Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Kontroll(erzy), film z przepisu

Film | Recenzje

Zachęcona dawnymi namowami Tomka w końcu postanowiłam obejrzeć węgierski film "Kontrolerzy". Główną żeby nie powiedzieć jedyną zaleta tego filmu jest fakt, że jest węgierski. Czyli egzotyczny, a jednocześnie głęboki, no bo wiadomo, Europa wschodnia... Na dodatek jest śmieszny sam z siebie, bo już samo słuchanie języka węgierskiego bawi. Ale co poza tym, niby jakaś historia, z jednej strony realistycno-kryminlna, z drugiej metafizyczno-niepokojąca rodem z "Królewstwa" Larsa von Triera. Do tego główny bohater mieszkający w ciemnościach, kobieta miś, i demoniczna postać w czarnym kapturze. Tylko po co??? Próba wmówienia mi przez pana deklamującego na początku filmu, że losy węgierskich konduktorów są symbolem... czegoś tam, jakoś nie bardzo do mnie przemawia. Symbolem czego? Dość mglista dla mnie jest ta metafora. I nawet jeżeli pewne tropy chodzą mi po głowie, to nie odważe się ich tu napisać, bo najgorsze co może robić krytyk to nadinterpretować.
Niezrozumienie w moim przpadku, pogłebiły jeszcze nieumiejętności narratorskie realizatorów. Opowiadać niestety trzeba umieć, a brak tej umiejętności może zniechęcić widza nawet do najciekawszej historii. Zupełnie niepotrzebne dłużyzny przedstawiające problemy kontrolerów z motłochem i samymi soba, ktore po prostu po minucie juz przestają być śmieszne i stają sie wręcz nudne. Aż ma czlowiek ochote wziąć myszke w dłoń i popchać troche kreseczkę na dole ekranu, żeby szybciej sie skończyło.
Oczywiście moze ja po prostu jestem głupia i tej fantastycznej głębii i symboliki najzwyczajniej w świecie nie widze. A może po prostu jej tam nie ma.
"Kontrolerzy" to taki film z przepisu na kino artystyczne. Europa wschodnia + upadły intelektualista + mroczność/zagadka + szara codzienność urastająca do rangi mistycznej prawdy i juz mamy film, który conjmniej wyświetla na kilku festiwalach. Ludzie obejrza, pokiwają głowami, powiedzą "och i ach" (bo na festiwalu tak wypada) i juz gotowe dzieło.
A tak naprawde to tylko pic, dla tych ubogich duchem, co nie umieją odrożnić prawdziwej sztuki od marnego silenia się na sztuke.

Kontrolerzy - replika

Czuję się wywołany do tablicy. Przyznaję, to ja poleciłem Monice Kontrolerów. Poleciłem w dobrej wierze. Co więcej, z niezmiennym przekonaniem, będę obstawał przy tym, że film jest świetny.

Czy film jest symboliczny? Tak, wydaje mi się, że za błahą fabułą kryje się drugie dno uniwersalnych znaczeń. Nie potrafię powiedzieć precyzyjnie, czy miś symbolizuje życie albo czy torowisko przyjaźń. Tego typu wyliczanka przypominałaby szkolne, jedynie słuszne interpretacje intencji autora wiersza. Poszczególne kadry, dźwięki, sekwencje obrazów i kolorów, wypowiadane słowa – wszystko to podczas projekcji wywarło na mnie nieodparte wrażenie obcowania z prawdziwą sztuką i głęboką mądrością.

Może po prostu dałem się nabrać. W przeciwieństwie do Moniki, jako całkiem cywilny konsument filmów, nie patrzyłem na ekran przez pryzmat znajomości schematów i ogranych konwencji filmowych. Dzięki ignorancji i błogiej nieświadomości, pozwoliłem reżyserowi omamić mą percepcję i uległem czarowi filmu. Było to nader przyjemne.

Kontrolerów oglądałem w gliwickim Amoku. Film świetnie wpisał się w atmosferę tego przybytku dziesiątej muzy. Brud budapesztańskiego metra i tandetne ubrania głównych bohaterów świetnie korespondowały ze złamanymi, oklejonymi gumą do żucia fotelami na sali kinowej; ze śmierdzącą wykładziną i z zaduchem nie wentylowanego pomieszczenia. Dzięki temu sam film zyskał dodatkowy wymiar.

Jako zadanie domowe, polecam wszystkim obejrzenie filmu. Może uda się zrobić na jego temat sondę?

--
+omek

Kontrolerzy - przedostatnie starcie!

No!
Tak słodzilmy ostatnimy czasy w "Wesołym Romku", że recenzję Moniki przeczytałem z zaciekawieniem i nadzieją - jak Gargamel - że kogoś to jednak "ruszy". Miałem rację - ruszyło nawet Tomeczka! Brawo, super, aha!

Film "Kontrolerzy" widziałem tylko na komputerze, czego nie uważam za prawdziwe ogladanie (jeśli nie jest bardzo późno w nocy, skupiam sią wtedy jeszcze dużo mniej niż przy telewizji), i choć mam DVD (chętnie służę), nie zaciekawił mnie na tyle, by go obejrzeć spokojnie. W związku z tym nie mam zdania na temat filmu, jest on bowiem z gatunku tych, które raczej omijam (ale niezbyt szerokim łukiem). Żeby mnie zniechęcić wystarczą "Dzieci z dworca Zoo", nie potrzeba aż Larsa. Ale, skoro Tomek zadał go na zadanie, obejrzę.

Chetnie natomiast zajmę się erystyką.

Świetny jest np. chwyt - "Oczywiście moze ja po prostu jestem głupia i tej fantastycznej głębii i symboliki najzwyczajniej w świecie nie widze" - który najprawdopodobniej oznacza zupełnie coś innego. Jestem mądra i się na tej "ściemie" poznałam. Ha! To jest gest "zapraszający", sugerujący chęć podyskutowania, bowiem nigdy nie wiadomo co mówiący myśli naprawdę.

Niestety końcówka - "A tak naprawde to tylko pic, dla tych ubogich duchem, co nie umieją odrożnić prawdziwej sztuki od marnego silenia się na sztuke" - jest belferska (!). Przyszła ciotka, powiedzała ... i poszła.

To niezwykle niebezpieczna metoda masakrowania dyskusji. Bo niby co teraz? Już nie mogę w tym filmie nic zobaczyć, bo będę ten, co "nieodróżnia"? A jak mi się, niedaj Boże spodoba, to bedę już "burakiem"? Na całe życie, czy tylko do następnego filmu?

I tak czytam i wzbiera we mnie bunt i jak się dobrze zastanowię, to Monika, mimo woli, normalnie zainteresowała mnie tym filmem.

Patrzcie:

  • ... jest śmieszny sam z siebie - już samo słuchanie języka węgierskiego bawi;
  • ... poza tym, niby jakaś historia, jednej strony realistycno-kryminlna, z drugiej metafizyczno-niepokojąca;
  • ... główny bohater mieszkający w ciemnościach;
  • ... kobieta miś, i demoniczna postać w czarnym kapturze;
  • ... losy węgierskich konduktorów są symbolem... czegoś tam;
  • ... problemy kontrolerów z motłochem i samymi soba;

To chyba świetny film! Koniecznie muszę obejrzeć tę kobietę misia!

RN

Kobieta Miś

Przyznaje, drogi tato, kobieta miś jest naprawde ładna, to chyba jedyny powód, dla którego warto zabaczyć ten film.

P.S. Jacek mówi, że sie z Tobą zgadza, że przesadzam. I dziękuje, że mi dogadałeś.

nowy??

Ja niestety filmu jeszcze nie widziałam, więc za wiele na ten temat powiedzieć nie mogę. Widziałam za to Olivera Twista, który bardzo mnie rozczarował. A tak odbiegając od tematu filmowego

P.S. Jacek mówi, że sie z Tobą zgadza, że przesadzam. I dziękuje, że mi dogadałeś.

Czy Jacek nie powinien tego napisać sam? Może przydałby się nowy użytkownik?

Może przydałby się nowy użytkownik?

Jak najbardziej! Witamy nowego znajomego portalu. Jacek - po zalogowaniu - proszony jest o zmianę adresu e-mailowego (na razie wpisałem "jakiś-tam"). Moje Konto | Edycja.