w nieokreśloną przyszłość konieczność udzielenia sobie odpowiedzi na pytanie: „Może już czas z tym skończyć?”.

Na stronie Pana Macieja Fortuny (dotyczącej albumu „Lost Keys”) na samym dole znajduje się link (na żółto) Recenzja płyty Maciej Fortuna Quartet „Lost Keys” – zabawne, nie?

Aga Zaryan – Księga olśnień *****

Muzyka | Recenzje

Aga Zaryan - Księga olśnień.jpgOpiły się nasze nogi
dalekim wędrowaniem
jak niedźwiedzie miodem.
Idą już coraz wolniej, mruczą
nasycone.

Siądźmy pod drzewem, miły
zaśniemy
jak niedźwiedź przy niedźwiedzicy…
” [Anna Świrszczyńska]

To ci dopiero! O niedźwiedziu długo nie wiedziałem, bo najpierw trafiłem na płytę w wydaniu angielskim („A Book of Luminous Things”) a czego jak czego, ale poezji w języku Szekspira – niestety nie rozpoznaję. Głównie ujęła mnie więc niezwykła spójność muzyki z wyczuwalnie niebanalnym tekstem (niebanalność tekstu angielskiego wyczuwam łatwo – nic nie rozumiem). I jakiś tajemniczy nastrój, który z głośnika „płynął”. Kiedy się dowiedziałem o polskojęzycznej wersji albumu natychmiast go zamówiłem i … wrażenie niezwykłości jeszcze się pogłębiło. Z pewnością także z powodu niedźwiedzia, któremu wkrótce opiją się nogi dalekim wędrowaniem … i będzie szedł coraz wolniej.

Herbie Hancock – River: The Joni Letters (i inne) ****

Muzyka | Recenzje

Herbie Hancock i Joni Mitchell„River” był drugim z kolei (do dziś Hancock zrealizował 3) komercyjnym jazz-popowym projektem, które Pan Hancock upodobał sobie w ostatnich latach. Były to:

  • Possibilities [2005]. Bez specjalnego pomysłu. Po prostu znane gwiazdy śpiewają, udając, ale tylko troszkę, że to jazz. Miło się tego słucha, ale odniosłem wrażenie, że większość wykonań jest sztucznie udziwniona, jakby soliści silili się zrobienie piosenek nieco „ambitniejszymi” niż one naprawdę są.
  • River [2007]. Album poświęcony piosenkom legendarnej kanadyjskiej piosenkarki i kompozytorki Joni Mitchell.
  • The Imagine Project [2010]. Po sukcesie „River” Hancock poszedł na całość i w myśl słów mistrza: „Imagine there's no countries … ” zaproponował projekt iście globalny. Zaangażował więcej wykonawców i to z „całego świata” – od bagien Florydy (Susan Tedeschi) przez amazońską dżunglę (Céu), irlandzkie skrzypki (Lisa Hannigan), afrykańskie bębny (Konono) do indyjskich słoni (Anoushka Shankhar) – oraz użył czaru … „globalnych” evergreenów: Lennona, Gabriela, Dylana, Marleya, Beatlesów itp.

Gonzo, czyli „Dziennik zakrapiany rumem” (The Rum Diary) ****

Film | Recenzje

rum_diary_poster.jpgrum_diary_thompson.jpgSkłamałbym, gdybym uznał ten film za jakieś arcydzieło, ale tak mi się spodobała postać głównego bohatera (dziennikarza Kemp’a – w tej roli Johny Depp), że nie mogę się oprzeć wrażeniu, że „Dziennik” ma znacznie głębsze przesłanie, niż na to wygląda. Tak jak jego pierwowzór literacki, czyli powieść „The Rum Diary” Huntera S. Thompson’a.

Jaka myśl może wynikać ze sprawozdania z nudnawej pracy młodego dziennikarza w portorykańskiej (!) gazecie? Prawie żadna, ale …

Pierwowzór postaci Kempa, czyli sam Hunter S. Thompson był prekursorem – pod koniec lat 60-tych – dość awangardowego nurtu dziennikarstwa, nazywanego „gonzo”. Dziś aż takie awangardowe to nie jest, ale do dziś styl ten uważany jest za obrazoburczy, nieprofesjonalny i nieetyczny. Doskonale to widać w „Dzienniku” – kronice picia i zawalania terminów, kronice, w której – tego jestem pewien – więcej jest zmyśleń niż faktów. Kto wie jednak, czy te „zmyślenia” nie są prawdziwsze niż „obiektywna prawda”, tym bardziej, że gdzieś w tle nieuchronnie ujawniają się wady i choroby opisywanego świata, przez pryzmat alkoholowych przygód autora może nawet bardziej wyraziście.