Wcale nie żartuję. Naprawdę myślałem, że John Fogerty, rocznik 1945, jeśli w ogóle jeszcze gra, to tylko na nerwach swojej żonie. A jednak gra. Ten były członek zespołu „Creedence Clearwater Revival” jest posiadaczem jednego z najbardziej charakterystycznych głosów, jakie znam, przy czym jest to głos - nie wiem jak to „delikatnie” nazwać – co najmniej „przenikliwy”. Nie chodzi o to, że krytykuję, albo było w tym coś złego, o nie! CCR to był zespół, który grał łatwo, lekko, przyjemnie i … bardzo, bardzo głośno, a najgłośniejszym „instrumentem” był w nim właśnie głos wokalisty.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy stwierdziłem, że pan Fogerty nie tylko jeszcze gra – bardzo „klasycznie” rockowo i zupełnie nieźle – na gitarze (wielu gitarach, naliczyłem z 10-sięć), ale do tego śpiewa! Jak za młodu przejmującym, dźwięcznym, wysokim (lirycznym?) tenorem. Takim, od którego robi się gęsia skórka a dziewczętom miękną nogi. Na koncercie, który odbył się na 60-cio lecie artysty, w Los Angeles, zespół grał głównie stare, znane od ponad 40-tu lat przeboje. Nie oszczędzając energii (do zasilania wzmacniaczy oraz swojej), więc nic dziwnego, że sala po prostu oszalała.
Moment kulminacyjny nastąpił gdzieś w połowie, po serii „Hej Tonight”, „Down On the Corner”, „Centerfield” a potem „Up Around the Band” (z pięknym riffem) publiczność miała obłęd w oczach i niewielu wytrzymało na siedząco.
| Down On the Corner |
Jak podejrzewałem, nie mogło to trwać wiecznie i po raz pierwszy zaobserwowałem, że widownia … po prostu wymiękła. Nie zespół a widownia. Aż tak, że pod koniec, przy największym przeboju zespołu „Proud Mary” wszyscy byli tak wyczerpani, albo mieli tak zdarte gardła, że jakiejś nadzwyczajnej ekstazy już nie odnotowałem.
Muzyka CCR to rock prosty jak drut, oparty na chwytliwych riffach i wpadających w ucho melodyjkach w rytmie „na dwa”. W irytującym rytmie „na dwa”. Obiektywnie powinienem tego nienawidzić i stwierdzić, że nigdzie poza samochodem lub stodołą słuchać tego się nie da. A jednak. Może sentyment, może tęsknota za „zwykłym” brzmieniem elektrycznych gitar a może elektryzujący, porywający głos Fogerty’ego powodują, że mam do tej muzyki jakąś słabość. Tą słabością – głównie nią – tłumaczę fakt, że nie dałem temu koncertowi, świetnie sfilmowanemu i nagranemu, pięciu gwiazdek. Bowiem czuję, że jestem nieobiektywny. Nieobiektywny także z powodu tego, że wzbudza mój podziw 60-cio latek dający takiego czadu na koncercie. Kapitalnym koncercie.

Najnowsze komentarze
2 dni 18 godzin temu
6 dni 13 godzin temu
6 tygodni 4 dni temu
6 tygodni 6 dni temu
7 tygodni 4 godziny temu
7 tygodni 7 godzin temu
7 tygodni 13 godzin temu
7 tygodni 1 dzień temu
7 tygodni 1 dzień temu
7 tygodni 1 dzień temu
7 tygodni 1 dzień temu
8 tygodni 4 godziny temu
8 tygodni 14 godzin temu
8 tygodni 1 dzień temu
8 tygodni 4 dni temu