Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Good Night, and Good Luck ***

Film | Recenzje

good_night,_and_good_luck.jpgSzkoda, bo niewiele brakowało a mógłby to być bardzo dobry film. Świetna rola David‘a Strathairn’a, który choć gra nieprawdopodobnie sztywno (celowo - odtwarzając autentyczną postać dziennikarza Edwarda Murrow’a), w drobnych gestach i prawie niezauważalnej mimice twarzy zawiera takie emocje, że aż dech zapiera - majstersztyk aktorski. Ciekawy jest też pomysł z paradokumentalnymi zdjęciami. Film jest czarno-biały (czego nie znoszę, bo uważam za tani chwyt pseudoartystyczny) co akurat do filmu Clooney’a niezwykle pasuje i niemal „teatralny” w formie. Żadnych ulic, pejzaży – samo studio i kilka pokoi.

Film opisuje ważny epizod z historii amerykańskiej telewizji (CBS) - heroicznej walki z bezsensem i paranoją komisji McCarthy’ego. Bohaterami są dziennikarze programu informacyjnego „See It Now” i jego główna postać - Edward Murrow, który po dramatycznych ale bardzo stonowanych komentarzach (jak by się to dziś przydało!) żegna się z widzami słowami „Good night, and good luck - stąd tytuł filmu.

Wszystko bardzo mi się podobało i przez 90min z zaciekawieniem patrzyłem jak McCarthy jest „be” a chłopcy są „OK”. Jak niezwykle odważnie mówią prawdę, mimo, że - uwaga! - ich program może stracić reklamodawców (cóż za stres!) a w efekcie mogą ich przenieść - o matko! - w porę niższej oglądalności (to już horror!). Do 90-tej minuty czekałem na jakiś dramat. Nawet był taki - samobójstwo kolegi z innego programu – ale konia z rzędem temu, kto mi wytłumaczy jaki to miało związek z programem Murrow’a. W ostatnich minutach jednak się doczekałem, dramatem nieco powiało. Program – choć był super, brawo, aha! – zdjęto z wizji, bo … ludzie pragną rozrywki.

A więc tak:
Opowiem Wam pasjonującą historię o alfabecie. Pierwsza litera, to „A”. Potem, choć to się może wydawać dziwne, występuje w alfabecie litera „B”. Teraz uwaga! Wyobraźcie sobie – to wprost nieprawdopodobne – zaraz za „B”, dosłownie natychmiast po nim, występuje w alfabecie litra … jaka? Tak! „C”.

Moim zdaniem to są przejaja! Albo coś przeoczyłem, albo Clooney myśli, że wszyscy jesteśmy cymbałami. W efekcie - zupełnie niepotrzebnie - film świetnie nadaje się na lekcje wychowania obywatelskiego w gimnazjum, bo dla normalnego, dorosłego widza wszystko jest tak oczywiste, że aż szczypie i … jest po prostu nudne.

Nie mogę tego Clooney’owi wybaczyć, bo temat zimnowojennej histerii w USA w latach 50-ty jest mi dziwnie bliski – pewnie przez tragiczne postaci fizyków, którzy brali udział w realizacji projektu Manhattan. Wcale nie uważam tego za nudne oraz mało dramatyczne.

Za łopatologię i smrodek dydaktyczny daję tylko 3 gwiazdki, ale film obejrzyjcie, bo David Strathairn jest boski. Natomiast Panu Clooney’owi (wiem, znęcam się) poleciłbym polską sztukę p.t. „W sprawie fizyka Roberta Oppenheimera” (na motywach powieści Jarosława Putika) z 1971 roku z Markiem Walczewskim w roli głównej.


Good Night, and Good Luck

Feature, B&W, USA 2005, 93 min.
Director: George Clooney

Grają:
David Strathairn - Edward R. Murrow
George Clooney - Fred Friendly
Robert Downey, Jr. - Joe Wershba
Patricia Clarkson - Shirley Wershba
Frank Langella - William S. Paley
Jeff Daniels - Sig Michelson