Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Krótki przewodnik po paryskich knajpach

Turystyka

01_chez_georges_2.jpg02_chez_georges_3.jpgParyż, miasto świateł i słynnych filozofów XX wieku. Niestety jak się wydaje te czasy już minęły. Z tego też powodu nie należy nastawiać się na typowo francuską atmosferę, typu dekadencja, poeci w zadymionych barach popijający absynt, czy piwnice gdzie klienci degustujący francuskie wina słuchają bardów w typie Jacques’a Brela czy Serge’a Gainsbourga. Zapomnijcie o Henrym Millerze i “Przewodniku Raka”, to niestety już przeszłość. Paryż to naprawdę wybuchowa mieszanka kultur i tradycji gdzie - jeśli dobrze poszukać - można znaleźć kuchnie i klimaty z całego świata.

Nastawiając się na nocne szaleństwo będziecie srogo zdziwieni faktem, że poza weekendem większość tutejszych barów zamyka swoje podwoje o 2 w nocy, a przeciętny night club gdzie ewentualnie można zabawić się do rana to nic innego jak zwykła dyskoteka, gdzie wydekoltowane nastolatki kręcą pośladkami do utworów Jennifer Lopez i Shakiry, a spoceni samce podpierający ściany po prostu ślinią się na ich widok.

Po drugie ostrzegam, w Paryżu Francuzów tyle, co kot napłakał. W barze udającym Kubański, serwuje Hiszpańska kelnerka, a właściciel Arab stoi przed wejściem i udaje rodzonego Kubańczyka. Wszystko od Bretońskich naleśników, poprzez francuskie specjały na bazie sera jak raclette czy fondue, aż do włoskiej pizzy jest przygotowywane przez Arabów, względnie Pakistańczyków czy Greków. Oczywiście nie obniża to zazwyczaj jakości serwowanych potraw. Chodzi tylko o zaznaczenie, że Francuzi w Paryżu są raczej rzadkością, a już na pewno jako właściciele wszelkiego rodzaju klubów, restauracji i barów.

Trzeba również wiedzieć, że Francuzi wbrew panującym przekonaniom nie są wielkimi imprezowiczami. Na piwie czy drinku raczej częściej można spotkać turystów niż rodowitych mieszkańców Paryża. Francuzi natomiast uwielbiają jeść w wszelkiego rodzaju restauracjach, barach szybkiej obsługi, budkach z kebabem czy naleśnikami. W związku z tym zwolennik chyba każdej kuchni świata znajdzie tu cos dla siebie.

Po pierwsze Paryż to istny raj na ziemi dla fanów kuchni japońskiej, u nas stosunkowo mało znanej i wyjątkowo drogiej. Dla nie zorientowanych w temacie powiem, że kuchnia japońska to przede wszystkim surowe ryby. Lista najczęściej podawanych potraw nie jest specjalnie skomplikowana. Na przystawkę obowiązkowa zupa miso (zupa, ze sfermentowanej soi z dodatkiem alg, tofu lub grzybów) i sałatką z białej kapusty. Danie to zazwyczaj zestaw typowych japońskich przysmaków, na który mogą składać się: sushi, czyli plasterki surowej ryby na poduszeczce z ryżu, maki, czyli ryz zawinięty w liść algi z kawałkiem ryby bądź warzywa w środku, sashimi czyli plasterki surowych ryb, yakitori, czyli mini szaszłyki podawane oczywiście na ciepło z mięsa, grzybów, bądź warzyw. Co do deserów, to niestety nie jestem specjalistką. Mogę jedynie powiedzieć, że zdecydowanie odradzam galaretkę z fasolki. Oczywiście nie należy kojarzyć surowych ryb podawanych w japońskich restauracjach z zapachem tranu, wnętrznościami czy rybimi oczami. Ze wszystkich kuchni świata jest to nie tylko jedna z najsmaczniejszych, ale i najbardziej estetycznie serwowanych. Dla początkujących polecam restauracje Ta Sushi przy 4 rue Etienne Marcel w okolicach stacji metra Chatelet, która serwuje typowe japońskie menu: zupa miso, sałatka, zestaw kilku sushi, maki, yakitori lub sashimi do wyboru już od 10€. Przy tym odznacza się wyjątkowo gustownym, pełnym spokoju i harmonii zaciemnionym wnętrzem. Nie mniej wykwintne potrawy, aczkolwiek być może w mniej stylowym wnętrzu możemy zjeść mniej więcej w tej samej cenie w restauracji Asashi przy 36 rue de Belleville w pobliżu stacji metra Belleville. Belleville to paryskie Chinatown, wiec przy okazji zajadania się sushi będziecie mogli wstąpić do chińskiego supermarketu. Wreszcie dla prawdziwych znawców kuchni japońskiej polecam nieco droższą (cena menu od 15€ wzwyż) restauracje Naoko przy 11 rue de Biot w okolicach Place de Clichy. Tam znajdziecie samą esencję kuchni japońskiej: pyszne, naprawdę pięknie podane potrawy (aż żal zjadać), miłą i zdystansowaną obsługę, jasne, harmonijne i eleganckie wnętrze uzupełnione spokojna japońską muzyka sącząca się z głośników chyba tylko dla jeszcze lepszego trawienia. Dla tych, którzy nigdy nie jedli sushi czy maki, a są ich ciekawi oraz lubią prostą a zarazem smaczną kuchnię, Paryż jest miejscem wprost idealnym.

03_le_leche_vin_1.jpg04_le_leche_vin_2.jpgJeżeli chodzi o wieczorno-nocne wypady typu alkoholowego zdecydowanie najlepszym miejscem w Paryżu są okolice placu Bastylii, szczególnie rue de la Roquette i jej przecznice. Przy samym placu możemy znaleźć kluby typu „sieć” jak piwiarnia Falstaff, oferująca około 20 rodzajów piwa lanego z prawie wszystkich krajów Europy (polskiego niestety nie ma) w cenie średnio 7 do 9 € za pół litra. Ponieważ Bastylia to Bastylia, czyli miejsce znane i lubiane, ceny nie należą do przystępnych, małe “francuskie” piwo, czyli 0,25 litra kosztuje około 5 €. Warto jednak wspomnieć o happy hour, które trwają zazwyczaj od 18 do 21, wtedy wszystkie piwa i koktajle są zazwyczaj dwa razy tańsze. Jeżeli nie pragniecie wysokiego komfortu przy jednoczesnej jednak dozie “egzotyki” polecam zadymiony, ciasny bar Le Lèche Vin przy 13 rue Daval, gdzie zwykle francuskie jasne lane można nabyć już za 4 € za pół litra! W piątkowe i sobotnie wieczory małe wnętrze bywa szczególnie zatłoczone i oczywiście odradzam to miejsce tym, którzy źle znoszą dym papierosowy. Miejsce również nierekomendowane dla zagorzałych ateistów, gdyż zewsząd spoglądają na nas święte figury i obrazki, a dla zachowania równowagi cała toaleta (czyli nic innego jak dziura w podłodze z dwoma “stopkami” po bokach) wyklejona jest pornograficznymi zdjęciami niezwykle pociągających panów prezentujących swoją wyjątkowo rozwiniętą “męskość”.

05_sister_may_1.jpg06_sister_may_2.jpgCi, którzy jednak nie przepadają za skrajnościami mogą znaleźć niezwykle miły i wygodny kąt w Sister May przy 25 rue de Lappe. Ten przemiły bar wypełniony sofami i poduszkami z pewnością pozwoli odetchnąć i zregenerować siły każdemu umęczonemu turyście. Ceny jak na Paryż normalne, piwo ok. 5 € wzwyż, koktajle w okolicach 8 €. Do tego zawsze mila, młoda i piękna obsługa oraz relaksująca muzyka. Idealne miejsce dla tych, co lubią wygodnie posiedzieć i spokojne sączyć drinka.

07_les_etages_1.jpg08_les_etages_4.jpgJeżeli jednak upieracie się przy czymś typowo francuskim to jedyne resztki atmosfery francuskiej bohemy macie szanse znaleźć na Saint Germain des Près i w okolicach stacji metra Odéon (szósta dzielnica). Saint Germain des Près - wiadomo: poeci, artyści, egzystencjaliści… te czasy niestety bezpowrotnie minęły. Mimo to macie szanse zasmakować odrobiny z atmosfery francuskiej dekadencji w Les Etages przy 5 rue de Buci tuż obok stacji metra Odéon. Les Etages, czyli po prostu “piętra”, nawiązują bezpośrednio do architektury kawiarni, która składa się z parteru i dwóch pięter, skąd rozciąga się przemiły widok na całą uliczkę. Jest to jednak miejsce dla prawdziwych fanów dekadencji, miniaturowe stoliki i fotele nie są zbyt komfortowe, ściany są krzywe i odrapane, a stan toalety pozostawia wiele do życzenia. Można sobie jednak wyobrazić, że właśnie w tego typu miejscach przesiadywał wieczorami Henry Miller. Ceny paryskie, ale nieprzesadzone, piwo w okolicach 5€ za 0,25 litra, koktajle 7,5 i 8,5 €. Można się też napić herbaty z prawdziwego porcelanowego czajniczka z listkiem mięty dla wzmocnienia aromatu, do każdego napoju dostajecie prażone orzeszki ziemne na zakąskę.

09_chez_georges_1.jpg10_chez_georges_4.jpgRównież w szóstej dzielnicy, w okolicach metra Mabillon przy 11 rue des Canettes mieści się chyba najbardziej francuska knajpa, jaką udało mi się w Paryżu znaleźć – Chez Georges. Na parterze mała salka z kontuarem, przy którym typowi Francuzi w średnim wieku popijają swoje “demi” lane piwo o objętości 0,25 litra lub wino. W podziemiach tego na pozór typowego francuskiej bistro kryje się jednak piwnica, wypełniona prostymi drewnianymi stołami, gdzie serwuje się głównie wino i typowy francuski lekko alkoholizowany napój z jabłek – cidr. Z głośników można usłyszeć tylko najsłynniejszych francuskich bardów, z którymi przy odpowiedniej dozie alkoholu śpiewa cała sala, bo akurat w tym miejscu nie spotkacie wielu turystów. Jestem przekonana, że w weekendy w okolicach 4 nad ranem, klienci tańczą tam na stołach.

11_shywawa_2.jpg12_shywawa_3.jpgTuż obok Saint Germain de Près znajduje się dzielnica Saint Michel, niezbyt droga i nie ma co ukrywać, też niezbyt wykwintna. W wąskich uliczkach można zakosztować głównie francuskich, włoskich i greckich specjałów, po niezbyt wygórowanych cenach, za menu: przystawka, danie i deser zapłacicie od 10 do 15€. Jeżeli więc macie ochotę, choć raz podczas waszych wakacji pozwolić sobie na obiad w paryskiej restauracji, Saint Michel jest odpowiednim miejscem dla niezbyt zamożnego turysty. Również na Saint Michel przy 7 rue de Petit Pont znajduje się jeden z najprzyjemniejszych barów serwujących piwo i drinki - Shywawa, który otwarty jest cały tydzień do 5 nad ranem, nawet w zimowe mroźne dni. Jest to niezaprzeczalnie jedna z głównych jego zalet, gdyż trzeba wiedzieć, że poza weekendem wszystkie paryskie bary zamykane są o 2 w nocy, co szczególnie w zimowe noce stanowić może problem dla zagubionych i spragnionych zabawy turystów. Piwa i koktajle w paryskich, ale nie wygórowanych cenach, poczynając od 3,5 € za “demi”, i od 7 do 10 € za dobry koktajl. Poszukiwaczom wyjątkowych doznań estetycznych polecam szczególnie wizytę w toalecie.

13_la_jungle_1.jpg14_la_jungle_2.jpgSpragnionym prawdziwej egzotyki polecam małą afrykańską knajpkę o nazwie La Jungle przy 56 rue d’Argout w okolicach Chatelet. Na naprawdę malej przestrzeni mieści się może około sześć stolików i miniaturowy bar. W związku z czym będziecie wbrew sobie zmuszeni do zażyłości z najbliższymi sąsiadami. Oczywiście trochę w tym wszystkim kolonialnego klimatu w postaci różnego rodzaju masek, obrazków i afrykańskich talizmanów pozawieszanych na ścianach, które po prostu każdemu przeciętnemu Europejczykowi kojarzą się z kultura Afryki. W weekendowe noce można tu jednak doświadczyć prawdziwego porozumienia kultur przy dźwiękach reagge i jazzu. Oprócz klasycznego piwa (3 € za demi), La Jungle oferuje różnego rodzaju egzotyczne drinki o nazwach “Czarna dama” czy “Pajęczy sok” w niezwykle przystępnych cenach (juz od 4 €). Możecie tu też spróbować kuchni afrykańskiej w postaci, kurczaka z ryżem z dziesiątką różnych tradycyjnych afrykańskich sosów do wyboru w cenie 10 €.

16_panfouli_3.jpgW Paryżu każda dzielnica jest inna i każda posiada swój klimat. Oczywiście przeciętnemu turyście najbardziej szykowne wydadzą się okolice Champs Elysées ze sklepami Louis Vittona, Diora i Chanelle. Champs Elysées to tylko prostacka burżuazja, naprawdę szykowna jest le Marais, trzecia dzielnica Paryża, enklawa homoseksualistów i Żydów. Tak, tak wyobraźcie sobie, że jakoś zupełnie przypadkowo te dwie marginalizowane grupy społeczne znalazły sobie wspólne schronienie. Le Marais jest szykowna i elegancka dokładnie tak jak paryscy geje. Jeżeli jednak jesteście heteroseksualni i w takim towarzystwie tez lubicie się bawić radzę najpierw rzucić okiem na płeć klienteli.
15_panfouli_2.jpg17_panfouli_4.jpgMarais to oczywiście również bary biseksualne. Przy 7 rue Sainte Croix de la Bretonnerie znajduje się uroczy klub o nazwie Panfouli. Przestrzenne wnętrze oferuje nam iście królewskie fotele i nie mniej wykwintna atmosferę. W karcie znajdziemy jak zwykle lane piwa takie jak Kronenbourg, 1664 czy Desperados, kilka win po niezbyt wygórowanych cenach (13 do 18 € za butelkę) i smaczne klasyczne paryskie dania jak sałatka nicejska (tuńczyk, kukurydza, fasolka szparagowa) czy sałatka zapiekanym na tostach kozim serem (polecam szczególnie) w cenie ok. 9€. Są również makarony i typowe w Paryżu dania jak jagnięcina, rostbef czy smażony łosoś, każde w okolicach 11 €.
18_goldenberg.jpgZ klimatów żydowskich absolutnie nie możecie ominąć podczas waszej wycieczki po Paryżu rue des Rosiers, pełnej żydowskich ciastkarni oferujących niespotykane nigdzie indziej w Paryżu drożdżówki i makowce. Nie znajdziecie tu szykownych Żydowskich restauracji jak na Krakowskim Kazimierzu, są za to koszerne fast foody i pizzeria (11 rue des Rosiers) czy restauracja Goldenberg (9 rue des Rosiers) oferująca poza typowymi szybkimi żydowskimi daniami polska Pieprzówkę lub ogórki kiszone. Nade wszystko liczy się klimat tej przepięknej wąskiej, malowniczej uliczki, gdzie Chasydzi stoją w kolejkach po koszerny falafell. Ważna uwaga: nie zapomnijcie, że w sobotę wszystko jest tam zamknięte.

19_buddha_bar_1.jpgParyż to oczywiście również miejsca znane i szykowne, które co tu dużo mówić po pierwsze drogo sobie liczą. Ale wiadomo za elegancję, przy jednoczesnej nutce snobizmu w dzisiejszym świecie płaci się słono. Dwa kroki od placu de la Concorde (Plac Zgody) przy 8 rue Boissy d’Anglais mieści się jedna z najbardziej znanych i snobistycznych restauracji w Paryżu - Buddha Bar. Tu za koktajl zapłacicie co najmniej od 12 do 20 €, a kolacja będzie was kosztować co najmniej 40 € od osoby. Jeżeli jednak stać was na to musicie koniecznie odwiedzić to miejsce. Wnętrze składa się z antresoli, która otacza dolna sale restauracyjna, nad którą dominuje gigantyczny posąg Buddy.
20_buddha_bar_2.jpgAntresola zatopiona jest w mroku, a dookoła otaczają nas nie nachalne, świetnie dobrane azjatyckie gadżety. Jednak atmosferę tego niezwykłego miejsca tworzy przede wszystkim muzyka, fantastyczne chill out’y z domieszka azjatyckiej nuty, aż proszą się o to żeby wstać i tańczyć. Niestety nikt tu nie tańczy. Jedną z wad Buddha Baru jest fakt, że bogaci Amerykanie i Arabowie przychodzą tam, żeby się najeść, bo to jest po prostu trendy miejsce. Tak na prawdę połowie z nich wystrój wnętrza i muzyka są zupełnie obojętne, a szkoda. Buddha Bar to na prawdę lokal z klasą, który jednocześnie pozwoli wam się zrelaksować i odetchnąć atmosfera dalekiego wschodu, jeżeli tylko 15 € wydane na koktajl nie jest dla was a priori zbyt stresujące.

Niedaleko Buddha Baru, tuż przy samych Polach Elizejskich (102 avenue des Champs Elysées) mieści się jedna z najbardziej znanych paryskich dyskotek - Queen Club. W weekendy (od czwartku do niedzieli) z założenia klub gejowski, w tygodniu otwiera swoje podwoje również dla heteroseksualistów. Klub proponuje głównie wieczory house, disco lub dance, no i co tu dużo mówić raczej bliżej mu do przeciętnej dyskoteki niż to prawdziwego Club’u.

Ostrzegam również przed Hard Rock Café przy 14 boulevard Montmartre. Ostrzegam tych, którzy przyszliby tam na nocna zabawę z nastawieniem na hard rock. Oferta jest co prawda kusząca, Hard Rock Café organizuje imprezy “open bar”, czyli płacisz 15 € za wstęp, a potem już możesz pić do woli, wódki z sokiem lub whisky z cola. Jeżeli jednak ochroniarz przyłapie cię na rzyganiu w kiblu lub zasypianiu pod stołem, momentalnie lądujesz na zewnątrz. Generalnie więc atmosfera jest stresująca, najbardziej ambitny kawałek jak usłyszycie to U2 (przy dużej dozie szczęścia), a reszta to jak zwykle kawałki w klimacie Jane Lo itd. Niby możesz pić do woli, ale jednocześnie musisz się kontrolować. Brzmi to średnio, jak na perspektywę dobrej zabawy.

Z paryskich miejsc kultowych warto jeszcze wspomnieć La Coupole przy 102 boulevard de Montparnasse. Założona w 1927 była miejscem spotkań międzynarodowej śmietanki towarzyskiej, bywali tu Hemingway, Picasso czy Aragorn. Dziś restauracja cieszy się zasłużoną sławą i nadal podaje swoim wiernym klientom typowe wykwintne francuskie dania takie jak gęsie wątróbki, jagnięcina czy tarta cytrynowa. Cena menu express (czyli przystawka i danie lub danie i deser) wynosi 24,5 €, menu normalne czyli przystawka, danie i deser 34,5 €. Dania z karty od 34 do 43 €. Jak mówi legenda w podziemnej sali tanecznej La Coupole, wykonywała swoje pierwsze numery Josephine Baker. Dziś podążając za duchem czasu restauracja proponuje wieczory z salsą, electro – soul lub house w cenie odpowiednio 10 € za wstęp w tygodniu i 20 € w weekendy w tym jeden koktajl gratis.

Z pewnością jedno zjawisko pozostało w Paryżu z tej dekadencko, egzystencjalistycznej atmosfery lat 30-tych i 50-tych: w tym mieście naprawdę dobrze bawić się można tylko w atmosferze kameralnej. Jak się wydaje clubbing jest raczej specjalnością wyspiarska, a Francuzi na kontynencie najlepiej potrafią urządzić czy to zadymione bistro, czy wykwintną restaurację. Niewiadomo dlaczego, każda próba masowej zabawy w Paryżu wychodzi jakoś blado, żeby po prostu nie powiedzieć beznadziejnie. Tymczasem nieważne czy francuska, czy kubańska, czy indyjska czy włoska każda kameralna, zadymiona, ale jednocześnie odrobinę snobistyczna knajpka w Paryżu jest po prostu wymarzonym miejscem na spędzenie udanego wieczoru.