Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Koncerty na Schodach itp.

Kultura, różne

Pamięć jest zawodna, zwłaszcza moja, i bardzo „subiektywna”. Zdarza się, że o tym samym zdarzeniu opowiadamy tak inaczej, pamiętamy zupełnie inaczej. Ja Chemikalia Kulturalne pamiętam bardziej w sposób sensualny. Był to cykl różnorodnych zdarzeń kulturalnych, przez duże i małe „k”, wymyślony za „moich” czasów przez studentów Wydziału Chemicznego, skupionych wokół Rady Wydziałowej ZSP. Jednym z punktów programu był „Koncert na Schodach”, na pewno najbardziej znamienite wydarzenie. W ramach Chemikaliów odbywały się w Kinoteatrze X również występy Kabaretów, profesjonalnych, a także amatorskiego naszego, chemicznego, a także recitale uznanych piosenkarzy, zespołów. W Kinoteatrze odbywał się także „Turniej Wydziałowy” – współzawodnictwo studentów dwu kierunków naszego wydziału: technologii chemicznej i inżynierii chemicznej. Walczono zaciekle w różnych konkurencjach artystycznych, a prezentowany poziom był więcej niż przyzwoity.

Już nie pamiętam kto był gościem pierwszego „Koncertu na Schodach” (Wanda Wiłkomirska?), nie kojarzę też występu "Extra Ball", zawsze jednak byli to artyści z najwyższej półki. Pamiętam za to do dzisiaj magię miejsca, w którym się odbył. Czerwony budynek Wydziału Chemicznego, jego korytarz i klatka schodowa, zamienił się w najczarowniejszą salę koncertową. Światło „tysiąca” świec, wstawionych w lichtarze pożyczone z kościołów Gliwic, chyba wszystkich, oświetlało ciemne wnętrze, ukazując piękne sklepienie i tworząc niesamowity nastrój. Pomieszczenia, za dnia pełne studentów i naukowców odzianych w białe fartuchy, teraz przystrojone mnóstwem kwiatów doniczkowych, zapełnili elegancko ubrani słuchacze. Czy nawet chemiczne smrody, w ten wieczór, zostały przytłumione zapachami „Być może” (to były jeszcze te zgrzebne czasy), czy peweksowskim „Masumi”?

Opis trochę egzaltowany, jak to bywa, gdy wpadamy w sentymentalną nutę wspominając czasy swojej młodości. Ale to nie tylko to. Jestem przekonana, że lata, w których studiowałam to były złote czasy Rady Wydziałowej Wydziału Chemicznego. Nigdy później nie zebrało się w jednym czasie i miejscu tylu wspaniałych młodych ludzi, z takim potencjałem, pomysłami, inwencją, obdarzonych niezwykłymi talentami i w dodatku pełnych zapału do działania i to w różnych dziedzinach. Prześcigano się pomysłami.

Na Wydziale Chemicznym działał kabaret „Pipeta”, który, bez przesady, mógł konkurować z niejednym profesjonalnym. Wydawaliśmy gazetkę wydziałową „Mieszadło” - nie pamiętam, z jaką częstotliwością, ile numerów wyszło, ale była.

Niezapomniane były rajdy organizowane przez nasz Wydział, a wśród nich ten, który, już w innej wersji, przetrwał do dzisiaj – wielkanocny „Rajd Po Błocie”. To czasy, gdy moi koledzy odkryli Chałupę w dolinie Danielki w Ujsołach, która stała się dla nas „chemików” weekendowym i wakacyjnym drugim domem.
Były bale w przebraniach na Gliwickim lodowisku. Pamiętam też Turniej Rycerski zorganizowany na podwórcu zamku w Rudach Raciborskich zakończony ogniskiem w ruinach. A taka akcja: „wyjazd na poligon”. To była kolejna okazja do towarzyskiego spotkania na „świeżym powietrzu”, a pozwalała na wykorzystanie wsparcia finansowego Gliwickiej Jednostki Wojskowej, która chętnie zafundowała młodzieży studenckiej przejazd i całodzienne wyżywienie. Obozy letnie i zimowe organizowane pod patronatem Rady Wydziałowej umożliwiały atrakcyjne, bo dofinansowywane spędzenie wakacji, poznanie nowych turystycznych miejscowości ale przede wszystkim to niezapomniane chwile pełne wrażeń.

To, że na chemicznych, politechnicznych studiach znalazło się tak wielu ludzi obdarzonych talentami aktorskimi, literackimi, posiadających różnorodne zainteresowania i pasje pozanaukowe, uważam za niezwykły przypadek. A to, że mieli instynkt stadny, czy społecznikowski i chcieli się angażować, organizować, a ja znalazłam się wśród nich, uważam za podarunek losu. Ale patos! Tfu.

Koncerty na Schodach

Co ciekawe, Koncerty na Schodach, choć już nie w ramach "Chemikaliów" - funkcjonują do dziś, co oznacza, że aż tak "egzaltowany" Twój opis wcale nie był. Widocznie wymyśliliśmy wtedy coś sensownego.

Inna sprawa, że wtedy trzeba się było udać aż do Warszawy, żeby posłuchać Wandy Wiłkomirskiej czy zespołu ExtraBall, więc imprezy typu "Schody" miały da nas MEGA-znaczenie, co dziś już (na szczęście) nie występuje. Dziś bowiem można, jeśli się tylko chce, i łatwiej i częściej dostąpić zaszczytu obcowania z kulturą wyższą.

RN