Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Lwów

Turystyka | Turystyka

PICT0298.JPGPICT0307.JPGW zeszłym tygodniu spędziliśmy z Jackiem uroczy weekend we Lwowie. Pojechaliśmy ze znajomymi Jacka z roku. O dziwno pogoda nam dopisała. W prawdzie jak wyjeżdżaliśmy w piątek z Przemyśla to lało okropnie, ale w sobote nawet trochę świeciło słonće. Spaliśmy w prywatnym mieszkaniu pani Stefanii, Polki, dokładnie na przeciwko Katedry, a więc również zaraz koło rynku.

PICT0314.JPGTrzeba przyznać, że we Lwowie zakochałam się od pierwszego wejrzenia, choć początek to była podróż z mężem panii Stefanii starą, rozpadającą się ładą bez bocznych lusterek. Poza tym prawdą jest, że jest brudno, że śmierdzi, że miasto jest zniszczone, a na przykład u nas w mieszkaniu woda była tylko przez 6 godzin dziennie.
Ale to wszystko nic w porównaniu z urokiem starych kamienic czy Opery, które jak się wydaje pamiętają jeszcze świetność przedwojennych lat. Nie mieliśmy wiele czasu na zwiedzanie, ale największe wrażenie zrobił na nas chyba kościół Ormiański z pięknymi secesyjnymi freskami Jana Henryka Rosena.

PICT0333.JPGMnie osobiście podobała się najbardziej prowadząca do Cmentarza Łyczakowskiego ulica Pekarska, z budynkami Akademii Medycznej i Weterynaryjnej w stylu wiedeńskim i niekonczącymi się parkami. Co więcej na Cmentarzu Łyczakowskim wedle wskazówek taty, odnaleźliśmy z Jackiem grób mojego prapra dziadka i jego brata oraz ich matki czyli mojej praprapra babci.

Tak więc moi drodzy zagrzewam wszystkich do pomysłu, aby podczas następnej wycieczki w Bieszczady wyskoczyć na dwa dni do Lwowa, bo to naprawdę niedaleko, a warto.


... tu się wtrącam (RN) i zachęcam do zobaczenia - sporządzonego m.in. na podstawie "wizji lokalnej" - drzewa genealogicznego panny Moniki. Wsód "praprzodków" są:

  • Edward Hamerski (szwagier mojego dziadka)
    Profesor Akademii Medycyny Weterynaryjnej we Lwowie, zginął wraz z grupą uczonych lwowskich, zamordowanych w lipcu 1941 przez Niemców.
  • Edward Nahlik (brat mojego dziadka)
    Żołnierz WP, zamordowany w Miednoje, jest na liście ofiar Katyńskich.


zazdroszczę

Mam nadzieję, że nam również uda się wreszcie zobaczyć to miejsce wspominane przez tych, którzy tam się urodzili, mieszkali, z rozrzewnieniem, uwielbieniem, miłością, jak żadne inne miasto na świecie.
Bardzo podoba mi się drzewo genealogiczne Moniki i bardzo żałuję, że już nie mam gdzie i od kogo wywiedzieć się czegoś "głębiej" o moich przodkach.
PPozdrowienia
Bozena

... ja też żałuję

Wizyta Moniki we Lwowie "zmusiła" mnie do zastanowienia się na losami rodziny i choć to były tylko 2 dni zabawy, grzebania w zdjęciach, papierach oraz internecie, zdążyłem wyciągnąć następujące wnioski:

  • Nie rozumiem dlaczego mam na imię Roman.
    Łatwo zauważyć, że wszyscy moi męscy przodkowie mieli na imię Edward lub Własysław (kobiety zaś Anna), więc nagłą zmianę na Romana uważam za historyczny zgrzyt. Wprawdzie (jednak trochę tradycji) na drugie imię mam Własysław, ale to nie to samo - tym bardziej, że "Lwowskie" zdrobnienie tego imienia jest "Dziunek", czyli całkiem ładnie. Od dzisiaj proszę do mnie mówić Dziunek.
  • Jak pisze Bożenika "...z rozrzewnieniem, uwielbieniem, miłością, jak żadne inne miasto na świecie"
    To dość proste. Po wojnie wypędzono całe "miasto" - a ludzie, którzy je tworzyli, nie byli to biedni, głodni ziemi chłopi, jak wielu kresowiaków przeniesionych na ziemie zachodnie. Zostawili we Lwowie groby, domy, wspomnienia z dzieciństwa i młodości - czyli wszystko. Oczywiście dla wszystkich przesiedleńców te kilka lat wojny były niewyobrażalną tragedią, ale sądzę, że dla inteligencji była to tragedia szczególna, tym bardziej, że wcale nie skończyła się po wojnie. Np. moi dziadkowie, którzy przed 39 mieszkali w pięknej kamienicy na Tarnowskiego i jeździli na wczasy do Krynicy (z nianią do pilnowania dzieci), po wojnie zamieszkali z czwórką dzieci w 1-pokojowym mieszkaniu (ogromny pokój + kuchnia, wydzielone z dużego, pożydowskiego mieszkania). Możecie sobie tylko wyobrazić, co babcia mówiła o komunie! A także o gen. Andersie (też Lwowiak), o którego "białym koniu" słuchałem w dzieciństwie wiele razy.
    Ich losy nie są jakieś szczególne, dotyczyły wręcz tysięcy rodzin wypędzonych ze Lwowa, więc łatwo mi sobie wyobrazić, że w ich wspomnieniach Lwów - to był po prostu raj. A kto z rozrzewnieniem, uwielbieniem i miłością nie wspominałby raju? No kto?
  • Choć drzewo (a raczej "drzewko") mimo wszystko powstało, podobnie jak Bożenka żałuję, że "...już nie mam gdzie i od kogo wywiedzieć się czegoś "głębiej" o moich przodkach" i tamtych czasach.

RN