Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

05-09-07 Pożegnanie z Paryżem

Foto

pa_05_09_07_monika.jpgNa poczatku wrzesnia miało miejsce nasze (moje i Moniki) pożegnanie z Paryżem. Do Paryża i z powrotem pędziłem jak wiatr:

  • Sobota. Rybnik - Norymberga. Śpię u siostry.
  • Niedziela. Norymberga - Paryż. Pod dom Moniki, gdzie nigdy jeszcze nie byłem, zajechalem bez pudła za pomcą Via Michelin - polecam. Potem spacer, kawa, kolacja czyli pożegnanie z Paryżem.
  • Poniedziałek. Pakowanie. Najpierw u Moniki, potem jedziemy do Florka (pod Paryżem), gdzie w garażu, czeka reszta rzeczy. Poniedziałek, godz 9:00 - 10:00, centrum Paryża - okolice lotniska de Gaulle'a. Mniam, mniam.
    Po wydobyciu pakunków z garażu i ustawieniu ich obok samochodu, z ust osób kibicujących wydobywa się znaczące oooo! W tym momencie nikt, oprócz mnie, nie wierzył, że się to uda. Szczerze mówiąc ja też nie wierzyłem, ale udawałem bohatera. Wprawdzie ford zapakowany był po dach, ale - o dziwo - prawie wszystko "weszło". Zostawiliśmy tylko wyjątkowo nieporęczny i niezbyt drogocenny stojak na płyty.
  • Wtorek. Paryż (a właściwie domek Florka) - Monachium z krótkim pobytem w Reims. To był chyba najgorszy odcinek całej trasy. Najpierw pobładzilismy na granicy francusko - niemieckiej. Coś nas podkusiło i postanowiliśmy jechać "skrótem" z Saarbrucken do Karlsruhe. Ha! Nazywa się "to" Pfalzwald i są to niezbyt wyskie, za to bardzo malownicze góry. Jak to bywa w górach - jeździ się przez las, drogi prowadzą zazwyczaj w górę i w dół, mają serpentyny (oj sporo!) i są źle oznakowane. Co najmniej 3-4 razy zawracaliśmy po kilkunastu kilometrach, tak więc z "zarobionych" 100 km (normalnie jedzie się na około przez Manheim) nic już nie zostało, a średnia zamiast 120 km/h na autostradzie wyszła 40 km/h po serpentynach i malowniczych wioseczkach. Co zwiedziliśmy - to nasze. To nie był jednak koniec. Odcinek Stuttgardt - Monachium przyszło nam przejeżdżać w godz. 17-19, co już wystarczyło by posuć humor, a jakby tego było mało, w okolicach Augsburg'a podczas niedawnej powodzi, uszkodzony został most na autostradzie. Wyobrażacie sobie? 6 pasów ruchliwej autostrady nagle "ściska" się do jednego na remontowanym moście? Prawie przez cały dzień byliśmy w SMS'owym kontakcie z Kurczakiem, który bidulek czekał na nas cierpliwie w Ottobrun, i gdzieś o 19.00 zwątpił i zapytał, czy jedziemy do Monachium przez Padwę, czy przez Hannover.
    W Ottobrun byliśmy ok. 21, czyli po 13-tu (!!!) godzinach "jazdy", "kluczenia" i "wycieczek". Dla wyjaśnienia powiem, że podobną trasę Norymberga - Paryż przejechałem w 7h (w niedzielę). Kolacja i bardzo miły wieczór u Kurczaka i Ali, trochę poprawiły nam humory. Czujemy się, jakbyśmy byli już w domu - a mamy jeszcze 900 km.
  • Środa. Monachium - Katowice - Rybnik. Uff.

5 dni, 4000 km, z tego ze 300 po Paryżu i okolicach. Zdjęć z tego wyjazdu mam tylko kilka i zamieściłem je w galerii.