Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

The Bad Plus w Hipnozie *****

Muzyka | Recenzje

The Bad Plus (2).jpgO zespole pisałem już przy okazji płyty „These Are the Vistas” a ponieważ po koncercie w Hipnozie wrażenie - zasadniczo - nie zmieniło się, więc tam odsyłam zainteresowanych.

Specjalnie napisałem „zasadniczo”, bo jakieś nowe odczucia jednak mam. Czy wszystkie pozytywne (?) - nie wiem, nie mniej jeszcze bardziej wpływają one na ocenę „NIEZWYKŁY, REWELACYJNY”. Ci, którzy nie byli niech żałują (żałuj Kaziu!), a żeby choć trochę mogli się "wczuć" polecam klip z utworem, który był w Katowicach i o którego tytule szeroko rozpowiadał się Pan Iverson. Wziął się ponoć od wiceprezydenta Dick'a Cheney'a - miłośnika paskudnego napoju Pinata.

The Bad Plus - Cheney Pinata

Ale po kolei:

  • The Bad Plus, King.jpgCzołową postacią w zespole wydaje się perkusista David King. Już płytom „The Bad Plus” nadaje on – w ogromnym stopniu - brzmienie i niepowtarzalny charakter, ale na koncercie ! Legendy o sprzedawaniu duszy „diabłu” są stare jak świat i często tłumaczono tym niezwykłe możliwości muzyków (Paganini, List, Robert Johnson) - a i oni jakoś specjalnie nie protestowali. Jeśli w ogóle jest coś na rzeczy, to David King jest najlepszym przykładem DIABOLICZNIE SPRAWNEGO perkusisty. I nie tylko o to chodzi, że „bije” szybko i mocno – robi to nieprawdopodobnie POMYSŁOWO.

  • The Bad Plus, Iverson.jpgDrugim muzykiem, który definiuje brzmienie „The Bad Plus” jest pianista Ethan Iverson – kolejna niebanalna indywidualność. Najdziwniejsze jest to, na co zwrócił uwagę Ojciec Dyrektor, że on właściwie NIE GRA na fortepianie. „Podaje” akordy (awangarda – więc także nie w tonacji), zaznacza linie melodyczne (lewą i prawą ręką), generuje atmosferę. Gra niezbyt „gęsto”, lirycznie – rzadko, monumentalnie – częściej, dynamicznie i rytmicznie – często. Zawsze natomiast – oryginalnie. Podobieństwa do niczego i nikogo nie znalazłem.

  • The Bad Plus, Anderson.jpgŻeby taka dwójka – wyjątkowych oryginałów i indywidualistów – mogła jakoś razem zgrać potrzebny jest jakiś element łączący i – tak mniemam – jest nim trzeci członek „The Bad Plus”, „cichy wspólnik” Reid Anderson. Jak on w potoku dźwięków z prawej (Iverson) i z lewej (King) daje sobie radę z tymi wszystkimi łamańcami rytmicznymi kolegów – nie wiem, ale nie tylko daje. „Zejścia” do wspólnego grania są tak fantastyczne, że ręce aż same podrywają się do oklasków.

Bardzo charakterystyczną cechą zespołu (prócz innych charakterystycznych cech) jest repertuar, odwołujący się raczej nie do tradycji jazzowej a rockowej czy popowej. Wspólnie z Ojcem Dyrektorem, w repertuarze z koncertu wykryliśmy następujące „covery”:

Czy to coś znaczy? Nie jestem pewien, ale znaczy co najmniej to, że koncert jest kapitalną zabawą bo określenie „cover” nie oddaje tego, co z oryginalnymi utworami „robią” muzycy (osz k... skąd ja to znam??). Czy wobec tego jest to wciąż jazz? Tu z kolei nie mam wątpliwości. Jednym z najbardziej znanych mi utworów „The Bad Plus” jest „Heart of Glass” i zapewniam was, że interpretacja z Hipnozy tak bardzo różni się od tej z płyty, że aż mnie to zaciekawiło - a właśnie improwizacja (czyli różna, swobodna interpretacja) jest głównym wyznacznikiem tego czy coś jest jazzem, czy nie. I choć w brzmieniu „The Bad Plus” z trudnością rozpoznać można „jazzowe trio fortepianowe”, jest to jazz jak marzenie. 5 gwiazdek.