Najnowszą płytę Pana Toma mam już od dawna (niespodziewany prezent mikołajkowy - niniejszym składam pokłony darczyńcom), ale ponieważ nie jest to ani album „christmasowy” ani jakiś lekki „kawowy” (robię kawę i do wypicia nastawiam muzykę) musiał trochę poczekać na odpowiedni moment.
„Glitter and Doom” to świetnie zmontowana składanka z wielu różnych koncertów Waitsa w USA i Europie. Składa się z dwóch płyt – pierwsza z muzyką, druga z „gadkami”, czyli grobowo – dowcipnymi opowieściami Pana Waitsa, które uwielbia on wplatać w występy. Gadek niestety nie umiem ocenić, ale muzykę owszem i „Glitter…” uważam za jeden z lepszych albumów Waitsa od wielu lat. Jasne, że nie mam jakiegoś kompletnego przeglądu, ale z tego, co ostatnio słyszałem w jego wykonaniu, „Glitter…” podoba mi się najbardziej. Pisałem już, że żałuję (nieodwracalnego chyba) odejścia Pana Toma od wyraźnej stylistyki jazzowej, w której go uwielbiałem, ale … to tylko taki (mój) kaprys. Tym bardziej, że kawałki „z saksofonem” (niekoniecznie jazzowe) na płycie też są.

Najnowsze komentarze
7 tygodni 6 dni temu
11 tygodni 13 godzin temu
11 tygodni 1 dzień temu
11 tygodni 1 dzień temu
14 tygodni 11 godzin temu
14 tygodni 2 dni temu
14 tygodni 3 dni temu
14 tygodni 4 dni temu
14 tygodni 6 dni temu
15 tygodni 5 godzin temu
15 tygodni 1 dzień temu
15 tygodni 2 dni temu
15 tygodni 2 dni temu
15 tygodni 2 dni temu
17 tygodni 2 dni temu