Dojrzałość, nr 02. Keith Jarrett, Gary Peacock, Jack DeJohnette – Tribute [1990]

D02Keith Jarrett, Gary Peacock, Jack DeJohnette - Tribute, cover.jpgO Jarrecie oraz o tym, dlaczego tak późno go poznałem, pisałem już w naszym portalu, więc nie będę nudził. Chcę tylko zwrócić uwagę, że choć genialny pianista jest w trio niewątpliwym liderem, to pozostałych muzyków nie tylko nie wypada, ale nie wolno marginalizować. Wierzcie mi (mam 25 płyt tego tria), to jest zupełnie NIEPOWTARZALNY zespół. Zgrany i rozumiejący się do szaleństwa a przy tym, jak przystało na prawdziwych „starszych” nastolatków, nie tylko zespół wrażliwych i eleganckich muzyków, ale też niezłych jajcarzy.

Album „Tribute” (2 CD), o którym już zresztą pisałem, pełen bajecznie nastrojowych i lirycznych wręcz kawałków, jest tego najlepszym dowodem.

Na drugim CD jest arcyciekawa wersja „All the Things You Are” Sonny Rollins’a, zaczynająca się od fortepianowego solo Keith’a. Szybkiego, energicznego, typu „nikt nie wie, o co chodzi”. Fajnie, ale solo się przedłuża … tempo nie maleje, trudno zgadnąć, do czego to zmierza. Nagle, po ponad 2 minutach – jajcarz Keith – robi takie relaksujące „zejście (się)” z basem i perkusją, że … ręce same się rwą do oklasków (nagranie jest koncertowe i to słychać) a po plecach przechodzą ciarki. Przepraszam, ale porównanie tego z orgazmem samo mi się nasuwa. Dodając magicznie „przydymione” „Smoke Gets in Your Eyes”, spokojnie i szeroko „płynące” „It's Easy to Remeber”, rytmiczne „U dance” i inne, otrzymujemy – w postaci „Tribute” – 2 godziny bajecznego, pięknego i bardzo niebanalnego jazzu. Tylko słuchać i podziwiać i wielbić.