Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

2008.04.23-25 Belo Horizonte + Vitória

Turystyka



Witam! Przepraszam, że po tak długiej przerwie, ale ostatnich kilka dni spędziłem bardzo intensywnie...

Plan wyglądał mniej więcej tak:

1) Środa: Pobudka o 4:30; Samolot o 7:00; Taxi; Biuro w Belo Horizonte o 9:30 i od razu 3,5 godzinna prezentacja; Obiad; Kolejna 3 godzinna prezentacja; Taxi; Samolot 18:40; Taxi; Hotel w Vitori o 21:00; Kolacja
2) Czwartek: Pobudka; Taxi; 3 godzinna prezentacja; Obiad; Wycieczka po terenie firmy (kopalnie, transport, oczyszczanie rudy żelaza i innych "wykopalisk", itp); 3 godzinna prezentacja; Taxi; Hotel; Kolacja
3) Piątek: Pobudka; Taxi; 3 godzinna prezentacja; Obiad; 3 godzinna prezentacja; 2 godzinna prezentacja; Taxi; Kolacja; Samolot do Rio de Janeiro o 20:45; Taxi; Hotel o 23:00

Prawdę mówiąc nawet nie było za bardzo kiedy robić zdjęć. Kilka, dość przypadkowych, załączam poniżej. Niestety w najciekawszym miejscu (czyli zakłady oczyszczania rudy) nie można było nic fotografować.

Nawet wniesienie aparatu lub komputera jest bardzo kłopotliwe. Dziwna firma. Większość ludzi chodzi tutaj w uniformach. Wielu z nich ma broń. Ale tak w ogóle to bardzo sympatyczni. Aha, i nawet obce dziewczyny całują się na przywitanie :-)


Hotel w Vitori (Radisson):





Standard nieco wyższy niż mojego mieszkanka w Rio :-)

A to widoki z okna:











Joe i David - tym razem wyjechałem z nimi. Joe (z pochodzenia Brazylijczyk, od 26 lat w Stanach Zjednoczonych) jestem liderem tematu "Data Quality", a David (Amerykanin) "Master Data Management". Ja kieruję projektem "Metadata Management". Muszę przyznać, że wyjazd z nimi był bardzo sympatyczny i była to niezła okazja do poznania się.

Obaj mają niezłą historię zawodową - Joe był pracownikiem "Knightsbridge Solutions", aktualnie to Information Management Practice w HP, a David to Senior Principal w HP i wykładowca "Massachusetts Institute of Technology".





A tutaj danie narodowe "Mouquake Capisaba". Takie takie śmieszne babry krewetkowe podawane z ryżem i wszędobylską fasolą - tym razem zmieloną na miałką papkę.

Nie był to co prawda wyborny "wyprażany syr", ale było niezłe, a przedewszystkim inne od tego co do tej pory miałem okazję kosztować :-)








Jutro zamieszczę dużo zdjęć. Wybieram się na wycieczkę do ogrodów botanicznych, a potem na "Górę z Bozią", czyli "Christo" :-)