Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Jesień w Karkonoszach

Turystyka

Tegoroczna górska, jesienna część wakacji była znamienna tym, że nie było z nami Marysi i Romka. Wyjazd stracił więc niewątpliwie na walorach towarzyskich, było nam smutno i co rusz ktoś popłakiwał w kątku. Nieobecność naszego niezawodnego i szybkiego jak błyskawica fotografa i sprawozdawcy zdecydowanie opóźni serwis powyjazdowy, bo cała nadzieja w zdjęciach Tomka. Za to pogoda udała się jak nigdy dotąd. Słońce nie opuszczało nas przez cały pobyt.

Pierwsze miejsce pobytowe to Agro Tour Farm ZACHEŁMIE. Gospodarstwo znajduje się na uboczu, daleko od ostatnich zabudowań miejscowości, więc każda nasza grupa zmotoryzowana miała duże trudności z dotarciem na miejsce. To kilkuhektarowy teren położony na wys. 550m.n.p.m. wśród drzew i zielonych pagórków. Najbliższe otoczenie to rozległy ogród z wybudowanym kamiennym grillem i przylegający do posesji las mieszany. Wszystko bardzo ładnie skomponowane i zadbane, rabaty kwiatowe wyplewione, trawa na bieżąco ścinana. Piękne otoczenie.
Baza noclegowa gospodarstwa to między innymi stary, ładnie odrestaurowany dom z 1928r, wybudowany przez Alfreda Wilma, wynalazcy duraluminium. W domu są cztery samodzielne mieszkanka, duży taras z dalekim widokiem z charakterystycznymi ruinami zamku Chojnik na horyzoncie. Mieliśmy do dyspozycji ten cały domek, pełną swobodę, ciepło z kominków na wieczorne przesiadywania, słoneczny taras na poranne kawy. Nasi gospodarze to pani Hanna, wykwalifikowany mgr inż. rolnictwa, przemiła, kontaktowa oraz wyjątkowo rozmowny współgospodarz. Świetne miejsce - w naszym rankingu w dziesięciostopniowej skali daliśmy mu 9 (trudno będzie przebić „dziesiątkowy” Pensjonat Wysoka z naszych tegorocznych letnich wakacji na ziemi lubuskiej).

Jeśli chodzi o stronę turystyczną, zaczęło się ambitnie.

Pierwszy dzień

Wjazd wyciągiem krzesełkowym na Szrenicę, Grzbietem Karkonoszy do Czarnej Przełęczy, Ścieżką nad Reglami przez Śnieżna Kotły do Schroniska pod Łabskim Szczytem, zejście do dolnej stacji wyciągu krzesełkowego w Szklarskiej Porębie.
Niech nikogo nie zmyli ten wjazd wyciągiem. Trasa była bardzo długa, w większej części po skałach (moje nowe, prawie dziewicze buty nieźle ucierpiały) ale widoki przepiękne. Miejscami przypominała mi się wycieczka słowacką Doliną Kieżmarską do schroniska przy Zielonym Stawie, tylko troszkę wszystko w mniejszej skali, szczęśliwie, bo przełożyło się to też proporcjonalnie na zmęczenie.

Drugi dzień

Wejście z Przesieki na Przełęcz Karkonoską (Schronisko Odrodzenie), przejście grzbietem do Grzbietu Hutniczego i do Zachełmia.
W pewnym momencie wycieczki nasi przewodnicy, zwyczajem bieszczadzkim, postanowili pójść na skróty, bez szlaku. Doszło do historycznego zdarzenia, kolektywnego buntu pań. My kończyłyśmy wycieczkę przyjemną, urokliwą drogą doliną potoku Sopot i Drogą pod Reglami. Panowie Hutniczym Grzbietem bez szlaku do Przesieki. Było ciężko, kilkakrotnie wpadali w szczeliny skalne (no dobrze nie cali, tylko jedną nogą), przewracali się doznając poważnych potłuczeń (nie wszyscy), gubili. Oczywiście nie do wszystkiego się przyznali ale podobno kilkakrotnie w czasie wędrówki błogosławili chwilę w której zdecydowałyśmy się odłączyć.

Trzeci dzień

Z Zachełmia na zamek Chojnik i z powrotem potem wyjazd do Zamku Czocha.
Dzień bardziej krajoznawczy, odpoczynkowy.

Zamek Czocha powstał jako warownia graniczna na pograniczu śląsko-łużyckim w latach 1241-1247, z rozkazu króla czeskiego Wacława I. W 1319 roku jako posag wraz z okolicznymi ziemiami został włączony do księstwa Henryka I jaworskiego, a po jego śmierci przejął go, wraz z całym księstwem, Bolko II Mały, książę świdnicko-jaworski. Po śmierci wdowy po Bolku zamek wrócił do Czech. Kolejno przechodził we władanie znamienitych rodów rycerskich i dokonywano jego przebudowy zgodnie z kanonami renesansowymi. Po zakupie w 1909 roku przez drezdeńskiego producenta wyrobów tytoniowych Ernsta Gutschowa został przebudowany zgodnie z wyglądem zachowanym na rycinie z 1703 roku. Podczas przebudowy zniszczono jednak wiele najstarszych fragmentów kompleksu.
Po II wojnie światowej zamek przechodził różne koleje. Był wielokrotnie okradany, zarówno przez Rosjan jak i rodzimych szabrowników, z mebli i wyposażenia.
Od 1952 był Wojskowym Domem Wczasowym i jako obiekt utajniony nie występował na mapach. Aktualnie właścicielem zamku jest Agencja Mienia Wojskowego. Od września 1996 publicznie dostępny jako ośrodek hotelowo-konferencyjny.
Kompleks robi wrażenie. Jego malownicze wnętrza i otoczenie wykorzystano w kilku filmach: „Gdzie jest generał”, „Wiedźmin”, „Tajemnica twierdzy szyfrów”.

Czwarty dzień

Świeradów – wyjazd kolejką na Izerski Stóg, niebieskim szlakiem Starą Drogą Izerską przez Polanę Izerską do Hali Izerskiej, Pierwsza grupa żółtym szlakiem do Rozdroża Izerskiego, Druga grupa przez Sine Skałki do kopalni kwarcu, bez szlaku do Rozdroża Izerskiego.
Przyjemna wycieczka, nie męcząca, pogoda fantastyczna, gdyby nie moje starte do krwi pięty.

Piątego dnia z żalem spakowaliśmy manatki i przejechaliśmy na drugie miejsce pobytowe, do niezbyt odległej Kostrzycy, wsi w powiecie jeleniogórskim, w gminie Mysłakowice. Karkonoskie Siodło to nowopowstały obiekt, którego bliska odległość od Karpacza i Przełęczy Okraj sprawia, że stanowi dobrą bazę wypadową. Domek położony w zacisznym miejscu (znowu mieliśmy problemy w dotarciu na miejsce). Pokoje z łazienkami, przyzwoicie urządzone, sympatyczne miejsce z kominkiem do wspólnego posiedzenia. Z werandy szeroki i daleki widok na Karkonosze ze Śnieżką w roli głównej. Brak jeszcze wypieszczenia, szczególnie wokół pensjonatu jest dość pusto i mało przytulnie, więc oceniam ostrożnie, na razie bez zachwytu, że jest to dobrze zapowiadające się miejsce.
Niestety nie było nam dane spotkać się ze wspominaną wielokrotnie przez poprzednich gości, na stronie internetowej pensjonatu, tajemniczą „Panią Babcią” z jej wyśmienitą kuchnią i pysznymi ciastami. Młodzi gospodarze sprawy kulinarne traktowali marginalnie i z wielką radością przyjęli naszą rezygnację z obiadokolacji. Tylko, że my wykorzystaliśmy to perfidnie i zaliczaliśmy wszystkie restauracje, smażalnie, schroniska, które stawały na naszej drodze. Zamiast zgrzebnych kanapek i „tajemniczych cukierków” na trasę i zasłużonego wieczornego posiłku, zjadaliśmy po dwa obiady, a naleśniki testowaliśmy jak opętani rano, wieczór i w południe. Straszna sromota.

A wycieczkowo było tak:

Piąty dzień

Po przyjeździe do Kostrzycy, wycieczka w Góry Sokole – schronisko Szwajcarka, Krzyżna Góra i Sokolik. Powrót przez pałace w Łomnicy (tutaj podwieczorek) i Wojanowie. Kolacja w „Domu Tyrolskim” w Mysłakowicach.

Kotlina Jeleniogórska to chyba najbardziej „zapałacowany” rejon Polski. Część tych obiektów wróciła już do świetności, do nich należą zwiedzone przez nas tego dnia, wiele czeka jeszcze na lepsze czasy.

Historia budowy Pałacu w Łomnicy nie jest dokładnie znana. Wiadomo, że w roku 1366 w położonej u zbiegu Bobru i Łomnicy wsi Lomnitz istniał majątek ziemski, którego właściciele nie są wymieniani w dokumentach. W kolejnych latach posiadłość zmieniała właścicieli. Rozpowszechnione jest przekonanie, że budynek pałacowy w swej pierwotnej postaci powstał w drugiej połowie XVII wieku na bazie renesansowego dworu. Przebudowany ponownie w pierwszej połowie XIX w. Po ostatniej wojnie do roku 1982 w dawnej rezydencji mieściła się szkoła, obecnie posiadłość znalazła się w rękach prywatnych. Od kilku lat trwają prace remontowe mające na celu przywrócenie zrujnowanego pałacu do stanu świetności sprzed roku 1945. To co dzisiaj widzimy to założenie pałacowe wraz z budynkiem mieszkalnym, tzw. "Domem Wdowy", zabudowania gospodarcze oraz park o ponad 8 ha powierzchni, zaprojektowany w stylu angielskim.
Atmosfera szlacheckiego dworu, wyposażone w nowoczesny sprzęt sale konferencyjne, znakomite zaplecze i pierwszorzędna kuchnia przyniosły Pałacowi Łomnica opinię ulubionego miejsca kameralnych spotkań biznesowych oraz firmowych konferencji i szkoleń. Atmosferę i jedzenie sprawdziliśmy – świetne.

Pierwsza wzmianka o majątku w Wojanowie pojawiła się już w 1281 r. Dobra lenne należały do znanych śląskich rodów rycerskich. Początkowo renesansowy dwór wzniesiono w 1607 r. Splądrowany i zniszczony przez wojska szwedzkie w czasie wojny trzydziestoletniej został odbudowany w barokowym stylu. Od początku XVIII w. dobra rycerskie w Wojanowie często zmieniały właścicieli. Byli nimi patrycjusze jeleniogórscy i nowa arystokracja pruska. W wyniku kolejnej przebudowy w XIX w. pałac całkowicie zmienił swoje oblicze. Z warownego dworu, dekorowanego później barokowym kostiumem, przekształcony został w romantyczną rezydencję dworską. Zyskał dodatkowe piętro, a alkierzowe narożne wieże zakończone belwederami nadały mu charakterystyczny i unikalny na Śląsku wygląd. W 1839r majątek zakupił król pruski Fryderyk Wilhelm III dla swej córki Luizy Niderlandzkiej. Wtedy też dokonana niewielkiej przebudowy oraz obiekt zyskał przepiękny park krajobrazowy. Do 1945r dobra Wojnowskie jeszcze kilkakrotnie zmieniały właściciela. Między innymi w czasie II wojny światowej w pałacu mieszkali jeńcy wojenni.
Losy powojenne pałacu są typowe dla większości śląskich rezydencji. Plądrowany, wykorzystywany przez PGR, zaniedbywany i nieremontowany popadał w ruinę. Włoska firma, która zakupiła obiekt w 1995r dokonała jedynie prac zabezpieczających, a po pożarze w 2002r wystawiła go ponownie na sprzedaż. Od 2004 roku właścicielem obiektu jest Spółka z o.o. „Pałac Wojanów”. Założenie pałacowo-parkowe zostało gruntownie odrestaurowane w latach 2005 -2007. To jedna z największych rewaloryzacji zespołu pałacowego w Polsce w tym dziesięcioleciu. Dawny blask odzyskał bowiem nie tylko dawny renesansowy dwór, ale również wszystkie obiekty dawnego majątku ziemskiego oraz romantyczny park krajobrazowy. Powstał tu ekskluzywny hotel z częścią konferencyjną i nowoczesne centrum SPA & Wellness. Ciekawe kto kryje się pod płaszczykiem spółki z o.o.?

Szósty dzień

Krzeszów, Kamienna Góra – lunch’yk „u Leszka”, Park Miniatur w Kowarach. Kolacja w Pałacu w Łomnicy

Opactwo Cysterskie w Krzeszowie stanowi obiekt zabytkowy, uznany w 2004 roku za Pomnik historii.
W roku 1242 wdowa po Henryku II Pobożnym założyła w Krzeszowie parafię benedyktyńską. Po opuszczeniu, z niewiadomych przyczyn, Krzeszowa przez benedyktynów Bolko I Surowy ufundował 1292 w Krzeszowie opactwo cysterskie, nadając mu 14 wsi i miasto Lubawka. Podczas wojen husyckich 1414-1426 klasztor został spustoszony. Opactwo przetrwało do sekularyzacji klasztorów na obszarze Królestwa Pruskiego w roku 1810.
W roku 1919 opustoszały klasztor został przejęty przez wysiedlonych z Pragi benedyktynów, a konwent podniesiono do godności opactwa.
W czasie II wojny benedyktyni zostali zmuszeni do opuszczenia klasztoru, który przejęły władze III Rzeszy. W klasztorze umieszczono m.in. Niemców karpackich, przetrzymywano Żydów śląskich przed ich wywiezieniem do obozu Theresienstadt, niemieckich przesiedleńców z Węgier jako "gości Führera". Pod koniec wojny w klasztorze ukryto zbiory Biblioteki Pruskiej z Berlina. Ocalałe zbiory zostały przejęte przez władze polskie i zdeponowane w Bibliotece Jagiellońskiej.
Po wojnie klasztor objęły ss. benedyktynki ze Lwowa. Nad zespołem klasztornym dominuje barokowy kościół z fasadą o dwu wieżach, który powstał na miejscu romańskiego kościoła, w latach 1728-1735.

Do Parku Miniatur Zabytków Dolnego Śląska pojechaliśmy z dziennikarskiego obowiązku, bo jest reklamowany jako jedna z większych atrakcji turystycznych tego regionu. Na terenie fabryki dywanów można zobaczyć odwzorowane w skali 1:25 pałace, klasztory, kościoły, starówki miast dolnośląskich, schroniska i inne zabytki architektur tego regionu. Po ekspozycji oprowadzają przewodnicy, którzy opowiadają o historii i ciekawostkach związanych z oglądanymi budowlami. Miejsce jest urządzone z ogromną dbałością o szczegóły, dużym nakładem pracy (poszczególne modele robione są przez parę lat). Zadbano nawet aby oddać naturalne otoczenie obiektów, używając do nasadzeń karłowatych roślin. Zamiast więc spodziewanego kiczu naprawdę z zainteresowaniem zobaczyliśmy miniatury zabytków, które w większości wcześniej zwiedziliśmy. Mogliśmy obejść je z każdej strony, z bliska przyjrzeć się najdrobniejszym detalom, co było niemożliwe w budynkach naturalnej wielkości.

Zwiedzaliśmy także podobny do zamku, neorenesansowy Dom Gerharta Hauptmanna - muzeum mieszczące się w Jagniątkowie w domu należącym do niemieckiego pisarza noblisty Gerharta Hauptmanna, zbudowany w 1899 wg projektu znanego berlińskiego architekta Hansa Grisebacha. Po II wojnie światowej były różne koncepcje wykorzystania tego miejsca. Do 1997 roku mieścił się w nim Ośrodek Wczasów Dziecięcych "Warszawianka". Od 2005 roku, m. in. dzięki staraniom Tadeusza Mazowieckiego i Helmuta Kohla, miejsce to ma charakter czysto muzealny.

Siódmy dzień

Wyjazd na Kopę pod Śnieżką wejście na Snieżkę, przejście nad Mały Staw (Samotnia) przez Strzechę Akademicką. Zejście niebieskim szlakiem do ruin schroniska im B. Czecha, powrót do dolnej stacji wyciągu drogą B. Czecha. Kolacja znowu w Domu Tyrolskim bo w Chacie za Wsią były wesela.
Bardzo przyjemna trasa, a Schronisko „Samotnia” położone na trasie to wyjątkowo urokliwe miejsce.

Nim przed ponad czterdziestu laty rodzina Siemaszków przybyła nad Mały Staw, by uczynić ze schroniska "Samotnia" to czym jest ono dziś, istniały tu już w przeszłości starsze budowle, które z upływem czasu odeszły w zapomnienie.
Z materiałów dowodowych wynika, że pierwsza buda nad Małym Stawem stanęła zapewne jeszcze przed 1670 rokiem. Jak wynika ze sztychu malarza kowarskiego Fryderyka Tittla z roku 1821, ten stary budynek nad Stawem do XIX wieku stał w innym miejscu, nieco wyżej i bardziej na północ (być może taki stan „Samotni” jest uwieczniony na posiadanym przez nas w domu obrazie, bo nie zgadza się z dzisiejszym widokiem).
Początkowo budy pełniły funkcję zaplecza gospodarki hodowlanej, z czasem stawały się zaczątkiem bazy turystycznej w Karkonoszach, w konsekwencji pojawienia się w górach człowieka z plecakiem, poszukiwacza górskich wrażeń. Z czasem jednak turysta coraz uporczywiej zaczął domagać się wygodnych noclegów zmuszając gospodarzy bud do polepszenia warunków bytowych. Szczęśliwie nie doszło do skutku planowane na początku XXw. wybudowanie na miejscu istniejącego schroniska dużego zajazdu razem z kolonią domów! Za przyczyną członków Towarzystwa Karkonoskiego odstąpiono od tego projektu i wydano specjalne zarządzenie w dniu 6 lutego 1913 roku o całkowitym zakazie jakiejkolwiek zmiany zabudowy gruntu nad Małym Stawem. Schronisko „Samotnia” podlega również specjalnej ochronie konserwatorskiej i przeprowadzane modernizacje i rozbudowy nie wpłynęły w istotny sposób na charakter tego obiektu i nie zatraciło ono swojej niepowtarzalnej atmosfery. Wrażenia, jakie wywiera to miejsce, są takie same jak opisał je w 1890r krajoznawca z Austriackiego Towarzystwa Karkonoskiego:
„Widok stawu i jego otoczenia, oglądanego od schroniska należy do najwspanialszych cudów natury, jakie mogą dać nam góry...", a ujął to lapidarnie, choć z nie mniejszym zachwytem, OD w 2009r:
"Pięknie, ku..., pięknie".

Ósmy dzień

Wjazd wyciągiem na Kopę pod Śnieżką, przez Śnieżką Czarny Grzbiet, pierwsza grupa przez Kowarski Grzbiet druga skrótem (czerwony szlak) przez terytorium Czech, na przełęcz Okraj. Kolacja w smażalni ryb w Świerkówce.

Chociaż początek wycieczki był powtórzeniem wariantu z poprzedniego dnia, kiedy to bez problemu wciągnęliśmy się na Kopę, czekało nas niemiłe zaskoczenie. Okazało się, że ciepła, słoneczna pogoda spowodowała najazd weekendowych turystów w Karkonosze i w ten sobotni ranek czekaliśmy 1,5 godziny w kolejce do wyciągu. Maszerowanie w pochodzie też nie należy do naszych ulubionych zajęć. Szczęśliwie większość turystów dochodziła tylko do Śnieżki i na dalszej części trasy się rozluźniło.

Karkonosze to stare, pełne uroku góry ze wspaniałymi krajobrazami. Różnorodność kompleksów skalnych, jakie dziś można obserwować w Karkonoszach, stanowi o ich turystycznej atrakcyjności. Wspaniale urozmaicają widoki jeziora polodowcowe, czy wodospady. Gabaryty Karkonoszy takie przyjazne dla człowieka – to moja całkiem osobista uwaga, bo ja to lubię.
Miejscowości, które zwiedzaliśmy i okolice przez które przejeżdżaliśmy zadbane, widać, że wiele się tutaj odnawia, remontuje. Zdecydowanie pozytywne wrażenie, szczególnie przez porównanie z ponurym i smutnym obrazem jaki mieliśmy w pamięci z poprzedniej bytności (30 lat temu?). Udany wyjazd. W ogóle w słońcu cały świat jest piękny.

No nie!

Jestem zachwycony! Wzruszony i rozanielony. Jest bowiem szansa, że portal - dzięki Bożence - nie umrze. Post piękny, ciekawie i wyczerpująco opisujący co robiliście. Kochana młodzieży - proszę brać przykład.

RN
P.S. Trochę się wtrąciłem i dodałem nagłówki. Jest jeszcze piękniej.