Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Plac Zbawiciela *

Film | Recenzje

plac zbawiciela.jpgNa samym początku pragnę zaznaczyć, że daje temu filmowi jedną gwiazdkę tylko dlatego żeby dać do zrozumienia jak marny to film, bo najchętniej nie dałabym mu ani jednej, ale to mogłoby zostać uznane za przeoczenie lub błąd. Tak więc wczoraj udałam się na nowy wspaniały polski film, który ma same dobre recenzje, no i otrzymał aż 7 nagród na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Na szczęscie zapłaciłam za te prawie 2 godziny męki tylko 11 złotych, bo w Krakowie są jakieś specjalne promocje dla studentów. Gdyby nie to zażądałabym zwrotu poniesionych kosztów, w tym za uszczerbek na zdrowiu psychicznym.
Z punktu widzenia warsztatu filmowego "Plac Zbawiciela" jest filem dobrze i profesjonalnie zrobionym. Aktorzy grają autentycznie, także rzeczywiście stają się wiarygodni i nawet poruszający. Bardzo ciekawe jest użycie scen bez dźwięku, a jedynie z muzyką w tle, co nadaje filmowi swoisty wręcz muzyczny rytm i pozwala widzowi na odrobinę oddechu. Na tym niestety kończą się zalety filmu.
Rozumiem, że w zamyśle twórców miał to być enigmatyczny gatunek o nazwie dramat obyczajowy, coś w stylu filmów jakie TVP1 wyświetla o 20.00 w środy, tylko bardziej ambitnie. A tu proszę panstwa mamy istny horror. Plotka głosi, że film przedstawia historię autentyczną. Może i tak jest, ale to według mnie wogóle nie przydaje filmowi realizmu czy wiarygodności. Wszyscy bohaterowie są po prostu chorzy. Zaczyna się od matki sadystki, która psychiczne znęca się nad swoją synową, a syna totalnie dominuje. Tak więc syn wyżywa się na żonie (biedaczka, naprawdę całe zło tego świata kumuluje się na niej). No i na koniec mamy tę żonę/synową, która to wszystko akceptuje, daje się poniżać zupełnie nie wiadomo dalczego. Jakby nie mogła iść do pracy i zostawić głupiego męża. No, ale jak się dowiadujemy jest ze wsi, nie skończyła studiów, no i jest dość puszysta. Generalnie skondensowanie nieszczęść jakie spotykają tą biedną bohaterkę jest grubo ponad normę. Do tego twórcy wręcz lubują się w epatowaniu taką domową przemocą: mąż nie dośc, że zdradził żonę to ja jescze na dodatek porzuca, a ona go błaga żeby został, wiesza się na nim, no to on ją kopie itd.
Jeżeli ktoś uważa to za głęboki i autentyczny film, to można mu tylko współczuć, że w tak ciemnych barwach postrzega ludzkie życie. Oczywiście takim biednym ludziom należy współczuć, ale nie wiem po co o tym robić film i zamęczać tym bogu ducha winnych widzów. Należy wiedzieć, że gdzieś tam dzieję się źle i zdawać sobie z tego sprawę, ale co innego robić o tym film. Natura obrazu jest taka, że o wiele silniej oddziałuje na ludzkie emocje i nie należy tego nadużywać. Dlatego prawdopodobnie obrazy wojny w Czeczenii albo dzieci umierających w Afryce bardziej wzbudzą nasz niesmak i odrzucenie niż współczucie. Ja w każdym razie "Plac Zbawiciela" odrzucam kategorycznie i nigdy nie zgodzę się z opinią, że jest to autentyczny, wzruszający film o pokoleniu dzisiejszych 30 latków. Zero gwiazdek!

Przesadziłaś?

Na szczęscie filmu nie oglądąłem (bo najlepiej się dyskutuje o rzeczach, o których się nie ma pojęcia) mogę więc zabrać "solidny" głos.

Łatwo sprawdzić, że rzeczywiście film ma drastycznie skrajne recenzje co mnie jakoś specjalnie dziwi, ale raczej zastanawia. Może po prostu i zawsze białe nie jest wcale białe a czarne nie jest aż takie czarne.

Jeśli przypominasz sobie nasze dyskusje o Amodovar'ze, to wiesz, że miałem o wielu jego filmach podobne zdanie jak Ty o "Placu Zbawiciela", mówiąc "do cholery po co te chore myśli mam w ogóle oglądać". Ty wtedy protestowałaś - bo to, bo tamto. Nie o to chodzi, że próbuję porównywać Krauzego z Almodovar'em, ale sama skupiłaś się na treści (scenariuszu) odmawiając jej (jemu) sensu, więc się zapytam czy na prawdę uważasz, że nie ma dobrych filmów, w których

  • "Wszyscy bohaterowie są po prostu chorzy" - np. w "Kukułczym Gnieździe" na pewno wszyscy byli chorzy. W "Blasku", "Fortepianie", "Pianistce" itp. też sporo.
  • "Jakby nie mogła iść do pracy i zostawić głupiego męża" - to kanwa wielu dramatów obyczajowych, może nie z tych "wyzwolonych", ale widziałem i takie, które głupie nie były.
  • "Należy wiedzieć, że gdzieś tam dzieję się źle i zdawać sobie z tego sprawę, ale co innego robić o tym film" - wszystkie bez wyjątku filmy o narkomanach są dokładnie takie i o strzelaniu w szkołach też.

Czy to znaczy, że film Krauzego jest OK? Nie! Tyle tylko, w uwadze "... można mu tylko współczuć, że w tak ciemnych barwach postrzega ludzkie życie" jest pewne (ciche) założenie - że to są właśnie te "ciemne barwy". Bo w takim np. "Broadback Mountain" to barwy życia są jasne jak cholera i w "Capote'm" też, jak najbardziej. A taki "Good Night, and Good Luck" wprost tryska optymizmem. I "Ziemia niczyja" też.

Nie twierdzę, że optymizm w filmie przemieścił się już wyłącznie do komedii romantycznych, ale ... prawie. Jeśli więc jesteś taka łaknąca różowych barw, to proszę sobie zobaczyć "Czekoladę", "Francuski pocałunek" albo coś w tym stylu.

RN