Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Andrzej Zaucha - C'est La Vie ****

Muzyka | Recenzje

Andrzej Zaucha - Cest La Vie, cover.jpgZamiast odpowiadać na Wasze, niczym nieuzasadnione ataki, postanowiłem po prostu napisać o Panu Andrzeju.

…Dalekie są kraje i bliskie są kraje,
Gdzie Dżamble pędzą życie,
Zielone głowy mają, niebieskie ręce mają,
I po morzu pływają w sicie…

…Far and few, far and few,
Are the lands where the Jumblies live;
Their heads are green, and their hands are blue,
And they went to sea in a Sieve…
(Edward Lear)

Jakiś czas temu zdobyłem zestaw płyt z dorobkiem Andrzeja Zuchy p.t. „C'est La Vie”. Średnia ocen, które dałem różnym płytom nie wychodzi 4, ale rozumiem, że w takim zestawie muszą być płyty lepsze i gorsze, dodaję więc ½ gwiazdki za pomysł i krytykuję fakt, że w zestawie nie znalazła się, bardzo charakterystyczna, piosenka o Alibabie.

  • C'est La Vie ***. Nigdy nie przepadałem za „festiwalowym dzwonem”, więc oceniam ten repertuar dość krytycznie, ale jest tam „Bądź moim natchnieniem”, „Jak na Lotni”, „Byłaś serca biciem” (…posłuchaj) oraz inkryminowana „C'est La Vie - Paryż z Pocztówki” (…posłuchaj). Będę się upierał, że „C'est La Vie” Zaucha śpiewał „nie swoim” głosem. Najlepiej porównać to z „Już taki jestem Zimny Drań”, który to (durny dość) utwór Zaucha śpiewa z piękną jazzową chrypką.
  • Zaucha i Anawa ****. Nawet nie wiedziałem, że piosenkę „Ta wiara” śpiewał Zaucha. To historia i to bardzo (za bardzo?) „zaangażowana”, ale miło posłuchać.
  • Zaucha i Dżamble ****. To jest szał. Też historia, ale obrazująca najlepsze czasy polskiego rocka, Zauchy, moje i Wasze. Dziś te nagrania trącą już myszką, ale ich niebanalność powoduje, że bronią się nawet po latach. „Muszę mieć dziewczynę” (…posłuchaj), „Wpatrzeni w siebie” czy niezapominana „Bezsenność we dwoje” (…posłuchaj) nie do pobicia.
  • Zaucha i Jazz ***. To pomyłka a niby wszystko się zgadza. Zaucha z „jazzowym” głosem, powinien się do tego nadawać, saksofony grają, ale repertuar niestety wcale nie jest jazzowy tylko, w większości, festiwalowy. Można pominąć.
  • Zaucha i Przyjaciele ***. Nieco przypadkowa składanka piosenek Pana Andrzeja z różnymi innymi wykonawcami. Polecam „Rozmowa z Jędrkiem”, „Wieczór nad rzeką zdarzeń” oraz „C'est La Vie”.

Dodatkowy komentarz.

Na płycie nr 4 znalazł się opis:

  1. Rozmowa z Jędrkiem (muz. i sł. A. Sikorowski) - z Andrzejem Sikorowskim i Grupą Pod Budą
  2. Ach te baby (R. Palester - J. Nel) - z Ryszardem Rynkowskim
  3. Baśka (K. Gaertner - W. Jagielski) - z Wolną Grupą Bukowina
  4. Wszystkie stworzenia duże i małe (T. Klimonda - W. Jagielski) - z Ewą Bem i grupą Doktora Q
  5. Kto ci szczęście da (T. Danysz - J. Wegiera) - z grupą Kwadrat
  6. Obojętnie kim jesteś (T. Danysz - J. Wegiera) - z grupą Kwadrat
  7. Spróbuj mnie dogonić (T. Danysz - J. Wegiera) - z grupą Kwadrat
  8. Pójdziemy na wagary (M. Stefankiewicz - K. Celichowska) - z Krystyną Prońko
  9. Na cztery ręce (R. Szeremeta - J. Wołek) - z Danutą Błażejczyk
  10. Kto by chciał kupić coś takiego (W. Parzyński - W. Jagielski) - z Ewą Bem
  11. Sunrise Sunset (J. Bock - H. Sheldon) - z Alicją Majewską, z musicalu Skrzypek na dachu
  12. Blues o rannym wstawaniu (muz. i sł. J. Tioskow) - z Kasą Chorych
  13. Spocznij kapturku, zaraz cię zjem - czyli marzenia głodnego wilka (T. Klimonda - W. Jagielski) - z grupą Doktora Q
  14. Nie pieprz Pietrze (J. Mikuła - J. Brzechwa) - z Ewą Bem
  15. Co jest grane (M. Stefankiewicz - G. Brall) - z Ewą Bem
  16. Wieczór nad rzeką zdarzeń (J. Koman - J. Kondratowicz) - z Koman Band
  17. (bonus) C'est la vie (W. Pieregorólka - J. Cygan) - wyk. Andrzej Sikorowski, Grzegorz Turnau, Zbigniew Wodecki, Andrzej Zaucha

Dopóki się na mnie nie rzuciliście, nie wiedziałem nic o tym, że w piosence "C'est la vie" nie śpiewa (naprawdę) Zaucha. Tym bardziej nie wiedziałem, że nie mógł śpiewać, bo trio nagrało piosenkę po śmierci Pana Andrzeja. Słuchałem piosenki kilka razy, nigdzie w niej Zauchy nie usłyszałem (oprócz samego końca), więc pomyślałem, że będzie ona materiałem na fajną zagadkę.

Co do śpiewania "zza grobu", twierdzę, że "C'est la vie" nie jest już dziś jakimś szczególnym zjawiskiem. Najbardziej znany to "When I Fall in Love" w wykonaniu Natalie Cole (ur. 1950) "razem" z ojcem Nat King Cole'm. (1919-1965). Piosenka pojawiła się na albumie "Stardust" w 1996 roku i nikt nigdy (przynajmniej nie słyszałem) nie protestował przeciwko temu, żeby mówić, że śpiewa w niej Nat King Cole.

To nie był najtrudniejszy przypadek montażu, bo Pani Cole mogła "dośpiewać" swą partię do istniejących nagrań ojca (i tak zrobiła). Trudniejszy jest na płycie "Stoned Immaculate" z piosenkami zespołu The Doors. Jest tam piosenka "Roadhouse Blues" w wykonaniu Jima Morisona (1943-1971) i Johna Lee Hooker'a (1917-2001). W tym przypadku Hooker mógł jeszcze coś "dograć" (choć wątpię), nagrywał bowiem do samej śmierci, natomiast w przypadku Williama S. Burroughs'a (1914-1997) w piosence "I Everybody In" z tej samej płyty, z pewnością jest to czysty montaż. W obu przypadkach a szczególnie w tym drugim są to jednak tylko "głosy" (właściwie nie śpiewają) zmontowane z archiwalnymi nagraniami.

Inne znane mi przypadki to: Eva Cassidy (1963-1996) i Katie Melua Duet - "Somewhere Over the Rainbow" oraz "What A Wonderful World", Roy Orbison (1936-1988) i Westlife (współczesny boysband) - "Oh, Pretty Woman", Dusty Springfield (1939-1999) i Sugababes (współczesny girsband) - "Dancing In The Street". No, ale najbardziej ekstremalny przypadek montażu - jaki dotąd spotkałem - to klip współczesnego zespołu popowego McFly z 15-letnią Lulu (tej Lulu z brytyjskiej inwazji!) w piosence "Shout", który pojawił się w BBC na Święta w 2006 roku.