Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Sputnik nad Pszczyną

Film | Recenzje

sputnik_nad_warszawa.jpgW rzeczywistości, w Pszczynie nie było wcale „Sputnika”, ale tytuł tak mi się spodobał, że nie mogłem się powstrzymać. W dniach 16-19 czerwca odbył się w Pszczynie przegląd filmów rosyjskich, który – o ile się zorientowałem – był repertuarowo zgodny ze „Sputnikiem” (festiwalem filmów rosyjskich), który przeleciał po koniec ub. r. nad Warszawą, Krakowem, Wrocławiem, Łodzią i Poznaniem – stąd skojarzenie.

A z czym kojarzy nam się kino rosyjskie? Oto sonda:


Z niej wynika, że z niczym – a szkoda, bo w ciągu kilku dni można było zobaczyć w kinie kilka bardzo dobrych czy doskonałych filmów, co – pomijając klasykę, która też była – jest rewelacyjnym wynikiem. Zwróciłem uwagę na:

Łarisa Szepitko – „Wniebowstąpienie” [1976] ***

Oj oj! Wprawdzie „Wniebowstąpienie” jest jedynym, który widziałem, wojennym filmem radzieckim, w którym nie występują bolszewicy, armia, sierp i młot a do czynów heroicznych nie usposabia Lenin (czy Stalin) a Bóg, ale to za mało.

A może za dużo. Film jest – o ile zrozumiałem – parafrazą historii męki Pańskiej z tak drażniącymi (powiedziałbym nachalnymi) odniesieniami do Chrystusa, Judasza, Piłata itp., że mnie aż szczypało. Może w 1976 roku, w ZSRR, było to odkrywcze, może nawet obrazoburcze, ale – tu memento dla autorów – dziś niewiele z takich, sztucznych w końcu, uzasadnień zostało. Zostało nieco fascynacji Bergmanem (prawdziwe dramaty przeżywają także zwykli ludzie za to bardzo, wręcz za bardzo serio), niezłe zdjęcia … i tyle. To nie jest zły film, tylko trochę przeterminowany a dla mnie osobiście zbyt pryncypialny. Można sobie podarować.

Nikita Michałkow – „Niedokończony utwór na pianolę” [1977] ***

Jaki jest Michałkow, każdy widzi, a „Niedokończony utwór” jest jego (Michałkowa) bardzo typowym przykładem. Nieco za bardzo.

W filmie, którego scenariusz oparto na młodzieńczej sztuce Czechowa („Płatonow”), jest sporo dialogów, ogród, dworek, rzeka, las … ach ta Rosja. Fajnie (a nawet więcej) się to ogląda, nie brakuje (jak to u Czechowa) całej plejady „zakręconych” postaci, jest i śmiesznie i tragicznie, niemniej czegoś mi brakowało. Może puenty, jakiegoś motywu w tle, bo myśl, że "to wszystko musiało się skończyć rewolucją" oczywiście występuje, ale dziś jest to raczej banał.

Dziś – wobec tego jest to zarzut tylko wobec Michałkowa, a nie Czechowa, który „Płatonowa” napisał w wieku lat 18-tu. Jeśli próbuję się zastanowić nad tym, jak taki młodzik mógł to wszystko „zobaczyć”, dreszcz przechodzi mi po plecach. Choćby dla geniuszu Czechowa film warto zobaczyć (i dla tego ogrodu, dworku itp.), szkoda tylko, że Michałkow wiele do tego nie dodał.

Paweł Łungin – „Wyspa” ***** [2006]

DVD_Wyspa.jpgJeśli powiem, że jest to film o Bogu, wierze i świętości – i to wcale nie w przenośni – oraz, że Wesołemu Romkowi film bardzo się podobał, będzie to chyba najlepszą jego rekomendacją. Trudno mi sobie było wyobrazić, że 2 godzinny film, w warstwie tekstowej wypełniony głównie modlitwami (nie przesadzam) może wciągnąć, ale sprawdziłem i nie żałuję. Sprawdziłem też, że najżarliwsza wiara nie wyklucza zdrowego rozsądku oraz dowcipu … i to mi się chyba najbardziej spodobało.

Główny bohater – świetna rola Piotra Mamonowa, byłego artysty rockowego - muzyka, frontmana i autora tekstów moskiewskiej kapeli „Звуки Му” – odbywa pokutę za grzechy młodości w klasztorze na pustkowiu, gdzie z biegiem lat staje się, jakby mimochodem, nieformalnym, za to niezaprzeczalnym autorytetem – ojcem Anatolijem. Prostota (może szczerość), z jaką rozwiązuje problemy (do klasztoru przychodzą ludzie po poradę), połączenie – w jego osobie – empatii i płomiennej religijności z szorstkością, robią niesamowite wrażenie. Co z tego wynika? Niełatwo odpowiedzieć, bo film zupełnie serio – aż strach – dotyka problemu czy jest Bóg i po co, ale jakoś skojarzyło mi się to z mottem, które znam z jednego z opowiadań braci Strugackich:

Musisz robić dobro ze zła.
Nie ma niczego innego, z czego można by je zrobić.
[R.P. Warren]

Jeśli dodamy do tego niesamowity nastrój (pusto, chłodno a nawet surowo – na zewnątrz, ciepło, uczuciowo a czasami nawet rubasznie – pomiędzy ludźmi), doskonałe zdjęcia, podkreślające metafizyczny, liryczny charakter filmu oraz niebanalną muzykę (Władimir Martynow, znany współczesny kompozytor rosyjski), mamy do oglądania świetny, godny polecenia film.

Wiera Storożewa – „Podróż ze zwierzętami domowymi” [2007] ****

DVD_Podroz.jpg„Podróż” to bardzo zgrabnie nakręcona historyjka feministyczna. Spodoba się wyzwolonym kobietom, bowiem na pytanie „po co do cholery są w końcu mężczyźni” odpowiada – ciepło i bez agresji – po nic. No … do podłączenia telewizora.

Trochę żartuję, ale coś w tym rosyjskim świecie męsko-damskim widocznie jest. Do rozważania. „Podróż” wielkim (w sensie rozmachu) filmem nie jest, ale rozważań wcale się nie boi a powiedziałbym, że nawet – co dziś jest rzadkością – nie boi się udzielać odpowiedzi. Z kobiecego (może ludzkiego?) punktu widzenia. W tym film Pani Wiery przypomina nieco czeskiego „Niedźwiadka”, ale dobór scenerii (znowu dobre zdjęcia), minimalizm w dialogach i sporo drobnych, dających do myślenia scen, czynią go wręcz niezwykle poetyckim (czego „Niedźwiadek” nie ma). Może też bardziej uniwersalnym, bowiem po zastanowieniu film wydaje się dużo ważniejszy, niż wskazywałaby na to niewinna fabuła. Serdecznie polecam, paniom ku radości i panom ku przestrodze.

Andriej Zwiagincew – „Wygnanie” [2007] ****

Tego filmu nie było w Pszczynie na seansach, był za to na DVD i w repertuarze „Sputnika”, więc niniejszym go recenzuję. Teraz nie wiem, co mam zrobić. To, moim zdaniem, najlepszy film z całego zestawu, ale … upiornie posępny. Lubię Was i wcale nie chciałbym komuś zrobić krzywdy, więc lojalnie ostrzegam.

Kolejny film Zwiagincewa (tego od „Powrotu”) jest filmem, podobnie jak „Podróż”, o trudnych sprawach męsko-damskich, o samotności i poszukiwaniu (potrzebie) miłości, tyle że widzianych, czy też rozwiązywanych z męskiego punktu widzenia. Nie wiem właściwie dlaczego, tu trochę reżyserowi współczuję, rozumie on „męski” = ”niszczycielski, nieludzki”. I przedstawia to bezwzględnie, bez ogródek i bez litości.

Gdyby nie ta wątpliwość (co oznacza „męski”) film byłby wręcz genialny. Prosta w gruncie rzeczy historia małżeńska – zdrada, co z tym zrobić itp. – opowiedziana jest tak jak … niezły thriller. Najpierw widzimy sceny i postaci a o ich znaczeniu czy roli w fabule dowiadujemy się (często nie wprost) nieco później. Powoduje to, że długi film cały czas trzyma nas w napięciu, mimo, że niewiele się dzieje. Przynajmniej na początku, bo akcja się rozkręca i przyspiesza a pod koniec – ależ się zdziwiłem – „trup ściele się gęsto”. Kiedy zacząłem się już upewniać – jednak kryminał? – Zwiagincew znowu mnie zaskoczył. Jak w „Powrocie” nic się nie wyjaśnia i nie wszystko co się pojawiło na początku ma jakieś znaczenie na końcu. Domyślam się, że z premedytacją – i to mi się nawet podoba – ale dlaczego tak okrutnie? Żeby nie było nieporozumień. To nie jest durna amerykańska fascynacja złem. W „Wygnaniu” nikt nikomu – na prawdę – nie chce zrobić krzywdy. Niszczy "niechcący", bo nie umie inaczej, bo nie wie, że można inaczej. Niemniej niszczy – podejmując decyzje, od których nie ma już „powrotu”, jest tylko „wygnanie”. Za ten pesymizm daję 4 gwiazdki, choć przyznaję, że film jest świetny. Serdecznie polecam.

Podsumowanie

Wszystkie filmy, które obejrzeliśmy są – z dzisiejszego punktu widzenia – filmami nudnymi. Na które, podobno, publiczność nie chce chodzić. Wszystkie były niebanalne, poruszały tematy ważne, zmuszały do zastanawiania. We wszystkich były doskonałe zdjęcia, żadnych cyfrowych kamer i ujęć "z ręki". W żadnym nie było tła dźwiękowego innego niż prawdziwa muzyka, żadnych elektronicznych bzdur czy łomotów. Wszystkie filmy były wydane – w polskiej wersji – na DVD z doskonałym obrazem i dźwiękiem (woda kapie, świerszcze cykają, liście szumią). Albo rosyjscy sponsorzy współczesnej kinematografii rosyjskiej są idiotami wyrzucającymi pieniądze w błoto, albo oni są mądrzy a mnie polska kinematografia nabiera.

Na stoisku przed kinem „Wenus” były też płyty, wśród których – hurra!!! – nabyliśmy 2 płytowy album z najlepszymi piosenkami Okudżawy. Bomba.