Od jakiegoś czasu, w ramach "uruchawiania" (ma to być antonim słowa "nieruchawy", ale boję się użyć "ruchawy", żeby przypadkiem nie pomylić go z "ruchaniem"), Marysia zadręcza mnie spacerami. W lenistwie jestem dobry, więc kończy się zazwyczaj na dręczeniu, ale pogoda w niedzielę 30-tego marca wyglądała na taką, jak z "Wybaczcie piechocie" Okudżawy, więc dałem się Marysi namówić. Żeby jednak nie było, że jestem jakiś mięczak, czy coś takiego ... sięgnąłem po tajną broń. Do plecaka spakowałem aparat i inne gadżety.
Obawiam się, że to ostatni spacer, na który wyciągnęła mnie Marysia, bo:
- Za pomocą "tajnej broni" z łatwością wydłużyłem czas spaceru do 3 godzin - zdjęcia zamieszczam w galerii.
- Wbrew oczekiwaniom, spacer był raczej "nieruchawy" (Romku, czy moglibyśmy już pójść?), a biorąc pod uwagę, że zakończył się kalorycznymi bombami lodowymi, z pewnością bilans energetyczny mieliśmy dodatni. A (chyba) nie oto chodziło.

Najnowsze komentarze
4 dni 13 godzin temu
1 tydzień 1 dzień temu
6 tygodni 6 dni temu
7 tygodni 1 dzień temu
7 tygodni 1 dzień temu
7 tygodni 2 dni temu
7 tygodni 2 dni temu
7 tygodni 2 dni temu
7 tygodni 2 dni temu
7 tygodni 3 dni temu
7 tygodni 3 dni temu
8 tygodni 1 dzień temu
8 tygodni 2 dni temu
8 tygodni 2 dni temu
8 tygodni 5 dni temu