Nie mogę pisać tego za każdym razem, kiedy wyjeżdżamy na wakacje czy w góry, ale pierwszy odruch jest prawie zawsze taki sam – „Tym razem Ojciec Dyrektor przeszedł samego siebie”.
I nie chodzi o to „gdzie” jedziemy, choć nie jest to bez znaczenia ale, „jak” spędzamy tam czas. Sam najchętniej spędziłbym wakacje w miejscowości Leniuszki na czytaniu, słuchaniu muzyki i oczywiście … bezsensownym i bezmyślnym nicnierobieniu. Przynajmniej tak mi się wydaje. Oczywiście nie jestem w stanie tego sprawdzić, od wielu bowiem lat tak skutecznie zostałem wdrożony do realizowania modelu aktywnego wypoczynku, że inaczej już nie .. umiem. A wakacje w miejscowości Leniuszki traktuję z kpiącym uśmiechem jak wirtualne marzenie … „gdybym był piękny i bogaty”. Kiedy więc w czwartek wieczorem (ok. 22) zjawiliśmy się z Marysią w Sochach niedaleko Zwierzyńca i dowiedzieliśmy się, że jutro wybieramy się na 50-cio kilometrową wycieczkę rowerową, nawet mi oko nie drygło. Rowery? OK, Mary.
Sprawozdanie zawiera głównie teksty „merytoryczne”, będące cytatami ze stron internetowych (np. pl.wikipedia.org oraz pilot.pl) i moje komentarze, które – mam nadzieję - nieco ożywiają i subiektywizują „encyklopedyczne” teksty.
Wyprawa rowerowa. Zwierzyniec – Obrocz – Guciów – Bondyrz – Kaczórki – Namule - Malewszczyzna – w prawo na Hucisko – Stara Huta – i w lewo przez las do drogi Józefów-Zwierzyniec – Zwierzyniec.

Jak łatwo dostrzec na zdjęciu satelitarnym, aż 50 km to nie było, ale .. OD zgodził się nieco „osłabić” plany, dzięki czemu moja dupa jakoś to wytrzymała. Mimo to, następnego dnia na rower NA PEWNO już nie wsiadłbym, choć przyznaję, że wycieczka była FANTASTYCZNA. Najmilej wspominam:
Miasto nad Wieprzem, na terenie Roztoczańskiego Parku Narodowego (znajduje się tutaj siedziba Parku). Według danych z 31 grudnia 2004, miasto miało 3324 mieszkańców. Na zachód od Zwierzyńca w odległości 3 km przebiega granica pomiędzy wapienno - piaskowym Roztoczem Środkowym, a lessowym Roztoczem Zachodnim. Zwierzyniec uchodzi za "stolicę" Roztocza Środkowego. Miasto ze wszystkich stron otoczone jest lasami, które zajmują aż 66% powierzchni gminy.
Najbardziej reprezentatywną budowlą miasteczka jest kościół na wysepce pod wezwaniem św. Jana Nepomucena z barokową fasadą. W skromnym wnętrzu znajdują się polichromie Łukasza Smuglewicza. Warto też zobaczyć browar założony przez Zamoyskich w 1806 r. (obecnie jest filią Browaru Lublin). W przyległym do browaru parku wystawiono kamienny obelisk upamiętniający nalot szarańczy w 1711 r.
Historia:
Odwiedź:
Przeprowadzka i wycieczka do Zamościa.
W sobotę rano przeprowadziliśmy się z domku w Sochach, gdzie nie za bardzo nam się podobało, do przesympatycznego i wygodnego domku w Obroczy, na który trafiliśmy w trakcie wycieczki rowerowej. W pakowaniu i rozpakowywaniu jesteśmy sprawni, przeprowadzka odbyła się więc błyskawicznie. Już gdzieś koło południa wyjechaliśmy do Zamościa.
Zamość zrobił na mnie trochę dziwne wrażenie - pewnie się narażę. Jest … piękny, majestatyczny, niby nic mu nie brakuje, ale jakiś dziwnie „bezludny”. Jak Moskwa za czasów Breżniewa (choć żyło tam ok. 7mln ludzi) lub Stadion Śląski podczas meczu GKS’u z Arką Gdynia (gdyby się taki tam odbył) – jakby za duży. Oczywiście przesadzam, ale coś mnie w Zamościu zaniepokoiło i sam próbuję dociec co.
Na pewno świetnym pomysłem jest wpuszczenie tam, na ulice miasta - kultury, na czego ślad trafiliśmy właśnie w sobotni wieczór. Na rynku odbył się koncert w ramach Festiwalu New Cooperation. Całkiem ciekawy, ze świetny finałem z udziałem „dziadka” Ptaszyna Wróblewskiego.
Nieco przydługi film można znaleźć na stronach portalu roztocze.com
Organizowany przez Stowarzyszenie Zamojski Klub Jazzowy im. Mieczysława Kosza, z roku na rok zyskuje coraz większy prestiż.
Ostatnia edycja, która odbyła się w ubiegły weekend w Zamościu i Łucku, wzbudziła olbrzymie zainteresowanie miłośników jazzu. Na plenerowej scenie zagrał między innymi zespół RGG, liderem którego jest utalentowany perkusista Krzysztof Gradziuk z Zamościa. Z zespołem RGG wystąpił ojciec chrzest- ny jazzowych wydarzeń w Zamościu Jan Ptaszyn Wróblewski. On też poprowadził koncert. Znakomicie powitana została Karolina Mirowska, laureatka ostatnich Międzynarodowych Spotkań Wokalistów Jazzowych, która stała się gwiazdą New Cooperation. Wspaniale zagrał także Ukrainiec Oleg Pakowski ze swoim trio oraz angielski muzyk Julian Thomas. Bardzo dobrze zaprezentował się Big Band pod kierunkiem Romana Malinowskiego z Tomaszowa Lubelskiego.
Janusz Kawałko
(łac. Zamoscia) nazywany "Perłą Renesansu", "Miastem Arkad" i "Padwą Północy" jest miastem powiatowym położonym na Wyżynie Lubelskiej. Liczy 66.675 mieszkańców (2004 r.).
Został założony i prawa miejskie uzyskał w 1580 roku na mocy przywileju lokacyjnego wystawionego przez kanclerza i hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego. W I Rzeczypospolitej należał do powiatu krasnostawskiego ziemi chełmskiej województwa ruskiego.
Koniec XVII i początek XVIII wieku charakteryzował się szybkim rozwojem miasta i osiedlaniem się ludności nie tylko polskiej ale również Ormian, Żydów, Greków czy Ukraińców. Pociągało to za sobą rozbudowę miasta ze szczególnym uwzględnieniem świątyń różnych wyznań: katolickiego (obrządki: rzymski, greckokatolicki i ormiański), prawosławnego, judaizmu. Pomyślny trend wzrostowy został jednak zahamowany przez okres niepokojów wewnętrznych i zewnętrznych nękających Rzeczpospolitą w XVII wieku.
Historia:
Odwiedź:
Spacer po wzgórzach w okolicach Obroczy – Zagroda Guciów.
Niedzielny leniwy poranek gładko przeszedł w lekką wycieczkę wzgórzami nad Obroczą. Piaszczyste ścieżki, kwiatki, zarośla, drzewa i potoki – Roztocze jak malowane. Wycieczka miała jasno określony cel - Zagroda Guciów.
„Muzeum” czy „skansen” to nieco zbyt grube słowa na określenie tego przytulnego i uroczego miejsca – tak to zrozumiałem – powstałego wynikiem starań bardzo pozytywnie zakręconych miłośników historii i lokalnego folkloru. Co by nie było w Zagrodzie Guciów, my myśleliśmy głównie o … jedzeniu. Bowiem karczma w Zagrodzie a raczej to, co w niej podawano – oj! Wszystko było dobre, ale w szczególności polecamy:
Na szczęście Unia jeszcze o tym nie wie, bo akcje wszystkich koncernów śmietanowo – mleczno - serowych trzasnęłyby o parkiet z hukiem. Konkurencja nie ma wielkich szans i może:
Guciów – wieś w Polsce położona w województwie lubelskim, w powiecie zamojskim, w gminie Zwierzyniec. We wsi znajduje się muzeum etnograficzno-przyrodnicze "Zagroda Guciów" Anny i Stanisława Jachymków, wpisane do rejestru zabytków. Składa się z chałupy, stodoły (wybudowane w XIXw.) i obory z pod dachem (początek XX wieku).
Na pobliskim wzgórzu zwanym Monastyr lub Starzyzna znajdują się pozostałości grodziska typu wyżynnego (widoczne zarysy wałów) funkcjonującego od IX do XI wieku. Przyjmuje się, że był to jeden z grodów wchodzących w skład większej grupy osad otwartych. W okolicy znajdują się również cmentarzyska kurhanowe.
Wycieczka w okolicach Zwierzyńca. Zwierzyniec - Góra Bukowa – Staw Echo – Zwierzyniec.
W poniedziałek OD wyraźnie przesadził. Najprawdopodobniej zestresował go spływ kajakowy planowany na wtorek i w obawie przed czekającym nas horrorem (bo jak nam wychodzą spływy kajakowe – wszyscy wiemy) po prostu dał nam odpocząć. Tzn. nie tak całkiem – co to, to nie – ale poniedziałkowa wycieczka była naprawdę spacerkiem, który – jak łatwo się domyśleć – skończył się w browarze w Zwierzyńcu (Zwierzyniec = Browar).
Bukowa Góra - wzniesienie na Roztoczu o wysokości 310 m n.p.m., znajdujące się w rezerwacie przyrody o tej samej nazwie (Rezerwat przyrody Bukowa Góra), na obszarze ochrony ścisłej Roztoczańskiego Parku Narodowego. Znakomity punkt widokowy na pobliskie tereny Roztocza Środkowego oraz na położoną w malowniczym wąwozie wieś Sochy.
Rezerwat Bukowa Góra był pierwszym chronionym obiektem na terenie dzisiejszego Parku. Powstał on w 1934 r. w dobrach Ordynacji Zamojskiej koło Zwierzyńca i objął ok. 117 ha najładniejszych buczyn i jedlin.
Na Bukową Górę prowadzi ścieżka przyrodnicza, która ma swój początek w Zwierzyńcu. Jest to jedna z najciekawszych tras poznawczych Roztoczańskiego Parku Narodowego, umożliwiająca zapoznanie się z jego cennymi walorami przyrodniczymi.
Spływ kajakowy rzeką Wieprz (mniej więcej od miejsca pomiędzy Kaczórkami a Bondyrzem – do miejsca pomiędzy Bondyrzem a Zagrodą Guciów). Wieczorem wilgoć wąwozu.

Kajaki są naprawdę cudne! W porównaniu z rowerami – szczególnie jeśli się spływa Wieprzem i to przez 2 godziny – jest to po prostu luksus, a ponieważ w noszeniu kajaków i taplaniu się w wodzie mamy już spore doświadczenia, z nowych doświadczeń mieliśmy te najlepsze. Że się płynie, że się kołysze, że się obija o brzegi i obraca. Super, brawo, aha!
To rzeka we wschodniej Polsce, prawy dopływ Wisły. Długość rzeki wynosi 303 km, a powierzchnia jej dorzecza 10,4 tys. km2. Swoje źródła bierze z okolic Tomaszowa Lubelskiego na Roztoczu, a uchodzi do Wisły w Dęblinie. Połączona z Krzną za pomocą Kanału Wieprz-Krzna.
Tak naprawdę, „Wilgoć wąwozu” to nazwa trunku, który podawano w Zagrodzie Guciów. Nie był specjalnie dobry w przeciwieństwie do naszej „wilgoci” – z Obroczy.
Ponieważ z kajaków wróciliśmy dość wcześnie i kręciliśmy się trochę bezmyślnie na ganku, Pan gospodarz skorzystał z okazji i przyszedł do nas – zaprzyjaźniać się - z butelką bimbru własnej roboty. OD i Kurczak pojechali po pstrągi, w pierwszej chwili atak odpieraliśmy więc dzielnie ja z Miśkiem. Nie za szybko, więc reszta Panów zdążyła wrócić i przyłączyć się. Wszyscy bez wyjątku stwierdzili, że bimber jest najwyższej jakości i zgodnie ustaliliśmy, że potrzebna jest jeszcze jedna butelka. Kupiliśmy, OK.
Na obiad były pstrągi z grilla, sałatki i … piwo, bo po bimbrze został tylko zachwyt. Tymczasem nastał wczesny wieczór i do zachwytów nad bimbrem, który tym czasem ochrzciliśmy „wilgocią wąwozu”, przyłączył się nasz sąsiad. W poniedziałek bowiem, do naszego domku wprowadziła się przesympatyczna rodzina z … no skąd? Z Monachium! Wiadomo, że Ci z Monachium lubią się zaprzyjaźniać, więc w ramach zaprzyjaźniania pękła 3-cia butelka „wilgoci”. Ale Kurczak nie byłby Kurczakiem, gdyby pozwolił się komuś zaprzyjaźniać jako ostatniemu. Wobec tego, z przepastnego bagażnika swego BMW X3D-GTX-Sensor.Dot.Com wydobył jeszcze … litrową butelkę Metaxy.
No.. po prostu piękny był ten wieczór. I ta „wilgoć wąwozu”, po której rano nikt nie miał ani śladu kaca.
Na szczęście Unia jeszcze o tym nie wie …. itd., itp. Nie będę się powtarzał.
Wycieczka wąwozami na zachód od Szczebrzeszyna.
Roztoczańskie wąwozy kusiły nas od początku, bo w końcu to „jakby góry”. Pamiętam nawet, że kiedy - już po ciemku - dojeżdżaliśmy w poprzedni czwartek do Szczebrzeszyna, ze zdziwieniem zauważyłem … że pniemy się w górę serpentynami! Trzeba to było sprawdzić.
Wybraliśmy na mapie jeden na chybił-trafił i rzeczywiście. Przynajmniej na początku ma się wrażenie – choć zupełnie nie ma skał – że jesteśmy gdzieś … w małych Pieninach. Nawet pogoda nam „dopisała”. Zachmurzyło się bowiem prawdziwie po „beskidzku” i zaczął lać deszcz , który powoli przeszedł w grad. Złudzenie trwało jednak krótko. Wypogodziło się nieco i kiedy wyszliśmy z wąwozu … na pola … czar prysł. Płasko i ni cholery nie wiadomo, gdzie właściwie jesteśmy i gdzie właściwie mielibyśmy iść. Przy braku wyraźnych punktów orientacyjnych, nawet z kompasem mieliśmy kłopoty z odnalezieniem innej „doliny”, w której rano zostawiliśmy samochód. Kluczyliśmy więc trochę desperacko, ale nie takie ćwiczenia (na orientację) już przerabialiśmy i na auto trafiliśmy wzorowo.
Pylasta skała osadowa, zwięzła składająca głównie się z drobnych okruchów kwarcu, nawianych przez wiatry wiejące od strony lądolodu. Less to osady powstałe podczas plejstoceńskich zlodowaceń. Less ma barwę żółto-brązową.
Pokrywa lessowa - powstała w wyniku działalności wiatru - wiatr osadza drobne cząsteczki pyłów. Na pokrywach lessowych tworzą się czarnoziemy. Największe pokrywy lessowe występują w Chinach, gdzie ich grubość dochodzi do kilkuset metrów.
W Polsce występuje najczęściej na Lubelszczyżnie i na Śląsku. Miąższość pokładów w Polsce waha się od kilku do kilkunastu metrów. Akumulacja lessu zakończyła się około 15.000 lat temu, a więc od tego czasu postępuje degradacja tego osadu.
Formy lessowe:
Miasto w województwie lubelskim, nad rzeką Wieprz, około 5357 mieszkańców (stan na rok 2004). Niegdyś gród obronny na trakcie kijowskim. W latach 1975-1998 miasto administracyjnie należało do woj. zamojskiego.
Szczebrzeszyn posiada prawa miejskie od 1352 roku (nadane przez Kazimierza Wielkiego); w czasie reformacji miasto było ośrodkiem kalwińskim. Ścierały się tutaj różne kultury i religie: katolicy, żydzi, kalwini, arianie. O przeszłości świadczą pozostałe budowle: barokowy przyklasztorny kościół św Katarzyny, cerkiew o obronnym charakterze z XV wieku, synagoga. Obrazu dopełnia jeden z najstarszych żydowskich cmentarz - kirkut ze swoimi macewami.
Miasto to znane jest głównie z wiersza Jana Brzechwy, dlatego umieszczono tu drewniany pomnik chrząszcza grającego na skrzypcach przy malowniczym źródełku.
Nie będę się czepiał, więc powiem tylko, że Szczebrzeszyn można sobie darować, razem z pomnikiem chrząszcza, który – jak się okazuje – jest po prostu picem i fotomontażem. Zacznijmy jednak od znanego wiersza.
Wół go pyta: "Panie chrząszczu,
Po co pan tak brzęczy w gąszczu?"
"Jak to - po co? To jest praca,
Każda praca się opłaca."
"A cóż za to pan dostaje?"
"Też pytanie! Wszystkie gaje,
Wszystkie trzciny po wsze czasy,
Łąki, pola oraz lasy,
Nawet rzeczki, nawet zdroje,
Wszystko to jest właśnie moje!"
Wół pomyślał: "Znakomicie,
Też rozpocznę takie życie."
Wrócił do dom i wesoło
Zaczął brzęczeć pod stodołą
Po wolemu, tęgim basem.
A tu Maciek szedł tymczasem.
Jak nie wrzaśnie: "Cóż to znaczy?
Czemu to się wół prożniaczy?!"
"Jak to? Czyż ja nic nie robię?
Przecież właśnie brzęczę sobie!"
"Ja ci tu pobrzęczę, wole,
Dosyć tego! Jazda w pole!"
I dał taką mu robotę,
Że się wół oblewał potem.
Po robocie pobiegł w gąszcze.
"Już ja to na chrząszczu pomszczę!"
Lecz nie zastał chrząszcza w trzcinie,
Bo chrząszcz właśnie brzęczał w Pszczynie.
Mam 2 podchwytliwe pytania:
Bąk, Botaurus stellaris, ptak z rodziny czapli. Duży, masywny o grubej szyi - długość ciała osiąga 76 cm, waga - 1200 g. Zarówno samica jak i samiec nie różnią się wyglądem. Upierzenie ich jest żółtobrązowe (o barwie trzciny) z podłużnymi pręgami, wierzch głowy czarny, gardło białe. Po trzcinach wspina się charakterystycznym pełzającym ruchem. W niebezpieczeństwie potrafi całymi minutami stać nieruchomo w pozycji słupka. W locie można zobaczyć charakterystyczne szerokie, okrągłe skrzydła oraz wyciągniętą szyję. Zamieszkuje rozległe trzcinowiska, gdzie buduje płaskie gniazdo. Jego pokarm stanowią ryby, płazy, pijawki, owady wodne. Występuje Europie; w Polsce przylatuje w III-IV, odlatuje w IX-XI.
Wycieczka do rezerwatu „Szumy nad Tanwią”.

Pomijając doskonałe wycieczki „przyrządowe” – rowery i kajaki – najbardziej udana a z pewnością najciekawsza była wycieczka do rezerwatu nad Tanwią. Długich odcinków szlaku wzdłuż wyraźnie szumiącej rzeki płynącej wśród pięknego, starego lasu z niczym nie da się porównać – wierzcie mi, nic takiego nie widzieliście. A las? Nie wiem jak to opisać, bo równocześnie nie jest to piaszczysty „suchciel” jak na Pomorzu i nie jest to też typowy, ciemny, „krzaczasty” las z Beskidów. Sucho, zielono, raczej widno – a „na dole” jagody, wrzos, grzyby (!) - cudnie. Grzybów było tyle, że zupełnie „od niechcenia”, nazbieraliśmy ich całkiem sporo i były jak znalazł jako dodatek do kiełbasek na kolację.

Małe, malownicze wodospady zwane są lokalnie szumami, szypotami, sopotami lub porohami. Ich historia sięga trzeciorzędu. Wtedy to nastąpiło wydźwigniecie wyżynnego obszaru Roztocza, przy jednoczesnym opadnięciu Kotliny Sandomierskiej. Na granicy obu krain powstała linia spękań tektonicznych w postaci skalnych uskoków. To są właśnie dzisiejsze szumy, ubarwiające dna Jelenia, Tanwi, Sopotu i Szumu w krawędziowej części Roztocza. Krawędź Roztocza jest wyraźnie zaznaczającym się w rzeźbie terenu fragmentem biegnącej tędy granicy geologicznej pomiędzy fałdową Europą Zachodnią i płytową Europą Wschodnią. Jest to zarazem jedna z najwyraźniej zaznaczonych granic fizjograficznych w Polsce.
Za jeden z najpiękniejszych szlaków na Roztoczu jest uznawany szlak szumów. Szlak robi największe wrażenie, gdy pokonuje się go od strony potoku Jeleń. Mijamy najpierw samotny, największy szum, potem kilka mniejszych i wreszcie składającą się z 24 progów serię wodospadów w Rebizantach. Najpiękniejsze fragmenty dolin potoku Jeleń i rzeki Tanew chronione są w rezerwacie "Nad Tanwią".
Przenosimy się z Obroczy do Przemyśla.
Na przeprowadzkę z Obroczy do Przemyśla mieliśmy cały dzień a ponieważ nie jest to aż tak daleko, po drodze odwiedziliśmy wiele atrakcyjnych miejsc.
Miasto w woj. podkarpackim, w powiecie lubaczowskim, siedziba gminy miejsko-wiejskiej Narol. Położone na Roztoczu Wschodnim, nad rzeką Tanwią.
Główną, o ile nie jedyną atrakcją Narola jest zespół parkowo-pałacowy, który – łagodnie mówiąc – czasy świetności ma już za sobą, niemniej jest szansa, że zostanie ożywiony za sprawą fundacji prof. Kłosiewicza. Prace konserwatorskie i budowlane trwają, co nawet widać, a w ruinach odbywają się wcale ciekawe koncerty muzyki poważnej. Brawo!
Organizacja pozarządowa utworzona w roku 1999 przez prof. Władysława Kłosiewicza odbudowuje XVIII-wieczny zespół pałacowo - parkowy w Narolu w celu utworzenia w nim artystycznego centrum naukowo-szkoleniowego, nawiązującego do tradycji szkoły artystycznej założonej przez Feliksa Antoniego hr. Łosia - budowniczego i pierwszego właściciela pałacu.
Fundacja prowadzi działalność w zakresie edukacji kulturalnej i promocji twórczości, inicjuje i wspiera przedsięwzięcia służące integracji i edukacji artystycznej uzdolnionej młodzieży, działa na rzecz ochrony dziedzictwa przeszłości i zabytków kultury, organizuje liczne spotkania i międzynarodowe imprezy kulturalne.
Lecznicze właściwości tutejszych źródeł siarczkowych znane były od dawna. Miała tu bywać w celach zdrowotnych Marysieńka Sobieska, a nawet sam król Sobieski. Udokumentowane początki uzdrowiska to jednak dopiero koniec XIX w., kiedy to Aleksander Poniński urządził pierwszy, prymitywny zakład kąpielowy. Wykorzystywana była woda z dwóch źródeł: z jednego do kapieli, z drugiego do picia. Kąpiele odbywały się w szopie, w której urządzono trzy kabiny z trzema wannami każda. Kuracjusze (w sezonie nawet 300 osób) mieszkali w karczmie, w klasztorze, w oficynie dworskiej lub u okolicznych gospodarzy. W 1919 r. Mieczysław Orłowicz pisał w "Ilustrowanym Przewodniku po Galicyi": Mały, prymitywnie urządzony, prawie wyłącznie przez Żydów frekwentowany zakład kąpielowy siarczany o kilku łazienkach. Wspominał natomiast o dużym zakładzie kapielowym w pobliskim Niemirowie. W 1923 r. nowy właściciel, Stanisław Karłowski ponownie uruchomił uzdrowisko. Nowy zakład kąpielowy powstał w kompleksie posiadłości dworskiej. W miejscu, gdzie biły lecznicze źródła, powstał park zdrojowy. W latach 30. XX w. było tu już 16 pensjonatów oferujących 500 miejsc.
Wszystkie urzadzenia kąpielowe i większość pensjonatów zostało zniszczonych w czasie II wojny światowej. Od 1948 r. rozpoczęły się niezorganizowane zabiegi w prymitywnych warunkach. Próby odtworzenia uzdrowiska natąpiły w 1957 r. W 1962 r. wybodowano z inicjatywy Centrali Rolniczych Spółdzielni mały zakład przyrodoleczniczy. W 1969 r. powstało w adaptowanym pałacu Ponińskich sanatorium "Metalowiec". W 1973 r. zakład przyrodoleczniczy został przejety przez P.P. "Uzdrowiska Polskie". Od 1973 r. Horyniec ma status uzdrowiska.
Wieś w Polsce położona w województwie podkarpackim, w powiecie lubaczowskim, w gminie Horyniec-Zdrój.
Tu się muszę wtrącić, bo cerkiew w Radrużu pamiętam jeszcze z czasów młodości, kiedy się cerkwiami interesowałem nieco dogłębniej. Była to jedyna w Polsce cerkiew, zaliczana do zabytków klasy „0” (dziś już ta klasyfikacja nie jest stosowana), tzn. była „obiektem lub zespołem zabytkowym o najwyższej wartości artystycznej, naukowej i historycznej, które mogą być uznane za pomniki historii o znaczeniu światowym”. Wtedy była na mapie tak daleko od czegokolwiek, że nawet nie umiałem sobie wyobrazić, że będę miał okazję ją kiedyś zobaczyć ... a jednak. Sama cerkiew nie jest „z tych pięknych” (cerkwi bań np. nie ma), ale ma niezwykle urocze otoczenie i wyjątkowo ciekawe wnętrze. Świat na tyle zmalał, że przy jakiejś okazji, np. plątania się na wschodnich rubieżach, warto Radruż odwiedzić.
Wieś w Polsce położona w województwie podkarpackim, w powiecie jarosławskim, w gminie Radymno. Miejscowość znajduje się na podkarpackim Szlaku Architektury Drewnianej.
Przed II wojną światową Chotyniec był dużą wsią zamieszkaną głównie przez Ukraińców. W czasie akcji "Wisła" wysiedlono 740 osób. Po 1956 roku do wsi powróciło kilkanaście ukraińskich rodzin. W Chotyńcu działa od 1992 r. Zespół Taneczny "Dibrowa", kierowany przez choreografa Andrzeja Putko.
W Chotyńcu znajduje się parafia greckokatolicka oraz piękna cerkiew drewniana pw. Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy wzniesiona prawdopodobnie w 1617 roku. Jest jedną z nielicznych czynnych świątyń greckokatolickich w Polsce, które szczęśliwie przetrwały niszczycielską wojnę i powojenne akcje deportacyjne. Pierwotnie mogła to być budowla trójdzielna, z dwiema lub trzema kopułami na tamburach. Nad babińcem znajdowała się kaplica pw. Zwiastowania, z zewnętrznymi galeriami. Cerkiew wielokrotnie poddawana była remontom i istotnym przekształceniom m.in. w 1733, 1858 i 1925 r. Po wysiedleniach 1947 roku została zamknięta, a następnie przekazana kościołowi rzymskokatolickiemu. W latach 80. XX wieku zamknięto ją ponownie, ze względu na zły stan techniczny. W 1990 roku świątynia przejęta została przez miejscowych Ukraińców. Wtedy stała się świątynią odrodzonej parafii greckokatolickiej. W latach 1991-1994 dokonano kompleksowej renowacji obiektu, głównie siłami miejscowych parafian.
Cerkiew wyróżnia się oryginalną, bardzo harmonijną bryłą. Jest to budowla jednonawowa, czwórdzielna, wykonana całkowicie z drewna, o konstrukcji zrębowej. W podziale wewnętrznym wyróżnia się prezbiterium, nawę, babiniec i przedsionek. Prezbiterium, nawa i babiniec nakryte są kopułami na ośmiobocznych bębnach, a przedsionek dwuspadowym dachem. Babiniec ma trzy kondygnacje, zaś prezbiterium dwie. Boczne ściany drugiej kondygnacji babińca tworzą galeryjki arkadowe. Pod okapem dolnej kondygnacji znajdują się soboty. Drewniana dzwonnika z XVII wieku została przeniesiona w 1993 roku ze wsi Torki koło Medyki. Oryginalna dzwonnica zniszczona została podczas I wojny światowej.
We wnętrzu zachowała się polichromia figuralno-ornamentalna z 1735 i 1772 roku ze szczególnie interesującym malowidłem Sąd Ostateczny na południowej ścianie nawy. Po latach zaniedbania wyposażenie jest niekompletne, ale zachował się odnowiony ostatnio ikonostas, zapewne z 1671 roku, w którym umieszono cudowną ikonę Matki Boskiej. Na uwagę zasługuje również ikona świętego Mikołaja.
Chotyniec warto odwiedzić jeszcze bardziej niż Radruż (cerkiew jak malowanie, ma prawdziwie piękne „banie”) i .. łatwiej, bo znajduje się dosłownie kilka kilometrów od trasy A4 prowadzącej do przejścia granicznego w Korczowej.
Zwiedzamy Krasiczyn i Przemyśl.
Krasiczyn – jaki jest - każdy widzi, bo trudno w nim coś ukryć. Ostatnio (bo Krasiczyn nie miał szczęścia do gospodarzy) pieniądze się znalazły, co widać na razie na zewnątrz (i robi wrażenie!), ale jeśli równie dobrze pójdzie remont wnętrz – nawet jeśli w końcu będzie to tylko hotel lub centrum konferencyjne – stanie się atrakcją trudną do pobicia.
W Zamku niezła restauracja (sprawdzona - polecam) i winiarnia (niestety niesprawdzona). Z ciekawostek podsuwam oświadczenie kardynała A. S. Sapiehy przygotowane na wypadek aresztowania, na którego fotokopię trafiliśmy w Zamku.
W razie gdybym był aresztowany stanowczo niniejszym ogłaszam, że wszelkie moje tam wypowiedzi, prośby i przyznania się są nie prawdziwe. Nawet, gdyby one byłyby wygłaszane wobec świadków podpisane nie są one wolne i nie przyjmuję je za swoje. Kraków, 6 marca 1950.
Nie chcę być złośliwy, ale stanowczo doradzam, żeby każdy już dziś napisał takie oświadczenie i złożył je u notariusza na wypadek … gdyby byłby wezwany przed oblicze komisarza M.

Przemyśl zaś … jest największym zaskoczeniem jakie zaliczyłem w ostatnich latach. To „prawie” moje rodzinne strony, bo babcia (Oops! Sorry) Irenka, czyli moja mama, chodziła tam do liceum, ale ja sam byłem w Przemyślu tak dawno temu, że nie mam (nie miałem) o nim zbyt dobrego zdania – „zadupie” określiłbym je jednym słowem.
O dziwo wcale nie! Jeśli tylko ominiecie okolice dworca kolejowego, odkryjecie ciekawe, pełne atrakcyjnych zabytków i wręcz urocze miasto. Polecamy (zdecydowanie!) restaurację M. Tomaszewska oraz (oj!) wyroby z przyległej cukierni.
Już od pewnego czasu zastanawiam się nad tym „wschodnim” (bo na zachodzie Polski takich efektów nie zauważyłem) fenomenem, bo podobnie zmieniony po latach odnajduję np. Rzeszów. Są trzy możliwości: (a) Ameryka, (b) Przemyt, (c) A4. Który z tych czynników miał większy wpływ na rozwój tych miast (który zauważyłem już w latach 90-tych) nie wiem, ale to warte przemyślenia, bo mogłoby dać wskazówkę co zrobić w takich miejscach, w których do dzisiaj zauważa się tylko dno i sitowie.
Obecnie wieś (dawniej miasteczko) położona 10 km na zachód od Przemyśla w województwie podkarpackim, w powiecie przemyskim, w gminie Krasiczyn.
Historia
W XV w. wioska nosiła nazwę Śliwnicy. W 1525 r. właścicielem wsi został Jakub z Siecina, który istniejący dwór obronny zaczął przekształcać w zamek. W tym czasie zabudowania składały się z budynku bramnego, dworu i zabudowań gospodarczych. Całość otaczały wał i fosa.
Nazwisko Krasicki zostało przyjęto przez potomków Jakuba (prawdopodobnie przez jego syna Stanisława) od pobliskiej wsi Krasice. W dalszym etapie, zamek i pobliską wieś nazwano od nazwiska właściciela – Krasiczyn (ok. 1602 r.). Stanisław, pod koniec XVI w. przystąpił do rozbudowy warownej siedziby. Powstał obronny zespół pałacowy na planie prostokąta otoczonego murem obronnym z czterema narożnych basztami. Wzdłuż muru, po wschodniej stronie pobudowano nowe skrzydło mieszkalne. Od północy i zachodu pałac otaczały rozlewiska podnosząc możliwości obrony mieszkańców zamku. Stanisław jest także założycielem pobliskiego miasteczka, które powstawało w latach 1615-1620.
Kolejnym właścicielem był Marcin Krasicki, senator i starosta przemyski. Rozbudował on skrzydła północne i wschodnie, a od strony dziedzińca pobudował krużganki oraz nadbudował baszty dając im nazwy: Boska, Papieska, Królewska i Szlachecka. Zamek zyskał bogaty wystrój, dekoracje wykonane techniką sgraffito, płaskorzeźby, attyki na ścianach kurtynowych. Dawny zamek obronny został przekształcony w rezydencję obronną.
W latach 30 XIX w. Krasiczyn został zakupiony przez Leona Sapiehę. W rękach Sapiehów Krasiczyn przetrwał do 1939. Urodził się tu m.in. kardynał Adam Stefan Sapieha. Sapiehowie wprowadzili zwyczaj sadzenia drzew w pałacowym parku po narodzinach każdego dziecka: syna- dębu, córki - lipy. Drzewa te rosną do tej pory.
Późniejsze lata to czas zniszczeń i prób odbudowy:
* 1726 r. – zniszczenia podczas najazdu wojsk rosyjskich i kozackich
* 1852 r. – pożar zamku
* zniszczenia podczas I i II wojny światowej
Obecnie trwa rozpoczęta w latach 70. XX w. konserwacja zabytku.
(ukr. Перемишль, łac. Praemislia), – miasto w województwie podkarpackim nad Sanem. 68 tys. mieszkańców (2005). Przemysł drzewny (Zakłady Płyt Pilśniowych), wytwórnia farb Pollena Astra. Brama Bieszczad z ważnymi zabytkami w mieście jak i poza nim – pałacem w Krasiczynie i arboretum w Bolestraszycach. Ważny węzeł komunikacyjny – trasa międzynarodowa E-40, przejście graniczne z Ukrainą w Medyce.
Miasto wielokulturowe, gdzie obok siebie mieszkają przedstawiciele wielu narodów (Polacy, Ukraińcy, Cyganie) i religii (obok dominujących katolików, mających tu swoją metropolię z arcybiskupem Józefem Michalikiem na czele także grekokatolicy, mający tu arcybiskupa swego obrządku, Jana Martyniaka, prawosławni (diecezja przemysko-nowosądecka z arcybiskupem Adamem, rezydującym w Sanoku) oraz przedstawiciele nurtów protestanckich: metodyści, adwentyści, baptyści, a także Świadkowie Jehowy).
Do czasu II wojny światowej był także ważnym siedliskiem ludności żydowskiej, która stanowiła według spisu z 1931 roku 29,5% ludności miasta i posiadała 2 synagogi (jedna, na Rybim Placu, nie istnieje, druga, na ul. Słowackiego, zmieniona została w bibliotekę)- było to pierwsze udokumentowane osadnictwo Żydów na ziemiach polskich, datowane według Jehudy ha Kohena, żydowskiego uczonego, na 1085.
Zabytki
Piesza wycieczka po pogórzu Przemyskim: Rybotycze – Kopystna – Brylińce. Wieczorem arboretum w Bolestraszycach pod Przemyślem.

Trudno to sobie wyobrazić patrząc na mapę Pogórza Przemyskiego, ale może wyjątkowo dopisała nam pogoda, może nastroje a może kilkuset metrowe „szczyty” akurat nam pasowały, jakby nie było wyszła Ojcu Dyrektorowi bardzo udana i ciekawa wycieczka. Szczególnie polecamy cerkiew w Posadzie Rybotyckiej – której wprawdzie w środku nie zobaczyliśmy, ale i tak była to bomba!
Wieś w Polsce położona w województwie podkarpackim, w powiecie przemyskim, w gminie Fredropol, położona w dolinie Wiaru, w Parku Krajobrazowym Pogórza Przemyskiego.
W czasach przynależności tych okolic do Rusi, prawdopodobnie w połowie XIV w. powstał w Posadzie Rybotyckiej prawosławny klasztor bazylianów pw. św. Onufrego a przy klasztorze założono osadę, wzmiankowaną w dokumentach z 1367 jako Honoffry. Nazwa "Posada" pojawia się po raz pierwszy w 1494. Wieś wchodziła w skład klucza rybotyckiego. W 1921 liczyła 98 domów i 602 mieszkańców, z tego 75 deklarowało narodowość polską. W 1945 r. ludność wysiedlono na Ukrainę. Obecnie w Posadzie Rybotyckiej pozostało kilkanaście zabudowań.

Na zachodnim skraju, na pagórku stoi murowana cerkiew obronna pw. św. Onufrego, najstarsza zachowana cerkiew w Polsce (do 1692 prawosławna, później greckokatolicka). Cerkiew składa się z trzech połączonych wież, z czterospadowymi dachami. W grubych, kamiennych murach umieszczono otwory strzelnicze. Najstarszą częścią z przełomu XIV i XV w. jest prezbiterium z gotyckimi szczytami. Kwadratowa nawa, sklepiona kolebkowo z obronną wieżą pochodzi z XV w. Najmłodszą częścią, pochodząca z pocz. XVI w. jest część zachodnia, również zbudowana w formie obronnej wieży, mieszcząca kruchtę i babiniec a na piętrze kaplicę dla mnichów. Na ścianach tej części zachowały się wyryte w tynku ostrym narzędziem napisy w języku łacińskim i ruskim z datami 1506 i 1514. Nie są one elementem planowego wystroju, dzisiaj można by je zaklasyfikować jako akty wandalizmu. Średniowieczna, murowana ściana ikonostasu ma dwoje wrót (późniejsze miały troje).
Cerkiew należała do klasztoru bazylianów do XVIII wieku, później była cerkwią patafialną . Według tradycji w podziemiach cerkwi pochowano ostatniego prawosławnego władykę przemyskiego, Michała Kopystyńskiego, który zmarł w 1642 w Kopyśnie. Po wysiedleniu mieszkańców w 1945 r. cerkiew została zdewastowana i pozbawiona wyposażenia. Była remontowana w latach 60. i 80. XX w. Podczas remontu w 1966 r. odkryto pod wieloma warstwami farby szesnastowieczną polichromię w typie bizantyjskim. Obecnie cerkiew stanowi Filię Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej.
Rybotycze były lokalnym ośrodkiem malowania ikon, zapoczątkowanym przez mnichów z monasteru w Posadzie Rybotyckiej, którzy przywieźli ze sobą podlinniki (zbiory zasad malowania ikon) i wzorniki do odrysowania konturów postaci (grafije). Pierwsza pisana wzmianka o Prokopie Popowiczu z Dubrawki, który malował w Rybotyczach ilustracje do ewangelii pochodzi z 1589.
Ikony polskie zaliczane są przez historyków sztuki do tzw. szkoły halickiej. Dzieła tej szkoły można podzielić na trzy grupy:
Do tej trzeciej grupy zaliczyć można ikony malowane w Rybotyczach. Historycy sztuki mówią o tych pracach jako o "szkole rybotyckiej". Charakterystyczną jej cechą jest wtrącenie do surowych kanonów sztuki bizantyjskiej elementów miejscowej sztuki ludowej. Masowo produkowane, tanie ikony sprzedawane były na jarmarkach na potrzeby miejscowej ludności. Najwięcej prac pochodzi z okresu od połowy XVII w. do początków XVIII w. Ikony tutejszych majstrów odnaleźć można w cerkwiach na terenie całych niemal Karpat, oprócz Polski i Ukrainy także na Słowacja i w Rumunii. Wiele z nich znajduje się dziś muzeach w Sanoku, Przemyślu, Krakowie, Łańcucie i Lwowie. Nieliczne pozostały "na swoim miejscu", czyli we wnętrzach zabytkowych cerkiewek.
Arboretum i Zakład Fizjografii w Bolestraszycach położone jest w odległości 7 km na północny-wschód od Przemyśla. Należy do cennych zabytków przyrody i kultury Polski, spełniającym różnorodne zadania jako: obiekt przyrodniczy, kulturowy, dydaktyczny i naukowy. Pierwotnie utworzone na terenie historycznego założenia dworsko - ogrodowego, w którym w połowie XIX wieku mieszkał i tworzył malarz Piotr Michałowski.
Arboretum powstało w 1975 roku. Organizatorem i konsekwentnym wykonawcą w latach 1975 - 2002 był dr hab. Jerzy Piórecki. W pierwszym okresie powierzchnia Arboretum wynosiła 9,23 ha, obecnie 308,13 ha; w tym i w oddziale w Cisowej – 283,13 ha, fort XIIIb – 2,8 ha. W Bolestraszycach zrujnowane budynki dworskie z końca XVIII stulecia wyremontowano i zaadaptowano na pracownie, sale muzealne, pomieszczenia socjalne i gospodarcze. Przed nowymi nasadzeniami wykonano szczegółową inwentaryzację układu przestrzennego w oparciu o pomiar sytuacyjno - wysokościowy, inwentaryzację dendrologiczną oraz dokumentację architektoniczną dotyczącą rekonstrukcji i renowacji historycznych budowli.
W Arboretum w Bolestraszycach zgromadzono kilka tysięcy gatunków, odmian, form roślin w kolekcjach m.in. dendrologicznej, pomologicznej, roślin wodnych, bagiennych; rzadkich, zagrożonych, ginących i chronionych we florze polskiej; roślin z rodziny wrzosowatych oraz szklarniowych, użytkowych i biblijnych.
Choć we Lwowie nie byłem, ale w Galerii publikuję kilka zdjęć (za zgodą autora - MUC Moniki). Natomiast sprawozdanie z tej części wakacji sporządzi … kto?