
Factotum - w tym filmie też ręce maczali Norwegowie. To kanadyjsko - norweska koprodukcja. Odnoszę wrażenie, że koprodukcja to jedno z najgroźniejszych słów w filmowej terminologii i prawie zawsze oznacza zmarnowane pieniądze na bilet.
Factotum nie jest wyjątkiem. Autorzy porwali się na rzecz niezmiernie ryzykowną - próbę ekranizacji prozy Charlesa Bukowskiego. Epatowanie obrzydliwością, wynaturzona pornografia i swoista mroczna poetyka jego książek nie wydają mi się w ogóle przekładalne na język filmowy. W każdym razie na pewno nie w głównym nurcie kina. To co powstało, to mdła i bezsensowna selekcja epizodów z różnych opowiadań, dopchana kilkoma poetyckimi sentencjami wyrwanymi z kontekstu. Na dodatek usunięcie brudu, krwi, rzygowin (i kilku jeszcze substancji pochodzenia organicznego), z całego klimatu Bukowskiego uczyniło banalną historyjkę o facecie szukającym pracy. Na jawną prowokacje zakrawa ilość słonecznego światła i ładnych nasyconych kolorów w poszczególnych kadrach filmu. werdykt brzmi: totalne nieporozumienie.

Najnowsze komentarze
6 dni 16 godzin temu
1 tydzień 3 dni temu
7 tygodni 1 dzień temu
7 tygodni 3 dni temu
7 tygodni 4 dni temu
7 tygodni 4 dni temu
7 tygodni 4 dni temu
7 tygodni 5 dni temu
7 tygodni 5 dni temu
7 tygodni 5 dni temu
7 tygodni 5 dni temu
8 tygodni 4 dni temu
8 tygodni 4 dni temu
8 tygodni 4 dni temu
9 tygodni 23 godziny temu