Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Królowa *****

The queen.jpgPrawdopodobnie czytając streszczenie nikt nie uwierzy, że może być to dobry film. Bo właściwie historia jest dość prosta, raczej z prasy brukowej. Tony Blair zostaje wybrany na premiera, kilka dni później Diana umiera w wyniku wypadku, tymczasem królowa Elżbieta jedzie na wakacje i nie za bardzo się Dianą, której nienawidzi przejmuje. Jednak okazuje się, że pod Buckingham Palace miliony ludzi opłakują śmierć Diany więc Tony dzwoni do królowej i prosi ją, żeby jednak jakoś to skomentowała. Królowa na początku nie ulega presji tłumu, ale w końcu się ugina.
Tę historię zna każdy Anglik, który regularnie czytywał wtedy "Sun", a i z pewnością wielu Polaków. Choć ja przyznam, że o tym wszystkim dowiedziałam się dopiero z filmu Frearsa. Trudno nawet stwierdzić co tak konkretnie sprawia, że w filmie "Królowa" temat z prasy brukowej zamienia się w filmowe arcydzieło. Z pewnością jest to zasługą Helen Mirren, która brawurowo zagrała królową Elżbietę II, za co już dostała Złoty Glob, a i może prawie napewno liczyć na Oscara.
Być może też dlatego, że refleksja Frearsa wychodzi dużo dalej poza opowiadaną anekdotę. Film właściwie jest o spotkaniu tradycji z nowoczesnością i pytaniem czy ta tradycja jest nam nadal potrzebna. Jest coś takiego pewnie w każdym Angliku i we Frearsie też, że nawet jeżeli nie lubi królowej to ją szanuje. W każdym razie Tony Blair ją szanuje, a jego żona nie - świetna scena spotkania małżonków z Królową.
Jest też spotkanie królowej z jeleniem, nie na rykowisku, ale prawie. A jednak mimo wszystko Frearsowi udaje się uniknąć banału i prostoty. Z jednej strony stara się być może trochę uczłowieczyć królową, ale już jej męża nie oszczędza.
Jest to więc film o fenomenie Królowej czyli czymś czysto brytyjskim, z drugiej jednak strony zadaje pytanie o potrzebę tradycji i autorytetów we współczesnym, nowoczesnym świecie. A poza tym ilu z was wiedziało, że królowa z wykształcenia jest mechaniekiem samochodowym?

świetny

Byłam wczoraj na "Królowej". Świetny film. Z gwiazdkami i wypowiedzią Moniki zgadzam się w pełni.
Może pochwalę jeszcze to czego w filmie nie było. Zupełnie w cieniu pozostali synowie Diany, a nie wykorzystanie tak łakomego, rzewnego wątku to świadome odejście od banału, na rzecz przejrzystości opowieści o królowej. Dla mnie zaletą tego filmu jest również ta klarowność, brak nerwowości i opanowanie w narracji.
Stąd taka dygresja - trochę oponowałabym przeciwko uznaniu banału i prostoty za wyrazy bliskoznaczne.

3.5 *

Pewnie zostanę uznana za filmową ignorantkę, ale już trudno (to i tak już było od dawna jasne). Wcale mnie "Królowa" nie powaliła na kolana. Nie mówię, że film był zły, bo po pierwsze faktycznie Hellen Mirren grała fantastycznie (z jednej strony jakby od niechcenia, z drugiej jednak przekonująco), po drugie były piękne zdjęcia, ale... jakoś mnie trochę ten film znudził i zmęczył. Nie potrafię nawet określić dlaczego.

Filmy dzielę na 3 kategorie:
1. Takie, podczas których krzesła w kinie stają się strasznie niewygodne
2. Takie, po których jestem wściekła, że wydałam 12 zł na bilet
3. Takie, które wydają się trwać pół godziny
„Królowa” trafiła do pierwszej kategorii, pewnie to też zasługa pana, który siedział z prawej i śmiał się jak głupi do sera oraz niezbyt rozgarniętej parki, która wygłaszała tak idiotyczne komentarze, że aż wstyd było słuchać (oczywiście śmiech i komentarze były wyjątkowo głośne). Nie skłonił mnie do żadnych przemyśleń ani nawet do dyskusji o jego treści. Oglądnełam i zapomniałam.