Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Polecam, odradzam

Film | Recenzje

Nie bardzo potrafię pisać recenzje, ale podzielę się wrażeniami z ostatnio obejżanych filmów. Podzieliłam je na dwie kategorie, pierwsza to filmy, po których nie myśle o cenie biletów. Druga to taka, podczas której zastanawiam się gdzie położyć nogi żeby było wygodniej i po której zastanawiam się co innego można było kupić za 15 zł. Nie będe pisać nic o fabule żeby nie popsuć nikomu seansu.

POLECAM

1. Elizabethtown - może troszke bardziej dla dziewczyny ale mnie się bardzo podobał, wychodzi się z kina z uśmiechem. Trudno go jakoś sklasyfikować, najbliżej chyba do komediodramatu. Informacja dla pań - głównego bohatera gra Orlando Bloom, tym razem w wersji południowej. Informacja dla panów - główną żeńską rolę gra Kirsten Dunst, mała dziewczyna z wywiadu z wampirem - nadal posiadaczka uroczych dołeczków w policzkach. Do tego ciekawa muzyka.

2. Miasto gniewu - "Bohaterami filmu jest ósemka osób mieszkających w Los Angeles. Pewnego dnia przy drodze zostaje odkryte ciało brutalnie zamordowanego mężczyzny. Aby odkryć kto jest mordercą akcja filmu cofa się o 24 godziny śledząc działania wspomnianych 8 osób, które mogą być zamieszane w tą zbrodnie" Fabuła chociaż ciekawa i wciągająca jest tylko tłem dla rozważań o uprzedzeniach. Możemy spojrzeć na nie obiektywnie bo oczami wszystkich po kolei. Nic nam się nie narzuca, wnioski każdy wyciąga jakie chce.

3. Revolver - następy film Guy'a Ritchie, jak we wszystkich jego filmach o gangsterach (np. Przekręt i porachunki) tak i w tym gra Jason Statham i uwaga André 3000. Podobno za zrozumienie tego filmu obiecali nobla, ja się przyznaje, że nie zrozumiałam, ale wcale mi to nie przeszkadza. Lubie ten styl i ten rodzaj humoru.

ODRADZAM

1. Oliver Twist - nudny, z poplątamy wątkami, które wywodzą nas na manowce. Gra dzieci nie budzi zachwytu tak jak np. w marzycielu. Ma się wrażenie, że scenariusz to na chybił trafił wybrane niektóre strony z książki. Historia może i ciekawa ale opowiedziana w wyjątkowo nudny sposób. Nie przekonują postacie, których ani nie da się zrozumieć, ani z nimi zaprzyjaźnić, ani znienawidzić. Jednym słowem nie warto.

2. Wierny ogrodnik - film przypomniał mi stare filmy francuskie, czyli dzieje się wiele ale nie bardzo wiadomo po co i dlaczego. Ciekawy temat, ale jak dla mnie, ugryziony zupełnie nie z tej strony, z której trzeba. Główny problem przewija się w filmie jakby przypadkiem, a nasza uwaga zostaje odciągnięta w zupełnie innym kierunku. Sam sposób kręcenia filmu też mi się nie podobał, lubię widzieć co się dzieje wyraźnie. Tu wszystko było żółte i zapylone co nieco przeszkadzało w odbiorze filmu. Muzyki w ogóle nie pamiętam.

Guy Ritchie

Uwaga Panowe!

Zuzia poleca jednym tchem: "Elizabethtown" z Orlando Blooem oraz "Revolver" z Jason'em Statham'em. Jakież nieodgadnione są uczucia kobiet!

Bardzo się, cieszę, Zuziu, że przypomniałaś mi "Przekręt", bo już dawno - chyba z rok - tego filmu nie oglądałem.

Filmy "Lock, Stock and Two Smoking Barrels", 1998 - "Porachunki" (ale tumaczenie!) oraz "Snatch", 2000 - "Przekręt" obejrzałem w odwrotnej kolejności niż powastawały, chyba ze szkodą dla tego pierwszego (w porównaniu z "Przekrętem", to bajeczka). Reżyser się rozwijał i jeśli dalej idzie w tym kierunku, to po prostu boję się "Rewolwera".

Nie znoszę reklamy, klipów MTV, bardzo szybkich, "agresywnych" ujęć z dołu i "szerokim" obiektywem w twarze. To zaprzeczenie kina, które lubiłem. "Dziadek" Sven Nykvist, ulubiony operator Bergmana, kręcił jeszcze w latach 80-90 ("Nieznośna lekkośc bytu", "Bezsenność w Seattle", "Co gryzie Gilberta Grape'a" i in.), czyli w swych odczuciach nie jestem ani odosobniony ani szczególnie przedpotopowy.

Jest wiek XXI i przyznaję, że nie tylko przyzwyczajamy się do tłoku samochodowego ale i do nowych, innych, środków wyrazu. Rozumiem to, ale film "Snatch" BARDZO MNIE DENERWUJE, ZŁOŚCI I ZNIESMACZA. Mimo to oglądałem go ze 4 razy i chętnie obejrzę jeszcze raz, BO TO JEST K.... BARDZO ŚWIETNY, NIESAMOWICIE POKRĘCONY, DOSKONAŁY film. Łączy mnie z nim uczucie typu MIŁOŚĆ I GNIEW, a to związek niebanalny.

Teraz serio. Genialne - bez wyjątku - postacie (cóż za gęby!), szaleńcze tempo, na prawdę dobre zdjęcia. Przyznaję, że scena walki Brad'a Pitt'a, to arcydzieło! - na miarę "Wściekłego byka" Scorsese. No i ten język! "Wer is da stołn" Czteropalcego, czy "tego typu" wszystkie bez wyjątku wypowiedzi Cygana (Brad Pitt) - bomba.
A scena, w której Tony (Vinnie Jones) "sterroryzowany" w kawiarni przez dwóch murzynów, tłumaczy im spokojnie, że pistolet, którym wymachują jest podróbką i że "... teraz właśnie obkurczają Wam się jaja ze strachu ..." ... - nie mogę. Uśmiecham się, nawet kiedy to piszę.

RN