Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Wszystko gra (Match point) *****

Film | Recenzje

match-point-poster.jpgNowy film Woodyego Allena z pozoru nie jest reprezentantem tradycyjnego alllenowskiego stylu. Akcja nie rozgrywa się w Nowym Jorku, a bohaterowie nie zarzucaja się błyskotliwymi dowcipami, nie maja neuroz i nie gra w nim Woody Allen. Niedawno przeczytałam w gazecie Kino, krytykę która utrzymuje, że właśnie dlatego nie jest to dobry film. Tylko, że tak naprawdę nie ma to z samym filmem nic wspólnego. I tylko laik mógłby uważać, że brak mu "allen's touch".
Akcja rozgrywa się w Londynie, historia jest z pozoru prosta. Biedny Irlandczyk, jednakże "w czepku urodzony" i ciężko pracujący były już tenisista żeni się z Angielką z bogatej rodziny z tradycjami. Niestety wplątuje się w romans z dziewczyną przyszłego szwagra, która ostatecznie zachodzi w ciążę i tu zaczynają się schody... Reszty wam oczywiście nie zdradzę. Cały smaczek w tym jak Allen rozwiązuje intrygę. Jednakże nie akcja jest w tym filmie najważniejsza. Cała jego siła to oczywiście aktorzy Scarlett Johansson i Jonathan Rhys Meyers to zdecydowanie jak na razie najpiękniejsza filmowa para XXI wieku. Mam do nich obu słabość więc przyznaję, że mogę być nie do końca obiektywna.
Poza tym jest oczywiście Londyn, piękne domy w Chelsea, widok na Houses of Parliment, ekskluzywne butiki, galerie sztuki i opera, która zresztą rozbrzmiewa przez całą scieżkę dzwiękową filmu. To jest właśnie cała esencja "allen's touch" i choć film jest na poły romansem na poły thrillerem, a nie żadną intelektualną komedyjką, w której coraz to reżyser puszcze oko do widza, ogląda się go tym przyjemniej.
W końcu dałam pięć gwaizdek, ale w ramach kina raczej rozrywkowego. Nie jest to pięć gwiazdek takich jak na przykład dla "Powrotu", bo nie jest to oczywiście ta sama półka. To po poprostu dobre kino, które się dobrze i z zaciekawieniem ogląda, ale nie rości sobie ono bynajmniej prawa do rozgłaszania jakiś głębokich tez czy idei. Jednym słowem rozrywka na wysokim poziomie. Mówiąc językiem bohaterów, nie opera, ale przyjemny musical...

Kino rozrywkowe?

Wczoraj oglądaliśmy z Marysią "Match Point" a po filmie rozmawialiśmy o nim, czy "na jego kanwie" ze 2 godziny - musiało być o czym.

Z 5-cioma gwiazdkami Moniki zgadzam się jak najbardziej, ale z określeniem "...nie rości sobie ono bynajmniej prawa do rozgłaszania jakiś głębokich tez czy idei." już mniej. Film nic specjalnie "nie rozgłasza" - to prawda, ale bardzo podchwytliwie porusza akurat całkiem głębokie tezy. Podchwytliwie, bo film - na początku ewidentnie - jest dobrze zapowiadająca się komedią romatyczną (cóż za niestosowne porównanie!), która niepostrzeżenie przechodzi w dramat, który, domyślamy się, dobrze skończyć się już nie może. "Podchwytliwości", jak to u Allena, jest wiele i tez, moim zdaniem, także. A najważniejsza z nich, to - parafrazując naszego ulubionego poetę - človek to nie je hračka. Takie to niby oczywiste, ale po obejrzeniu flmu Allena ze zdziwieniem i niedowierzaniem zobaczycie ... całą plątaninę sznurków. Konopnych i jedwabnych, ale tylko sznurków. Super film!

RN

zdecydowanie *****

Nigdy też nie byłam po obejrzeniu filmu tak wściekła, bywałam wściekła na siebie, że wydałam 15 zł na bilet. Nie pamiętam też żebym kiedykolwiek miała ochotę odstrzelić głównemu bohaterowi głowę. Jeśli chodzi o aktorów to z Moniką zgadzam się tylko w połowie, Scarlett faktycznie jest niesamowicie, nawet nie tyle piękna, co apetyczna, natomiast Jonathan ma wyjątkowo odpychający sposób poruszania i bardzo niemiło mi się na niego patrzyło. Przez chwilę zastanawiałam się czy to nie wpływ antypatycznej roli, jaką gra, ale doszłam do wniosku, że wydawał mi się taki od samego początku, czyli nawet w momentach, kiedy grał nieszczęśliwego biedaka. Dawno też nie spotkałam się z tak ujętą rolą, nazwijmy ją, winowajcy. Zazwyczaj reżyser stara się przedstawić taką postać w taki sposób, abyśmy się z nią utożsamiali i polubili, żebyśmy potrafili zrozumieć motywy jego działań. Drugie podejście to przerysowanie cech negatywnych, wtedy od razu wiemy, kto jest zły, kto dobry. Tutaj postać jest bardzo ciekawa, bo z jednej strony jest ludzka i zdolna do uczyć, z drugiej praktycznie pozbawiona skrupułów, co tworzy bardzo ciekawe połączenie. Poza tym nasze nastawienia do bohatera zmienia się w trakcie trwania filmu, najpierw wierzymy, że postąpi jak należy, później mamy nadzieję, aby na końcu modlić się tylko o to, żeby główny bohater jak najprędzej pożegnał się z tym światem.

Muszę niestety stwierdzić, że przyzwyczaiłam się do happy endów albo przynajmniej wymierzania sprawiedliwości, a tu nic, nawet kary w postaci wyrzutów sumienia czy jakiegoś pecha. Z jednej strony komercyjne filmy, gdzie kara się złych, a nagradza dobrych drażnią mnie, bo są przewidywalne i mało realne. Z drugiej jednak, kiedy tego zabraknie, mam ochotę sama wymierzać sprawiedliwość.