Trzecie, jeszcze medalowe miejsce zajmuje – w czasach dojrzałości – płyta kubańskich „dziadków”. Kiedy po raz pierwszy ją usłyszałem, choć jeszcze nie wiedziałem o co chodzi, swym niezawodnym zmysłem wyczułem, że coś w tym jest - mimo iż nie jestem amatorem muzyki latynoskiej. „Amatorem” to eufemizm, więc tym bardziej zdziwiło mnie, że kawałki w zasadzie podobne do „Cielito Lindo” (u nas „Teraz jest wojna”) czy „Malaguena” nie tylko mnie nie drażnią, ale zaciekawiają i skłaniają do poszukiwań.
Szukałem niedługo, bo wszystko się wyjaśniło w dokumentalnym filmie Wima Wendersa pod tym samym tytułem. Opowiada on o muzykach z hawańskich klubów z lat 40-tych, którzy zupełnie zapomniani całkiem nieźle się trzymają i czekają tylko żeby na nowo „ktoś ich odkrył”. A odkrył a właściwie odszukał ich Ray Cooder (o którym już kiedyś pisałem), namówił do nagrań a pierwsza płyta Rubéna Gonzáleza, Compay’a Segundo i Ibrahim’a Ferrer’a (oraz innych) – „Buena Vista Social Club” odniosła niespodziewany, za to światowy sukces. W samą porę, bo najważniejsi wykonawcy nie dożyli 10-tej rocznicy wydania płyty.
- Rubén González (1919 – 2003)
Pianista. Skromny, cichy, szczupły dziadziuś, który wprawdzie ledwie chodzi, ale kiedy siądzie do fortepianu … jak zaczarowany, przenosi się do innego świata. Bez specjalnej wirtuozerii, za to „szerokim” gestem, jakby łączył muzykę poważną z jazzem no i – jakby inaczej – w prawdziwie kubańskim, kołyszącym rytmie akompaniuje w wielu utworach na płycie. - Compay Segundo (1907 –2003)
Kompozytor, gitarzysta. To ci oryginał! Twierdzi, że od 5-tego roku życia pali kubańskie cygara (przypalał ciotce – zaraz tam palił!) a od 12-tego bzyka (też nie mogę uwierzyć) i pije rum (w to wierzę). Opowiadacz i mądrala, taki ludowy arystokrata. Jest autorem najpopularniejszej piosenki z płyty – „Chan Chan”, którą każdy słyszał a o której Segundo powiedział (nieudolne tłum. RN):
„Ja nie skomponowałem tej piosenki, ja ją wyśniłem. Mnie się muzyka śni. Czasem budzę się słysząc melodię, słyszę instrumenty, słyszę wszystko bardzo wyraźnie. Spoglądam przez balkon i nie widzę nikogo, ale słyszę jakby ktoś grał na ulicy. ... Nie pamiętam jak to było. Pewnego dnia zbudziłem się słysząc te cztery czułe nuty, wzorując się na opowieści z dzieciństwa, o Juanic’y i Chan Chan, dodałem im słowa i ... teraz wszędzie je śpiewają.” - Ibrahim Ferrer (1927 –2005)
Wokalista. Ma nieprawdopodobny, ciepły, mocny a jednocześnie „przytulny” głos. Zdaniem Ray’a Cooder’a i z tym bym się zgodził, drugi Nat King Cole. „Dos Gardenias” w jego wykonaniu to najlepszy zmysłowy kawałek na płycie.
Wszyscy Ci Panowie przeżyli w biedzie i zapomnieniu kilkadziesiąt koszmarnych lat za Fidela, ale prawdziwym powodem do podziwu jest to, że do później starości zachowali takie zasoby pogody ducha i optymizmu, że aż trudno uwierzyć. I to na płycie, w ich muzyce „słychać”. Słychać też radość, że grają i że „coś się dzieje”. Słucham płyty od czasu do czasu licząc na to, że i mnie się z coś z tego nastroju udzieli. I wam polecam.

Najnowsze komentarze
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 6 dni temu
4 tygodnie 6 dni temu
5 tygodni 10 godzin temu
5 tygodni 2 dni temu
11 tygodni 2 dni temu
14 tygodni 1 dzień temu
15 tygodni 3 dni temu
15 tygodni 6 dni temu
21 tygodni 5 dni temu
22 tygodnie 9 godzin temu
22 tygodnie 14 godzin temu
22 tygodnie 16 godzin temu
22 tygodnie 23 godziny temu