Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Moskwa nie wierzy łzom *****

Film | Recenzje

moskwa_nie_wierzy_lzom.jpgJestem najprawdopodobniej jakimś niepoprawnym rusofilem, bo ... no … (głupie?) po prostu lubię filmy radzieckie. Ostatnio wydano „mega-pack” p.t. „Klasyka kina radzieckiego”, z którego na początek chciałbym polecić najmłodszy film w zestawie - „Moskwa nie wierzy łzom”. Film Władimira Mieńszowa z 1979 roku, który po raz pierwszy widziałem znacznie później, bo przełom lat 70-tych i 80-tych nie należał do najlepszych „czasów” kina radzieckiego w Polsce. Niestety zostało tak do dziś, moim zdaniem szkoda i to zupełnie niepotrzebnie.

„Moskwa ..” jest, co tu dużo mówić, komedią romantyczną. Kiedyś tak nikt filmów „o miłości” nie nazywał, ale rosyjska „romantyczność” w połączeniu z radziecką „komediowością” dają niecodzienny efekt. Film opowiada, nie nudno i w niezłym tempie, o losach trzech dziewcząt z prowincji, które przyjechały do Moskwy w celu „załapania” się na lepsze życie. Różnie z tym wyszło – to widać po latach – ale, co jeszcze ciekawsze, zupełnie podobnie wygląda ocena (wszystkich dziewcząt) „o co w tym wszystkim (tzn. w życiu) w końcu chodziło”. Jak myślicie, o co?

Jest w filmie wiele dobrych scen, z których (jeszcze z dawnych czasów) pamiętam m.in. następującą:
- Katia, słuchaj udało mi się załatwić przepustkę do Biblioteki Lenina!
- A po co Tobie przepustka do Biblioteki Lenina?
- Jak to po co? A gdzie najlepiej szukać męża? Tam sami doktorzy, naukowcy – sama elita. Może jakiegoś znajdę?

Uwaga! Jak już będziecie oglądać „Moskwę…”, to zróbcie to z namaszczeniem, bo łatwo film zbagatelizować. Tak już kiedyś zrobiono. Po wydaniu w ZSRR film został uznany za wielką klapę, co ciekawe zarówno przez władze (jakieś bzdury nam tu towarzyszu proponujecie – i to miłosne!) jak i przez intelektualną elitę (jakieś bzdury nam tu towarzyszu proponujecie – i to optymistyczne!). Został więc za grosze sprzedany do rozpowszechniana na zachodzie, gdzie … świat na jego punkcie oszalał. Nie mógł nie oszaleć, bo oprócz sceny z Biblioteką Lenina (Ludmiła ubrała tam nawet okulary) była też bajeczna scena z piciem ze stakańczyka, piknik wśród brzóz i przy dźwiękach gitary oraz wiele innych. Fakt, że Mieńszow chyba dobrze trafił, bo skończył film w momencie pojawienia się pierwszych kryzysów w Bloku Wschodnim i skorzystał na wywołanym tym „szumie” wokół Moskwy. Inna sprawa, że – to wręcz niesamowite – film naprawdę antycypuje późniejsze zmiany, „głasnost” i „pierestrojkę” zdecydowanie skupiając się na „prywatnych” sprawach bohaterów i sugerując, że to one są najważniejsze. Nic dziwnego, że w 1980 roku dostał Oscara w kategorii filmów obcojęzycznych, co ja osobiście pochwalam a Wam wszystkim serdecznie film polecam.