Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

archiwum


21.02.2012


Wojtek Mazolewski Quintet - Smells Like Tape Spirit *****

Muzyka | Recenzje

Wojtek Mazolewski Quintet - Smells Like Tape Spirit, cover.jpgPan Wojtek Mazolewski (basista) to postać nieomal renesansowa, tzn. łatwiej powiedzieć, w czym nie brał udziału, niż w czym brał. Przy tym niepokojąco renesansowa, tzn. interesują Pana Wojtka takie projekty (eksperymenty), które mnie raczej straszą. Wobec tego z nielichym zdziwieniem wysłuchałem (i natychmiast nabyłem) płytę, „ostatniego” zespołu Mazolewskiego, czyli „W.M. Quintet”. Bo?

Bo to jest proszę Państwa ukłon młodzieży w stronę „prawdziwego” jazzu. Wprawdzie w wyznaniach autorów, które można znaleźć na płycie jest mowa o Davis’ie i Coltrane’ie, ale zakładam, że to (udany) chwyt reklamowy. Doświadczenia muzyków i otaczająca ich rzeczywistość na tyle się różnią od tych z przełomu lat 50-tych i 60-tych, że granie dokładnie w „tamtym stylu” musiałoby być jakoś nieszczere – tego na szczęście muzycy z „W.M. Quintet” nie robią.

wojtek_mazolewski_quintet2.jpgwojtek_mazolewski_quintet1.jpgTo jazz „młodych gniewnych” w najlepszym tego słowa znaczeniu. Pełen energii i pomysłowości, ale też respektu dla klasycznego, akustycznego brzmienia pozbawionego efekciarstwa i opartego na, z jednej strony, wyeksponowaniu indywidualności muzyków, z drugiej zaś, na świetnym zespołowym, harmonijnym improwizowaniu.

Nie mam powodu wątpić w to, że nagrania zostały zrealizowane całkowicie ANALOGOWO w starym studio radiowym w Gdańsku. Album brzmi tak fantastycznie (!), iż nie wierzę, że panowie „kleili taśmy” a choć bardzo się starałem (a sprzęt mam) – „szumu starej płyty” nie usłyszałem. Nie usłyszałem też żadnych elektronicznych dźwięków, fifulek itp. Pan Wojtek (od basowej gitary elektrycznej) gra na kontrabasie a Pani Duda na „Stainway’u”. Brawo!

Gonzo, czyli „Dziennik zakrapiany rumem” (The Rum Diary) ****

Film | Recenzje

rum_diary_poster.jpgrum_diary_thompson.jpgSkłamałbym, gdybym uznał ten film za jakieś arcydzieło, ale tak mi się spodobała postać głównego bohatera (dziennikarza Kemp’a – w tej roli Johny Depp), że nie mogę się oprzeć wrażeniu, że „Dziennik” ma znacznie głębsze przesłanie, niż na to wygląda. Tak jak jego pierwowzór literacki, czyli powieść „The Rum Diary” Huntera S. Thompson’a.

Jaka myśl może wynikać ze sprawozdania z nudnawej pracy młodego dziennikarza w portorykańskiej (!) gazecie? Prawie żadna, ale …

Pierwowzór postaci Kempa, czyli sam Hunter S. Thompson był prekursorem – pod koniec lat 60-tych – dość awangardowego nurtu dziennikarstwa, nazywanego „gonzo”. Dziś aż takie awangardowe to nie jest, ale do dziś styl ten uważany jest za obrazoburczy, nieprofesjonalny i nieetyczny. Doskonale to widać w „Dzienniku” – kronice picia i zawalania terminów, kronice, w której – tego jestem pewien – więcej jest zmyśleń niż faktów. Kto wie jednak, czy te „zmyślenia” nie są prawdziwsze niż „obiektywna prawda”, tym bardziej, że gdzieś w tle nieuchronnie ujawniają się wady i choroby opisywanego świata, przez pryzmat alkoholowych przygód autora może nawet bardziej wyraziście.