W wyniku badań naukowch n.t. portali internetowych oraz ich menedżerów (już dawno) zmieniłem zupełnie wygląd i zasadę działania moich stron internetowych. Natomiast ostatnio dodałem gadżet służący do walki ze spamami i mam nadzieję, że w ten sposób przyłączymy się do ogólnoświatowej krucjaty przeciwko tej zakale internetu.
Autor: romek data: niedz., 2013-05-05 21:15.Kultura, różne
… Biblii nie znali ani w ząb,
Anielskich nie słuchali trąb.
Wesoło klęli niby z nut, klęli niby z nut.
Braterstwa znak zdobił ich maszt
I był im niczym Ojciec Nasz
Z tym credo podążali wprzód.
Bo kumple to grunt.
A gdy wpadali w sztormu wir,
Kompas wskazywał zawsze im
Że sens ma tylko wspólny trud, tylko wspólny trud,
A gdy już było bardzo źle, razem wzywali SOS,
Taki był ich przyjaźni cud.
Bo kumple to grunt… [Georges Brassens – „Les Copains d'Abord”, tłum. Filip Łobodziński]
Takimi słowy, opisując naturę przyjaźni, Brassens podsunął nam (starym kochankom) pomysł na tytuł nieco szalonej imprezy, którą wkrótce organizujemy. Z okazji? Bez okazji, bo dawno nie było. Czemu szalonej? Wyjaśniają to (trochę) starsi panowie z zespołu „Les Marins D'Iroisee”.
Wiem, że wszyscy czekają na sprawozdanie z Cisnej, ale na razie publikuję same zdjęcia (Jurka, Romka i Bożenki). Tylko tyle mogę zrobić.
Bieszczady 2013
Natomiast Bożenka napisała, że ...
W tym roku Rajd Po Błocie znowu w Bieszczadach, ale w nowym miejscu. „Przystanek w Cisnej” zarekomendowali nam znajomi Tomka, którzy spędzili tam wakacje letnie. Byli zachwyceni, a nas oczarowały zdjęcia zamieszczone na stronie internetowej i cała strona, wróżąca fantastyczną atmosferę. Miejsce okazało się urokliwe i nawet pochmurna pogoda (wiadomo, w słońcu wszystko lepiej wygląda) nie zepsuła tego wrażenia. Domek drewniany, pięknie położony. Wewnątrz ze smakiem urządzony i bardzo wygodnie. Przede wszystkim cały był dla nas (maksymalnie było nas 20 osób), więc nikt nam i my nikomu nie przeszkadzaliśmy. Każda grupa rodzinna miała swój pokój, każdy z wystrojem, tworzącym indywidualną atmosferę i łazienkę. W piwnicy znajdowała się jadalnia i przytulna świetlica. Mieliśmy więc gdzie spędzać wspólnie czas. Przy kominku, z winem i nalewkami w ręce, toczyliśmy ożywione dyskusje, a młodzież dodatkowo rozgrywała mecze w bilard.
Niniejszym pragnę przypomnieć wszystkim krewnym i znajomym królika, że w najbliższą sobotę, 15 tego grudnia spotykamy się w Pszczynie na koncercie w Muzeum Prasy Śląskiej (Piastowska 26), gdzie o godz. 18.00 zagra dla nas młody i (tak mniemam) wkrótce sławny „Amber Quartet” z Krakowa. Po prawej zamieszczam plan dojazdu i rozmieszczenie parkingów (powiększa się po pstryknięciu).
Program
W.A. Mozart – Kwartet smyczkowy C-dur No 19, KV 465.
W recenzji poprzedniej płyty Pani Diany „Quiet Nights” napisałem … „Trochę szkoda, bo Pani Diana ma „potencjał”, ale wydaje mi się, że ktoś jej źle doradza i popycha nie w tą stronę, w którą trzeba”. Uwaga była prorocza, ale gdybym był (przynajmniej troszkę) bardziej wyrafinowanym recenzentem powinienem na koniec dodać (np.) „Czy wolno zapytać, dokąd Pani zmierza? ”
Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy w tytułowej piosence z najnowszej płyty Pani Krall usłyszałem:
Little painted lady with your lovely clothes Where are you bound for may I ask?
W przeciwieństwie do krytyków Pasikowskiego (chyba) umiem odróżnić „opis” od rzeczywistości i rozumiem, że to nie Pani Krall jest tytułową szmacianą lalką, ale … skojarzenie i tak mi się nasuwa.
„Czy Pasikowski powinien przepraszać za Pokłosie?” - tak brzmiał temat dyskusji w radiowej Trójce. Takie momenty mają i swoje pozytywne strony – po raz kolejny zaczynam wierzyć w to, że studia filmoznawcze miały jednak jakiś sens i że być może przydałyby się nie tylko mnie, ale na pewno temu, kto ów kuriozalny temat dyskusji wymyślił. Nie mam nawet zamiaru odnosić się do poruszonej w pytaniu kwestii, bo już samo pytanie zostało po prostu źle zadane. Z przerażeniem stwierdzam, że wielu ludzi nie odróżnia filmu fabularnego (który jest fikcją) od rzeczywistości i traktuje film Pokłosie, jakby był on dokumentem, no lub co najmniej odzwierciedleniem jakichś realnych wydarzeń. Z pewnością mają na to wpływ liczne telewizyjne blockbustery w typie Pamiętników z wakacji lub Trudnych spraw, które sączą w ludzkie mózgi Polsat i TVN. Tak więc chciałabym zaznaczyć, że istnieje coś takiego jak sztuka, a jeżeli film nią nie jest, to przynajmniej wytwór kultury i jest on oczywiście elementem rzeczywistości, ale raczej jej interpretacją, odzwierciedleniem. Nie na darmo podpisuje się z twórcami filmu umowy o dzieło z przekazaniem praw autorskich. Film to autorska wizja i jak się komuś on nie podoba, zawsze może się negatywnie wypowiedzieć na jej temat (blogów i forów ku temu w obecnych czasach nie brakuje), ale żeby autor miał przepraszać za film, za swoją wizję prywatną, autorską? Jest w tym jakieś głębokie niezrozumienie zasad sztuki, kultury. I to mnie martwi.
Podejrzewam, że niewielu z was miałoby ochotę wybrać się do kina na film o jakiejś grupie raperów ze Śląska. Pomimo tego, że film miał wiele dobrych recenzji, a ja spędziłam młodzieńcze lata w Katowicach i, co więcej, nawet słuchałam Kalibra 44, też podchodziłam do tego filmu z pewną rezerwą. Jednakże i tym razem Leszek Dawid, reżyser filmu „Jesteś Bogiem”, mnie nie zawiódł (pisałam już o jego filmie „Ki” na początku roku). Najgorsze jest jednak to, że niezwykle trudno wytłumaczyć, na czym polega niesamowita siła oddziaływania tego filmu. Mnie w każdym razie napełnił on głębokim smutkiem i muszę przyznać, że wychodząc z kina byłam po prostu wstrząśnięta, co mnie, filmoznawcy z długoletnim stażem, zdarza się naprawdę rzadko. Tym bardziej więc cenię „Jesteś Bogiem”. Nie jest to oczywiście film lekki, łatwy i przyjemny – raczej jest on jak przysłowiowa otwarta rana, w którą ktoś wkłada palec lub ząb, w którym wiercimy bez znieczulenia. Jednocześnie jednak ta „nieprzyjemność” ma w sobie coś bardzo poruszającego, w pozytywnym sensie. I jest to coś o wiele więcej niż tylko rozckliwianie się na temat, jak kto gdzieś tam, jacyś biedni ludzie mają źle, czego już próbował Robert Gliński w filmie „Cześć Tereska!” i Krzysztof Krauze w „Placu zbawiciela”. Dla mnie w tamtych filmach nagromadzenie nieszczęścia i biedy było tak daleko idące, że po 30 minutach po prostu się wyłączałam i bohaterowie stawali mi się całkiem obojętni. W „Jesteś Bogiem” sprawa jednak wygląd inaczej, bo z pozoru jest to banalna historia o trzech chłopakach z blokowiska, którzy coś tam sobie rapują. I niby nic się nie dzieje, jakieś tam szkoły kończą, jakąś tam pracę mają. Główny bohater ma nawet dziecko i żonę (w tej kolejności niestety). Jednak w tej z pozoru banalnej historii, którą właściwie moglibyśmy uznać za w ogóle nas niedotyczącą, kryje się coś więcej. Powoli z tego zwykłego niby świata wyłazi jakaś beznadzieja, jakiś dojmujący smutek i poczucie pustki. Z pewnością w głównej mierze te wszystkie uczucia dotyczą przede wszystkim głównego bohatera, ale stopniowo przelewają się też na widzów – i zaczynasz myśleć, że gdzieś tam ludzie wciąż w takim syfie żyją, że ty też wychowałeś się na takim blokowisku i to mogło właściwie spotkać również ciebie. I jakkolwiek trudno to wytłumaczyć na papierze – nie ma w tym wszystkim żadnego banału.
„Wojenna” historia romansu słynnego pisarza z dziennikarką (później żoną) Martą Gellhorn byłaby (mogła by być) jednym z najlepszych filmów, jakie ostatnio oglądałem. Ten rodzaj opowiadania o miłości – nieco szorstki, dowcipny i pełen błyskotliwych dialogów – wprost uwielbiam a wsparcie doskonałej pary aktorów (Clive Owen i Nicole Kidman), jakby stworzonych do tych ról, czyni narrację bardziej wciągającą niż wynikałoby to z samego scenariusza.
Historia.
Jestem pod wrażeniem, ale …
Jeśli wojnę domową w Hiszpanii uważać za zwiastun II Wojny Światowej, to dzieje romansu Ernesta i Marty przypadają wyłącznie na lata wojenne (rozwiedli się w 1945 roku).
Film jest tak mocno osadzony w realiach historycznych, że nie dziwi wysiłek jaki realizatorzy włożyli w przekonanie widza, „że to się dzieje naprawdę”. Trik jest tani (dosłownie – kosztuje mniej), ale dobry – są sceny zmontowanie ze zdjęć archiwalnych z dokręconymi urywkami idealnie przerobionymi tak (brak koloru, słaba ostrość, ziarnistość), że prawie nie sposób ich odróżnić.
Z przerażeniem zauważyłem, że od jesiennego wyjazdu w góry minął już miesiąc (!). W porównaniu (np.) z zeszłorocznym wyjazdem była nas garstka, byliśmy w górach tylko 3 dni i to o rzut kamieniem – w Zawoi – czyli … nietypowo.
Babia Góra 2012
Dawno nie byłem w Zawoi (bo nie lubiłem) i trudno mi sobie przypomnieć kiedy ostatnio byłem na Babiej Górze. Jakby w nagrodę – np. za to, że chodzimy TAKŻE po Beskidach – pogoda była jak marzenie. A w Zawoi … wielkie zmiany. (W telegraficznym skrócie) zauważyłem:
Najnowsze komentarze
23 tygodnie 4 dni temu
23 tygodnie 4 dni temu
23 tygodnie 4 dni temu
24 tygodnie 5 dni temu
25 tygodni 4 dni temu
33 tygodnie 6 dni temu
34 tygodnie 1 dzień temu
34 tygodnie 4 dni temu
37 tygodni 6 dni temu
41 tygodni 1 dzień temu
41 tygodni 2 dni temu
50 tygodni 2 dni temu
50 tygodni 2 dni temu
50 tygodni 6 dni temu
51 tygodni 4 dni temu