Barcelona

Jak zapewne niektórzy z was wiedzą, a inni może nie, tegoroczny tydzień ferii zimowych spędziłam w Barcelonie u mojej koleżanki Laury, którą poznałam mieszkając w Paryżu.


Było naprawdę cudownie i nie chodzi już tylko o piekną gotycką i secesyjną zabudowę miasta, ale przede wszystkim o pogodę. 20 stopni, słońce, palmy, cytryny rosnące na tarasie, a wszystko to w połowie lutego - to się nazywa wakcje.


Co do atrakcji turystycznych to odrobine zakosztowaliśmy wiele lat temu, ale był to jedynie przedsmak. Teraz już wiem, że w najpiękniejszym zabytkiem Barcelony jest La Pedrera Gaudiego i może Sagrada Familia (choć obecnie jest tam jeszcze większy plac budowy, ale prace się jednak widocznie posuwają).




Co do przysmaków, to niestety nie spróbowałam słynnej szyneczki, ale za to najadłam się truskawek i owoców morza. Stanowczo jednak odradzam sangrię, która jest chyba najtańszym stołowym winem przygotowanym a la grzaniec galicyjski tylko z lodem - ochyda!


Po tym wszystkim doszłam do wniosku, że jeżeli chodzi o planowanie wakacji to ludzie są jednak jacyś paradoksalni. Zimą jeżdzą na narty w góry gdzie jest taka sama zima, a latem nad morze gdzie jest tak samo ciepło jak w domu. Ja zdecydowanie jestem za ciepłymi krajami zimą, bo wtedy dopiero można docenić prawdziwy urok lata.
Żeby wam się zrobiło żal dołączam kilka zdjęć z mioch cudownych ferii :p)
Wiadomość dla Tomka: dziękuje za informacje o marcowym wyjeździe na narty, niestety jeden wyjazd na zimę to szczyt moich finansowych możliwości więc narty niestety odpuszczam.