Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

archiwum


31.07.2009


Wiek średni, nr 10. Włodzimierz Wysocki - Utwory zebrane [2001]

Muzyka

W10Vladimir Vysotsky (Wysocki) - Utwory zebrane, cover.jpgWprawdzie teatr „Na Tagance” widziałem już w latach 70-tych, na muzykę Wysockiego a dokładnie płytę z jego nagraniami trafiłem znacznie później. Z pewnością miałem „winylowego” Wysockiego, ale dziś nie mogę odnaleźć ani informacji o tej płycie, ani jej okładki, więc proponuję jeden z albumów, które mam – „Utwory zebrane”. Jest to – w sensie nagrania – najbardziej zbliżona do tej, którą pamiętam, bardzo „uczesana” wersja Wysockiego, w której nie fałszuje gitara (akompaniuje nawet jakieś kombo) a sam Wysocki jest znacznie mniej demoniczny niż mógłby być. Osobiście, przynajmniej dziś, najbardziej cenię sobie nagrania bootlegowe, bowiem one znacznie dosadniej oddają charakter twórczości Wysockiego. Do słuchania, przyznaję, nadają się one słabo, gdyż pochodzą głownie ze starych, słabej jakości nagrań z niezliczonych (także nieoficjalnych) występów Wysockiego. W ZSRR nazywało się to SAMIZDAT i jest tego sporo - sam mam ponad 3 godziny „sfilmowanego” Wysockiego.

Dojrzałość, nr 07. Jacques Brel - Quand On N'a Que l'Amour [1996]

Muzyka

D07Jacques Brel - Quand On NA Que LAmour, cover.jpgMoja przygoda z Brel’em zaczęła się bardzo późno, przy okazji słuchania nagrań Karrin Allyson. Była to piosenka „Ne Me Quitte Pas” (w angielskiej wersji nazywa się ona „If You Go Away”) i na tyle mnie zaciekawiła, że zacząłem drążyć. Nie mogłem znać Brel’a z młodości, bo jego twórczość nie leżała widocznie w żadnym z nurtów, którymi interesowali się prezenterzy polskiego radia. Nie był ani „młodą falą” ani „festiwalowym dzwonem”, więc piosenek Brel’a z radia sobie nie przypominam. Tym bardziej z płyt.

Czy szkoda? Chyba nie, bo na Brel’a … byłem za młody a nieznajomość języka – w tym przypadku – w zasadzie uniemożliwia kontakt z jego twórczością. Nadal nie znam francuskiego i „kontakt” z Brel’em mam raczej niezrozumiały, to znaczy sam nie rozumiem, na czym on polega. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że spodobało mi się wiele piosenek Brel’a, kusiły bardzo urozmaiconymi melodiami i pomysłami muzycznymi a także frapującymi wykonaniami (bo Brel był w tym dobry) i nie przeszkadzało mi to (i nadal nie przeszkadza), że ni w ząb nie rozumiałem, o co w nich chodzi.

John Fogerty - The Long Road Home (DVD) ****

Muzyka | Recenzje

John Fogerty - The Long Road Home.jpgWcale nie żartuję. Naprawdę myślałem, że John Fogerty, rocznik 1945, jeśli w ogóle jeszcze gra, to tylko na nerwach swojej żonie. A jednak gra. Ten były członek zespołu „Creedence Clearwater Revival” jest posiadaczem jednego z najbardziej charakterystycznych głosów, jakie znam, przy czym jest to głos - nie wiem jak to „delikatnie” nazwać – co najmniej „przenikliwy”. Nie chodzi o to, że krytykuję, albo było w tym coś złego, o nie! CCR to był zespół, który grał łatwo, lekko, przyjemnie i … bardzo, bardzo głośno, a najgłośniejszym „instrumentem” był w nim właśnie głos wokalisty.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy stwierdziłem, że pan Fogerty nie tylko jeszcze gra – bardzo „klasycznie” rockowo i zupełnie nieźle – na gitarze (wielu gitarach, naliczyłem z 10-sięć), ale do tego śpiewa! Jak za młodu przejmującym, dźwięcznym, wysokim (lirycznym?) tenorem. Takim, od którego robi się gęsia skórka a dziewczętom miękną nogi. Na koncercie, który odbył się na 60-cio lecie artysty, w Los Angeles, zespół grał głównie stare, znane od ponad 40-tu lat przeboje. Nie oszczędzając energii (do zasilania wzmacniaczy oraz swojej), więc nic dziwnego, że sala po prostu oszalała.