Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Agnieszka Skrzypek (Aga Zaryan) - Picking Up the Pieces ***

Muzyka | Recenzje

Aga Zaryan - Picking Up the Pieces, cover.jpgWłaśnie otrzymałem (dwa tygodnie!) polecaną przez Bożenkę płytę Pani Agi Zaryan. Bożenka napisała, że wszystko na płycie jest świetne – ja dodałbym tylko, „prawie” świetne. Świetny jest głos Pani Agnieszki i bas Oleszkiewicza, ale drażni mnie old skool’owe gitarowe tło Pana Koonse. Ta trójka zdecydowanie nadaje brzmienie, w większości znanym i lubianym standardom.

Czegoś jednak mi w tym brakuje. Czego? Ano pomysłu. Jasne - czepiam się, ale coś mi się wydaje, że na „Day Dream”, „The Man I Love” (całkiem niezłe), „It Might As Well Be Spring” (gorzej) czy „Sophisticated Lady” (słabe) trzeba mieć jakiś muzyczny pomysł, żeby poruszyć publikę. W przeciwnym przypadku wyjdzie co najwyżej BARDZO DOBRY jazz kawiarniany. Nic w tym złego, ale jest to odpowiedź na pytanie dlaczego Pani Agnieszka nie rzuciła jeszcze świata na kolana.

Najlepsza piosenka na płycie – „Throw It Away” jest słabo jazzowa (nic nie szkodzi, ale jaki jest wobec tego „target” płyty?) a najbardziej obiecujący „cover” – „Suzanne” Leonarda Cohen’a – niestety tylko „fajny”. Szkoda, bo Pani Agnieszka ma naprawdę piękny głos, który sprawdza się nawet w kawałkach prawie „a capella” (a to bardzo trudne), ale na płycie tych jej możliwości nikt nie wspiera. Moim zdaniem trzeba zmienić muzyków i … producenta.

Aga Zaryan - Picking Up the Pieces

01 - Day Dream
02 - Throw It Away
03 - Picking Up the Pieces
04 - A Woman's Work
05 - Answer Me My Love
06 - The Man I Love
07 - Here's to Life
08 - It Might As Well Be Spring
09 - Sophisticated Lady
10 - Suzanne
11 - Tender As a Rose
----------------------------------
Darek „Oleś” Oleszkiewicz – bas
Larry Koonse – gitary
Darryl Munyungo Jackson – perkusja
Nolan Shaheed – kornet

Aga Zaryan - Picking Up the Pieces

Do tej pory słyszałem tylko singlowe "Throw it away" grane w Trójce - całkiem zgrabny kawałek. Wczoraj dostałem od rodziców kopię całego albumu - posłuchałem uważanie dwa razy i postanowiłem, że warto kupić oryginał. Pierwszy kawałek ("Day Dream") rzucił mnie na kolana. Surowe brzmienie głosu tylko w akompaniamencie kontrabasu pokazuje prawdziwy kunszt obojga muzyków. W zasadzie, kontrabas nie tyle akompaniuje, co tworzy równoprawną melodię - splatającą się z wokalem. Bardzo ładnie i śmiem twierdzić, że właśnie całkiem nowatorsko. Potem nie jest już ani razu aż tak dobrze, ale bywa całkiem nieźle. Do gustu przypadł mi też "The man I love" i "Woman's Work". Natomiast "Suzanne" i "Sophisticated Lady" trzeba niestety przewijać.

Pani Agnieszka, oprócz ładnej barwy głosu ma świetną dykcję i nienaganną angielską wymowę. Szkoda, że niekiedy interpretacja zahacza o banał. Czy trzeba zmienić muzyków i producenta? O ile tylko dałoby się utrzymać minimalistyczną konwencję pierwszego utworu - niekoniecznie.

Czy trzeba zmienić muzyków?

Muzycy

Ostatnio jest bardzo modne, żeby "grały" basy i baterie ("batteria" to, z włoskiego, perkusja - bomba, nie?), Stały się, jak to ładnie zauważyłeś w przypadku Oleszkiewicza, pełnoprawnymi instrumentami melodycznymi. W związku z tym płyta "Picking Up the Pieces" mogłaby być bardzo "trendy", gdyby nie brak perkusisty (słyszysz go?) i bardzo „nie trendy” gitarzysta.

Producent

Świetnie zgadłeś, że Oleszkiewicza zmieniać nie trzeba ... niemniej koncepcja "minimalistycznego" albumu jako całości trochę mnie straszy. Moim zdaniem bowiem on (album) i tak już jest minimalistyczny. Kiedy śpiewa Pani Agnieszka a akompaniuje jej Pan Darek - jest super ("Day Dream", "A Womans Work", "Answer My Love"), ale chyba nie może być aż tak ascetycznie przez 60min? Bo ja np. (RN) potrzebuję - kurcze – choć trochę ciepła!

Jakby nie było, producentowi zabrakło albo

  • odwagi - na „concept album”, czyli duet, albo
  • pomysłu - na ożywienie tego świetnego duetu czymś (kimś) innym.

Coś trzeba jednak zmienić! I to szybko, bo naprawdę szkoda rewelacyjnego głosu Pani Agnieszki.

RN

Zmieniać nie zmieniać, skomentować można

Mój komentarz to trochę musztarda po obiedzie. Przez nasze Forum Romanum Nahlikum przetoczyła się już dyskusja na temat Agi Zaryan. Co prawda miałem płytę już bodaj od dwu tygodni, ale nie miałem okazji jej przesłuchać w jednym kawałku. Akt przesłuchania nastąpił właśnie dzisiaj, i to dwukrotnie. Co prawda w samochodzie, ale jakiś pogląd sobie już wyrobiłem.

Mam inne zdanie niż RN i uważam, że płyta zasługuje na 4 gwiazdki. Czemu nie pięć, spyta uważny czytelnik. Ano brakuje w niektórych utworach melodii. Miałem wrażenie słuchając np tytułowej Picking up the pieces, że słucham zwrotki, a za chwilę zabrzmi referen. Zamiast tego, niespodziewanie, rozpoczął się następny utwór. Przy założeniu, że śpiewane są standardy, nie jest trudno znaleźć komplet bardziej wpadających w ucho melodii. Oczywiście nie za bardzo wpadających, bo krytyka uzna, że śpiewany jest jazz kawiarniany.

Co do pomysłu na płytę, uważam że pomysłem jest właśnie ascetyczny aranż. Powoduje to, że wokalistka śpiewa prawie a capella, co jest bardzo trudną konkurencją. Zapełnienie całej przestrzeni dźwiękowej tak, żeby kolejne frazy łączyły się ze sobą i nie powstawało wrażenie pustki, nie jest zadaniem trywialnym. Nie przypadkiem bardzo niewielu wokalistów decyduje się na śpiewanie tak zaaranżowanych utworów. Technika a capella wymaga bowiem niezwykłej dyscypliny i precyzji. Wokal nie może się bowiem ani na chwilę skryć się za akompaniamentem.

No dobrze, wiem że się mądrzę, ale jako dydaktyk mam to we krwi. Niektórzy nawet twierdzą, że im bardziej się nie znam, tym bardziej się mądrzę.

Wracając do głównego nurtu moich wywodów, uważam że AZ wyszła z tej próby zdecydowanie obronną ręką. Oddając trochę racji RN żywię jednak nadzieję, że śpiewanie z takim aranżem nie będzie znakiem firmowym AZ, bo podobnie jak RN, potrzebuję trochę ciepła.

Co do wartości utworów, zdecydowanie najgorzej wypadło Sophisticated Lady. Znam interpretację tego standardu przez Ellę Fitzgerald. Mam wrażenie że ambicją AZ było udziwnienie tego, bardzo przecież melodyjnego, utworu. Wybrana strategia polega na starannym unikaniu głównej linii melodycznej.

Przy piewrszym przesłuchaniu, nie mogłem też znieść Susan, ale przy drugim utwór przestał mnie już drażnić. Zważywszy na głęboko zakodowane w mojej pamięci wykonanie autorskie, brak agresji jest już niezłym wynikiem. Może po kolejnym przesłuchaniu, utwór zacznie mi się podobać. Namawiam Tomka, żeby tego utworu nie przewijał.

Podsumowując, nie ma wątpliwości że narodził się duży talent o niezwykłych warunkach wokalnych i nienagannej technice. AZ ma pomysły i nie boi się trudnych wyzwań.

A co do słabości niektórych utworów, popatrzeć trzeba realistycznie. Każda płyta zawiera wypełniacze. Tylko single mogą być genialne.