Nie wytrzymałem długo i jeszcze w trakcie zachwycania się dwupłytowym albumem z koncertu Cohen’a w Londynie, zamówiłem DVD z koncertu. Dziś przesyłka dotarła do mnie i … teraz już wiem na pewno. To jest NAJLEPSZY KONCERT, który widziałem. O muzyce pisałem, nie będę zanudzał, napiszę natomiast o tym, co na DVD można „zobaczyć”.
Koncerty, jak wiadomo, są świętami – artystów i widzów (słuchaczy, fanów). Te święta mogą być – prócz tego, że udane lub nie – ludyczne (McCartney), dęte (750-lecie Krakowa), poważne (Keith Jarrett w Kolonii), szalone (Dżem w Spodku) itd. Podczas koncertów artyści: nauczają (Niemen), często kokietują (Rod Steward), dość często (dziwne, ale fakt) dystansują się (Nirvana w MTV) a najczęściej fascynują się sami sobą (…nie podam)
| "Tower of Song" |
To jedna tylko piosenka z koncertu. Zawiera: przypowieść przed piosenką („Przepraszam, że nie umieram”), żart na początku („to idzie samo” – o keyboardzie Technics), w środku żart muzyczny (plimkanie na klawiszach - wiwaty) oraz żart w tekście („I was born with the gift of a golden voice” – wiwaty) a także żart (rozmowa z publicznością, świetnie "zsynchronizowana" z piosenką – „Are You truly hungry for the answer?”) na końcu. Wystarczy?
Mam kilkadziesiąt koncertowych DVD. Wybieram starannie, więc jakichś specjalnych wpadek nie zaobserwowałem, ale i tak tylko niektóre nadają się „wielokrotnego” użytku. Bo? Bo poza muzyką (często ta wystarczy, ale do tego mam CD) nie ma w nich jakiegoś specjalnego napięcia czy emocji, które mnie wciągają. Wiele razy zastanawiałem się co mnie wciąga (lub nie) i Cohen mi pomógł. INTELIGENCJA a także respekt dla publiczności. Niezakładanie, że jest ona pusta i głupia a wręcz przeciwnie – zakładanie, że publiczność też jest inteligentna. A w tym, Cohen – przynajmniej w Londynie – był mistrzem. Nie zanotowałem ani jednego taniego chwytu (typu „lewa strona śpiewa …”), w ogóle zapraszania do śpiewania (a śpiewają), żadnego łatwego żartu (a są żarty i przypowieści, nawet „rozmowy” z publicznością) jakby Cohen śpiewał dla … powiedzmy księcia Monako, dla jakiegoś szacownego, wybitnego grona. Może przesadzam, może to sprawa kapelusza (a jeśli tak, to pomysł z występowaniem w kapeluszu, który Cohen często ściąga w ukłonach, był genialny), ale wyraźnie odczuwa się jednocześnie lekkość i wzniosłość. Oraz … O Boże, jest jeszcze? … KULTURĘ. Nikt nie naucza, nie kokietuje, nie dystansuje się i nie fascynuje się sobą. Za to wszyscy się kłaniają i nawet w prostych sprawach są niebanalni. „Słodki pasterz strun, Javier Mas” - tak Cohen przedstawił jednego z muzyków pod koniec koncertu. GENIALNE.
I wreszcie – last but not least – profesjonalizm. Koncert (dwie części ok. 55min każda) kończy się na „Take This Waltz”. Zespół schodzi, publiczność wiwatuje. Zespół wraca (1) i … proponuje teraz prawdziwy „climax”, czyli soczyste wykonanie „So Long, Marianne” oraz bajecznie rytmiczne, wręcz dyskotekowe „First We Take Manhattan”. Koniec, Cohen schodzi. Publiczność szaleje - nie można nie szaleć po Manhattan'ie. Cohen wraca (2) i … teraz gra na wyciszenie, czyli „Sisters of Mercy” (a co by było, gdyby publiczność nie była „ugotowana”? Nie byłoby tej piosenki?), „If It Be Your Will” (już zabawnie) oraz „Closing Time”. To jakby „rozmowa” z publicznością za pomocą tytułów piosenek – wiadomo, teraz naprawdę koniec. Cohen schodzi. Koniec? Nie, ponieważ publiczność nadal wiwatuje, Cohen wraca (3) i … (nieprawdopodobne, by ktoś to aż tak dobrze wymyślił – jestem w szoku) śpiewa „I Tried to Leave You”. To w rezultacie – inteligentną w końcu – salę rozbraja i po końcowym hymnie (cytat z biblii) „Whither Thou Goest” zabawa się kończy. W sumie, świetnie i dowcipnie „zaprojektowane” 3 bisy, dodatkowe 40 minut!!

Najnowsze komentarze
7 tygodni 5 dni temu
10 tygodni 6 dni temu
11 tygodni 9 godzin temu
11 tygodni 20 godzin temu
13 tygodni 6 dni temu
14 tygodni 1 dzień temu
14 tygodni 2 dni temu
14 tygodni 4 dni temu
14 tygodni 5 dni temu
14 tygodni 6 dni temu
15 tygodni 13 godzin temu
15 tygodni 1 dzień temu
15 tygodni 1 dzień temu
15 tygodni 1 dzień temu
17 tygodni 2 dni temu