Muczne 2006, sprawozdanie. Wyd. II - uzupełnione

Tegoroczny wyjazd w Bieszczady nie da się jednoznacznie ocenić. Można by nawet powiedzieć, że był to wyjazd dość kontrowersyjny. Wpłyneły na to głównie dwa czynniki: skład osobowy tegorocznej Grupy Mohairowej oraz pogoda.

Zobacz wszystkie zdjęcia z Mucznego (także Szreka, Leszka i Zuzi)

A więc od początku...
Rozważając pierwszy czynnik, należy przyznać, że oczywiście towarzystwo było wspaniałe i nawet dość rozrywkowe (sobotnie tańce, poniedziałkowe śpiewy), jednakże brakowało starych weteranów czyli Kurczaka (do kogo miały wzdychać te wszystkie panie, ach do kogo?) oraz Tomka z Justyną (biedny aksamitek czuł się wyrażnie niedopieszczony). A i ci, którzy przybyli zawiedli wyjeżdzając na przykład w środę. Tak, tak, duch umiera w narodzie, nie mówiąc już o szacunku dla Ojca Dyrektora.

Teoretycznie powinnismy się byli trochę smucić, że tak już nas niewiele pozostało na polu walki, ale smutek ten został nam osłodzony przez czynniki naturalne (widzę, że Ojciec Dyrektor ma już układy wśród najwyższych władz) w postaci wspaniałej, pięknej, jesiennej pogody. Także ogólnie, bilans i tak wyszedł na plus. Zresztą jak już wspomniałam trudno to oceniać, bo jak tu porównywać Kurczaka do jesiennego słońca?

W każdym razie są jeszcze trzy sprawy warte odnotowania w związku z tegorocznym pobytem w Wilczej Jamie.


Sobota - Połonina Caryńska

Niedziela - Bukowe Berdo

Poniedziałek - Połonina Wetlińska

Wtorek - Do źródeł Sanu. Ha!

Środa - Wlazł kotek ... i Tworylne

Czwartek - Mała Rawka wieczorem

Piątek - Otryt i rydze