Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Infiltracja *

Film | Recenzje

Infiltracja.jpgMartin Scorsese choć mając już te swoje 64 lata nadal pozostaje płodnym reżyserem. A szkoda. Działa tym tylko na własną niekorzyść. Jego ostatnie filmy ("Gangi Nowego Jorku", "Aviator") to może nie były arcydzieł pokroju "Taksówkarza" czy "Wśiekłego byka", ale były to filmy dobre. Wszyscy chcielibyśmy zapamiętać Martina jako kultowego fotografa życia Małej Italii, ale niestety sam Martin skutecznie nam to utrudnia. Jego najnowszy film pod tytułem "Infiltracja" (boże! cóż za okropny tytuł), nawiązujący właśnie do ulubionego przez Scorsese kina gangsterskiego jest po prostu filmem złym. I nie ratuje go nawet Jack Nicholson, który wygląda jakby przyjechał na plan prosto z joggingu i nawet nie zdążył się uczesać. W dresie i z miną bazującą jego diabolicznym emploi wogóle nie przypomina szanowanego przez wszystkich szefa gangu.
Nie uratował Martina nawet Leonardo DiCaprio, który przez cały film epatuje miną zbitego spaniela, która jakoby miała ilustrować jego wewnętrzne rozterki. Najlepiej już radzi sobie z tym wszystkim Matt Damon, który jednak byłby o wiele bardziej miarodajny w roli dobrego, a nie złego chłopca. Gwoździem do trumny jest z kolei aktorka (Vera Farmiga)grająca główną rolę kobiecą (jakby w Hoolywood brakowało atrakcyjnych aktorek, które chciałyby zagrać w filmie Martina Scorsese), którą Scorsese wygrzebał z jakiś durnych amerykańskich seriali.
Gdyby chociaż chodziło tu o zła grę aktorską... okazuje się niestety, że narracja jest też do niczego. Nie chodzi o to co Scorsese opowiada, ale jak. Film jest po prostu nudny, brak mu jakiegoś rosnącego napięcia, jakiegoś wyraźnego konfliktu, wszystko jest miałkie i niewyraźne. Montaż czasami sprawia wrażenie jakby zabrakło im jednej sceny pomiędzy dwoma cięciami. To nie jest nawet brak artyzmu, ale brak podstawowej umiejetności dobrego i ciekawego opowadania jaka jest niezbędna każdemu reżyserowi. Może Scorsese ma alzheimera?
Na dodatek film na imdb ma 8,5 gwiazdki na 10, a w Stanach został już okrzyknięty jednymn z najlepszych filmów Martina Scorsese i murowanym kandydatem do Oscara! No comments.
Jako ciekawostkę jeszcze dodam, że "Infiltracja" jest remake'iem filmu z Hong Kongu, który niedawno mogliśmy oglądać w polskich kinach pod tytułem "Infernal affairs". W rolach głównych grają w nim Andy Lau i Tony Leung, którzy Matta i Leo po prostu przerastają o głowę. I wogóle cały ten film z Hong Kongu jest o wiele lepszy niż wypociny stetryczałego Scorsese. Więc jeżeli lubicie dobre sensacyjne kino i nie macie problemów z rożróżnianiem skośnookich to polecam wszystkim "Infernal affairs".

O co chodzi?

Moja Ukochana Córko Moniko!

Coś Ty się tak uwzięłaś na te filmy? Zupełnie niedawno w TVP Kultura widziałem program na temat Scorseze i faktycznie jest coś z tą "Infiltracją" nie tak. Panowie - zdecydowani wielbiciele Scorseze - też narzekali. Ale narzekali trochę, nieco, w sposób stonowany, z miłością do mistrza. A Ty? Z tą jedną gwiazdką a szczególnie z Alzheimerem - to chyba jednak przesadziłaś. W 2006 roku Pan Martin nakręcił całkiem niezły dokument "No Direction Home: Bob Dylan" i proszę mi się od Pana Martina odp...

Co gorsza, Twoje miażdżące krytyki odnoszą nie ten skutek co trzeba. Mnie osobiście to aż tak zaciekawia, że - ratuje mnie jedynie lenistwo - mam ochotę biec do kina i oglądać te dziwadła. Wydaje mi się bowiem niemożliwe, żeby było coś gorszego od "Teksańskiej masakry piłą tarczową 2" czy nudniejszego od wielu afrykańskich filmów, które spotykam w "Ale Kino" (żadnego nie dałem rady zobaczyć do końca). A połączenie nudy nudziastej z beznadziejną beznadzieją, co sugerujesz, wydaje mi się osiągnięciem na skalę światową!

Jeśli chodzi o "amerykańskie" gwiazdki, to przyznaję, że mnie samego one zaskakują. Scorseze kręci prawie wyłącznie duże (drogie) amerykańskie filmy, prawie wyłącznie o Ameryce. Nic więc dziwnego, że zarówno "Awiator" jak i "Gangi Nowego Jorku" - dla mnie irytująco "takie sobie" - czy jeszcze gorsze "Faceci z ferajny" czy "Kasyno" (takie gansterskie fanfarony) mają w Ameryce wzięcie ... i sporo gwiazdek. Mimo wszystko nie mogę uwierzyć w to, że ... aż takie to złe.

Z ciekawostek powiem tylko, że "Przylądek strachu" Scorseze (całkiem porządny film z 1991r), ma mało gwiazdek w AMG (2.5/5) a wiecie dlaczego? ... bo jest to remake filmu z Robert'em Mitchum'em i Gregory Peck'iem (takie gwiazdy!).

A czy wiecie, że taka "Misja" Rollanda Joffe (dla mnie ... uuuch) ma tylko 3 gwiazdki w AMG? Dlaczego? ... few reviewers criticized it for depicting Christianized natives in 18th Century South America as little more than talking mannequins à la the old Tarzan movies.

Nie będę tego komentował, bo nie miałem problemów z wyrzynaniem Chayenn'ów czy Sioux'ów i nie koniecznie jest mi do szczęścia potrzebna poprawność polityczna w sprawie czerwonoskórych. Poza tym - tego nie umiem znaleźć, ale wydaje mi się to pewne - scenariusz "Misji" powstał na kanwie sztuki teatralnej jakiegoś austriackiego dramaturga i o ile sobie przypominam Indianie i nawracanie nie były tematem tej sztuki. Tematem filmu, moim zdaniem, też nie są.

Wracjąc do Scorseze. Dziś wieczorem jest III-cia część "Władcy Pierścieni" słynnego reżysera Peter'a Jackson'a. Obejrzyj sobie (TVN) i powiedz mi jeszcze raz, że "The Departed" (Infiltracja to rzeczywiście durne) "... To nie jest nawet brak artyzmu, ale brak podstawowej umiejetności dobrego i ciekawego opowiadania jaka jest niezbędna każdemu reżyserowi". Co wtedy bidulko napiszesz o Panu Peterze? No co?

RN