Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Firmin. Szczur książkowy.

Kultura, różne | Recenzje

IMG_0584.JPGSzczur książkowy? Eeee chyba raczej mól książkowy. Nie, zdecydowanie Firmin to szczur. Wprawdzie dzisiaj szczury czy inne gryzonie wkradły mi się pod maskę samochodu i pogryzły kable wtryskiwacza, ale w niczym to nie umniejsza mojego podziwu do Firmina. Ale o czym mowa? Wspomniany Firmin to bohater książki Sama Savage’a pod właśnie takim tytułem. Firmin jest szczurem. Urodził się w latach sześćdziesiątych w Bostonie jako trzynasty szczurek. A sutków szczurzyca ma tylko dwanaście więc ten ostatni, najsłabszy przy okazji ma najmniejsze szanse, chyba, że poradzi sobie w inny sposób. Można na przykład pożerać ściółkę z gniazda. A że gniazdo mieściło się nieopodal księgarni czy może bardziej antykwariatu to ściółkę stanowiła pocięta na wióry książka. Finnegans Wake Joyce’a. Z początku Firmin zapychał brzuszek wiórami. Z czasem gdy inne książki poszły na wiór spostrzegł, iż różnią się smakiem. Dlaczego nie zajrzeć głębiej, przetrawić całą ich treść? A to już krok od czytania. Od mola książkowego. Od szczura książkowego. Nauczył się więc czytać. Czytał wszystko co mu wpadło w łapy. Pochłaniał książki. A że mieszkał nieomalże w antykwariacie…
Czytanie czytaniem, a szczurze życie szczurzym życiem. Wyprawy by nauczyć się znajdować karmę niekoniecznie duchową, wyprawy by nauczyć szczurzego życia w Bostonie, wyprawy by zobaczyć jak to jest. W kinie Rialto można było znaleźć prażoną kukurydzę. Można było obejrzeć klasykę kina. Można było zobaczyć mniej klasyczne filmy, zwłaszcza późną porą. Można było też uzależnić się od pornografii.
Czytanie jednak pozostało na pierwszym miejscu. Stąd może zaufanie, fascynacja zakrawająca nawet na miłość do antykwariusza? Całkowicie chybiona zresztą…
Ale nie chciałbym robić tu streszczenia. Zepsułbym radość czytania.
Opowiem zatem o własnych odczuciach. Najpierw było średnio, później zaczęło mocno ciekawić, zachęcać. A później trudno było się oderwać. I zrobiło się nagle jasno, przyjemnie, lekko, po czym całe to uczucie zaczęło szarzeć, chwiać się, pękać i zupełnie upadło. I pojawił się smutek, przemijanie i zastanowienie. I na tym się zakończyło z poczuciem lekkiego niedosytu, delikatnego smaczku Dobrej Książki. Krótko mówiąc polecam. Warto.
Gapiłem się na słowa, a one nie rozpływały się ani nie rozmazywały. Szczury nie mają łez. Suchy i chłodny był świat i piękne były słowa. Słowa pożegnania i żegnania, żegnania i pozdrawiania, od małego i od Wielkiego. Zwinąłem papier z powrotem i zjadłem go.

Dlaczego szczur?

Trochę mnie zmroziło, kiedy przeczytałem ostatnio o poważnych badaniach naukowych na temat „które zwierzęta potrafią tańczyć”. Odpowiedź jest: papugi i słonie. Myślę sobie – zaczyna się od tańca, ale prace te są „rozwojowe” i nie wiadomo do czego dojdzie. Z niepokojem obejrzałem tę „tańczącą” papugę na YouTube i … na razie mnie to aż tak bardzo nie przestraszyło. Nie tańczy, odetchnąłem.

Zawsze z nieufnością odnosiłem się do antropomorfizacji, nieuchronnie kojarzy mi się ona bowiem z … dzieciństwem (że nie powiem gorzej). Z „Zakochanym kundlem” czy Mowglim Kiplinga . Prawie byłem pewien, że – no, może poza poezją – jest to tak czy owak podejrzane. Wiem oczywiście, że niewinne „zdziwione koty”, uśmiechnięte psy” a nawet „przyjaźnie nagrzane kamienie” występują w literaturze dosyć często, a „moje złote rybki” czy „słodkie misiaczki” – w życiu codziennym, ale czytający szczur?

Powiedziałem „prawie”, bo ostatnio – ze zdziwieniem – wysłuchałem kilku wywiadów z Wysockim, w których wyraźnie zwrócił uwagę na to, że często posługuje się tym chwytem – bohaterami piosenek czyniąc nie tylko zwierzęta (słynne wilki), ale nawet rzeczy (samolot). A do „niepoważnych” Wysockiego bym nie zaliczył a jego piosenek do dziecięcych też nie. Więc?

Więc „Zakochany kundel” leży jeszcze na półce „dla wnucząt”, zważywszy jednak na zachwyty Irka, który tę moją „prawie” pewność wysoce zaburza, muszę to jeszcze przemyśleć. To jak? Nadszedł już ten czas i mam się za to „brać”? Już?

RN