Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

W. John Koch – „Daisy, Księżna Pszczyńska” – spotkanie z autorem.

Kultura, różne

Daisy_1.jpgZupełnie niespodziewany zbieg okoliczności spowodował, że przedwczoraj 9-tego maja uczestniczyłem w tym spotkaniu a co jeszcze dziwniejsze, udało mi się na nie namówić MUC Monikę z Marcinem. Spotkanie rozpoczęło się o kosmicznej nieomal porze -15.00 i .. nie będę owijał w bawełnę, było jedną z lepszych imprez, na jakie ostatnio trafiłem w Zamku.

Po krótkich przemowach dziękczynnych, Pan Koch opowiedział po polsku (było to bardzo miłe, ale nieco męczące – wyobraźcie tylko sobie „…szczęśliwe życie księżniczki w Pszczynie”) historię powstania książki (angielskiego oryginału: „Daisy Princess of Pless 1873-1943: A Discovery”, W. John Koch Publishing, 2003) wraz z dramatycznymi opisami prób dotarcia do pszczyńskiego archiwum w latach stanu wojennego!

Następnie prof. Żygulski (tłumacz) pięknie i ciekawie streścił książkę przybliżając historię i losy (romantyczne i zarazem tragiczne) Księżnej. Opowiadanie wciągnęło nawet Monikę i Marcina, którzy zgodnie stwierdzili, że jest to świetny materiał na „polskiego Lamparta”. Po krótkim koncercie (pieśni i trio fortepianowe Hansa Heinricha XIV, jednego z pszczyńskich Bolków) impreza zakończyła się eleganckim przyjęciem polowym na tarasach Zamku.

Okazało się bowiem, że spotkanie z Panem Kochem zbiegło się (bestia Maciek tak to zaplanował) z uroczystą fetą z okazji zakończenia remontu Zamku. Przyznaję, że na wszystkich bez wyjątku Zamek zrobił wrażenie i zaręczam, że nie poznacie Zamku i jego otoczenia, jeśli go odwiedzicie za dnia. Serdecznie zresztą zapraszam.

Wagę uroczystości podkreślały oczywiście zaproszone VIP’y, których większości niestety nie pamiętam. Był na pewno książę Bolko VI von Hochberg, przedstawiciele konsulatów (USA i Kanady), władze Pszczyny i województwa oraz arcyksiążę, któryś pra… Franciszka Józefa i Sisi. Powiało wielkim światem, pogoda dopisała, autografy Pana Kocha zdobyliśmy (książki kupiłem wcześniej) i ani się nie obejrzeliśmy - minęły 3 godziny od rozpoczęcia spotkania! - kiedy musieliśmy opuścić tarasy zamkowe udając się na umówiony (z Marysią) obiad w Starej Piekarni.