Bill Frisell
Miałem już, historycznie rzecz biorąc, różne "Hople" muzyczne. Niekoniecznie ostatnim, za to dość trwałym "hoplem" jest niejaki Bill Frisell. Jak pisze Pan Dionizy Piątkowski, "Encyklopedia Muzyki Popularnej - JAZZ":
Frisell wychował się w Denver, w stanie Kolorado; jego ojciec grał na tubie i kontrabasie. Początkowo uczył się na klarnecie, potem na saksofonie, w końcu zdecydował się na gitarę (opanował też grę na banjo, ukulele i kontrabasie). Muzykę studiował w North Colorado University (1969-71), a w 1977 r. otrzymał dyplom z aranżacji i kompozycji w Berklee School of Music i wygrał konkurs gitarowy Harrisa Stantona. Lekcje gitary pobierał u Jima Halla, Johnny’ego Smitha i Dale’a Bruninga. Do jego ulubionych gitarzystów należy Hall, a także Wes Montgomery i Jimi Hendrix. Na swoim koncie ma występy i nagrania z wieloma sławami jazzu, jak Eberhard Weber, Mike Gibbs, Jan Garbarek, Charlie Haden, Carla Bley, Julius Hemphill, Gunther Hampel i John Scofield. Począwszy od końca lat 80., występował z Ronaldem Shannonem Jacksonem oraz Melvinem Gibbsem (jako Power Tools); z harmolodyczno-hardrockową formacją Johna Zorna Naked City, z którą, zapewne dla przeciwwagi, nagrał z kolei całkowicie bopową płytę "News For Lulu" (w triu z George’em Lewisem); z Johnem Surmanem i Paulem Motianem należał do Paul Bley Quartet, a z Joem Lovano do tria Motiana. W grze Frisella dominują długie, rozwibrowane linie improwizacji, a także elektryczne brzmienia, które wyraźnie sugerują jego fascynację Hendrixem. Nadrzędną cechą stylu Frisella jest eklektyzm oraz smak, wyobraźnia i autentyzm, obojętnie, czy potęgowane elektronicznymi eksperymentami freejazzowymi (np. w Naked City), czy wyczarowanymi z akustycznej gitary (np. wdzięczne, niemal sielskie melodyjki rodem z muzyki country na płycie "Nashville").
Moje (RN) osobiste spotkanie z Billem Frisell'em zaczęło się bardzo dziwnie, od filmu - "Finding Forrester" (Szukając siebie). Ścieżka dźwiękowa z filmu to niezwykle piękna i interesująca muzyka: głownie Miles'a Davis'a oraz ... właśnie Billa Frisell'a, którego tam usłyszałem po raz pierwszy. Są tam:
- "Over The Rainbow" - gitarowy majstersztyk - prawie same flażolety, przepiękny nastrój;
- Oryginalny - prawie jak z muzyki poważnej - "Beautiful E";
- oraz kosmicznie zinstrumentowany "Coffaro's Theme".
Ten ostatni kawałek pochodzi z awangardowej płyty "Bill Frisell Quartet" (Uwaga! Gitara, trąbka, puzon, tuba), na której znajduje się także największy przebój Bill'a - "Egg Radio".
Tak się zaczęło i szybko stałem się wielbicielem Bill'a - nie tylko ja zresztą. Mam kolegę w Berlinie, który również uwielbia Frisell'a, a szybka wymiana informacji pomiędzy nami zaowocowała posiadaniem kilku - mam nadzieję, że najlepszych - jego płyt. W recenzjach omawiam:
Bill Frisell - The Best of Bill Frisell: Vol. 1 - Folk Songs *****
Właśnie w “tych dniach” wydana została najnowsza płyta Billa Frisell’a, o której nawet recenzenci piszą „This is basically the softer and more controversial side of Frisell… and the one that has registered most popular with listeners”. I choć nie koniecznie za słodkie, melodyczne granie najbardziej Bill’a kochamy, trudno mi sobie wyobrazić kogoś, komu płyta może się nie spodobać. Cytując słowa Mirka (o Panu Frisell’u): „... muzyka przede wszystkim musi płynąć...” dodam tylko, że płyty z aż tak „płynącą” muzyką dawno nie słuchałem.
„Folk Songs” są kompilacją 15-tu „piosenek” – oryginalnych, autorstwa Frisell’a oraz wykonań klasycznych utworów country i folk – z nagrań dokonanych w latach 1990 – 2002 w elitarnym towarzystwie. Z drobnymi niespodziankami. „Zmiękczone” „I'm So Lonesome I Could Cry”, które znam w nieco awangardowym wykonaniu z płyty „Bill Frisell, Ron Carter, Paul Motian”, oraz rewelacyjnie płynące „Shenandoah”, które znam z dłuższej i ambitniejszej wersji na płycie „East West”. Reszta, mimo że znana i lubiana, w wersji „wszystko w jednym” prezentuje się całkiem nieźle.
Ale uwaga! Takie płyty nazywają się zazwyczaj „… For Lovers” (czytaj chała) i może bardziej pryncypialnym wielbicielom Pana Bill’a to (miękkie) jego oblicze wyda się nieco tandetne – O Boże! Jak można grać „O! Shenandoah”. Ja uważam, że Pan Frisell ma taki talent do zamieniania prostych nut na niczego sobie muzykę, że podejrzewam, iż – gdyby ich znał – nawet „Chłopców z naszego Puebla” przerobiłby na kilkugwiazdkowy przebój. Co więcej, ze szczegółów wynika, iż zamysł Pan Bill’a – co do płyty – może nie był aż taki trywialny. Utworem „O! Shenandoah” wyraźnie zwrócił uwagę na nigdy niedocenionego i zapomnianego gitarzystę jazzowego Johnny Smith’a. Gdybyście posłuchali jego „Moonlight in Vermont” z płyty o takim samym tytule nagranej ze Stanem Getz’em to, zachowując odpowiednie proporcje (bez elektroniki Billa’a, ale też flażolety!), zdziwicie się jak BLISKO było to tego, co jeszcze dziś nam się podoba. Może, a nawet na pewno, odkrywcza ta muzyka nie była, ale jak nieprawdopodobnie ona płynęła! Tak samo pięknie płynie muzyka z „Folk Songs” za co daję 4 gwiazdki. Jedną gwiazdkę odbieram za konsekwencję, tzn. całkowity brak moich ulubionych przesterowanych gitar, czyli ukłonów w stronę rocka. Jedną zaś dodaję za konsekwencję, bo dzięki temu płyta, mimo iż jest składanką, ma charakter. Na koniec dodaję jedną gwiazdkę za kapitalne akompaniamenty – bębny i bas oraz „stalową” gitarę Ry Cooder’a. Razem 5 gwiazdek – tylko słuchać i czekać na kolejne części „The Best of”.
Artist: Bill Frisell
Album: The Best of Bill Frisell, Vol. 1: Folk Songs
Release Date: Feb 24, 2009
1 - I'm So Lonesome I Could Cry - Williams - 3:30
2 - Raccoon Cat - Frisell - 3:28
3 - Sugar Baby - Traditional - 3:54
4 - We're Not from Around Here - Frisell - 4:25
5 - The Pioneers - Frisell - 5:22
6 - Rag - Frisell - 4:08
7 - Verona - Frisell - 3:13
8 - Shenandoah - Traditional - 6:15 (...posłuchaj)
9 - Ballroom - Frisell - 3:27
10 - Have a Little Faith in Me - Hiatt - 5:43
11 - Mr. Memory - Frisell - 4:02
12 - Wildwood Flower - Carter - 6:30
13 - Slow Dance - Frisell - 3:13
14 - Sittin' on Top of the World - Traditional - 4:03
15 - Poem for Eva - Frisell - 3:44
--------------------------------------------------------------------------------
Danny Barnes - Banjo
Joey Baron - Drums
Judy Clapp - Engineer, Mixing
Ry Cooder - Guitar, Guitar (Electric)
Elvis Costello - Liner Notes
Barbara de Wilde - Design
Jerry Douglas - Dobro
Kermit Driscoll - Bass
Joe Ferla - Engineer, Mixing
Jay Follette - Engineer
Bill Frisell - Guitar (Acoustic), Guitar (Electric), Loop
Wayne Horvitz - Organ
Christian Jones - Engineer, Mixing
Jim Keltner - Percussion, Drums
Viktor Krauss - Bass
Greg Leisz - Pedal Steel
Keith Lowe - Bass
Tucker Martine - Engineer, Mixing
Arthur Moorhead - Reissue Supervisor
Roger Moutenot - Engineer, Mixing
David Piltch - Bass
Lee Townsend - Producer
C.L. Utley - Artwork, Paintings
Michael "Mick" Wilson - Cover Photo
Kenny Wollesen - Drums
Bill Frisell - East/West, Unspeakable *****
East-West jest dwupłytowym albumem koncertowym i, o ile zrozumiałem zawartość płyty, w tytule nie ma jakichś odniesień geograficzno-muzycznych. Jeden album zawiera po prostu nagrania ze wschodniego a drugi z zachodniego wybrzeża USA - trochę znanych kawałków Frisella, kilka standardów oraz ze trzy cover’y. Skład ten, który tygrysy lubią najbardziej – gitara(y), bas, perkusja.
Mam 13 płyt Frisell’a i wydaje mi się, że niewiele może mnie on zaskoczyć. Rzeczywiście, słuchając „East-West” nie zapierało mi tchu w piersiach, ale ... po prostu się uśmiechałem. Album jest bowiem FANTASTYCZNYM wprost przykładem siły oddziaływania tej muzyki. Pomysłowości, poczucia humoru i nieprawdopodobnej łatwości improwizowania. A wszystko jakieś takie lekkie i soczyste równocześnie. Uwielbiam „rockującego” Frisell’a, dlatego płyta „West”, ta bardziej soczysta, chyba bardziej przypadła mi go gustu. Żart muzyczny oraz zabawa tematami i dźwiękami to charakterystyczna cecha Frisell’a w ogóle a „koncertowego” w szczególności i na płycie „East-West” nie jest inaczej. Świetnym tego przykładem jest „Pipe Down”, w oryginale z płyty „Nashville”, gdzie harmonijka i banjo nadają mu zdecydowanie „countr’owego” brzmienia. Natomiast na płycie „West” jest to ostry rockowy numer, przy czym „już” po 5-ciu minutach czarowania towarzystwo krzyczy "yaaa" i bije brawo … bo poznało, co to jest - pewnie dlatego uśmiecham się, kiedy słucham tej płyty. No ... i dreszczyk emocji też mam.
Poza samymi superlatywami, które o płycie mogę sformułować, z „East-West” jest jednak pewien problem. Jest to bowiem album koncertowy i oczywisty „scenariusz” – intro, zaczynamy, rozwijamy, ekstaza, bawimy się na koniec – niespecjalnie nadaje się do słuchania w domu. NIE MA TAKIEJ SIŁY, żeby ktoś wytrzymał 12-to minutowe (zresztą świetne) wykonanie „A Hard Rain's a-Gonna Fall” Dylana - samo intro zajmuje w nim bowiem ze 3 minuty! Choć chylę czoła, podziwiam i wielbię, naprawdę nie wiem jak i gdzie tego słuchać.
Jeszcze gorzej, w sensie słuchania, jest z płytą „Unspeakable”. To bez wątpienia płyta „arcydziełowa” i przy jej realizacji ani nie stosowano prostych scenariuszy, ani nie oszczędzano na instrumentach - są bowiem nawet smyczki. Nie ma żartów, standardów ani coverów, są za to bardzo różne kompozycje, bardzo różnie zaaranżowane - od oszczędnego, nastrojowego „Gregory C”, przez rytmiczne, prawie „orkiestrowe” „White Fang” czy „Who Was That Girl?” do szalonego, jazz-rockowego „Old Sugar Bear”. Różne rytmy, różne nastroje, bardzo wypracowane, bogate brzmienie – poważny, dojrzały Bill Frisell, doskonały współczesny jazz z najwyższej półki. Podziwiam i wielbię, ale … jeszcze bardziej nie wiem jak, gdzie i przy jakiej okazji tej płyty można posłuchać.

Artist: Bill Frisell
Album: East/West
Release Date: Aug 9, 2005
Recording Date: Dec 9, 2003-May 11, 2004
1 I Heard It Through the Grapevine - Strong, Whitfield, 8:00
2 Blues for Los Angeles - Frisell, 11:09
3 Shenandoah - Traditional, 12:05
4 Boubacar - Frisell, 6:22
5 Pipe Down – Frisell, 10:50
6 A Hard Rain's A-Gonna Fall - Dylan, 11:49
7 My Man's Gone Now - Gershwin, Gershwin, Heyward, 3:48
8 The Days of Wine and Roses - Mancini, Mercer, 9:20
9 You Can Run - Frisell, Scherr, Wollesen, 0:51
10 Ron Carter - Frisell, 13:59
11 Interlude - Frisell, Scherr, Wollesen, 1:39
12 Goodnight Irene - Ledbetter, Lomax, 8:57
13 The Vanguard - Frisell, Scherr, Wollesen, 4:44
14 People - Merrill, Styne, 4:29
15 Crazy - Nelson, 4:31
16 Tennessee Flat Top Box - Cash, 2:38
----------------------------------------
Karina Benznicki, Production Supervisor
Adam Blomberg, Production Assistant
Greg Calbi, Mastering
Eli Cane, Production Coordination
Jonathan Chi, Assistant Engineer
Barbara de Wilde, Design
Claudia Engelhart, Engineer
Jon Evans, Editing
Mantis Evar, Assistant Engineer
Bill Frisell, Guitar (Acoustic), Guitar, Guitar (Electric), Loop
Monica Frisell, Photography
Ralph Gibson, Photography, Portraits
Viktor Krauss, Bass
Martin Lane, Production Assistant
Tucker Martine, Engineer, Mixing
Tony Scherr, Guitar (Acoustic), Bass
Lee Townsend, Producer, Editing
Robert Edridge Waks, Editorial Coordinator
Kenny Wollesen, Percussion, Drums

Artist: Bill Frisell
Album: Unspeakable
Release Date: Aug 24, 2004
1 1968 - Frisell, 4:37
2 White Fang - Frisell, Willner, 5:41
3 Sundust - Willner, 2:38
4 Del Close - Frisell, Liljestrand, 5:05
5 Gregory C.- Frisell, Willner, 5:41
6 Stringbean - Frisell, Liljestrand, 5:58
7 Hymn for Ginsberg - Frisell, 2:26
8 Alias - Frisell, Liljestrand, 7:56
9 Who Was That Girl? - Bernstein, Frisell, 4:53
10 D. Sharpe - Frisell, 4:13
11 Fields of Alfalfa - Sieben, Willner, 3:41
12 Tony - Frisell, Scherr, Wollesen, 3:37
13 Old Sugar Bear - Grant, Liljestrand, Willner, 7:12
14 Goodbye Goodbye Goodbye - Frisell, Lasry, Willner, 8:59
-------------------------------------------------------------
Don Alias, Percussion
Karina Benznicki, Production Supervisor
Steven Bernstein, Trumpet, Horn Arrangements
Greg Calbi, Mastering
Eli Cane, Production Assistant
Barbara de Wilde, Design
Adam Dorn, Synthesizer, Editing
Curtis Fowlkes, Trombone
Darren Frank, Assistant Engineer
Bill Frisell, Guitar, String Arrangements
Eyvind Kang, Viola
Briggan Krauss, Sax (Baritone)
Eric Liljestrand, Engineer, Editing, Mixing
Matt Marrin, Assistant Engineer
Margit Pfeiffer, Assistant Engineer
Hank Roberts, Cello
Gregg Schaufeld, Editorial Coordinator
Jenny Scheinman, Violin
Tony Scherr, Bass, Guitar
Noah Simon, Horn Engineer
Hal Willner, Turntables, Producer, Sampling
Kenny Wollesen, Drums
Noah Woods, Illustrations
Bill Frisell - Gone, Just Like a Train *****
"Gone, Just Like a Train" to chyba najczęściej przeze mnie słuchana płyta Bill'a Frisell'a, przy czym niektóre numery mają tak obłędnie rokowe riffy, że chyba nie powstydziłby się ich nawet Eric Clapton. On zresztą tak już nie gra - "rura" mu zdecydowanie zmiękła, za co też zresztą go lubię.
Artist: Bill Frisell
Album Title: Gone, Just Like a Train
Date of Release: 1997
1. Blues for Los Angeles (Frisell) - 5:18
2. Verona (Frisell) - 3:09
3. Godson Song (Frisell) - 4:38
4. Girl Asks Boy, Pt. 1 (Frisell) - 3:36
5. Pleased to Meet You (Frisell) - 4:12
6. Lookout for Hope (Frisell) - 10:20
7. Nature's Symphony (Frisell) - 4:58
8. Egg Radio (Frisell) - 5:06 ... posłuchaj
9. Ballroom (Frisell) - 3:22
10. Girl Asks Boy, Pt. 2 (Frisell) - 2:20
11. Sherlock Jr. (Frisell) - 2:51
12. Gone, Just Like a Train (Frisell) - 5:30 ... posłuchaj
13. The Wife and Kid (Frisell) - 5:49
14. Raccoon Cat (Frisell) - 3:24
15. Lonesome (Frisell) - 4:17
16. More Blues for Los Angeles - :51
--------------------------------------------------------------------------------
Jim Keltner - Percussion, Drums
Greg Calbi - Engineer
Judy Clapp - Engineer, Mixing
Bill Frisell - Guitar (Acoustic), Guitar, Guitar (Electric), Liner Notes
Viktor Krauss - Bass
Jeffrey Shannon - Assistant Engineer
Brett Swain - Assistant Engineer
Lee Townsend - Producer
Gwen Terpstra - Design
Jim Woodring - Art Direction
Louisa Spier - Associate Producer
Noel Grey - Associate Producer
Bill Frisell – All We Are Saying ***
„...Wielki artysta w niewielkim, kameralnym klubie zaczarował nas swoją płaczącą gitarą. Tego się spodziewaliśmy. Ten koncert był jednak szczególny - miał formę zabawy, rebusu. Mistrz wraz z Gregiem Leiszem i Jenny Scheinman zadawał publiczności muzyczne zagadki. Każdy z utworów osnuty był na motywach twórczości czwórki z Liverpoolu lub na solowych kompozycjach Johna Lennona.
Z chaosu i muzycznego niebytu intro każdego z utworów - stopniowo wyłaniała się struktura rytmiczna, jakiś muzyczny patent przywołujący piosenkę Beatelsów. Z każdym taktem wariacje zdradzały coraz więcej. W różnych miejscach sali - w miarę gdy słuchacze orientowali się o jaki utwór chodzi - odzywał się stłumiony okrzyk radości, klaśnięcie w dłonie, lub po prostu na twarzy pojawiał się dumny uśmiech: - ja już wiem, to jest "Come Together"”.
Tak – słusznie i pięknie – napisał 6 lat temu Tomek cytowany w recenzji Justynki (były czasy!) z koncertu Billa Frisella w Hipnozie i aż sześć lat (!) musieliśmy czekać na płytową realizację projektu „Beatles-meets-jazz”. Niestety, ojoj! Doczekaliśmy się zupełnie innego projektu. „All We Are Saying” jest nie tylko najmniej jazzową płytą Frisella, co by mi nie przeszkadzało, ale jest też najsłabszą jego płytą. Nie tylko nic nie jest na niej zagadkowe i „osnute na motywach”, ale wręcz nieznośnie (żeby nie napisać nachalnie) melodyjne. Momentami („Mother” – niczego sobie blues) ratuje sprawę rockowa gitara Frisella, ale tylko momentami a w „katowickim” klimacie utrzymał się jedynie „Give Peace a Chance”.
Moja (spiskowa) teoria jest następująca. Panie Bill, takie kurli-szurli „osnuwanie”, to może Pan sobie wpierać słuchaczom w Katowicach, ale u nas? Niech Pan nic nie wymyśla, zagra prosto, najlepiej z wyraźną nutą country w tle. Będzie sukces.
Jestem zły i chce mi się płakać, bo nie ma sukcesu, tylko obciach. Z (wyjątkowo) denerwującymi skrzypkami bezsensownie „podającymi” melodie, jak w jakimś przydrożnym barze w Teksasie. No i „last but not least” – jeśli to miała być płyta nieomal rockowa (a miała) – to trzeba było połamać Pani Scheinman skrzypce i zatrudnić jakiegoś prawdziwego perkusistę. Bowiem Wollesen, poza niezłym „Beautiful Boy”, bije jak drwal. Trzy ostatnie kawałki są bez skrzypków (połamali pod koniec sesji?) i dla nich w ogóle warto na płytę zwrócić uwagę. Reszty nie polecam, a przed „Come Together” ostrzegam – sorry Tomku – straszne.
Artist: Bill Frisell
Album: All We Are Saying...
Release Date: Sep 27, 2011
1 - Across the Universe - Lennon, McCartney - 5:53
2 - Revolution - Lennon, McCartney - 3:50
3 - Nowhere Man - Lennon, McCartney - 5:14
4 - Imagine - Lennon - 4:51
5 - Please, Please Me - Lennon, McCartney - 2:06
6 - You've Got to Hide Your LoveAway - Lennon, McCartney - 5:10
7 - Hold On - Lennon - 3:56
8 - In My Life - Lennon - 4:05
9 - Come Together - Lennon, McCartney - 5:10
10 - Julia - Lennon, McCartney - 3:31
11 - Woman - Lennon - 4:21
12 - Number 9 Dream - Lennon - 3:42
13 - Love - Lennon - 2:18
14 - Beautiful Boy - Lennon - 3:27
15 - Mother - Lennon - 6:52
16 - Give Peace a Chance - Lennon - 3:38
--------------------------------------------------------------------------------
Adam Blomberg - Production Assistant
Greg Calbi - Mastering
Bill Frisell - Guitar, Liner Notes
Monica Frisell - Photography
Greg Leisz - Guitar (Acoustic), Guitar (Steel)
John Lennon - Composer, Cover Illustration
Paul McCartney - Composer
Adam Munoz - Engineer, Mixing
Jenny Scheinman - Violin
Tony Scherr - Bass
Kenny Wollesen - Drums
Bill Frisell – Disfarmer ****
Nie "Farmer" – Historia Disfarmer’a

Disfarmer to pseudonim ekscentrycznego amerykańskiego fotografa (1884-1959), który urodził się w Arkansas jako Mike Meyers i był szóstym z siedmiorga dzieci w rodzinie niemieckich imigrantów. Mike nie znosił wiejskiego świata farmerów z Arkansas, a także rodziny, w której się wychował. Twierdził nawet, że huragan porwał go z jakiegoś nieznanego miejsca i „przywiał” do rodziny Meyers. Nie uważając się ani za „Meyer’a” (w niemieckim "Meier" oznacza hodowcę bydła), ani też za „rolnika”, postanowił zostać „dis” – rolnikiem i podkreślając swą odrębność, zmienił nazwisko na Disfarmer. Być może to dążenie do swobody i chęć zerwania z korzeniami, przywiodły go do fotografii. Samodzielnie uczył się, jak robić zdjęcia, wywoływać je i wkrótce założył studio w tylnej werandzie domu matki w Heber Springs w stanie Arkansas.
W 1930 tornada spustoszyły dolinę Heber Springs i zniszczyły dom Meyer’ów. W rezultacie matka Mike’a przeniosła się krewnych a wkrótce potem Disfarmer zbudował studio na Main Street i został … zawodowym fotografem. Używając dostępnych szklanych płyt fotograficznych, Disfarmer tworzył głównie portrety mieszkańców miasta i okolic. Portrety intymne i kameralne, wyjątkowe. Fotografował w naturalnym świetle i tak ogromną uwagę przykładał do uzyskania prawidłowego oświetlenia, że – jak mówiono – zajmowało mu czasem ponad godzinę.
Ascetyczna osobowość Disfarmer’a i nieukrywane poczucie wyższości – uważał się nie tylko za wyjątkowego fotografa, ale i za wyjątkowego człowieka – powodowały, że odbierano go, jako nieco nieodgadnionego ekscentryka. Zresztą, może właśnie dlatego, zrobienie sobie zdjęcia w studiu Disfarmer’a – dziwaka – stało się jedną z głównych atrakcji miasta.
Someday My Prints Will Come – Odkrycie Disfarmer’a

Po śmierci Disfarmer’a w 1959 r., emerytowany wojskowy Joe Albright kupił studio Disfarmer’a wraz z jego zawartością. Szperając w opuszczonym studio, Albright i jego synowie znaleźli tysiące dolarów schowanych w pudełkach po płytach fotograficznych, ale prawdziwą niespodzianką było znalezienie ponad 3000 szklanych negatywów. Jakimś cudem Albright (może dlatego, że interesował się nieco fotografią), pieczołowicie przechował negatywy w piwnicy, mając nadzieję, że pewnego dnia, „coś z nimi zrobi”.
To „coś” miało miejsce dopiero w 1974 roku, kiedy zawodowy fotograf Peter Miller i jego żona przenieśli się do Heber Springs, do redakcji tygodnika „Arkansas Sun”. Kiedy w „Sun” rozpoczęto publikację nowego cyklu artykułów – „Some Day My Prints Will Come” (Pewnego dnia nadejdzie mój książę) – poświęconych starym rodzinnym fotografiom nadsyłanym przez czytelników, Albright uznał, że nastąpiło to „coś” i przesłał do redakcji prace Disfarmer'a
Miller szybko zdał sobie sprawę, że ma do czynienia z fotografiami wyjątkowej wartości i zakupił zbiór negatywów Disfarmer’a. Przez rok publikował portrety w „Arkansas Sun”, równocześnie przekazując kopie Julii Scully, redaktorowi magazynu "Modern Photography". Scully, już po wstępnym zapoznaniu się ze zdjęciami, uznała fotografie Disfarmera za unikalne arcydzieła i od tamtej pory postawiła sobie za cel zaprezentowanie portretów Disfarmer’a szerokiej publiczności. [nieudolne tłumaczenie z disfarmer.com - RN]
Bill Frisell - Disfarmer
Fotografie Disfarmera zostały w ostatecznie odnalezione, docenione, wystawione i znalazły się antologiach. Dla nas jest jednak ważne, że sprawa nie skończyła się na samych fotografiach. Na świetny pomysł wpadł Chuck Helm, dyrektor centrum wystawowego w Columbus, gdzie odbyła się jedna z wystaw Disfarmer’a. Zaprosił do współpracy ... Billa Frisella. Najprawdopodobniej pomyślał (i słusznie, mnie się też tak kojarzy), że bezpośredniość i siła wyrazu (a zarazem subtelność) tych fotografii znajdują jakiś odpowiednik w muzyce Bill’a Frisell’a. Faktycznie, kiedy tylko Frisell poznał twórczość Disfarmer'a, zapalił się do projektu – komponowania podkładu muzycznego ilustrującego multimedialne pokazy zdjęć Disfarmer’a.
W efekcie powstały utwory, które zmieszczone na najnowszym albumie Billa Frisell'a – „Disfarmer”, są sugestywnym i nastrojowym zestawem tematów, w których pobrzmiewają echa country, bluegrass i pewnie jakiejś amerykańskiej „muzyki góralskiej”. Jest tam – jak i w fotografiach Disfarmera, czyli jak z życiu – wszystko. Od (głównie) kawałków ospałych, poprzez sielskie (pastoralne?), do wesołych a (momentami) nawet birbanckich. Przyjemnie się tego słucha i podejrzewam, że do tajemniczych fotografii Disfarmer’a muzyka ta pasuje jak ulał. W końcu jednak jest to muzyka ilustracyjna i – jak ścieżka dźwiękowa z filmem – dopiero ze zdjęciami brzmi ona „jak należy”. Samodzielnie – tylko 4 gwiazdki.

Artist: Bill Frisell
Album: Disfarmer
Release Date: Jul 21, 2009
Grają:
Bill Frisell - Guitar (Acoustic), Guitar (Electric), Liner Notes, Music Box, Loop
Viktor Krauss - Bass
Greg Leisz - Mandolin, Guitar (Steel)
Jenny Scheinman - Violin
Bill Frisell – History, Mystery ****
Z przyjemnością zawiadamiam, że 13-tego maja ukazała się kolejna płyta Bill’a Frisell’a, o nieco mylącym tytule „History, Mystery”. Płyta ma bardzo pochlebne recenzje, aż tak pochlebne, że mnie to nieco zaniepokoiło. Bo? Bo mnie się podoba umiarkowanie. „History, Mystery” to mieszanina 30-tu (podwójny album) różnych stylowo, starszych i nowszych kompozycji (prawie wyłącznie) Pana Bill’a. Zebranych i poukładanych – przyznaję – nieźle, jak na taki melanż, ale w jakim celu? Retrospektywnego charakteru płyta nie ma (nic znanego), a jak na „concept album” ma za dużo bardzo krótkich, krótszych niż minuta (!), utworów. Brzmi to wszystko całkiem nieźle, ale jak muzyka ilustracyjna do teatru czy filmu, czyli zbyt wiele kompozycji jest jakby „zawieszonych”, bez początku czy końca w szczególności.
Jakby się ktoś wysilił, może zrobiłby z „History, Mystery” niezły nowy album Frisell’a a tak – pokazuje on wprawdzie możliwości Pana Billa’a, jest bowiem na płycie kilka świetnych kawałków (oj tak!), ale, co mi w tym najbardziej nie pasuje, w towarzystwie niepotrzebnych „sierot”. Chyba, że … się po prostu na nich („sierotach”) nie poznałem. Na wszelki wypadek daję więc – na wyrost – 4 gwiazdki.
Artist: Bill Frisell
Album: History, Mystery
1 Imagination - Frisell - 1:51
2 Probability Cloud - Frisell - 4:45
3 Probability Cloud, Pt. 2 - Frisell - 1:01
4 Out of Body - Frisell - 2:27
5 Struggle - Frisell - 5:32
6 A Momentary Suspension of Doubt - Frisell - 0:38
7 Onward - Frisell - 1:38
8 Baba Drame - Traore - 6:09
9 What We Need - Frisell - 1:37
10 A Change Is Gonna Come - Cooke - 8:49
11 Jackie-Ing - Monk - 2:55
12 Show Me - Frisell - 3:16
13 Boo and Scout - Frisell - 2:28
14 Struggle, Pt. 2 - Frisell - 6:25
15 Heal - Frisell - 1:41
16 Another Momentary Suspension of Doubt - Frisell - 0:37
17 Probability Cloud (Reprise) - Frisell - 1:36
18 Monroe - Frisell - 4:18
19 Lazy Robinson - Frisell - 2:18
20 Question #1 - Frisell - 1:14
21 Answer #1 - Frisell - 0:40
22 Faces - Frisell - 1:52
23 Sub-Conscious Lee - Konitz - 5:39
24 Monroe, Pt. 2 - Frisell - 1:52
25 Question - Frisell - 0:56
26 Lazy Robinson, Pt. 2 - Frisell - 3:18 (…posłuchaj)
27 What We Need, Pt. 2 - Frisell - 1:16
28 Waltz for Baltimore - Frisell - 8:47
29 Answer #2 - Frisell - 1:50
30 Monroe, Pt. 3 - Frisell 2:58
--------------------------------------------------------------------------------
Karina Benznicki - Production Supervisor
Adam Blomberg - Production Assistant
Greg Calbi - Mastering
Eli Cane - Production Coordination
Jack Delano - Photography
Barbara de Wilde - Design
Claudia Engelhart - Live Sound
Walker Evans - Photography
Cathy Ferrante - Assistant Engineer
Bill Frisell - Guitar (Acoustic), Guitar (Electric), Liner Notes, Loop
Monica Frisell - Photography
Ronen Givony - Editorial Coordinator
Eyvind Kang - Viola
Russ Lee Cover - Photo
Adam Munoz - Editing, Mixing
Cameron Nicklaus - Assistant Engineer
Shawn Pierce - Engineer, Mixing
Jenny Scheinman - Violin
Tony Scherr - Bass
Austin Sousa - Assistant Engineer
Greg Tardy - Clarinet, Sax (Tenor)
Lee Townsend - Producer
Kenny Wollesen - Drums
Jim WoodringLiner - Notes
Bill Frisell – Live in Montreal DVD *****, Lagrimas Mexicanas CD ****
DVD z koncertu Billa w Montrealu, które otrzymałem niedawno w prezencie z Berlina jest nie tyle muzyczną, co wydawniczą ciekawostką, bo jaka mogła być przyczyna, że nagranie z 2002 roku wydano w roku 2009 – Bóg raczy wiedzieć. Dziwi mnie to tym bardziej, że … jest to bez wątpienia najlepsze koncertowe nagranie Frisella, jakie mam. Kto i na co czekał?
Od jakiegoś czasu Bill staje się coraz mniej jazzowy (na razie tyle) i koncert w „prawdziwym” sekstecie, budzi nie tylko moje najlepsze wspomnienia, ale i tęsknoty. Ach! Telecaster Frisella – fragmentami pastelowy, z flażoletami, w innych zaś miejscach rockowy, z „przesterowaniem” – tak doskonale brzmi w towarzystwie jazzowej sekcji dętej, że aż łza się w oku kręci.
Program koncertu pochodzi w większości z płyty „Blues Dream” [2001] plus awangardowe wstawki pomiędzy oraz przeboje na bis. Mimo, że nic nie jest wcale „standardowe” (np „stalowa” gitara Grega Leisz’a generująca nastrój country) wszystko zgrabnie gra i buczy, publiczność – przynajmniej na zakończenie – przyzwoicie się rozkręca i w efekcie mamy półtorej godziny nietrywialnej muzyki w nietuzinkowym wykonaniu. Serdecznie polecam i obiecuję, że „Egg Radio” pod koniec – podobnie jak publiczność – z pewnością Was „uniesie”. Wręcz boskie.
Artist: Bill Frisell
DVD: Live in Montreal (2002)
1. lmprovisation #1
2. What Do We Do?
3. Improvisation #2
4. Dream On
5. Outlaws
6. I'm So Lonesome l Could Cry
7. Improvisation #3
8. The Tractor
9. Blues Dream
10. Ron Carter
11. Blues For Los AngeIes
12. Keep Your Eyes Open
13. That Was Then
14. Egg Radio
15. We're Not From Around Here
--------------------------------------------------------------------------------
Bill Frisell - guitar & loops
Matt Chamberlain - drums
Billy Drewes - alto sax
Curtis Fowlkes - trombone
Greg Leisz - steel guitars & mandolin
Ron Miles - trumpet
David Piltch - bass
Jak wcześniej zasugerowałem, Bill staje się coraz mniej jazzowy a najlepszym tego przykładem jest jego ostatnia płyta “ Lagrimas Mexicanas”, nagrana ze znanym brazylijskim wokalistą i gitarzystą Viniciusem Cantuárią. Płyta została dobrze przyjęta w Stanach, i sam przyznaję, że w zasadzie nic jej nie brakuje … prócz odrobiny „życia”. Jak dla mnie zestaw zaproponowanych piosenek (bo Vinicius śpiewa) jest przesadnie nostalgiczny i (niestety) kiczowaty.
Kiczowate tematy mogą być żartem i u Frisella czasem takie właśnie są, ale ich nadmiar nie daje mi spokoju i boleśnie drażni. Może po prostu nie lubię, czy też nie „czuję” klimatów latynoskich i dlatego jestem niesprawiedliwy. Może – z powodu nostalgiczności – Bill przygrywa aż tak delikatnie i ledwo słyszalnie, że mi czegoś brak a może po prostu się czepiam, bo tęsknię za Billem z „wykopem”. Uwaga! Bill nigdy nie był „z wykopem”, więc jeśli o tym marzę słuchając „Lagrimas…”, to oznacza, że są one łzawe. Zbyt łzawe. Chętnie dałbym 3 gwiazdki, ale … może się nie poznałem?

Artist: Bill Frisell
Album: Lagrimas Mexicanas
Release Date: Jan 25, 2011
1 Mi Declaración - Cantuaria, Frisell - 7:03
2 Calle 7 - Cantuaria, Frisell - 5:03
3 La Curva - Cantuaria, Frisell - 2:34
4 Lágrimas Mexicanas - Cantuaria, Frisell - 4:35
5 Lágrimas de Amor - Cantuaria, Frisell - 5:00
6 Cafezinho - Cantuaria, Frisell - 1:37
7 El Camino - Cantuaria, Frisell - 3:31
8 Aquela Mulher - Cantuaria, Frisell - 5:10
9 Briga de Namorados - Cantuaria, Frisell - 4:40
10 Forinfas - Cantuaria, Frisell - 1:55
--------------------------------------------------------------------------------
Vinicius Cantuária - Composer, Guitar (Acoustic), Percussion, Vocals
Bill Frisell - Composer, Guitar (Acoustic), Guitar (Electric), Loops
Adam Blomberg - Production Assistant
Greg Calbi - Mastering Engineer
John Darra - Artwork
Andrew Kelley - Design, Layout
Jason Lehning - Engineer
Adam Munoz - Engineer, Mixing Engineer
Lee Townsend - Producer