Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Powrót *****

Film | Recenzje

Powrót (Wozwraszczenije). Rosja - 2003 - 145 min

Przepraszam, że się wtrącam (RN), ale w komentarzu do postu o nędzy w portalu RN, Bożenka napisała w zasadzie swoją pierwszą recenzję (a ja skorzystałem z okazji dodania komentarza).

PowrótReżyseria: Andriej Zwiagincew
Scenariusz: Władimir Moisejenko, Aleksander Nowototski

Grają:
Władimir Garin,
Iwan Dobronrawow,
Konstantin Lawronenko.

A propos filmów, udało mi się wreszcie zobaczyć, bardzo reklamowany swego czasu przez Monikę, film "Powrót". Oczywiście w telewizji. Film był puszczany dwukrotnie, ale o zabójczych dla mnie porach. Za pierwszym razem po prosytu zasnęłam, więc po dobroci nagrałam go za drugim razem na video. Niesamowity film: nastrój, relacje między ojcem, a synami, miejsce akcji. Czuję jednak pewien niedosyt. Chyba przez niedopowiedzenia. Wydaje mi się, że ja zawsze chcę zrozumieć motywy postępowania bohaterów, jakoś głębiej przeanalizować od strony psychologicznej przedstawione postaci. A tutaj było tyle niewiadomych. Dlaczego ten mężczyzna zniknął na tak długo (był w więzieniu, za co?). Co spowodowało zmianę w planowanym wyjeździe na ryby (jakiś tajemniczy telefon), a ta tajemnicza odkopana paczka? Może jednak coś przespałam? Co nie, jestem zbyt dosłowna?

Re: Powrót

Wydaje mi się, że cała (jeśli nie jedyna) siła tego filmu polega właśnie na niedopowiedzeniach.
Sama historia (przyjechał tato, wyprawa na wyspę, powrót) nie miałaby sensu, gdyby nie to, że właśnie nie wiadomo "co i skąd".

  • Skąd tato, który zjawił się po latach, jest taki pewny swego (że będzie traktowany jak mąż, ojciec)? Z tej paczki, czy z tego co robił, kiedy go nie było?
  • Dlaczego synowie tak łatwo nowego tatusia zaakceptowali (nie bez oporów, ale jeden miał, ładnie pokazany, wiek "okresu burzy i naporu")? Bo tato miał taką chryzmę, czy po prostu dlatego, że BARDZO CHCIELI.
  • Po czym (za czym) synowie rozpaczają na koniec filmu? Za tatusiem (czymś, czego tak na prawdę nie było), czy może ZA MARZENIEM (ach, jakby to było wspaniale!) o tatusiu?
  • Np. kapitalnie zaszyty w wydarzeniach na wyspie "proces dojrzewania" (jakże przyspieszonego!) - chłopcy wracają z niej właściwe dorośli. Może byli już gotowi, potrzebny był tylko "pstryczek elektryczek". Może, w ogóle, TYLKO PO TO był w filmie tatuś?
  • Może ten film jest po prostu O DOJRZEWANIU? Zestaw poczatkową scenę z "pękaniem" na skoczni do wody z końcowym ładowaniem zwłok do łodzi - jakie stalowe trzeba mieć na to nerwy! Może chodziło nie o powrót taty - jak sugeruje akcja - a o "powrót z wyspy"?

Takich pytań - bez odpowiedzi - można by zadać jeszcze kilka (Np. Co z mamą? Nic? Żadnych pretensji, latających ścierek czy talerzy? Rosyjskie kobiety są zupełnie inne?). Ten film po prostu "zadaje pytania", zmusza Cię do interpretowania, "kombinowania" .... i to jest chyba najładniejsze. Film dałoby się "opowiedzieć" komuś w kilu słowach, ale przekazanie nastrojów czy właśnie pytań, już nie byłoby takie proste.

Powiem więcej. Widziałem film 3 razy i ... za każdym następnym razem nie tylko nie wyjaśniają mi się zamiary reżysera, lecz przeciwnie - mam więcej wątpliwości i jest on bardziej tajemniczy. Jak (tu rozumiem niestosowność porównania, ale nic lepszego nie przychodzi mi na gorąco na myśl) z Moną Lizą i jej uśmiechem.

I wcale nie chodzi o to, "co autor miał na myśli" - on nakręcił film, który przez jakiś czas nie daje Ci spokoju. Kusi rozwiązaniem jakiejś zagadki, ale czym bardziej się nad nią (zagadką) zastanawiasz, tym bardziej dochodzisz do wniosku, że albo jej nie ma, albo to jest jakaś inna zagadka. CUDNE!

Dlatego dałem mu 5 gwiazdek, ale Bożenka - ponieważ jest autorką źródłowej recenzji - może tę ocenę zmienić.

RN

jestem za

Jak najbardziej jestem za pięcioma gwiazdkami. Na pewno film jest niezwykły, intrygujący, no i bardzo przejmujący, a przekonujący i prawdziwy.
Bardzo trafna jest uwaga, że film jest o dojrzewaniu, o przemianie małych bohaterów filmu. Też sobie spięłam klamrą poczatkową scenę ze skakaniem do wody (od poczatku filmu czekałam do czego ta scena się przyda)i scenę ze zwłokami ojca. Skontrastowanie tych dwu obrazów to takie wypunktowanie z jak innymi osobami mamy do czynienia w obu sytuacjach.
Odkrywcza jest dla mnie Twoja interpretacja tytułu. Ja się nad tym nie zastanawiałam, a teraz wszystko mi się ułożyło. Przestaną mnie dręczyć pytania, skąd powrócił ojciec, gdzie był itd, bo jako mnniej istotne, przecież tytułowy powrót dotyczy powrotu z wyspy, odpuszczam je.
Bożena

No ...

... nie wiem. "Powrót z wyspy", to jak tak sobie sam wymyśliłem i wcale nie jestem pewien, czy trafiłem.
Sam fakt, że film skłania do takich dyskusji i zabaw - oraz je, przez swoją "niedopowiedzianość", dopuszcza - uważam za bardzo sympatyczny i bardzo coś takiego lubię. Np. chętnie dowiedziałbym się czegoś o reżyserze czy scenarzystach - może w ich biografiach jest jakaś "podpowiedź"? A może wcale nie i jest to jedynie efekt doskonałego, ale "zimnego" ("cynicznego" - za mocne), warsztatu i profesjonalizmu? A może coś komuś po prostu "w duszy" gra i sam ON nie wie co.


Np. W 1963 roku Bob Dylan napisał piosenkę "A Hard Rain's a-Gonna Fall". Do dziś zaklina się, że wcale nie miał na myśli opadu radioaktywnego, a WSZYSCY BEZ WYJĄTKU tak ją właśnie interpretowali (podobno Allen Ginsberg, kiedy ją po raz pierwszy usłyszał, to się rozpłakał!). Bo? Były to czasy zimnej wojny, schronów i ćwiczeń obrony cywilnej. Więc "hard rain" - wiadomo, poezja, ale musi to być coś z uranu.

Kto wie, może my też tak "nadinterpretujemy", ale ... najpierw musi być COŚ, co można interpretować.

RN