Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Witam!

sowa.jpgW wyniku badań naukowch n.t. portali internetowych oraz ich menedżerów (już dawno) zmieniłem zupełnie wygląd i zasadę działania moich stron internetowych.
AntySpam - nie lubimy spamu, spam nie lubi nas!Natomiast ostatnio dodałem gadżet służący do walki ze spamami i mam nadzieję, że w ten sposób przyłączymy się do ogólnoświatowej krucjaty przeciwko tej zakale internetu.

Wasz, Romanek

Na wszelki wypadek zobacz też: "O co kurna tutaj chodzi" ?


Fados ****

Film | Recenzje

Fado_Fados.jpg… Powiedział Bóg czarownicy, że urodziłam się by śpiewać.

Bardzo lubię, kiedy mnie – już mocno starszego nastolatka – nagle coś zaskoczy. Nie mam na myśli zaskoczenia jakimś nowym odkryciem czy wyjaśnieniem natury ciemnej energii, ale ujawnieniem czegoś zwykłego i dla wielu zupełnie „normalnego”, o czym po prostu nie wiedziałem.

A nie wiedziałem, w ogóle, nic o fado, któremu poświęcony jest jeden z ostatnich filmów Carlosa Saury. Nadal o fado wiem niewiele, ale wiem już, że jest to „miejska” muzyka z Portugalii (głównie Lizbony), nostalgiczna i kołysząca, wykonywana przez śpiewaków i śpiewaczki o wysokich, dramatycznych głosach z charakterystycznym zaśpiewem. Specjalnie napisałem „śpiewaczki”, bo „fadistki” z pewnością nie są piosenkarkami.

Cuca RosetaCristina BrancoFilm Saury – piękny, dźwięczny i taneczny – nie jest dokumentem o fado, lecz zręcznym i sympatycznym zobrazowaniem jak to się śpiewa i gra. Występuje w nim plejada współczesnych wykonawców fado, śpiewająca w otoczeniu kolorowej scenografii, wsparta tancerzami, gitarzystami oraz krystalicznym obrazem i dźwiękiem. Muzyka wciąga, mimo (a może dlatego) iż jest lekka i przyjemna, ale – co nie zmienia faktu, że film bardzo mi się podobał i serdecznie wszystkim polecam – Saura przedstawił w filmie chyba nieco zbyt „artystyczną” wizję fado.

Bo fado jest to w zasadzie muzyka kawiarniana. Specjalnie nie napisałem „folklorystyczna” (a mogłem), bo folklor kojarzy się ze wsią a to jest zdecydowanie muzyka „miejska”, co więcej (nie jak w wielu innych przypadkach – np. „Felka Zdankiewicza”) szykowna i tchnie, co chyba najbardziej mnie ujęło, elegancją … przedwojenną.

Narty 2010

Turystyka

Tegoroczny sezon narciarski miał dwie odsłony. Kilkudniowy wyjazd na Słowację oraz długi weekend w Brennej. Oba wielce udane – narciarsko, wycieczkowo i … towarzysko.

Bilkowa Chata

narty_2010_bilik.jpgKto w Biliku jeszcze nie był, koniecznie powinien odwiedzić to nieomal alpejskie – jeśli wziąć po uwagę atmosferę i lokalizację – schronisko. Świetnie położone, w górnej części doliny Zimnej Wody (z wodospadami o tej samej nazwie) u zbiegu dwóch pięknych tatrzańskich dolin – Staroleśnej i Małej Zimnej Wody, stanowi doskonały punkt wypadowy na górskie wycieczki letnie (również rekreacyjne), a jak się okazuje, także i zimowe.

Schronisko znajduje się nieopodal górnej stacji kolejki zębatej ze Smokowca na Hrebienok i dolnej stacji wyciągu narciarskiego. Niestety mój szatański plan, że będziemy co rano, na piechotę (200m), wychodzić na narty nie całkiem wypalił … z powodu zimy. Okazuje się, że o ile w miastach w tym roku śniegu nie brakowało, w górach było go znacznie mniej niż zwykle i trasy na Hrebienku były po prostu nieczynne. Na nartach jeździliśmy więc w Tatrzańskiej Łomnicy (też nieźle – jestem bardzo pozytywnie zaskoczony), a ponieważ śniegu nie było za wiele, dało się poszerzyć „program” wyjazdu o dwie niezłe wycieczki piesze. Teraz będę reklamował. Bilik ma proszę Państwa nieprawdopodobną saunę. Sauna ta – na pozór zwykła – ma ogromne okno (ze 3 x 2m). Siedzi się na ławeczkach, polewa wodą piecyk a na wprost – patrząc z ławeczek – … Łomnica. Dla mnie bomba.

Uwaga! Nadchodzi

Niezbyt poważne

Dziś w nocy BARDZO, BARDZO ZIMNO (poniżej -20°C). Od jutra cieplej (tylko -15°C ) a od czwartku prawie ciepło (-5°C), ale przy silnym wietrze, który będzie wiał od jutra niewiele to pomoże i "ocieplenia" się nie odczuje. Od czwartku nad ranem - opady śniegu. U nas słabe, ale w Szczecinie (i całej zachodniej Polsce) znowu będzie "katastrofa".

Opady w czwartek ranoTemperatura we wtorek w nocyNad Europą trwa proces przebudowy pola barycznego zapoczątkowany rozczłonkowaniem potężnego wyżu i kierowaniem się jednego z jego samodzielnych ośrodków w umiarkowane szerokości geograficzne nad Atlantykiem, a drugiego oddalającego się za Ural. W tę wolną przestrzeń, od strony Morza Norweskiego, podąża głęboka zatoka niżu opuszczającego Atlantyk i kierującego się w rejon Spitsbergenu. Po pokonaniu przez nią Gór Skandynawskich i wejściu nad Bałtyk, uformuje się nad nim samodzielny ośrodek niżowy, który będzie zmierzał do połączenia się z niżami znajdującymi się teraz nad wodami Morza Śródziemnego i Morza Czarnego. W ten sposób, już niedługo, dojdzie do uformowania się rozległego, wielocentrycznego ośrodka niżowego obejmującego swym zasięgiem znaczne obszary naszego kontynentu. Strefowa cyrkulacja atmosfery wciąż będzie zablokowana i to przez ten sam wyż, ale po zmianie położenia znajdujący się nad Atlantykiem, po którego północno wschodnich peryferiach odbywać się spływ powietrza zimnego, ale wilgotnego, przynoszącego odmienny typ pogody od panującego przez kilka ostatnich dni.

Ildefonso Falcones – Katedra w Barcelonie ****

Kultura, różne | Recenzje

Katedra-w-Barcelonie_Ildefonso-Falcones.jpgDawno nikt nic nie pisał o książkach a wypada, więc – z duszą na ramieniu – chciałbym polecić szanownym krewnym i znajomym królika jedyne (o ile wiem) dzieło katalońskiego adwokata pana Falconesa – „Katedrę w Barcelonie”. Uwaga! Przed sięgnięciem po książkę proszę (lepiej) nie „zapoznawać się” z żadnymi opiniami i recenzjami, po prostu kupić książkę i czytać. Bo? „Katedra” jest mega-hitem hiszpańskiej prozy współczesnej a jak na hit przystało ma takie wsparcie reklamowo-marketingowe, że naprawdę nic się nie dowiecie. Tzn. dowiecie się, że jest to arcydzieło (a nie jest) oraz, że jest to kicz (też nie).

„Katedra” to grubaśny (700 stron) bestseller przygodowo-historyczny (klasyfikacja RN), którego bohaterem jest ambitny Katalończyk – Arnau Estanyol – a Falcones wplata jego historię w tło historyczne i obyczajowe średniowiecznej Hiszpanii, w szczególności Barcelony. Losów Aarnaua, nawet w skrócie nie da się przedstawić, bo „Katedra” jest rozbudowaną i „dorosłą” wersją „Historii żółtej ciżemki” i to tak rozbudowaną, że aż trudno uwierzyć, że można ją (w całości) przeczytać. Nie mam wątpliwości, że „Katedra” jest po prostu czytadłem i przyznam, że trochę mi nieswojo polecać je z takim zapałem, ale … kiedy zacząłem książkę czytać nie mogłem się od niej oderwać.

Tom Waits - Glitter and Doom Live *****

Muzyka | Recenzje

Tom Waits - Glitter and Doom Live, cover.jpgNajnowszą płytę Pana Toma mam już od dawna (niespodziewany prezent mikołajkowy - niniejszym składam pokłony darczyńcom), ale ponieważ nie jest to ani album „christmasowy” ani jakiś lekki „kawowy” (robię kawę i do wypicia nastawiam muzykę) musiał trochę poczekać na odpowiedni moment.

„Glitter and Doom” to świetnie zmontowana składanka z wielu różnych koncertów Waitsa w USA i Europie. Składa się z dwóch płyt – pierwsza z muzyką, druga z „gadkami”, czyli grobowo – dowcipnymi opowieściami Pana Waitsa, które uwielbia on wplatać w występy. Gadek niestety nie umiem ocenić, ale muzykę owszem i „Glitter…” uważam za jeden z lepszych albumów Waitsa od wielu lat. Jasne, że nie mam jakiegoś kompletnego przeglądu, ale z tego, co ostatnio słyszałem w jego wykonaniu, „Glitter…” podoba mi się najbardziej. Pisałem już, że żałuję (nieodwracalnego chyba) odejścia Pana Toma od wyraźnej stylistyki jazzowej, w której go uwielbiałem, ale … to tylko taki (mój) kaprys. Tym bardziej, że kawałki „z saksofonem” (niekoniecznie jazzowe) na płycie też są.

Nigel Kennedy: Nigel Kennedy Plays Bach DVD ****

Muzyka | Recenzje

Nigel Kennedy Plays Bach DVD .jpgJak dotąd konsekwentnie unikałem recenzji płyt z muzyką klasyczną (bom dyletant), ale … kiedyś wreszcie trzeba zacząć. Zmotywował mnie Pan Nigel, którego już jakiś czas temu zaliczyłem do gwiazd spadających … niesłusznie. Nagranie nie jest nowe (jest także płyta CD, lecz w innym składzie i nieco zmienionym układem utworów) i zostało dokonane się w jakimś przecudnej urody kościele w Irlandii (jeszcze nie dotarłem do tego, w jakim) z towarzyszeniem Irlandzkiej Orkiestry Kameralnej (bez „pod dyrekcją”, bo dyryguje sam Kennedy). W programie (m.in.) koncerty smyczkowe Bacha, popisowy koncert na obój i smyczki (BWV 1060) i rewelacyjny koncert na dwoje skrzypiec (BWV 1043).

Muzyka to łatwa, lekka i przyjemna, zagrana dynamicznie, z polotem i – jak u Nigela – „z przytupem”. Dosłownie, co (niestety) wyraźnie słychać przez słuchawki i na subwooferze, ale zakładam, że jest to potrzebne do wywołania efektu euforii. Na sali i wśród muzyków. Przyznaję, że się udaje – nie umiem sobie wyobrazić kogoś, kogo Nigel nie porwie w koncercie obojowym (z Panią Aisling Casey) czy podwójnym skrzypcowym (z Panią Fionnualą Hunt) – zatem tupanie wybaczam.

Życzenia świąteczne z zagadką.

Niezbyt poważne

b_narodzenie2009.jpgJuż prawie tradycyjnie wypada mi nie tylko złożyć życzenia Wesołych Świąt wszystkim „krewnym i znajomym” naszego portalu, ale zilustrować je jakimś muzycznym żartem czy też zagadką. Tym razem natchnął mnie nasz znajomy „Jacek Janicki” nieskomplikowaną piosenką „Angel” śpiewaną na koncercie w … hm, hm … w pięknej, gwiaździstej scenografii.

I've got an angel
She doesn't wear any wings
She wears a heart that can melt my own
She wears a smile that can make me wanna sing

She gives me presents
With her presence alone
She gives me everything I could wish for
She gives me kisses on the lips just for coming home
[Jack Johnson, "Angel"]

Świąteczna Gospoda IV

Muzyka

Niniejszym pragnę przypomnieć wszystkim krewnym i znajomym królika, że w najbliższą sobotę, 5-tego grudnia spotykamy się w Pszczynie na koncercie o 19.30 w Zamku. A po koncercie ....

A po koncercie zapraszamy WSZYSTKICH BEZ WYJĄTKU (nie przyjmujemy nawet usprawiedliwień od lekarza) na tradycyjne, już czwarte spotkanie w "Świątecznej gospodzie", tzn. w karczmie "Stary Młyn", nieopodal skansenu (pstryknij na dole więcej... i zobacz plan). GPS'y najlepiej nastawić na "Dworcowa 20", bo to jest adres dokładnie naprzeciwko parkingu, na którym zostawiamy samochody.

Oczywiście będą atrakcje i niespodzianki, ale na prawdę nie wiem na co tym razem macie się przygotować, gdyż - równie tradycyjny jak samo spotkanie - program "kulturalno-oświatowy" przygotowuje w tym roku MUC Monika.

„O powstaniu gatunków”, czyli dlaczego świat zmierza ku degrengoladzie.

Niezbyt poważne

Origin_of_Species_title_page.jpgDokładnie 150 lat temu, 24 listopada 1859 roku ukazało się pierwsze wydanie „O powstaniu gatunków” Karola Darwina. W związku z tą rocznicą, już od jakiegoś czasu pojawiają się publikacje i filmy poświęcone Darwinowi oraz słynnemu „doborowi naturalnemu”. Jednym z ciekawszych (ale wielu nie oglądałem) jest 3 odcinkowa seria Richard’a Dawkins’a (tego od „Samolubnego genu” i „Boga urojonego”) p.t. „Geniusz Karola Darwina”. W filmie, jak na mój gust nieco „przegadanym” (ale przyznaję, że trudno nie gadać w filmie dokumentalnym), Dawkins dość sprytnie przemyca niektóre swoje „złote myśli”, m.in. tą z książki „Ślepy zegarmistrz”. Fascynuje nas złożoność świata wykreowanego za pomocą tak prostego mechanizmu jak zasada doboru naturalnego, ale nie dajmy się zwieść. Złożoność a z nią „najlepsze przystosowanie” nie musi oznaczać ani logiczności, ani sensu ani – nie daj Boże – celowości czy jakiejś „lepszości”.

Teraz uwaga! … jedne gatunki są stale nękane poprzez obecność innych gatunków. Środowisko, które kształtuje życie lwów staje się systematycznie coraz gorsze z punktu widzenia zebry. A z punktu widzenia lwa, zebry stają się systematycznie gorsze. [GENIUSZ KAROLA DARWINA cz. I]