Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Uri Caine (The Badrock Trio) w Hipnozie ****

Recenzje

W sobotę 26 października byliśmy z Marysią, Krystyną i Staszkiem na koncercie pianisty Uri Caine’a w Hipnozie. Caina znam jedynie z dość nastrojowej płyty z 2006 roku, nagranej z trębaczem Paolo Fresu a o jego ostatnich projektach jazz-rockowych jedynie słyszałem, więc na koncert poszedłem z „pewną dozą nieśmiałości”. Jest to pianista, który gra wszystko – polecam stronę EMD o nim – a „wszystko” wydawało mi się nieco podejrzane.

Cóż. Okazało się – któryś już raz – że muzyka na żywo ma swoje prawa i „wszystko”, nawet nieco psychodeliczny jazz-rock czy głośny i rytmiczny funk potrafią wciągnąć. Pod jednym warunkiem – że autentyczność i szczerość muzyków nie budzi wątpliwości. W tym „Badrock” był świetny a atmosfera w Hipnozie wystarczająco luźna by skłonić muzyków nie tylko do „czadowego” grania, ale i do zwierzeń. Np. perkusista - Zach Danziger wyjawił swe polskie korzenie (w postaci babci o nazwisku Bloom) i przyznał się, że nosi koszulkę z napisem „Pierogi forever”. Sam bym taką chciał!

Wracając do muzyki – było sporo elektroniki z DJ-skimi chwytami, ale i sporo nowoczesnego, ostrego i głośnego jazzu. Improwizowaliśmy, a jakże, niezależnie jednak czy zaczynało się od „Spinning Wheel” Blood, Sweat & Tears czy od „Deszczowej piosenki” z pięknym intro na fortepianie – koniec był zawsze taki sam. Tararam bam bam perkusji, ale takie, że mi poruszało nieco nogawkami spodni (nie przesadzam) przy uderzeniach dużego bębna oraz wirtuozerskie wizgu jazgu Uri Caine’a na klawiszach.

O to ostatnie mam zresztą drobną pretensję bo jedna z klawiatur Caine’a wydawała takie nieprawdopodobnie wysokie dźwięki, że … wychodziła mi gęsia skórka. Słyszałem o takim urządzeniu skonstruowanym w Wielkiej Brytanii do „rozpraszania” agresywnych tłumów młodzieży. Jego głównym elementem była „trąbka” do generowania głośnych dźwięków o dużej częstotliwości i nastolatki wiały po tym (podobno) w podskokach. Czy „Badrock” miał tę angielską trąbkę w zestawie – nie wiem, ale za ten >20kHz stres obniżam notę do 4 gwiazdek.

Dodatkowym – ale już bez żartów – powodem, dla którego 5-ciu gwiazdek (za koncert) dać nie mogę, jest … publiczność. Jest taki zwyczaj, ale tylko na koncertach muzyki poważnej, że po „pa pa pa pam” w Allegro Con Brio z 5-tej symfonii braw się nie bije. Ale nie w jazzie! W jazzie nie! Tu się „chłopcy” nie po to zwijają i rozwijają i pięknie schodzą, żeby siedzieć i patrzeć jak te orły amerykańskie! Braw i hurra! w trakcie grania, bo na koniec „standing ovation” – nawet z gwizdaniem – była, nieco mi brakowało.

A Mała Fatra?

Wypatrywałam od kilku dni relacji z Waszej wyprawy w Małą Fatrę. Z wcześniejszych sygnałów wynikało, że Twoich znajomych zainteresowała właśnie ta oferta górska. Czyżby brak "kijów" dla całego składu (a tutaj trochę nasza wina, bo kijki przejechały się co prawda do Pszczyny ale nie opuściły bagażnika) uniemożliwił realzację tego wariantu?
Recenzję z koncertu nieznanego mi zupełnie tria przeczytałam z zainteresowaniem niemniej tak naprawdę ciekawiło mnie jak Marysia przeszła przez Wielkie Diery i na to czekałam. Gdyby "panie" nie miały większych problemów - potwierdziłoby to niestety niemiłą prawdę, że jestem totalnym, najgorszym tchórzem. Ale brałam też pod uwagę milszą dla mnie ewentualność, że jeszcze ktoś potwierdzi, że przejście jest bardzo groźne i niebezpieczne.

Mała Fatra

Wycieczkę do Małej Fatry odwołaliśmy w ostatniej chwili, po sprawdzeniu prognozy pogody i widoków z kamery internetowej zainstalowanej na Snilowskim Sedle. Były jeszcze dodatkowe argumenty "przeciw", więc wybraliśmy wariant miejsko-kulturalny.

Po pięknym (pogoda) piątku, sobota - przynajmniej w Pszczynie i Katowicach - była bardzo barowa a choć w dol. Vratnej było nieco lepiej, to niezrealizowanej wycieczki jakoś bardzo nie żałowaliśmy.

RN