Szczur książkowy? Eeee chyba raczej mól książkowy. Nie, zdecydowanie Firmin to szczur. Wprawdzie dzisiaj szczury czy inne gryzonie wkradły mi się pod maskę samochodu i pogryzły kable wtryskiwacza, ale w niczym to nie umniejsza mojego podziwu do Firmina. Ale o czym mowa? Wspomniany Firmin to bohater książki Sama Savage’a pod właśnie takim tytułem. Firmin jest szczurem. Urodził się w latach sześćdziesiątych w Bostonie jako trzynasty szczurek. A sutków szczurzyca ma tylko dwanaście więc ten ostatni, najsłabszy przy okazji ma najmniejsze szanse, chyba, że poradzi sobie w inny sposób. Można na przykład pożerać ściółkę z gniazda. A że gniazdo mieściło się nieopodal księgarni czy może bardziej antykwariatu to ściółkę stanowiła pocięta na wióry książka. Finnegans Wake Joyce’a. Z początku Firmin zapychał brzuszek wiórami. Z czasem gdy inne książki poszły na wiór spostrzegł, iż różnią się smakiem. Dlaczego nie zajrzeć głębiej, przetrawić całą ich treść? A to już krok od czytania. Od mola książkowego. Od szczura książkowego. Nauczył się więc czytać. Czytał wszystko co mu wpadło w łapy. Pochłaniał książki. A że mieszkał nieomalże w antykwariacie…
Czytanie czytaniem, a szczurze życie szczurzym życiem. Wyprawy by nauczyć się znajdować karmę niekoniecznie duchową, wyprawy by nauczyć szczurzego życia w Bostonie, wyprawy by zobaczyć jak to jest. W kinie Rialto można było znaleźć prażoną kukurydzę. Można było obejrzeć klasykę kina. Można było zobaczyć mniej klasyczne filmy, zwłaszcza późną porą. Można było też uzależnić się od pornografii.
Czytanie jednak pozostało na pierwszym miejscu. Stąd może zaufanie, fascynacja zakrawająca nawet na miłość do antykwariusza? Całkowicie chybiona zresztą…
Ale nie chciałbym robić tu streszczenia. Zepsułbym radość czytania.
Opowiem zatem o własnych odczuciach. Najpierw było średnio, później zaczęło mocno ciekawić, zachęcać. A później trudno było się oderwać. I zrobiło się nagle jasno, przyjemnie, lekko, po czym całe to uczucie zaczęło szarzeć, chwiać się, pękać i zupełnie upadło. I pojawił się smutek, przemijanie i zastanowienie. I na tym się zakończyło z poczuciem lekkiego niedosytu, delikatnego smaczku Dobrej Książki. Krótko mówiąc polecam. Warto.
Gapiłem się na słowa, a one nie rozpływały się ani nie rozmazywały. Szczury nie mają łez. Suchy i chłodny był świat i piękne były słowa. Słowa pożegnania i żegnania, żegnania i pozdrawiania, od małego i od Wielkiego. Zwinąłem papier z powrotem i zjadłem go.
Firmin. Szczur książkowy.
Autor: irek data: śr., 2009-07-01 08:25.
Kultura, różne | Recenzje
» wersja "do druku" | login to post comments | poprzedni temat forum | następny temat forum | 507 odsłon

Najnowsze komentarze
8 godzin 21 minut temu
9 godzin 8 minut temu
10 godzin 49 minut temu
3 tygodnie 1 dzień temu
3 tygodnie 1 dzień temu
4 tygodnie 3 dni temu
6 tygodni 1 dzień temu
6 tygodni 6 dni temu
6 tygodni 6 dni temu
6 tygodni 6 dni temu
7 tygodni 4 godziny temu
7 tygodni 8 godzin temu
10 tygodni 2 dni temu
10 tygodni 2 dni temu
11 tygodni 18 godzin temu