Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Jasminum ****

Film | Recenzje

Jasminum1.jpgJasminum2.jpgWłaśnie ukazał się na DVD kolejny bardzo dobry film Pana Jakuba z tych „lżejszych” (Historia kina w Popielawach, Szabla od Komendanta). Tym razem Pan Kolski opowiada, dowcipnie i poważnie zarazem – o … zapachach. Bardzo charakterystyczne jest to „dowcipnie i poważnie zarazem”, bo okazuje się, że konwencja przypowieści ludowej, w której Pan Jakub się lubuje, właśnie do takiej dychotomii idealnie pasuje. Bajka z morałem?

Genialna rola Gajosa, równie dobra Fenrency’ego, kapitalna Gienia (skąd ją Kolski wytrzasnął?), tajemnicza i ulotna atmosfera klasztoru jakże pasująca do rozmów i opowiadań o miłości i zapachach - czy coś wiecej jeszcze trzeba? No ... wprost cudny film.

Niestety Pan Jakub jest trochę słaby w puentach i nie inaczej jest w „Jasminum”. To brak, za który obniżam ocenę do 4 gwiazdek. Co się dziwicie?

Jasminum, Polska 2006, 103 min

Scenariusz i reżyseria: Jan Jakub Kolski
Muzyka: Zygmunt Konieczny
Zdjęcia: Krzysztof Ptak (autor zdjęć do Nikifora !)
----------------------------------

Obsada:

Janusz Gajos jako Brat Zdrówko
Grażyna Błęcka–Kolska jako Natasza
Grzegorz Damięcki jako Brat Śliwa
Adam Ferency jako Ojciec Kleofas
Krzysztof Pieczyński jako Brat Czeremcha
Dariusz Juzyszyn jako Brat Czereśnia
Wiktoria Gąsiewska jako Gienia
Monika Dryl jako Patrycja
Patrycja Soliman jako Jasminum
Bogusław Linda jako Zeman
Krzysztof Globisz jako Burmistrz
Franciszek Pieczka jako Święty Roch

Jasminum

Mam całkiem odmienną opinię na temat tego filmu. Ledwie dotrwaliśmy z Justyną do końca seansu. Myślę, że musimy przywołać Monikę i zasięgnąć jej fachowej porady, czy można było nie ulec urokowi filmu.

Zaletą filmu na pewno jest Gajos. Gra koncertowo. W duecie z małą Gienią jest rozczulający w swojej gburowatości i dobroci zarazem. Świetna scena snu, gdzie pojawia się Pieczka, Gajos i dziewczynka - być może wejdzie do kanonu polskiego kina. Filmu jednak nie uratuje.
Dobry jest patent z dziecięcą narracją. Niezłe są zdjęcia z wnętrz klasztornych, pewnie nawet stworzyłyby jakąś głębie i atmosferę, gdyby nie siermiężna gra pani Grażyny Błęckiej-Kolskiej, która zarzyna całe przedsięwzięcie. Pozostaje jakaś pseudo-metafizyka pozbawiona głębi i myśli przewodniej. Jest naciągana naukowa teoria zapachów i ich wpływu na ludzkie uczucia zawikłana w łzawą średniowieczną legendę. A na dokładkę Linda, który bez wdzięku parodiuje samego siebie w wątku z fryzjerką i burmistrzem.

Poważną ułomnością filmu są dialogi. Wyłączywszy Gajosa i dziewczynkę - wszystkie są ekstremalnie sztuczne. Odczucie sztuczności i tandety podkreśla jeszcze tragiczny poziom gry. Oprócz bujd o zapachach, w rozmowach pojawia się jakiś natrętny autotematyzm - dyskusje o wartościach filmów w filmie i plan nakręcenia "Jasminum" snuty przez przeora. Moim zdaniem ani Ferency, ani Pieczyński ani Globisz nie zagrali adekwatnie do swojego zawodowstwa.

No i faktycznie te nieszczęsne pointy. Stygmaty u Gajosa i bezsensowny happy end fryzjerki z Lindą. Zawiodłem się.

Ach, gdyby tak

  • „naciąganą naukową teorią zapachów i ich wpływu na ludzkie uczucia” uznać za metaforę odwiecznego marzenia o eliksirze (miłości, mądrości itp.) – czyli marzenia i wiary, że jednak „powstanie coś z niczego” – czyli jakże współczesnej wiary w marketing i reklamę.
  • „dyskusje o wartościach filmów w filmie i plan nakręcenia "Jasminum" snuty przez przeora” uznać za metaforę rozpoznania, że „wszystko już było” a sens ma tylko „cover” („Deja Vu”) i założyć, że pojawienie się „Amarcordu” (Pamiętam), obrazów opuszczonego kina („Ostatni seans filmowy”, „Cinema Paradiso”), Gienia („Pippi Langstrumpf”), scena ze słońcem święcącym przez pergamin i „oświetlającym” tajemniczy napis na ścianie („Kod Leonarda”) i - przede wszystkim – sam klasztor z jego tajemnicami („Imię Róży”), to nie jakaś pomyłka tylko skojarzenia na temat filmu, kultury masowej w ogóle.
  • „siermiężną grę pani Grażyny Błęckiej-Kolskiej, która zarzyna całe przedsięwzięcie” uznać za głos w dyskusji o tym czy kobiety – wyzwolone – rzeczywiście rządzą światem (bo w Jasminum tak jest – panowie tańczą, jak im Panie grają) i czy aby na pewno jest to lepszy świat.

Co się dziwisz?

„Jasminum” to przecież baja, nieomal ludowa przypowieść i może Kolski po prostu puszcza do nas oko? Niekonieczne to prawda, niekoniecznie mu się to bardzo udaje i broń Boże nie uczyni z filmu arcydzieła (nic tego nie uczyni), ale byłoby nieco weselej, nie?

Tak nawiasem mówiąc – nie wiem, czy scena z Gajosem wejdzie do kanonu polskiego kina, ale z pewnością wejdzie do niego scena z kaczką (przypadkowa?) a może i ze śniadankiem.

...
- A chlebek świeży jest?
- Jest.
- To śniadanko!

RN

Zdaniem fachowca...

Hmmm, ja osobiście jestem fanką filmów pana Jana Jakuba Kolskiego i wydaje mi się, że w przypadku jego twórczości to jest tak, że albo to ktoś lubi albo całkowicie odrzuca swoisty styl przypowieści filmowej.
Ja pana Kolskiego bardzo cenię i lubie, może trochę za jego poza filmowe zalety, która to jednak sympatia mimowolnie przenosi się na jego filmy.
Nie sądzę, że miało być to arcydzieło i wielka produkcja niczym "Pachnidło", które jest jednak dobrym kontr argumentem na zarzut Tomka jakoby zapachy nie miały wpływu na ludzkie życie.
Ale wracając do Jaśminum to uważam, że jedyne co film psuje to rzeczywiście rola pani Kolskiej, ale tak to już jest, że reżyser lubi jakoś wyjątkowo swoją żonę i jej aktorstwo niestety też, rzeczywiście ze szkodą dla filmu. Na dodatek ma jeszcze taką sepleniącą manierę w głosie. Wszyscy inni aktorzy świetni, łącznie z Bogusiem L., który uroczo parodiuje samego siebie.
Happy end jest jak najbardziej na miejscu, bo taka zresztą bajkowo- optymistyczna jest koncepcja filmu. Dzięki bogu Kolski nie pokusił się o jakiś realistyczny, "z życia wzięty" finał.
Gratuluje Romkowi odkrycia tylu intertekstualnych tropów, nawet ja tego wszystkiego chyba nie wychwyciłam. Jednak wydaje mi się, że kaczka był przypadkowa.
Podsumowując: dobry, radosny film, może trochę naiwny, ale bez banałów. Ostatecznie takie kino wydaje mi się dużo bardziej kreatywne niż "Pręgi" czy "Z odzysku".
Nadmienie jednak, że przez polską krytykę filmową jest raczej nielubiany i uważany za nudny.
Swoją drogą to dziwne, że Tomkowi film się niepodobał skoro podobał mu się dużo gorszy choć realizowany w podobnej konwencji "Edi"?