Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

07-07-22 Tatrzańska gra miłości i śmierci

Foto

Marysia i GerlachPod takim to przekornym tytułem ukazał się (dawno temu, tzn. w II poł. ubiegłego wieku) w Wierchach artykuł Jacka Kolbuszewskiego na temat poezji tatrzańskiej, tzn. poezji z Tatrami w tle. Pan Kolbuszewski, historyk literatury, prof. filologii w Uniwersytecie Wrocławskim był wtedy (i do dziś pewnie jest) znawcą literatury „górskiej” i we wspomnianym artykule bezlitośnie chłostał biczem satyry prawie wszystko, co napisano o łzach, westchnieniach, biciu serca, wzlotach i upadkach wśród turni, głazów, kosodrzewiny i hal.

Nauczyłem się z tego, że – podobnie jak nie da się namalować obrazu – nie da się napisać o górach nic, co by nie pachniało kiczem i grafomaństwem a co najmniej jest to tak trudne, że lepiej nie próbować. Powstrzymuję się więc przed opisywaniem emocjonalnych wrażeń z naszego – z Marysią – bardzo udanego wyjazdu w Tatry. Podaję suche fakty.


Plan

Był oczywiście bardzo ambitny i skomplikowany logistycznie. W sobotę, grupa rekreacyjna (ja z Marysią) dostaje się do Doliny Wielickiej i tam nocuje, w Śląskim Domu. Natomiast grupa sportowa (Zbyszek z Kamilem i dziewczyną Kamila) idzie z Łysej Polany Doliną Jaworową i przez Przeł. Lodową do Chaty Teryho, gdzie nocuje. W niedzielę emeryci przechodzą przez Polski Grzebień i Rohatkę do Dol. Staroleśnej (Chata Zbójnicka) a sportowcy dochodzą tam przez Czerwoną Ławkę. Powitania, uściski i wspólne zejście do Bilikovej Chaty. Część sportowców wraca do domu, Zbyszek zostaje z emerytami do wtorku. Poniedziałek – leczenie ran w jakichś termalnych źródłach.

Realizacja

Marysia ze Zbyszkiem w Bilikovej ChacieLilia ZłotogłówEmeryci oczywiście wymiękli - na Polskim Grzebieniu. Ja już miałem prawie dość a Marysia oprotestowała wspinaczkę półką ubezpieczoną łańcuchami. Nastąpił więc odwrót i zejście do Śląskiego Domu a ponieważ było bardzo wcześnie - Uwaga! W Śląskim Domu śniadanie podaje się od 5-tej (!) do 8-mej, więc chcąc niechcąc w góry wychodzi się przed 9-tą – postanowiliśmy zejść magistralą na Hrebenok (Bilikova Chata). To był błąd, bo (a) chodzenie Magistralą to obciach (b) schodzi się ok. 500m w dół i to głównie po kamieniach, co nieźle „daje” po nogach.

Sportowcy oczywiście wykonali swój plan i w południe byli w Zbójnickiej Chacie a potem zbiegli do Bilikowej Chaty w czasie poniżej 2 godzin (700m w dół !). Tam spotkaliśmy się na pysznej kolacji. Piwo (ze 3 na głowę) tak „podbiło” nastrój, że prawie zapomnieliśmy o bolących mięśniach i … samochodzie, który zostawiliśmy w Dol. Wielickiej.

W poniedziałek najpierw sportowiec Zbyszek poszedł po auto, tą samą Magistralą, którą schodziliśmy poprzedniego dnia. „Poszedł” to nieadekwatne określenie, bo trasę, którą schodziliśmy ok. 3 godziny pokonał pod górę w półtorej! Potem – jak było w planie – rzeczywiści leczyliśmy nogi (oj!) w termalnych źródłach. Niewiele to zresztą pomogło, bo i tak nogi bolały mnie co najmniej do środy, ale przynajmniej odpoczęliśmy i jeszcze wieczorem poszliśmy na spacer do Wodospadów (jest ich kilka) Zimnej Wody.

Velka Kalamita

SmokovecOkolice Tatr. PoliankiTatr Słowackich, takich, jakie znacie już niestety nie ma. W wyniku tzw. Velkiej Kalamity czyli huraganu, który wiał po południowej stronie 19 listopada 2004 roku, u podnóża Tatr (od Szczyrbskiego Plesa do Tatrzańskiej Łomnicy) ZNIKNĄŁ las. Nie ma. Taki np. Smokowiec jest po prostu w „szczerym polu”. W polu, na którym rośnie – całymi hektarami - wierzbówka kiprzyca (Epilobium angustifolium L.). Z daleka wygląda to nawet ładnie, np. z Magistrali widać w dole bezkresne różowo-fioletowe pola, ale z bliska? Zupełnie jak tajga po katastrofie tunguskiej.

Na szczęście kataklizm oszczędził las gdzieś od 1100m wzwyż, więc wyżej w górach aż takich strat nie ma i zainteresowanych pięknem tatrzańskiej przyrody odsyłam do galerii – jest i lilia złotogłów (Lilium martagon L.) i świstak (Marmota marmota) i rusałka pokrzywnik (Aglais urticae).

Zdjęcia z Tatr

Faktycznie, gdyby nie uwaga Zuzi, nie zwróciłabym uwagi na zdjęcia z Tatr. Marysia z Romkiem, bo Zbyszek Kunert to nie dziwota, rosną nam na największych "górali" i to wysokogórskich. Gdzie Wy tam chodziliście, aż ciarki przechodzą?

Górale?

Jeszcze raz okazało się, że - przynajmniej ja - jestem wybitnym specjalistą od "jazdy indywidualnej na czas" (i to długi), więc możesz być spokojna - wyrośnięcie na "górali" absolutnie nam nie grozi. Ponieważ jesteś naszą dobrą koleżanką, przyznamy się, że do Śląskiego Domu dojechaliśmy .... autem. Na samą myśl, że mielibyśmy się "drapać" z elektriczki na 1650m (mniej więcej Babia Góra) z bagażami (!) dreszcz przechodzi po plecach i cena parkingu nad Wielickim Stawem nie jest już taka porażająca.

Trasy - to Z.K. nas podkusił - wybraliśmy przesadnie ambitne, ale miały warianty "ratunkowe", za to termin lipcowy udał nam się bardzo:

  • Ze względu na pogodę. Sobota i niedziela były pierwszymi pogodnymi dniami po długim okresie (w Tatrach) zimna i deszczu.
  • Ze względu na botanikę. Przyznaję, że jak 40 lat chodzę po górach, to czegoś takiego jak w dolinie Wielickiej jeszcze nie widziałem. Czytałem o tej Kvetnicy, ale byłem pewien, że to marketing i reklama. Wielicki Ogród można porównać jedynie z łąkami w Małej Fatrze na przełomie czerwca i lipca, ale zestawienie nieprawdopodobnie soczystej zieleni i żółtych kwiatów w dolinie z nieomal czarnymi, zacienionymi ścianami Gerlacha powyżej, jest nie do pobicia (w RPA nie byłem).

RN

P.S. Miało nie być "poezji", ale się nie da, sorry.

Wszystko fajnie ale ze

Wszystko fajnie ale ze zdjęć wynika właściwie, że byliście zupełnie w innych miejscach. Które zdjęcia (chodzi głównie o kolorystykę) lepiej oddają rzeczywistość?

Błona - matryca?

Zgaduję, że chodzi Ci o różnice Zbyszek-Romek?

Moim zdaniem polega to głównie na różnicy błona-skaner-jpg (Romek) matryca CCD-jpg (Zbyszek). Moje są może zbyt "czerwone" (ciepłe) i bardziej nasycone, Zbyszka zbyt "niebieskie" (zimne) i nieco mniej nasycone. Na razie jest to generalna zasada przy porównywaniu zdjęć robionych aparatem klasycznym - aparatem cyfrowym. Jak się wysilić, da się - przez skorygowanie kolorów - doprowadzić (prawie) do podobnych wyników, ale ... czy wtedy "oddadzą" one rzeczywistość (?) - wątpię.

Ponieważ technologia w tradycyjnej fotografii już się nie rozwija a w cyfrowej jeszcze jest sporo do zrobienia, już dziś stawiam na matryce. Na razie jednak "body" aparatu cyfrowego, który nieźle "oddaje" rzeczywistość kosztuje > 3000zł. Jeszcze czekam. Czekam też na "sterowanie okiem", które pozwala na wybieranie punktu nastawiania ostrości (w moim starym EOS'ie jest).

RN

błona - matryca?

Wydaje mi się, że na rynku fotograficznym powinien niebawem pojawić się produkt w postaci cyfrowego wkładu dla analogowych lustrzanek. Marzę sobie, że wkład taki miałby rozmiary kasetki filmu małoobrazkowego z rozwiniętym, kilkucentymetrowym fragmentem błony. Można by swobodnie umieścić go w komorze aparatu zamiast zwykłego filmu. Urządzenie składałoby się z sensora CCD (naprzeciw obiektywu), jakiejś minimalnej elektroniki do przetwarzania i kompresji obrazu oraz z karty pamięci FLASH (może być wymienna). Prawdopodobnie przydałaby się jeszcze jakaś synchronizacja z lustrem lub zębami przesuwu filmu; chociaż niekoniecznie, bo pewnie dałoby się zgadnąć kiedy naświetlać kolejne zdjęcie na podstawie samego obrazu z sensora.

Na całym świecie są dziesiątki milionów porządnych klasycznych lustrzanek. Wyposażonych w zaawansowane systemy pomiaru światła i ustawiania ostrości. Kurzące się w szafach systemy aparatów analogowych, obiektywów i akcesoriów są warte majątek. Można by je wskrzesić niewielkim i stosunkowo tanim w produkcji urządzeniem.

Pewnym kłopotem technicznym pozostaje kwestia balansu bieli. To najbardziej kulawy element współczesnej fotografii cyfrowej, który mógłby skutecznie zniechęcić potencjalnych „analogowców” do cyfrowej wkładki. Poza tym, zdaje się, że producenci nowych aparatów nie będą za bardzo zainteresowani masowym ożywianiem swoich starych lustrzanek.

--
Tomek

błona - matryca? c.d.

Tomek napisał: Pewnym kłopotem technicznym pozostaje kwestia balansu bieli. To najbardziej kulawy element współczesnej fotografii cyfrowej... i w ten sposób pomógł odpowiedzieć mi na pytanie Zuzi "które prawdziwe?".

Co do diagnozy Tomka dotyczacej "przyszłości" mam nieco inne zdanie. Będzie podobnie jak z "czarnymi" płytami po pojawieniu się CD. Nie tyle zniknęły, co przeszły do podziemia - płyty winylowe wciąż są wydawane a gramofony produkowane, ale tylko dla audiofilów. Aparaty na błony też nie znikną, będą "oldschool'owe" i - masowego - połączenia tradycyjnej fotografii z cyfrową raczej się nie doczekamy. A szkoda.

Jeśli chodzi o obiektywy, sporo z nich ma wbudowany autofokus i inne bajery (np. stabilizację obrazu) i będą się nadawały do cyfrowego body, a moment jest taki, że - paradoksalnie - warto kupować te "klasyki". Taki np. biały Canon EF 70-200mm f/2.8L IS, czyli obłęd i ekstaza fotograficzna, koszuje już ok. 1700USD (w polskich sklepach od 7000-9000zł). Ten obiektyw + nieco tańszy Canon EF 24-70mm f/2.8L USM do pary, to nieziszczalne marzenie Wesołego Romka. Obiektywy o jasności 2.8 + błona Fuji 400 - czy może być coś bardziej ekscytującego?

Natomiast bardzo dobry i uniwersalny Canon EF 28-135mm f/3.5-5.6 IS USM kosztuje 400USD (1800-2200zł), czli ze dwa razy mniej niż kiedyś. "Mój" Canon EF 28-105mm f/3.5-4.5 II USM, który kupiłem za 1600zł można kupić już za 220USD! Są to przejaja, a jestem pewien, że na giełdach, nowe czy używane, klasyczne obiektywy będą jeszcze dużo tańsze (czyli nawet te "wypasione" w zasięgu normalnego człowieka). W najbliższych dniach wybieram się na giełdę i "zdam sprawę".

RN

e-film

Konsorcjum próbujące opracować dokładnie taki produkt, kilka lat temu zbankrutowało, po wydaniu setek milionów $ i zastrzeżeniu wielu patentów. Więc ze względu na prawdopodobne roszczenia syndyków masy upadłościowej może to jeszcze trochę potrwać :( aż prawdopodobnie trafi do lamusa. Pomysł jest dobry tylko dla posiadaczy analogów (których będzie ubywać) a wbrew interesowi przemysłu foto. Podobnie zresztą jest z rewolucyjną matrycą foveon.
Były fotopasjonat :)

SiliconFilm?

Czy chodziło Ci o takie cudo jak siliconfilm? Szkoda, że nie wiedziałem, że coś takiego istnieje bo by się przydało. W wersji z 10Mpikselowej i przelicznikiem 1.1 dla obiektywów było to rewelacyjne rozwiązanie. Niestety ostatnie wiadomośći o e-filmie znalazłem z 2002 roku, m.in. informacje o zawieszeniu działalności. Czy wiadomo dlaczego produkt nie wypalił?
RN

domniemania

Taką wiedzę będzie posiadało tylko kierownictwo Irvine Sensors Corporation posiadające 51% kapitału akcyjnego. Spółka wydawała pieniądze z emisji akcji na giełdzie bostońskiej. Faktem jest że po 3 latach mieli opracowany tylko prototyp one-shot 1,3 Mega piksla. Problemy z jakimi się borykali to: matryca 36 X 24 mm (produkowana od 2002 Canon), pamięć i zasilanie. Można tylko domniemywać że albo posiadali zbyt mało funduszy albo przedsięwzięcie od początku było traktowane jako dobry pomysł na pozyskania pieniędzy od inwestorów. Odpowiedź dałoby zbadanie cash-flow przedsięwzięcia.
kb