Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Młodość, nr 05. Wolna Grupa Bukowina – Bukowina [1991]

Muzyka

M05Wolna Grupa Bukowina - Bukowina, cover.jpgTak, choć trudno powiedzieć, żeby w latach 70-tych wstrząsnęła mną płyta „Wolnej Grupy Bukowina” muszę ten krążek z początku lat 90-tych zaliczyć do wstrząsów mej młodości, bowiem „WGB” usłyszałem po raz pierwszy w klubie w akademiku („Piast” – ten pierwszy od strony stołówki) gdzieś na pierwszym roku (wiosna 1974). Piosenki ich krążyły w 2-gim (bootlegi na kasetach – był to rarytas) czy nawet 3-cim (śpiewniki – także, choć nieco mniejszy rarytas) obiegu, ale - nawet jeśli było to tylko wybrane „środowisko” - były przez wiele lat niezwykle popularne i aż trudno w to uwierzyć, jak wino „ulepszały” się z czasem. Pod koniec studiów był to już repertuar i obowiązkowy i kultowy. Trudno mi napisać, szczególnie w naszym towarzystwie, coś odkrywczego o „WGB”, Wojtku Bellonie, czy ich piosenkach. Przynajmniej Wojtek jest już dziś „postacią encyklopedyczną”, co - jeśli przypomnę sobie szczegóły ich „kariery” – wydaje się jakieś abstrakcyjne.

Przez wiele lat słyszałem te piosenki tylko w górach (w radiu jeszcze nie) i to z którejś-tam ręki. Sam byłem taką „którąś-tam ręką” popularyzując „Majstra Biedę”, „Mechodziany” („Bez Słów”) czy „Rzekę” na rajdach i obozach. Jak mogłem? Ano byłem młody i bezczelny i wydawało mi się, że wiem (słyszałem) „jak to leci”. Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy nabywszy pierwszy egzemplarz „Bukowiny” (Pamiętam do dziś! W hurtowni „Takt” w Rybniku) usłyszałem, że … no kurcze, jednak „tak to leciało”.

A dziś? Teraz właśnie słucham „Nocnej Piosenki o mieście” i w Last.fm wyświetla mi się - Uwaga! 131 653 odsłuchań (utworów WGB) w Last.fm:

Last-fm

W moim programie do katalogowania płyt (Media Monkey - można w nim automatycznie odszukać informacje o płycie w Internecie, ściągnąć okładkę oraz pozostałe dane) mam:

Media Monkey

a w „Amazonie” można kupić „Złota Kolekcja (Best Of)” za $10.95 :

Amazon

„Bukowiny” niestety nie ma - “Amazon” pisze, że „This item has been discontinued by the manufacturer.” - ale za to jest ciekawa recenzja (w języku english oraz po polsku, choć bez ogonków).

Plyta absolutnie kultowa, otoczona rodzajem czci grupa, jej pierwszy i najlepszy album, obawiam sie jednak, ze jest to muzyka i poezja niezrozumiala dla nikogo, kto nie slyszal jej w jej naturalnym srodowisku, gdzies w przerwie wloczegi, posrod ludzi, ktozym nie przejdzie przez mysl pytanie po co im chodzenie po gorach, nie zrozumieja jej ludzie, ktozy w natloku codziennosci nie uciekaja mysla w kraine, gdzie wciaz sie idzie, ale do nikad nie dazy, gdzie jest sie otwarty na przelotne wrazenie, chlonie sie piekno zmyslami, uczuciem i wiara, a naiwnosc ta nie jest karana, jest warunkiem przezycia czegos niezwyklego, o ile nie zmiesza sie tego z rzeczywistaocia, nie skazi bezlitosnym jadem deprywacji i konsumpcji. Nie znajda tam nic dla siebie ludzie, dla ktorych miasto, zwarty tlum, blask cywilizacji i zadza posiadania jest " Droga, prawda, zyciem".

Jest to lektura zupelnie obowiazkowa dlaa tych, co zarazili sie bakcylem szukania wolnosci w gorach, ktozy rozumieja osaczenie w miescie, ale wsrod ludzi, co nie rozumieja tego, to moze sie wydawac banalne i niezrozumiale. Tego typu "chorobe" lapie sie w bezposrednim kontakcie z zarazonymi ludzmi.

Choć nie ze wszystkim się zgadzam, sam bym lepiej tego nie ujął, więc cytuję i serdecznie polecam płytę wszystkim zarażonym. Dodam tylko, że krążków „Bukowina” kupiłem co najmniej 5, z których co najmniej 3 wysłałem za granicę. Wszyscy, a nie mam powodu przypuszczać, że kłamali, mieli łzy w oczach, kiedy płytę przesłuchiwali po raz pierwszy. „W XX lat później”! Jestem pewien, że nawet w najśmielszych snach, Pan Wojtek takiego czegoś by nie wymyślił.

To zabrzmi dosyć dziwnie

To zabrzmi dosyć dziwnie ale to też płyta mojej młodości (nadal trwającej) trudno tylko określić kiedy pojawiła się w moim życiu, bo chyba była tam zawsze, na początku nieświadomie i w tle. Można dzięki niej przypominać sobie co można w górach znaleźć i jak tego szukać. Może faktycznie ktoś kto nigdy wcześniej nie znalazł nie zrozumie. Ja znalazłam, rozumiem i mam nadzieję nigdy nie zapomnę.

recenzje

Oczywiście to też moje piosenki. Bardzo mi się podobają recenzje, które umieściłeś. Pewnie, że napisane trochę "kydryńskim", co nie wszystkim musi się podobać. Ale mnie tak. Po takim tekście właściwie nie wypada już nic więcej dodawać tylko się pod nim podpisać.

Z perspektywy naszej grupy

Z perspektywy naszej grupy trudno coś sensownego powiedzieć na temat WGB bez podpadania w patos lub egzaltację. Obiektywnie, muzyka i wykonanie na pewno nie są z najwyższej półki, słowa trochę wyższego lotu. Co do płyty WGB wyświechtane słowo kultowy dobrze oddaje czym dla naszego pokolenia jest ta muzyka.

Chyba należy zaklasyfikować słuchanie tej muzyki jako zjawisko socjologiczne bardziej niż artystyczne. Powstanie i popularność nurtu piosenki turystycznej w Polsce jest fenomenem, o ile mi wiadomo, na skalę światową. Samo rozpowszechnianie piosenek z tej grupy metodą z ust do ust , bo przecież nagrań nie było, warte jest dziś zadumy. Jeszcze dziwniejsze jest, że piosenki przekazywane kaskadowo tą drogą nie odbiegały znacznie od oryginałów.

Jak pamiętamy wykonawcy i liczna publiczność spotykali się na wielu giełdach piosenki turystycznej (Szklarska, Yapa, Bazuna), wydawane były śpiewniki. Po każdej giełdzie przepełnieni uczuciem misji co aktywniejsi jej uczestnicy, rozpowszechniali nowe piosenki wśród studenckich turystów.

Piosenka tursytyczna był to spontaniczny, całkowicie wyprany z komercji nurt. Już te dwie cechy zasługują na uwagę. Nie sądzę, aby dzis analogiczne zjawisko miało szanse się pojawić.

Uprawianie (na naszą skromną skalę) tej muzyki wyróżnia i cementuje pokolenie łazików dziś po pięćdziesiące. Cieszę się, że bierze w tym udział także następna generacja. Interesujące, czy ktoś posiadający warsztat naukowy, zajął się zjawiskiem piosenki turystycznej lat 70 i 80.

Ciekawe, że mocno zbliżona w klimacie muzyka Starego Dobrego Małżeństwa mocno mnie drażni. Czy ktoś potrafi to racjonalnie wytłumaczyć.

Wpadłem zdaje się w belferski ton. To silniejsze ode mnie.

Piosenka turystyczna

OD zasugerował, że „Powstanie i popularność nurtu piosenki turystycznej w Polsce jest fenomenem, o ile mi wiadomo, na skalę światową. … „.

Jeszcze zupełnie niedawno podpisałbym się pod tym postulatem, ale …

Jakiś czas temu, w TVP Kultura widziałem film z Bułatem Okudżawą, w którym m.in. opowiadał o wrażeniu, jakie wywarła na nim pierwsza wizyta w Polsce. Był on poetą w wykonawcą mało znanym w Związku Radzieckim a w Polsce? Zatkało go, kiedy się dowiedział ile jego piosenek przetłumaczono na polski a tłumy „walące” na koncerty zupełnie go zaskoczyły. Tego już na pewno nie wiem, ale wydaje mi się, że pierwsza płyta z piosenkami Okudżawy (nie w jego wykonaniu) została wydana w Polsce, nie w ZSRR.

Dla mnie, osobiście, Okudżawa był niewątpliwie numerem 2 (w nurcie „poetyckim”) w latach 70-tych. Jego ballady wcale nie były o górach czy o drzewach a nie pamiętam, żebym rzadziej słyszał „Puszkina” niż „Majstra biedę”. Sądzę więc, że ten „spontaniczny, całkowicie wyprany z komercji nurt” nie całkiem był „turystyczny” a przynajmniej „nie tylko turystyczny” (może studencki?). Jeśli zaś tak, to podobne fenomeny socjologiczne łatwo odszukać. Jest nim np. „Dylanomania” w USA i w ogóle – swego czasu niezwykle popularny tamże - cały nurt folkowy. Co więcej, były tam także odłamy „studenckie” – Simon & Garfunkel, Don McLean, którego „Vincent” - pomijając dziś już nieco „obciachową” instrumentację – wprost idealnie pasuje do nastroju piosenek WGB. Podobnym zjawiskiem jest - o ile wiem - Paolo Conte we Włoszech oraz, a jakże, boski Leonard i jeszcze bardziej boski Tom Waits.

Tego oczywiście nie wiem na pewno, ale po moim pobycie w Moskwie (w latach 70-tych) odniosłem wrażenie, że podobnym fenomenem socjologicznym, jak u nas piosenka turystyczna, był tam Włodzimierz Wysocki. Zupełnie podobnie, jak WGB, jego piosenki przekazywane były z ust do ust i tak samo - po latach - zyskiwały na wartości i stawały się coraz bardziej kultowe.

Podane przykłady - trochę specjalnie wybrałem polemiczne – to już jednak historia, więc może słusznie OD zauważa, że ... „Nie sądzę, aby dziś analogiczne zjawisko miało szanse się pojawić”. Czyżby?

Do czego więc zaliczyć fenomen Jacka Johnsona, który jest chyba najbardziej „turystyczny” (choć nie górski), z wszystkich, których dotychczas wymieniłem. Na koniec, aby trochę pognębić staruszków, wyciągam z kapelusza … Jaromira Nohawicę – całkiem współczesnego barda, którego fenomen popularności, podobnie jak „naszych”, tych starych, trudno wytłumaczyć inaczej, niż na gruncie socjologicznym.

Co więcej, nie jest to - niestety (a chciałbym) - fenomen wyłącznie polski. W lipcu jechałem sam samochodem ze Śląska do Rzeszowa. Na rogatkach w Balicach „machnęli” na mnie autostopowicze. Chłopak z dziewczyną z monstrualnymi plecakami – trudno było się nie zatrzymać. Okazało się, że są to Czesi z Pragi i podróżują na wschód, czyli do … Moskwy. Autostopem. Pojawiła się u mnie gęsia skórka i włosy mi się trochę zjeżyły, ale udaję, że nic mnie nie dziwi, nie tłumaczę, że to szaleństwo (choć chciałbym) – po prostu jedziemy. Przez Kraków i dalej jedzie się - wiadomo - … trzeba jakoś zabić czas, najlepiej rozmową. Niestety nie jest prawdą, że języki słowiańskie są dla Słowian zrozumiałe. Ja, przez częste kontakty, „rozumiem” trochę czeski czy słowacki a przynajmniej rozróżniam słowa czy zdania, za to moi pasażerowie – nic a nic. Uratowała mnie płyta. Miałem zamiar się popisać i puściłem gościom Jaromira z zamiarem zadania zagadki – kto to? Nic z tego! Nie było zagadki, bo moi pasażerowie, już po pierwszych taktach wiedzieli. Prześpiewaliśmy potem razem wiele piosenek („cuker a kava…”) a z ich reakcji wywnioskowałem, że zachowałem się trochę jak ten Amerykanin, który przyjechał do polski i dumny puszcza płytę Maryli Rodowicz z zamiarem zadziwienia tubylców. Co gorsza pyta – wiecie kto to?

Najprawdopodobniej, jak świat długi i szeroki, człowiek zawsze potrzebował i nadal potrzebuje czegoś więcej niż tylko „rozrywki” (Dody, serialu, teleturnieju). Potrzebuje, co może dziwi, także zadumy i refleksji - jednym słowem … poezji. I, co też może dziwi, jak świat długi i szeroki, zawsze ją jakoś znajdzie.

Dla mnie bomba!

RN
P.S. Muzyka Starego Dobrego Małżeństwa drażni Cię najprawdopodobniej dlatego, że nie samą poezją człowiek żyje. Diabeł siedzi w szczegółach i nawet „głosy i dźwięki gitar chłopców z naszego Puebla” mogą zadecydować o tym, że coś chłoniemy, albo wręcz przeciwnie. Z wiekiem „trawię” coraz więcej, ale … coraz bardziej stanowczo odrzucam to, czego nie trawię. To nie jest racjonalne, ale … jakie przyjemne!

okudżawa a sprawa polska

Nie do końca trafnie przywołujesz wielkich bardów Okudżawę, Wysockiego, Cohena, Nohavicę czy Waitsa. To jednak zawodowi artyści. Piosenka poetycka ma prawie zawsze niewielu (za to bardzo oddanych) słuchaczy. Rzadko zjawia się artysta na miarę Dylena czy Brela który jest w stanie zapełnić wielkie sale koncertowe i sprzedać miliony płyt.

Piosenka turystyczna w Polsce to ruch amatorski (najczęsciej aż do bólu). Różnica między tym nurtem a piosenką poetycką, to inna relacja między twórcą a odbiorcą. W piosence poetyckiej, jak w każdym innym gatunku piosenki wykonywanej przez profesjonalistów, to zależność wykonawca - słuchacz.

W piosence turystycznej (może lepiej nazwać ją ogniskową) utwór odłącza się od autora i żyje własnym życiem. Piosenka jest wykonywana przez wielu amatorów, najczęściej nie znających nie tylko nazwiska autora, ale nawet oryginału piosenki.

To zjawisko dotyczy także piosenek Okudżawy i Wysockiego. Ciekawe, że w przypadku piosenek Okudżawy, nie było wątpliwości kto jest ich autorem. Tymczasem o tym, że śpiewa się piosenkę Wysockiego, nie było tak oczywiste. Ja sam dowiedziałem się dopiero po długim czasie, że znani mi dobrze Pograniczniki to właśnie piosenka Wysockiego. Jak wszyscy pamiętamy, płyty Wysockiego i Okudżawy pojawiły się w Polsce w momencie, kiedy piosenki były już dawno śpiewane przy ogniskach.

O znów się mądrzę
OD

Dodatek nadzwyczajny do WGB

Znalazłem w sieci (i kupiłem) książkę Wolna Grupa Bukowina Śpiewnik Źródłowy w opracowaniu Wacława Juszczyszyna wydawnictwa HIT. Zawiera także płytę (na pierwszy rzut ucha identyczną z tą z Pomatonu) i wszystkie znane mi piosenki WGB z nutami chwytami i tekstem piosenek. Ponieważ nasze śpiewniki WGB jakoś się rozpływają w niebycie (aluzja do Romka) może warto sobie taką książkę kupić. Uprzedzając ew. pytania wyjaśniam, że nie mam prowizji od sprzedaży.

W tej samej księgarni interentowej www.emuza.pl kupiłem sobie także podwójny CD Świat wg Nohawicy.

Nic się nie "rozpływa" ...

... w niebycie. Śpiewnik już zeskanowany i przygotowany do oddania (jest w plecaku), ale "opracowanie" - bo prymitywne wklejenie zeskanowanych stron do np. Word'a, jakoś mi się nie podoba - zajmie mi jeszcze trochę czasu.

RN
P.S. Ile kosztuje śpiewnik, który odkryłeś? Bo może nie będę się wysilał tylko kupię kilka?