Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

“Excuse me for not dying”. Live in London - DVD *****

Muzyka | Recenzje

Cohen_London.jpgNie wytrzymałem długo i jeszcze w trakcie zachwycania się dwupłytowym albumem z koncertu Cohen’a w Londynie, zamówiłem DVD z koncertu. Dziś przesyłka dotarła do mnie i … teraz już wiem na pewno. To jest NAJLEPSZY KONCERT, który widziałem. O muzyce pisałem, nie będę zanudzał, napiszę natomiast o tym, co na DVD można „zobaczyć”.

Koncerty, jak wiadomo, są świętami – artystów i widzów (słuchaczy, fanów). Te święta mogą być – prócz tego, że udane lub nie – ludyczne (McCartney), dęte (750-lecie Krakowa), poważne (Keith Jarrett w Kolonii), szalone (Dżem w Spodku) itd. Podczas koncertów artyści: nauczają (Niemen), często kokietują (Rod Steward), dość często (dziwne, ale fakt) dystansują się (Nirvana w MTV) a najczęściej fascynują się sami sobą (…nie podam)

"Tower of Song"

To jedna tylko piosenka z koncertu. Zawiera: przypowieść przed piosenką („Przepraszam, że nie umieram”), żart na początku („to idzie samo” – o keyboardzie Technics), w środku żart muzyczny (plimkanie na klawiszach - wiwaty) oraz żart w tekście („I was born with the gift of a golden voice” – wiwaty) a także żart (rozmowa z publicznością, świetnie "zsynchronizowana" z piosenką – „Are You truly hungry for the answer?”) na końcu. Wystarczy?

Mam kilkadziesiąt koncertowych DVD. Wybieram starannie, więc jakichś specjalnych wpadek nie zaobserwowałem, ale i tak tylko niektóre nadają się „wielokrotnego” użytku. Bo? Bo poza muzyką (często ta wystarczy, ale do tego mam CD) nie ma w nich jakiegoś specjalnego napięcia czy emocji, które mnie wciągają. Wiele razy zastanawiałem się co mnie wciąga (lub nie) i Cohen mi pomógł. INTELIGENCJA a także respekt dla publiczności. Niezakładanie, że jest ona pusta i głupia a wręcz przeciwnie – zakładanie, że publiczność też jest inteligentna. A w tym, Cohen – przynajmniej w Londynie – był mistrzem. Nie zanotowałem ani jednego taniego chwytu (typu „lewa strona śpiewa …”), w ogóle zapraszania do śpiewania (a śpiewają), żadnego łatwego żartu (a są żarty i przypowieści, nawet „rozmowy” z publicznością) jakby Cohen śpiewał dla … powiedzmy księcia Monako, dla jakiegoś szacownego, wybitnego grona. Może przesadzam, może to sprawa kapelusza (a jeśli tak, to pomysł z występowaniem w kapeluszu, który Cohen często ściąga w ukłonach, był genialny), ale wyraźnie odczuwa się jednocześnie lekkość i wzniosłość. Oraz … O Boże, jest jeszcze? … KULTURĘ. Nikt nie naucza, nie kokietuje, nie dystansuje się i nie fascynuje się sobą. Za to wszyscy się kłaniają i nawet w prostych sprawach są niebanalni. „Słodki pasterz strun, Javier Mas” - tak Cohen przedstawił jednego z muzyków pod koniec koncertu. GENIALNE.

I wreszcie – last but not least – profesjonalizm. Koncert (dwie części ok. 55min każda) kończy się na „Take This Waltz”. Zespół schodzi, publiczność wiwatuje. Zespół wraca (1) i … proponuje teraz prawdziwy „climax”, czyli soczyste wykonanie „So Long, Marianne” oraz bajecznie rytmiczne, wręcz dyskotekowe „First We Take Manhattan”. Koniec, Cohen schodzi. Publiczność szaleje - nie można nie szaleć po Manhattan'ie. Cohen wraca (2) i … teraz gra na wyciszenie, czyli „Sisters of Mercy” (a co by było, gdyby publiczność nie była „ugotowana”? Nie byłoby tej piosenki?), „If It Be Your Will” (już zabawnie) oraz „Closing Time”. To jakby „rozmowa” z publicznością za pomocą tytułów piosenek – wiadomo, teraz naprawdę koniec. Cohen schodzi. Koniec? Nie, ponieważ publiczność nadal wiwatuje, Cohen wraca (3) i … (nieprawdopodobne, by ktoś to aż tak dobrze wymyślił – jestem w szoku) śpiewa „I Tried to Leave You”. To w rezultacie – inteligentną w końcu – salę rozbraja i po końcowym hymnie (cytat z biblii) „Whither Thou Goest” zabawa się kończy. W sumie, świetnie i dowcipnie „zaprojektowane” 3 bisy, dodatkowe 40 minut!!

budujące

To jest jedna z niewielu sytuacji, gdy bardzo żałuję, że nie rozumiem języka Szekspira (tzn. generalnie nad moim upośledzeniem ubolewam, ale nie zawsze aż tak). Ale nawet bez znajomości tekstu śpiewanego i mówionego Cohen robi wrażenie na mnie. Prócz oczywiście epertuaru, który jest mój, to wspomniana przez Ciebie Kultura robi wrażenie – to taki elegancki, dystyngowany pan, który zachowuje się z taką klasą, mądrością. W zamieszczonym filmie okazał się ciepły, otwarty i wesoły (z dotychczasowych clipów znam raczej jego smutne, niedostępne oblicze), a to jest rozczulające. Wspaniale, że ma tylu fanów ktoś, kto swoim zachowaniem odbiega od obowiązującego aktualnie kanonu estradowych zachowań, agresywnych, głośnych, skandalizujących.

Rzeczywiście

... teksty Cohena mogą zrobić wrażenie (całkiem dobry zestaw w tłumaczeniu Macieja Zembatego znajdziecie tutaj).

"Democracy"...

I'm sentimental, if you know what I mean
I love the country but I can't stand the scene.
And I'm neither left or right
I'm just staying home tonight,
getting lost in that hopeless little screen...

Sentymentalny z wiekiem robię się:
Kocham ten kraj, choć w scenografii złej.
Nie jestem z lewej ani prawej,
we własnym domu nocą bawię,
Topiąc wzrok w ekranu mętnym szkle.
[Maciej Zembaty]

Słuchałem tego w powyborczy poniedziałek i ... przecież to o mnie! O nas! Jak on mógł to wymyślić! Tak jest wiele razy.

Teksty Cohena są raczej mroczne, refleksyjne ale niepozbawione ironii i poczucia humoru. Jak napisałaś ten elegancki, dystyngowany pan, który zachowuje się z taką klasą, mądrością, stworzył taką atmosferę, że wszyscy byli szczęśliwi, pogodni i radośni. Także dlatego, że Cohen wyraźnie się tekstami ... bawił.

"I Tried to Leave You"...
Goodnight, my darling, I hope you're satisfied,
the bed is kind of narrow, but my arms are open wide.

Te słowa, śpiewane pod koniec koncertu, które Cohen WYRAŹNIE kieruje do sali, powodują, któryś raz rzędu, salwy śmiechu i owacje. To rodzaj śmiechu (czy raczej "uśmiechu"), który znałem dotąd tylko z ... Kabaretu Starszych Panów.

RN