Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Lektor (The Reader) *****

Film | Recenzje

The Reader1.jpgThe Reader2.jpgNaprawdę dawno nie widziałem takiego dobrego filmu! 5 gwiazdek to może nieco przesadzona ocena, ale z zasadzie oduczyłem się już widywać filmy, w których ktoś odważa się mówić o czymś ważnym i to serio. Co więcej łatwiej chyba powiedzieć, o czym film NIE JEST, niż o tym o czym jest. Jest bowiem o miłości, odwadze, lojalności, odpowiedzialności, wreszcie śmierci – czyli o wszystkim. Historia opisywana w filmie obejmuje ze 40 lat, lecz nic się nie wlecze a choć film dotyczy najważniejszych spraw w życiu, nie ma w nim ani jednej patetycznej sceny. Nie ma też ducha „dydaktycznego” (a mógłby mieć, oj tak!), a choć losy bohaterów są raczej tragiczne, to nie ma też w filmie atmosfery przygnębienia jakby (dziwne) w tych trudnych momentach bardziej coś „zyskiwali” niż tracili. Wreszcie – last but not least – książki. Są w filmie od początku do końca, są przyczyną i skutkiem, są podnietą, nadzieją i ukojeniem.

Lektor, The Reader (AKA Der Vorleser) (Niemcy, USA - 2008)

Reżyseria: Stephen Daldry
Scenariusz: David Hare (na motywach powieści Bernhard’a Schlink’a)
Zdjęcia: Roger Deakins
Grają:

  • Kate Winslet - Hanna Schmitz
  • David Kross - Michael
  • Ralph Fiennes - Starszy Michael
  • Bruno Ganz – prof. Rohl

Młody chłopak spotyka przypadkiem na ulicy dojrzałą panią. Szybko nawiązuje się między nimi romans, erotyczny oczywiście (i to bardzo – naprawdę ładne sceny erotyczne), ale też intelektualny. Chłopak (młody Michael Berg grany przez Davida Kross’a) bowiem, … przed i po … czyta Pani (Hanna Schmitz grana przez Kate Winslet) książki. Romans trwa przez jedno lato i kończy się nagłą „ucieczką” Hanny. Wyjeżdża i zostawia młodego Berga rozkochanego, nieszczęśliwego, roznamiętnionego. Ale nie przybitego. Dużo czyta, uczy się, życie intymne już mu się jednak nie układa (i nie ułoży).

Po latach Berg - już student prawa - w ramach seminarium, wraz z kilkoma studentami, uczestniczy w procesie byłych SS’manek. Tu znowu książka – oskarżonymi w procesie są strażniczki opisane w autobiograficznej książce Ilany Mather, która (była wtedy dziewczynką) uratowała się, jako jedyna z matką, spośród uczestniczek jednego z „marszów śmierci”. A – o zgrozo - Berg stwierdza, że jedną z oskarżonych jest … Hanna Schmitz. Tu przerywam (choć róg trzymam), dodam tylko, że Berg (już grany przez Ralpha Fiennes’a), choć znajomości z Hanną nie odnowi, do końca życia będzie jej czytał książki. Ponieważ zaczął czytać Hannie i nagrywać taśmy z książkami gdzieś w roku 1976, zakładam, że jest to data wymyślenia – dziś mocno popularnych - audiobook’ów.

Zdradzę tylko, że w procesie Hanna dostała najwyższy wymiar kary (nie panikujcie, w Niemczech nie ma kary śmierci) także z powodu książek. Obciążającym dowodem był bowiem raport z wydarzeń napisany – jak stwierdziły jej koleżanki SS’manki – przez Hannę. Kiedy sąd zaproponował badanie charakteru pisma, Hanna natychmiast się przyznała gdyż … była niepiśmienna, trzymała to w tajemnicy od 40-tu lat i miała zamiar to robić do końca. Biedny Michael wiedział (domyślał się), nie powiedział i do końca życia już się nie dowie, czy zrobił dobrze. Być może dlatego reżyser powierzył rolę starszego Berg’a Ralph’owi Fiennes’owi, najbardziej oziębłemu, omdlewającemu i chorowitemu aktorowi jakiego znam.

Finnes to jedyny błąd w filmie. Za to David Kross bardzo dobry a Kate Winslet? Rola życia. Gorąco polecam.

Na koniec dygresja, wprawdzie niezwiązana z filmem, ale „Lektor” mocno mnie zainspirował. Modna ostatnio Pani Erika Steinbach jest wyznawczynią pewnej „specyficznej” sprawiedliwości. Specyficznej? Nie – prawniczej. Jak w filmie zauważył prof. Rohl:

  • Społeczeństwo myśli, że trwa dzięki temu, co zwie się moralnością. To nieprawda. Społeczeństwo trwa dzięki prawu. Praca w Auschwitz nie czyniła winnym. Zatrudnionych było tam 8 tys. ludzi. Skazano 19 osób, z tego 6 za morderstwo. By udowodnić morderstwo, należy udowodnić zamiar. O to chodzi w prawie.
  • Pytanie nie o to, "czy to było złe?", ale czy to było "zgodne z prawem?". I nie z teraźniejszym prawem, lecz z prawem tamtych czasów.
  • Ale czy to nie... (jeden ze studentów)
  • Jakie?
  • ...zbyt zawężone?
  • O tak, prawo jest wąskie. Z drugiej strony, podejrzewam, że ludzie, którzy zabijają innych są świadomi, że postępują źle.

A ja podejrzewam, że niektórzy (np. Pani E.S.) nie są tego świadomi. Wobec tego próbują porównywać czy zestawiać ze sobą tragedie, zakładając, że – w imię tej „wąskiej”, prawniczej sprawiedliwości – ma to jakiś sens. Ma, ale … już wyobrażam sobie co może być (czy będzie nie wiem) w „Centrum przeciwko Wypędzeniom”. Np. archiwalne zdjęcia dzieci, z Opolszczyzny czy Pomorza, w oberwanych spodniach i z tobołkami oraz ich rodziców na przeładowanych drabiniastych wozach z rozrzewnieniem patrzących na opuszczane – piękne i zadbane – ich domy rodzinne. Wyobrażam też sobie, że nie będzie zdjęć archiwalnych tych samych domów kilka lat wcześniej. Pięknych i zadbanych, przyozdobionych czerwonymi flagami ze swastyką z tymi samymi rodzicami i ich dziećmi w brunatnych (lub czarnych) koszulach (mundurach) dumnie podnoszącymi prawą rękę w geście pozdrowienia ukochanego wodza. Nawet nie śmiem wspomnieć o innych archiwalnych zdjęciach.

Inny dialog z filmu, z sali rozpraw.

  • Czy zdawała sobie pani sprawę, że wysyła pani te kobiety na śmierć?
  • Tak, ale... ciągle przyjeżdżały nowe kobiety. Poprzednie musiały ustąpić im miejsca.
  • Pani chyba nie rozumie.
  • Nie można było trzymać wszystkich. Nie było miejsca.
  • Chodzi mi o to, że... Spróbuję inaczej. Po to, żeby zrobić miejsce, wskazywała pani: "ty, ty i ty zostaniecie posłane na śmierć"?
  • A co pan by zrobił?
  • ...
  • Nie powinnam była zaczynać pracy w Siemensie?

Hanna, choć niepiśmienna, na szczęście szybko zrozumiała, że nie „o pracę w Siemensie” tu chodzi. Natomiast Pani E.S – choć piśmienna – jakoś tego nie kapuje. Jej myślenie opiera się na zasadzie - jeśli Franek ukradnie Ci samochód a potem Frankowi ktoś ukradnie telewizor, to z – z tego „wąskiego”, prawniczego punktu widzenia – zdarzenia te nie są ze sobą związane. Nie są też powiązane przyczynowo-skutkowo ani moralno-etycznie. Czy można to myślenie przenieść na zdarzenia „Holocaust – Wypędzenia”? Wątpię.

W procesie w filmie Hanna została osądzona bardzo niesprawiedliwie. W porównaniu z koleżankami. Choć niepiśmienna, na szczęście szybko zrozumiała, że nie „o taką” (prawniczą) sprawiedliwość tu chodzi i nie ma takiej sali sądowej, na której wymierza się sprawiedliwość w takich sprawach. Może w ogóle nie ma takiej sprawiedliwości? W związku z tym „zamknęła się” na całe lata. A Pani E.S – choć piśmienna – jakoś tego nie kapuje.