Co gramy?

O matko boska! Prywatkowe lata, powiedzmy 55-67 to w zasadzie lata największego rozwoju muzyki rozrywkowej w ogóle, więc nie jest łatwo powiedzieć CO GRAMY. Wtedy było już prawie wszystko i prywatka musiałaby trwać ze 2 tygodnie.

Zaczynamy od "Rock Around The Clock", czyli:
- Bill Haley - Rock Around the Clock (55)
- Elvis Presley - Jailhouse Rock (57)
- Jerry Lee Lewis - Whole Lotta Shakin' Going On (57)

Potem gładko przesuwamy się w kierunku twista, choć:
Tańczyć twista jak artysta
To niełatwa rzecz
Bo prócz ruchu, rytmu słuchu,
Trzeba giędkość mieć! Aha!

Na szczęście nie wszystko było wtedy aż takim szaleństwem, więc będą także:
Co więcej, "garniuturom" wtedy całkiem nieźle jeszcze szło, więc nie wypada pominąć:
- Ray Charles - Georgia On My Mind (60)
- Dean Martin - Everybody Loves Somebody (64)
- Frank Sinatra - Strangers in the Night (60)


Ci trzej Panowie wprawdzie nie byli jeszcze na emeryturze, ale ... to była już końcówka (popularności) śpiewania z orkiestrami.

To tyle prehistorii, głownie interesuje nas - jako "modów" - bowiem "brytyjska inwazja", czyli rewolucja w muzyce, która dokonała się na początku lat 60-tych, za sprawą zespołów z Wysp Brytyjskich.
Jednym z pierwszych - choć wcale nie "rewolucyjnych" - był niezapomniany Cliff, więc:
Tu mała uwaga. Cliff "modem" nie był - raczej "obciachem". Piosenka też z inwazji nie pochodzi, lecz w Festiwalu Eurowizji co tylko podkreśla jej "obciachowość", ale ... nie było prywatki bez "Congratulations" i Marysia zagroziła, że jeśli nie będzie Cliff'a, to ona na takie durne, wydziwiate i ambitne niby-prywatki w ogóle się nie zgadza.

Do rzeczy. Królami "inwazji" byli oczywiście:
- The Animals - House of the Rising Sun (64)
- The Beatles - I Want to Hold Your Hand (64)
- The Beatles - Love Me Do (63)
oraz

The Kinks - Sunny Afternoon (66)- The Kinks - Tired of Waiting for You (65)
- The Kinks - Waterloo Sunset (67)
- The Rolling Stones - I Can't Get No Satisfaction (65)
Nieco przesadnie uwypuklam (przynajmniej w tym miejscu) rolę zespołu "The Kinks", który poza Wielką Brytanią znany był raczej mało, ale uważam, że miał pecha i nie takich zgrabnych kompozytorów jak Lennon i McCartney oraz nie taki udany przebój jak "Dom wschodzacego słońca".
Natomiast zupełnie poza konkurencją są Rolling Ston'si, którzy jak Lenin są wiecznie żywi - podobnie zresztą jak legendarny i równie (jak legendarny) niepopularny zespół "The Yardbirds".
Wytłumaczyć to dość łatwo (legendarność i niepopularność), bo zespół był za bardzo amerykański na Wielką Brytanię (ye, ye nie śpiewał) a za mało brytyjski jak na Amerykę. Kariery zrobić nie mógł, za to odegrał niezwykle ważną rolę w muzyce w ogóle, gdyż - tak mniemam - był to pierwszy w ogóle zespół "rockowy". Z niego zresztą wywodzą się trzej wielcy gitarzyści rockowi: Eric Clapton (The Cream), Jimmy Page (Led Zeppelin) i Jeff Beck. Cała ta trójka z Yardbirds znajduje się na liście 100 największych gitarzystów wszechczasów magazynu Rooling Stone - Clapton #3, Page #9, Beck #14. Ha!


Nie wszystko wtedy w Anglii było aż tak genialne albo aż tak ambitne, więc do kompletu dodajemy:
- The Searchers - Needles and Pins (64). Jak Beatlesi też z Liverpool'u, ale rozpoczęli karierę znacznie wcześniej i brzmieli znacznie mniej brytyjsko.
- Swinging Blue Jeans - Hippy Hippy Shake (64). "Gwiazda jednego przeboju", granego zresztą - chyba lepiej - przez Beatlesów.
- Gerry & The Pacemakers - How Do You Do It (63). Chyba najwięksi, przynajmniej na początku, konkurenci Beatlesów.
Wiadmo, że to nie wszystko co będziemy grali - starałem się tylko przybliżyć epokę i nastrój. Brakuje mi jeszcze części jazzowej (jest dalej) oraz polskiego big-bitu, którego (opisu) nie będzie bo:
- Każdy wie, co śpiewali Kossowski, Niemen, Korda i Rusowicz. Może nie?
- Nie mam prawie żadnych dobrych zdjęć z tamtych czasów a samo pisanie o piosenkach ma sens słaby, tym bardziej, że na prywatce będą.
Panie niech się nie niepokoją, o "Dianie" (Anka) i "O! Carol" (Sedaka) nie zapomniałem, rozważam nawet dopuszczenie do odtwarzania Jacka Lecha (ale to nie jest jeszcze przesądzone). Proszę się także nie obawiać, bo NA PEWNO NIE BĘDZIE największego polskiego "moda" - Edwarda Hulewicza. Oraz? Połomskiego!
Na razie możecie też zobaczyć co było na gorącej 100-tce Billboardu ... w takim np. roku 1964. A był to rok ciekawy, bo "A Hard Day's Night" sąsiadują tam z "Everybody Love Somebody".

Najnowsze komentarze
4 dni 13 godzin temu
1 tydzień 1 dzień temu
6 tygodni 6 dni temu
7 tygodni 1 dzień temu
7 tygodni 1 dzień temu
7 tygodni 2 dni temu
7 tygodni 2 dni temu
7 tygodni 2 dni temu
7 tygodni 2 dni temu
7 tygodni 3 dni temu
7 tygodni 3 dni temu
8 tygodni 1 dzień temu
8 tygodni 2 dni temu
8 tygodni 2 dni temu
8 tygodni 5 dni temu