Na Komedzie – uff – zakończyłem wielomiesięczną (pierwszy post z tej serii, o płycie „Ciemna strona księżyca” napisałem ponad rok temu!), katorżniczą pracę p.t. „10 płyt, które wstrząsnęły światem”. Z dziesięciu zrobiło się 30-ci a w pobitym polu zostały jeszcze takie płyty, że aż mi ich żal. Zanudzał już więcej nie będę, ale krótko tylko wspomnę o:
 - Six Violoncello Suites (CD1), cover.jpg)
Paolo Beschi - Bach J.S., Six Violoncello Suites [1998]
Genialne wykonanie genialnych suit wiolonczelowych Bacha. Już kiedyś zamęczałem tą płytą nasze towarzystwo, więc więcej nie mogę, zauważę tylko, że jest to muzyka na każdą okazję, nawet do śniadania, najlepiej na trawie.

Nirvana - Unplugged in New York [1994]
Chyba najlepsza płyta pokolenia „naszych dzieci” jaką znam. Najdziwniejsze połączenie muzycznej wrażliwości i skrajnie emocjonalnego brzmienia z najbardziej zdystansowanym wykonawstwem, jakie spotkałem. Mam DVD z tego koncertu i wręcz przeraża mnie dysharmonia pomiędzy intrygującą, wciągającą muzyką a zupełnie „nieobecnym”, odległym Cobain’em. Płyta jest bezpieczna (nic nie widać) i z czystym sumieniem polecam.
, cover.jpg)
John Coltrane – Ballads [1961]
To płyta Coltran’a, którą słyszałem jako jedną z pierwszych jego płyt. Historia jazzu, ale jakiego! To brzmienie – przynajmniej dla mnie – jest tym, co nazywamy jazzem i nie wierzę, żeby ktokolwiek mógł się oprzeć urokowi saksofonu Coltrane’a w tym wydaniu.
Najnowsze komentarze
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 5 dni temu
4 tygodnie 6 dni temu
5 tygodni 8 godzin temu
5 tygodni 2 dni temu
11 tygodni 2 dni temu
14 tygodni 1 dzień temu
15 tygodni 3 dni temu
15 tygodni 6 dni temu
21 tygodni 5 dni temu
22 tygodnie 7 godzin temu
22 tygodnie 12 godzin temu
22 tygodnie 14 godzin temu
22 tygodnie 21 godzin temu