Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Gartner: Zawód informatyka czekają wielkie przemiany (ONET.PL)

Serio

Do 2010 roku ponad połowa informatyków stanie się analitykami, zajmującymi się wykorzystywaniem informatyki w biznesie. Informatycy, którzy będą trzymać się swoich tradycyjnych specjalności, będą mieli ogromne kłopoty z zatrudnieniem. Twierdzi firma analityczna Gartner w udostępnionym w poniedziałek PAP raporcie.

Jak stwierdzili analitycy Gartner w raporcie, zawód informatyka czekają w ciągu kilku najbliższych lat wielkie przemiany.

W opinii analityków, pracę jako informatyk w dziale informatycznym firmy zastąpią prace nad projektami w przedsiębiorstwach. Działy informatyki w swoim tradycyjnym kształcie znikną. Informatyk zajmujący się np. bazami danych, systemami operacyjnymi czy sprzętem, stanie się analitykiem informatycznym, wyspecjalizowanym w stosowaniu informatyki w biznesie. Taki informatyk-analityk, zwany przez badaczy Gartnera "versatilist" (ang. versatile czyli wszechstronny) zostanie jednym ze specjalistów dołączanych do zespołów zadaniowych, które coraz częściej będą powstawać w firmach.

Informatycy-analitycy coraz częściej będą pracowali nie jako pracownicy zatrudnieni przez firmę, ale jako specjaliści zewnętrzni angażowani przez nią do wykonania określonego projektu. Nie będą też już specjalistami zajmującymi się wyłącznie technologią - będą musieli opanować umiejętności z dziedziny zarządzania czy marketingu, aby wspomagać procesy biznesowe w firmie. Ich rekomendacją zawodową nie będzie - jak obecnie - liczba ukończonych kursów i posiadane specjalności, ale uczestniczenie w zakończonych sukcesem projektach biznesowych, które przyniosły np. 20 proc. wzrost sprzedaży.

"Ostatnia dekada była erą specjalistów, zaś obecna dekada stanie erą wszechstronnych analityków informatycznych. Analitycy ci będą występować w różnych rolach, mając dużo wiedzy i doświadczenia, aby móc syntetyzować razem rozwiązania i posiadane informacje, co wspomoże rozwój firm. Analitycy informatyczni będą mieli na tyle głębokie umiejętności i doświadczenie, aby móc głęboko wnikać w problemy biznesowe i wdrażać swoje pomysły przekraczające granice tradycyjnych specjalności w firmie, jak np. informatyka czy zarządzanie, co pozwoli na zapełnienie luk i zdynamizowanie zespołów zadaniowych" - twierdzi wiceprezes ds. badań w firmie Gartner Diane Morello.

Według Gartnera, w 2010 roku w korporacjach, firmach dużych i średnich pracować będzie o 30 proc. mniej informatyków w porównaniu ze stanem obecnym.

(PAP, tm/14.11.2005, godz. 16:53)

Re: Zawód informatyka

Chętnie sprawdziłbym, czy prognozy Pani (?) Morello się ziszczą, niemniej wątpię, czy nasz portal "wytrzyma" 5 lat i bedzie można wrócic do tego artykułu. Jeśli dożyjemy, zmieni się najprawdopodobniej serwer (home.pl), technologia (php) oraz interfejs - na dotykowy, głosowy, albo myślowy.

  1. Do 2010 roku ponad połowa informatyków stanie się analitykami, zajmującymi się wykorzystywaniem informatyki w biznesie.
    To prawda. Widocznie jednak nie wiem, czym dzisiaj zajmują się informatycy, bo BYŁEM PRZEKONANY, że wykorzystywaniem informatyki w biznesie.
  2. Informatycy, którzy będą trzymać się swoich tradycyjnych specjalności, będą mieli ogromne kłopoty z zatrudnieniem.
    To też prawda. Widocznie jednak niewiele wiem o specjalnościach informatycznych, bo BYŁEM PRZEKONANY, że ten zawód TRADYCYJNYCH specjalności w ogóle nie ma.

Ja bym się jednak nie przejmował.

  1. Poza biznesem (bo dziś np. kino, muzyka i gry to też biznes - i to jaki!) jest tylko szkolnictwo, biurokracja i wojsko - nie sadzę, żeby te "działy" zniknęły do 2010. Czy tam bedą zatrudnieni też głównie analitycy, czy nie - tego nie wiem i nie śmiem przewidywać, ale jeśli połowa informatyków ma być analitykami - wykorzystywanymi przez biznes, to tej drugiej połowy może zabraknąć "do roboty".
  2. W związku z (1), nie sadzę, żeby jakikolwiek informatyk miał kłopoty z zatrudnieniem, chyba że rzeczywiście ima się TRADYCYJNYCH specjalności, np. jest specjalistą od systemu operacyjego DOS. Poza tym patologicznym przypadkiem, byłbym raczej optymistą, oczywiście przy załozeniu - jak mniemałem - że ten zawód TRADYCYJNYCH specjalności w ogóle nie ma.
  3. W skrajnie trudnym, popytowo, przypadku. Kiedy już wszystkie firmy bedą po brzegi napełnione analitykami, którzy będą mieli na tyle głębokie umiejętności i doświadczenie, aby móc głęboko wnikać w problemy biznesowe i wdrażać swoje pomysły przekraczające granice tradycyjnych specjalności w firmie, jak np. informatyka czy zarządzanie, co pozwoli na zapełnienie luk i zdynamizowanie zespołów zadaniowych" (ale bełkot - RN), zawsze jest i będzie szansa znalezienia pracy w firmie, która te pomysły po prostu realizuje.
  4. W 2010 roku w korporacjach, firmach dużych i średnich pracować będzie o 30 proc. mniej informatyków w porównaniu ze stanem obecnym.
    Całe szczęście! Będą pracowali w małych firmach, tych które realizują pomysły tej mniejszej liczby informatyków - analityków, zatrudnionych w korporacjach, dużych i średnich firmach.

RN

Re: Zawód informatyka CD

Zgadzam się z tym, że "tradycyjny informatyk" zawsze znajdzie zatrudnienie - szczególnie jeżeli jest specjalistą w danej dziedzinie. Tak więc wizja wyginięcią programistów jest raczej mało realna (ja przez "tradycyjnego informatyka" rozumiem przykładowo maniakalnego miłośnika programowania w C++, który zamiast z poduszki korzysta z biblii Bjarne'a Stroustrup'a ;-)).

Z drugiej jednak strony, po przejściu jakiś tam rozmów o pracę itp, zauważyłem, że tak na prawdę coraz bardziej liczy się dobra "zagajka". Oczywiście potem życie weryfikuje i wychodzi na jaw kto tak na prawdę ściemniał, a kto nie, jednak bycie "analityko-informatykiem" jest w takiej sytuacji po prostu łatwiejsze. Coraz mniejsze wrażenie robi znajomość kilku języków programowania (ponieważ to, przynajmniej teoretycznie, może do CV wpisać każdy kto ukończył pierwszą lepszą politechnikę), natmiast na kolana rzucają określenia "przeprowadzona analiza techniczna", "konsultacje z klientem i analiza wykonalności" lub "rozmowy biznesowe i prezentacje przedsprzedażowe". To głupie i nic w zasadzie nie znaczy, ale za to ładnie brzmi, dobrze się sprzedaje i co najważniejsze - znacznie ławiej jest się obronić ponieważ właśnie nic to tak na prawdę nie znaczy i jest trudniejsze do podważenia niż np brak znajomości konkretnego zagadnienia technicznego.

Wydaje mi się, że warto mimo wszystko kierować się właśnie w tą stronę - jednak starać się oczywiście być specjalistą, a nie tylko ściemniaczem. Widzę spore zapotrzebowanie na hybrydo-specjalistów, głównie z tego powodu, że najwięcej nieporozumień i problemów w projektach, w których miałem okazję uczestniczyć, wynikało właśnie z braku wspólnego języka pomiędzy osobami będącymi fachowcami np w dziedzinie bankowości, a specjalistami technicznymi, którzy później pomysły tych pierwszych wdrażali w życie. Najlepiej sprawdzały się (i były najlepiej opłacane!) przede wszystkim te osoby, które potrafiły (gdy była taka potrzeba) zabrać się, równie dobrze, za pisanie kodu, jak również merytorycznie-poprawnie porozmawiać z klientem o jego potrzebach i wytłumaczyć "technicznym" o co w tym wszystkim chodzi.

Pamiętam moje męki jak facet w banku mówił o ryzyku zaangażowania klienta w danym produkcie bankowym, w czasie gdy ja widziałem tam tylko tabelę z kilkoma kolumnami ;-) Potem podszedł Karol (były szef zespołu) i powiedział "dodaj po prostu to do tego i podziel przez to, a reszta to bzdury". Okazało się banalnie proste, ale bankowiec nie potrafił powiedzieć tego po ludzku/informatycznemu, a ja nie wiedziałem o co w zasadzie go zapytać ;-)

Re: Re: Zawód informatyka CD

Patrzcie!
Porównując posty Gartner'a i Wojtka widać jak przyjemnie przeczytać coś napisanego "normalnym" językiem. Słusznie zauważyłeś, że " ... Najlepiej sprawdzały się (i były najlepiej opłacane!) przede wszystkim te osoby, które potrafiły (gdy była taka potrzeba) zabrać się, równie dobrze, za pisanie kodu, jak również merytorycznie-poprawnie porozmawiać z klientem o jego potrzebach... ". Tak, ale czy to dotyczy tylko informatyków? Czy takim samym "złotym" nabytkiem nie jest przypadkiem mechanik samochodowy, który potrafi coś sensownego odczytać z bełkotu klienta?

Masz niewątpliwie rację zwracając uwagę na to, " ...że tak na prawdę coraz bardziej liczy się dobra "zagajka"... ", ale przykłady, które podajesz są z kategorii "obsługa klienta" i z informatyką mają związek słaby. Biedronka, niejeden hot-line, choćby "niebieska linia" TPSA itp. przykłady, wyraźnie wskazują w którym kierunku zmierza ta - hipotetycznie ważna - dziedzina działalności firm. Każdy ma swoje, najprawdopodobniej różne, doświadczenia i wrażenia na ten temat, ale moje jest jednoznaczne - przewaga formy nad treścią. Wynika to z założenia, moim zdaniem zupełnie nieprawdziwego, że klient wie czego chce i ma zawsze rację - "zazwyczaj nie wie i nie ma racji", tyle tylko, że to jest bardzo niepoprawne politycznie.

Wracając zaś do informatyki. Niewątpliwie analitycy, w sensie "hybrydo-specjalistów" jak to nazwałeś są juz dzisiaj (a bedą jeszcze bardziej) potrzebni. Z zastrzeżeniem, że ci prawdziwi, nie tylko od "zagajki" a od myślenia i kojarzenia. Najsłynniejszym chyba przykładem tego, co mam na myśli jest - tu muszę użyć zakazanego słowa - mp3. Związek między transformatą Fouriera a koncertem Madonny jest na tyle abstrakcyjny, że nie wyobrażam sobie aby mogł wyniknąć z rozmów z matematykami lub z menadżerami Madonny. A jednak ktoś to skojarzył. Nie zmienia to faktu, że i tak bedą potrzebni ci "tradycyjni" informatycy, niekoniecznie od spania na Stoustrup'ie, ale "od roboty".

RN