Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Voo Voo w Bugsy's ***** wyd. II, uzupełnione

Muzyka | Recenzje

Recenzję z koncertu, który odbył się 28 listopada, uzupełniłem jedyne genialnymi zdjęciami, otrzymanymi 2 dni temu od Mirka. (RN)

WaglewskiNo pięknie, wyznaczyłeś mnie do napisania recenzji, którą z nawału innych zajęć odłożyłem na wieczór, a Ty sam ją już właściwie napisałeś w komentarzu, do którego wszystkich odsyłam.

Co ja tu mam dodawać? Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Zabawa była przednia, kogo nie było stracił miły i radosny wieczór. Dla nich właśnie warto napisać w jakim składzie zespół wystąpił:

  • Wojciech Waglewski - instrumenty szarpane, śpiew,
  • Mateusz Pospieszalski - instrumenty dmuchane, śpiew,
  • Karim Martusewicz - duże instrumenty szarpane,
  • Piotr Żyżelewicz - instrumenty uderzane,

MartusewiczPospieszlaskiMateusz Pospieszalski jak zwykle dobrze bawił publiczność. Mam nadzieję że nie zagalopuje się za bardzo w tych free-solówkach, bo faktycznie John’em Zorn’em nie jest, a to co mu w tej chwili wychodzi, brzmi dobrze i świetnie pasuje do reszty muzyki Voo Voo.

Waglewski, tembr głosu ten sam, brzmienie gitary to samo, czyli bardzo OK.

Szkoda że perkusista miał tak ubogi sprzęt (dobre określenie "plecakowy"), bo aż brakowało przejść po kilku bębnach, nie tylko po werblu, bębenku i kotle. Na szczęście jego kunszt muzyczny ratował wszystko i stukał naprawdę świetnie. Pamiętacie go z czasów kiedy grał jeszcze w takich starych zespołach jak Armia, Israel, Brygada Kryzys, Moskwa czy 2Tm2,3? Już tam dawał niesamowitego czadu, w Pszczynie pokazał że na kilku bębnach też potrafi nieźle "łupać". Z drugiej strony gdyby postawili bogatsze instrumentarium kilku, fanów nie mogłoby ich w ogóle usłyszeć w klubie Bugsy's, bo musieliby stać na zewnątrz.

Bardzo ciekawie zaprezentował się grecki basista Karim Martusiewicz, szalenie interesujące popisy na czymś co przypominało połączenie gitary basowej z kontrabasem. Wydaje się że sporo wniósł do muzyki Voo Voo. Zresztą dokonał on wspólnie z Mateuszem Pospieszalskim wszystkich aranżacji utworów które wysłuchaliśmy.

Ogólnie promocja nowej płyty "21" wypadła znakomicie!!!

Słuchając nowych instrumentacji starych przebojów nie można się nie zachwycić, a biorąc pod uwagę fakt że została ona zrealizowana z towarzyszeniem Orkiestry Kameralnej Miasta Tychy "Aukso" pod dyr. Marka Mosia i że zaproszono do jej nagrania Małgorzatę Walewską i Tomasza Stańko, należy ją więc wszystkim gorąco polecić.

Kończąc, zacytuję wcześniejszą wypowiedź Zuzi, "a kto nie był ten trąba"

a kto nie był ten trąba

Nie wiem jak reszcie (chociaż podejrzewam, że podobnie jak mnie) koncert bardzo się podobał. Zostałam naładowana energią na cały tydzień. Brawo Super Aha !

Tak, ten trąba!

Mimo samych superlatyw, które – jak dotąd - moglibyśmy powiedzieć o zespole Voo Voo, zaskoczył mnie on wczoraj wieczorem w Pszczynie. Zaskoczył oczywiście pozytywnie, bo, podobnie jak Zuzia, uważam koncert (a raczej happening, bo słowo „koncert” do występów Waglewskiego i Pospieszalskiego jakoś nie przystaje) za bardzo udany. Co więcej, byłem na Voo Voo nie tak dawno, gdzieś w lutym tego roku i odnotowuję następujące zmiany – wszystkie bardzo pozytywne.

  • Zespół mocno grawituje w kierunku jazzu (np. pierwszy kawałek, była to refleksja n.t. „Rosemary’s Baby” Krzysztofa Komedy) - sporo było numerów instrumentalnych. To, moim zdaniem, bardzo dobry pomysł - nawet jeśli Pan Mateusz ma wyraźne inklinacje do solówek typu „free” – choć czai się w nim pewne niebezpieczeństwo. Energetycznie i instrumentalnie (także pomysłowością!) przypomina mi to bowiem eksperymentalny „Naked City”, tyle tylko, że Mateusz Pospieszalski nie jest – niestety – John’em Zorn’em a Wojciech Waglewski – zdecydowanie nie jest Bill’em Frisell’em.
  • Stare przeboje wyraźnie odświeżone i choć są to „piosenki, które ja już znam” (co lubię!), bawią jak nowe.
  • Podobnie jak w zimie, zespół przywiózł do Pszczyny „plecakowy” zestaw perkusyjny, który brzęczy, ale – dzięki inteligencji i sprytowi perkusisty – wiadomo już co brzęczy (uchwyty na obwodzie werbla) i daje się naprawić (trzeba dokręcić).
  • Były – jak zwykle – buddyjskie pomruki oraz „jeee i jeee i jooo i jooo” Pana Mateusza, ale znacznie mniej, co by oznaczało, że Pan Mateusz „rozładowuje się” równie dobrze za pomocą saksofonu jak za pomocą mikrofonu.

Podsumowując: były to bajeczne 2 godziny (!), niebanalnej, pomysłowej i wciągającej muzyki oraz ekscytującej wspólnej zabawy. Brawo, super, aha!

RN

Sorry Vinetou!

Przepraszam, że Cię tak "wywołałem", ale wszystkiemu winna jest Zuzia, która już o 2-giej w nocy napisała pierwszą uwagę o koncercie. Nerwy mi popuściły i ... nie wytrzymałem.

Obiecuję, że nastepnym razem się poprawię.

RN
P.S.Inna sprawa, że wcale ładnie wybrnąłeś z - jak twierdzisz - "kłopotu". Ok. 16 się zalogowałeś, a ok. 17 recenzja była już gotowa. Czy może być lepiej?

zachwyt

Zdjęcia są faktycznie obłędne!