Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Uwaga! Nadchodzi!

Niezbyt poważne

Z ogromną przyjemnością zawiadamiam o zaktywizowaniu się kolejnego młodego znajomego portalu. Ale ostrzegam - łatwo nie będzie! Na początek dostało się mnie i Tomkowi, niemniej i tak serdecznie witamy Pannę Monikę w gronie autorów. A propos prof. Miodka, zupełnie serio:



Zajebiście? Nienawidzę! - mówi prof. Miodek

Rozmawiał Adam Domagała (08-12-2003 13:37)

Rozmowa z prof. Janem Miodkiem o tym, przez kogo klniemy coraz więcej
Artykuł archiwalny; Wrocław

Adam Domagała: Czy to prawda, że zalegalizował Pan słowo "zajebiście"?

Prof. Jan Miodek: Kiedy o tym słyszę, ogarnia mnie, człowieka na ogół łagodnego, wściekłość. Słowa "zajebiście" - przysięgam! - nigdy publicznie nie użyłem. Jest wyjątkowo plugawe, niedobrze mi się robi, gdy je słyszę. Jestem przerażony, że tak je pokochali ludzie młodzi i starsi, niezależnie od wykształcenia. O moim rzekomym przyzwoleniu na używanie tego słowa napisała jedna z gazet, na co ostro zaprotestowałem.

Modę na "zajebistość" wprowadził lider zespołu Ich Troje. Wystarczyła jedna transmisja koncertu w telewizji. Ale przecież nie Wiśniewski je wymyślił.

- Oczywiście, że nie on! Wiadomo, od jakiego czasownika pochodzi to słowo. Ma z dziesięć lat, ale nikt nie pozwalał sobie na jego publiczne używanie. Dopiero pan Wiśniewski, siłą piosenkarskiego autorytetu, przekonał ludzi, że to atrakcyjny wyraz.

Urszula Kozioł, poetka, pisała z sympatią o "kurwikach" w oczach posłanki Beger: "Rozświetliły scenę polityczną - i - co tu kryć - rozładowały nagromadzone napięcia...".

- Ja bym się nie odważył tak napisać. Dla mnie "kurwiki" zawsze zostaną wulgarnymi "kurwikami". Problem w tym, że gdyby tych słów nie użyli ludzie, na których są skierowanie kamery, nie rozmawialibyśmy teraz na ten temat. O słowach z kategorii "zajebistych kurwików" mówiliby między sobą wyłącznie językoznawcy. Siła mediów jest jednak tak wielka, że...

...sam jest Pan "człowiekiem z telewizji".

- Ale widocznie nie słucha i nie ogląda mnie tylu ludzi, co Wiśniewskiego czy posłankę Beger. Co mogę zrobić poza uderzaniem pięścią w audycjach telewizyjnych i felietonach? Odwoływać się do poczucia dobrego gustu, Herbertowskiej "kwestii smaku"? Tego na odległość nie da się nikogo nauczyć. Mogę tylko ubolewać nad upadkiem językowych obyczajów. Gdyby takie słowo wyrwało się mojemu ojcu przy żonie i rodzinie, uznalibyśmy to za objaw choroby umysłowej. Kiedyś za użycie brzydkiego wyrazu w obecności dziewczyny trzeba ją było miesiącami przepraszać. A współczesnym dziewczynom imponuje, kiedy chłopcy ciężko klną. Najbardziej wulgarne, polskie słowa stają się naszą wizytówką. Murzyn sprzedający kasztany na placu Pigalle w Paryżu wita mnie, na dźwięk polskiego języka, słowami: "Pologne, k..., k...". Zgroza.

I pomyśleć, że całkiem niedawno, jakieś 70 lat temu, administracyjnie zmieniono zapis słowa "pasożyt". Wcześniej pisało się przez "rz": "pasorzyt" - to, co się pasie w rzyci, czyli w d... Za tą zmianą stała językowa pruderia, ale czasem za nią tęsknię.

Są jeszcze jakieś zwroty, których Pan szczególnie nie cierpi?

- "Obyśmy się nie obudzili z ręką w nocniku". Ohydne, przywołujące obrzydliwe skojarzenia. Prosty człowiek by tego nie wymyślił i nie powiedział, bo to konstrukcja złożona gramatycznie i znaczeniowo, jej użycie wymaga pewnego wysiłku. Kiedy słyszę o tym nocniku, to - mówiąc fizjologicznie - "dźwiga mi się".

A klnie Pan czasem?

- Czasem. Wstydzę się tego, ale - mimowolnie - te słowa zalęgły się we mnie. Gdybym przewrócił się na skórce od banana, to nie mogę przysiąc, że krzyknąłbym: "O rany!". Infekcja, bez dwóch zdań, infekcja. Kiedyś zaproszono mnie do wygłoszenia noworocznej gawędy w Akademii Rolniczej. Miła, biesiadna atmosfera, więc na zakończenie pozwoliłem sobie opowiedzieć anegdotkę z wyrazem na "k" w puencie. Oczywiście - śmiech. Ale następnego dnia przyszedł do mnie na polonistykę list jednego z profesorów obecnych na sali. Napisał, że tym jednym żarcikiem straciłem w jego oczach cały autorytet. Zrobiło mi się bardzo przykro, ale - koniec końców - to wspaniale, że są jeszcze ludzie, którym więdną uszy od brzydkich wyrazów.


Zechęcam więc do pisania, a dla rozluźnienia cytuję dwa niewybredne (i jeden wybredny) żarty, pytając - które lepsze, śmieśniejsze?

Koleżanka odwiedziła Auchan...Kolejka przed kasą...Facet z kurczakiem tuż przed nia.
Położył kurczaczka na taśmie, ale ponieważ była jakaś dziura w opakowaniu z kurczaka zaczeło cieknąć.
Kasjerka uruchomiła taśme - a tu za kurczakiem krwawa plama....
Kasjerka myk za telefon i na cały Auchan krzyczy do telefonu: "Proszę o przybycie pracownika do kasy nr 6 w celu posprzatania taśmy. Panu z ptaka pociekło...."

Spotkanie z prof. Miodkiem, z sali pada pytanie:
- Panie profesorze, czy forma "porachuje" jest poprawna?
- W zasadzie tak, ale o ileż zgrabniej zabrzmiałoby: "Już czas, panowie".

Do faceta dzwoni rano telefon. Odbiera i słyszy:
- "Halo, dzień dobry, czy pan zamawiał budzenie na siódmą?"
- "Tak" - odpowiada zaspany.
- "No to szybciutko, szybciutko, bo już dziewiąta...."

też nienawidzę

Nie znoszę wulgarności, nie bawi mnie świntuszenie. Nawet rażą mnie te niewulgarne wyrazy, które pojawiły się w słownictwie młodzieżowym. Są po prostu brzydkie. Te wszystkie zwroty typu "nara", „spoko”. Co to w ogóle za skróty? Przecież wypowiedzenie całego "na razie" nie zajmuje tak wiele więcej czasu, gdzie się tak śpieszymy? Gdy słowa z żargonu młodzieżowego przechodzą do powszechnego użycia to już zupełnie idiotyczne, jakiś zgrzyt.
O co chodzi gdy młodzi tworzą swój slang? Chcą się wyróżnić - to na pewno przypadek Wiśniewskiego (choć nie taki młodzieniaszek – tym bardziej obrzydliwe)? Czy to przejaw buntu (Agnieszka Chylińska), chęć odcięcia się od „starych” i poczucia przynależności do wspólnoty posługującej się tym samym językiem? Nigdy nie używałam i nie znałam w młodości żargonu młodzieżowego (fakt, raczej na świeczniki się nie pchałam, a do buntowników za młodu nie należałam). Pamiętam jednak, że jako dziewczynki posiadałyśmy z koleżanką swój język. Przed każdą sylabą dodawałyśmy przedrostek, chyba "te". Doszłyśmy do niezwykłej wprawy i mówiłyśmy tym swoim narzeczem bardzo szybko i rzeczywiście nie byłyśmy zrozumiałe dla osób postronnych. Bardzo nas to bawiło i czułyśmy się bardzo ważne.

Gdy wyrażenia żargonowe pojawiają się w mediach, gdy używają ich osoby publiczne, to jest to po prostu niestosowne. Nawet niechlujstwo językowe jest naganne, źle świadczy o mówiącym, obniża jego prestiż. Natomiast używanie wulgarnych zwrotów publicznie jest po prostu niedopuszczalne. Zdecydowanie najbardziej rażą mnie te przekleństwa „nowoczesne" - ze starymi jakoś się już człowiek osłuchał, chcąc nie chcąc.

Konwencja „przeklinania” w dobrze znajomym sobie towarzystwie jakoś uchodzi, bo musi. Szczególnie niektóre osoby mają łatwość używania brzydkich wyrazów, przyzwyczaiły nas do tego i przestaje nas to razić? Przez usta innych wulgaryzmy nie przejdą. Należę do tej grupy, chociaż oczywiście zdarza mi się w sytuacjach wzburzenia przekląć, też niestety słowem o fizjologicznym skojarzeniu zaczynającym się na „g”. Wstrętne!

A jaki jest mój stosunek do opowiadania niewybrednych dowcipów? Generalnie wolę dowcipy „wybredne”. Muszą być siłą rzeczy bardziej wyrafinowane. W ogóle nie uznaję prostackich dowcipów, których cała zabawność polega na świntuszeniu. Sondaż w sprawie przytoczonych trzech dowcipów nie pokaże jednak, jakie są nasze gusty w tej materii, bo dowcip dowcipowi nierówny, a tym bardziej nie ujawni jaki jest nasz stosunek do problemu używania brzydkich wyrazów. No, ale wypowiadam się.

Pierwszy z przytoczonych przykładów to wykorzystanie dwuznaczności słowa w przekonująco wymyślonym dowcipie sytuacyjnym. Prawdę mówiąc opisana scenka sklepowej rozśmieszyła mnie już w pierwszych słowach, bo natychmiast wyobraziłam sobie naszego Kurczaka leżącego na taśmie przy kasie w Auchan.

Drugi dowcip to niby ta sama zasada dwuznaczności niby niewulgarnego słowa ale, szczególnie po przeczytaniu wywiadu Adama Domagały z Miodkiem, trochę niezręcznie posiłkować się nazwiskiem profesora.

Trzeci, ten „wybredny”, niewinny - mnie śmieszy.

Wolałabym żyć w czasach gdy, jak powiedział prof. Miodek, jedynie choroba umysłowa mogła usprawiedliwić przeklinanie, gdy nie było na to przyzwolenia i ubolewam nad upadkiem językowych obyczajów.

Wiedziałem!

Czułem, że moje posty z brzydkimi wyrazami trochę namieszają, ale trudno. Wyjaśniam, że żart z prof. Miodkiem (oraz pozostałe) zacytowałem ... a propos poprzedniego postu, tego brzydkiego, o jesieni.

RN

P.S. Fajnie! Mnie także ujęła wizja kurczaka na taśmie.

tez nienawidze...

alez Bozenko, przeciez powinnas wiedziec ze moja wrodzona delikatnosc
oraz umiejetnosc znalezienia sie w (prawie) kazdej sytuacji nigdy nie
dopuscilyby do tego, aby ze mnie cos w miejscu publicznym pocieklo
(i to jeszcze z... a fe!)
ale musze Ci przyznac ze Twoja wizja jest... doprawdy zajebista! :)

oj Kurczaku

Zbyszku, moja wyobraźnia nie poszła tak daleko, jak to sobie wyobraziłeś. Oczywiście, że zważywszy na Twoją elegancję, delikatność i uważanie, nie pozwoliłabym sobie aż tak daleko puścić wodze fantazji. Czyż nie jest wystarczająco śmieszny obrazek rosłego mężczyzny (bez żadnych aluzji – nawet drobnej kobietki) ułożonego efektownie na taśmie przy kasie?

Zbyszku czy możesz umieścić na łamach dowcipu o nowych pasach bezpieczeństwa? Z samego opisu Andrzeja wydaje mi się bardzo śmieszny. Przecież powinien on być szczególnie mnie dedykowany.

Pozdrawiam

Seks czat?

Ja nie mogę!
Zbyszku, ... Oczywiście, że zważywszy na Twoją elegancję, delikatność i uważanie, nie pozwoliłabym sobie aż tak daleko puścić wodze fantazji...

Bożenka z Kurczakiem najwyraźniej flitrują! Czy mam uruchomić nowy wątek forum p.t. "Flirty" albo "Seks czat", gdzie będziecie sobie mogli gruchać?

RN

oj Bozenko

Owszem, jest to sielankowa wizja godna piora samego Teokryta ale jako specjalistka od wizji raczej... katastroficznych powinnas sobie zdawac sprawe ze rzeczywistosc sielanka nie jest a nawet wrecz przeciwnie jakby.
Tak wiec w wyzej opisanym przypadku jako ze kurczak taki rosly jest pewnie by sie okazalo ze tasma jest po prostu za waska aby wyzej wymienionego kurczaka pomiescic. I tu zaczyna sie katastrofa, bo to co wystaje poza tasme z lewej strony patrzac w kierunku jazdy zahacza o metalowa klatke z papierosami ktora jest tam na stale zabudowana.
Rownoczesnie to, co wystaje z prawej strony zahacza o wozek zakupowy, ktory ustawia sie skosnie i klinuje sie na amen pomiedzy dwoma sasiadujacymi kasami.
A ze tasma nieublaganie ciagnie kurczaka, zostaje on przez wyzej wymienione przeszkody z obu stron odarty ze sadla. Skutki mozna sobie wyobrazic, krew leje sie strumieniami, kurczak wykrwawia sie zanim przybywa wezwany przez security weterynarz i to juz jego koniec. Nie trzeba bylo nawet H5N1. Ale co tam kurczak. Pomysl przede wszystkim o tej biednej dziewczynie przy kasie, ktora wyzyskiwana haruje 12 godzin na dobe za 300 PLN. I ta bidulka ma teraz jeszcze zostac po godzinach i sprzatac to swinstwo co sie narobilo!
Czysty horror!

...Zbyszku czy możesz

...Zbyszku czy możesz umieścić na łamach dowcipu o nowych pasach bezpieczeństwa? Z samego opisu Andrzeja wydaje mi się bardzo śmieszny. Przecież powinien on być szczególnie mnie dedykowany...

Bozenko, moze cos w tym jest, chociaz na pewno nie tylko Tobie, mam tylko problem z zamieszczeniem, a wlasciwie to nawet dwa problemy, po pierwsze nie zachowalem tego rysunku, mam nadzieje ze uda mi sie go gdzies znalezc.
Po drugie, nawet jak go znajde, poki co nie wiem jak sie takie cos tu zamieszcza ale mysle ze nasz wesoly Romek mnie poinstruuje