Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

romek - dziennik

Mowa jest srebrem

Niezbyt poważne

Venus.of.Willendorf.jpgPewnego dnia, Hotentoci (Hottentotten) zatrzymują mordercę (Attentäter), oskarżonego o zabójstwo pewnej matki (Mutter) hotentockiej (Hottentottenmutter), która w dodatku jest matką miejscowego głupka i jąkały (Stottertrottel). Taka matka po niemiecku zwie się Hottentottenstottertrottelmutter, zaś jej zabójca nazywa się Hottentottenstottertrottelmutterattentäter.

Miejscowi schwytali mordercę i umieścili go prowizorycznie w zabitej deskami klatce na kangury (Beutelrattenlattengitterkotter), lecz więźniowi udaje się uciec. Rozpoczynają się poszukiwania. Po chwili do wodza przybiega hotentocki wojownik krzycząc:

— Złapałem zabójcę! (Attentäter).
— Tak? Jakiego zabójcę? — pyta wódz.
— Beutelrattenlattengitterkotterattentäter — odpowiada wojownik.
— Jak to? Tego zabójcę, który jest w klatce na kangury? — pyta hotentocki wódz.
— Tak — odpowiada tubylec — to jest ten Hottentottenstottertrottelmutterattentäter (zabójca hotentockiej matki głupka i jąkały).
— Aha! — rzecze wódz Hotentotów — trzeba było od razu mówić, że schwytałeś Hottentottenstottertrottelmutterbeutelrattenlattengitterkotterattentäter!

List Hołdysa

Poważne

demonstracje_niemcy.jpgList Hołdysa czytałem, słyszałem o nim już dość dawno i nie mam zastrzeżeń. Wszystko mi się zgadza, oprócz diagnozy.

O ile dobrze zrozumiałem, chodzi o to, że nie ma dziś opozycji a jeśli jest, to miałka, nieaktywna, mało sprytna itp. i żeby to uzasadnić, porównuje – moim zdaniem zupełnie błędnie – (np.) dzisiejszy KOD z dawnym KOR’em.

Opozycja.

Dawniej opozycja była IDEOLOGICZNA, dziś jest POLITYCZNA a porównywanie tych „bytów” nie ma sensu. Mówiąc krótko, ideolodzy chcieli coś zrobić a politycy chcą przejąć władzę.

Niezależnie od tego, czy mi się to podoba, czy nie, przyznaję, że polityka nie ideologiczna ma jak najbardziej sens. Żeby dziś dojść do władzy, nie trzeba wiele robić, wystarczy tylko zohydzić, skompromitować i ośmieszyć tych, którzy przy władzy byli poprzednio. A ponieważ jakakolwiek rywalizacja przeniosła się na ekrany telewizorów i portale, liczą się WYBORY, WYBORCY, NOTOWANIA, POPULARNOŚĆ, OGLĄDALNOŚĆ, CZYTALNOŚĆ. Reszta jest złudzeniem (politycznym). Naprawdę.

Czepianie się opozycji, choć słuszne, jest bezcelowe. Nie wiem, może przed kilkudziesięciu laty, „praca” do czegoś prowadziła, nawet dziś prowadzi, ale „pracą” z pewnością nie można dziś dojść do władzy. To tak nie działa. Oczywiście sam z rozrzewnieniem wspominam edukację, pracę u podstaw, słowo pisane itp. nauczycieli, autorytety, mentorów. I widzę, dziś łatwo to zauważyć, że jakiekolwiek kształtowanie poglądów ma rację jedynie wtedy, gdy trwa całe lata, wiele lat. KILKA KADENCJI SEJMU.

Wybaczcie, ale przez kilka kadencji sejmu kilka razy zmieni się system edukacji, ochrony zdrowia, emerytalny i podatkowy. Zmienią się nauczyciele, programy szkolne, żadne poglądy się nie ukształtują a „praca u podstaw” będzie wiele razy rozpoczynana od podstaw.

Efekt Streisand

Niezbyt poważne

Efekt Streisand – rodzaj internetowego zjawiska, w którym na skutek prób cenzurowania lub usuwania pewnych informacji (plików, zdjęć czy nawet całych stron internetowych) dochodzi w krótkim czasie do rozpowszechnienia ich wśród jak najszerszej grupy odbiorców, np. poprzez stosowanie tzw. mirrorów bądź poprzez sieci peer-to-peer.

Rozgłos towarzyszący poszukiwaniu takiej, choćby błahej, informacji wpływa na wrażenie zwiększania się jej „wartości” dla potencjalnych odbiorców, co w efekcie przekłada się na wzrost jej popularności. Przykładem efektu Streisand była sytuacja po publikacji w Internecie w lutym 2009 roku filmu z rozmową Kamila Durczoka, w którym prezenter Faktów TVN używa wulgarnych słów. Telewizja TVN bezskutecznie próbowała zabronić rozpowszechniania nagrania, powołując się na prawa autorskie [Wiki].

Pazerność. Barbara Streisand

Posiadłość w MalibuPrzyczyny wywołania Internetowej burzy są różne, ale jednym z najbardziej spektakularnych jest pozew Barbary Streisand przeciwko autorom projektu „California Coastal Records Project”. Projekt polegał na bardzo dokładnym sfotografowaniu całego wybrzeża Kalifornii w celach naukowych i opublikowaniu tych zdjęć. Miało to na celu zwrócić uwagę opinii publicznej na erozję morskiego brzegu, uświadomić zagrożenie, nakłonić władze do przeciwdziałania itp.

Adwokaci Pani Barbary znaleźli, na jednym z 12 tysięcy (!) opublikowanych zdjęć („Image 3850”), bardzo dobrą lotniczą fotografię jej posiadłości w Malibu. Hurra! Zakasali rękawy i wystąpili z pozwem o naruszenie prywatności, żądając odszkodowania w wysokości … 50 tyś. USD!

Pozew – skrajnie durny – chyba nawet nie trafił na dobre do sądu, ale … wywołał nieprzewidziany oddźwięk w Internecie. Przed pozwem zdjęcie 3850 pobrane zostało 6 razy, z czego 2 razy pobrali je adwokaci Streisand a potem … w ciągu miesiąca dom Pani Barbary obejrzało 420 000 internautów!

Od tego właśnie wybuchu popularności i ważności czegoś zupełnie błahego wzięła się nazwa zjawiska – „Efekt Streisand”.

Ortodroma

Niezbyt poważne

Zadanie.

Ortodroma.Mercator.pngTestuję program odbierający informacje o położeniu, wysyłane przez urządzenia (specjalne radiotelefony) wyposażone w lokalizatory GPS. Urządzenia nadają, ja odbieram, OK. Oczywiście nie chce mi się chodzić bez sensu po mieście, żeby sprawdzić, czy wszystko działa poprawnie, więc wymyśliłem, żeby zmajstrować symulator, który będzie „wysyłał do programu” takie same (podobne) informacje, zmieniające się np., co 10 sek.

Wprost niepojęte!

Miałem – sądziłem, że trafiony – prosty pomysł. Mam punkt o współrzędnych (np.) 50° 09’ N, 18° 37’ W (w pobliżu Rybnika). Potrzebuję wyznaczyć kilkanaście punktów na obwodzie koła o promieniu 1 mili (jestem sprytny, bo 1 mila = 1’ kątowa), czyli szukam punktów końcowych dowolnej (w początkowych kierunkach N, NNE, NE, NEE, E itd.) ortodromy o długości 1 mili, której punkt początkowy mam podany. Sądziłem, że to jakieś zadanie z nawigacji i (w miarę) łatwo znajdę rozwiązanie w Internecie, ale gdzie tam!

Można znaleźć 125 678 (słownie: sto dwadzieścia pięć tysięcy sześćset siedemdziesiąt osiem) webowych aplikacji, które rysują kółka na mapie, opisują jakieś kosmiczne sposoby wykorzystania Google Apps, ale żadnych wzorów (formuł, zależności, równań) – nie znalazłem. Kiedy w końcu na stronie poświęconej nawigacji żeglarskiej, przeczytałem, że mam to zrobić za pomocą „nawigatora” jachtowego GXT-590 (najlepiej w wersji PRO-NAV), poddałem się i … zrobiłem wszystko sam.

Czy to jest kraj dla starych ludzi?

Foto

Rodzice.03.jpgRodzice.02.jpgRodzice.01.jpgPrzy okazji przygotowywania do publikacji zdjęć z Brazylijczykami oraz późniejszej korespondencji z Bożenką na ich (zdjęć) temat przyszła mi do głowy ciekawa refleksja.

Liliani ma całkiem niezłe oko (do zdjęć). Jest przy tym bardzo „eklektyczna”, tzn. robi równocześnie zdjęcia prażonemu serowi i całkiem nieźle komponuje ujęcia nieomal artystyczne. „Prażonego sera” raczej nie, ale tych drugich – ewidentnie – zazdroszczę. Zauważcie, jak wiele autentycznie ładnych zdjęć zrobiła rodzicom, choć młodzi wcale oni nie są. Na czy polegał ten trik?

Rodzice.06.jpgRodzice.05.jpgRodzice.04.jpgMam teorię, że tym lepiej się „wychodzi” na zdjęciach im lepiej się czujemy sami we własnej skórze. Brazylia – czy też jej socjologia, społeczeństwo – bardzo temu pomaga, bo nie ma tam jeszcze, obowiązującego już w Europie modelu urody typu „szczupła nastolatka”. Nie mówiąc o Stanach, gdzie jakaś nieprawdopodobna liczba kobiet (i to całkiem młodych) „nosi” silikonowe gruszki zamiast piersi.

Pszczyna Summer Meeting 2016

Foto

Kraków, PszczynaPraga, PszczynaWiem, epatuję znajomością języków, ale tegoroczna wizyta „Brazyli” w Pszczynie zbiegła się w czasie z wizytą Krzysztofa z Marią (Stuttgart), Leszka (Wiedeń) i wspólnym wyjazdem z Moniką i Marcinem (Małopolska) w góry, co oceniłem za wystarczająco „międzynarodowe”, żeby zaszaleć z tytułem.

Zdjęć – ja i Liliani – pstrykaliśmy mnóstwo, całe setki, więc trudno było nie tylko je wybrać, ale też jakoś sensownie zaprezentować w je portalu. Każdy album, ze zdjęciami moimi i Liliani publikuję w „Serwisach fotograficznych” a tu, tylko linki do nich (poniżej oraz po pstryknięciu w zdjęcie obok).

Albumy

TatryPieninySkansen

Wrażenia

Wiem, jestem stary i staję się (chyba) sentymentalny, ale kiedy podczas obiadu w schronisku „Trzy Korony” (dawniej „Schronisko Śląskie”) wspominaliśmy z Moniką nasz ostatni w nim pobyt (1993, Zbyszek miał wtedy – ukradzione potem w Warszawie – grafitowe BMW M6), to miałem łzy w oczach. Było wtedy brudno i śmierdząco, jakieś szmaty wisiały na ścianach, w kilkuosobowych pokojach straszyły żelazne łóżka. Dziś ma 2 i 4 osobowe pokoje z łazienkami, panele słoneczne na dachu, ogródek dla dzieci (z leżakami dla rodziców), przytulną restaurację i zupełnie niezłe jedzenie.

XML feed