Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Jesień w Karkonoszach - dodatek

Turystyka

Niezawodna Bożena napisała świetne sprawozdanie z naszej ostatniej eskapady w Sudety. Aby nie poczuła się tak osamotniona, postanowiłem też dodać swoje reminiscencje dotyczące dwu miejsc, które bardzo zapadły mi w pamięć. Jest to zamek Chojnik i Hala Izerska. Dlaczego akurat te uzasadniam poniżej.

Zamek Chojnik i Schaffgotschowie (i zamek Chudów!)

Zamek_Chojnik1.jpgZamek_Chojnik2.jpgZamek Chojnik, jest dla mnie związany ze wspomnieniami podobnymi do tych, które zawiodły Romka do miejscowości na Ziemi Lubuskiej, której nazwy nie pomnę, a w której spędził on wakacje jako chłopiec. Otóż Chojnik i okolice to miejsce kilku moich kolonijnych pobytów. Był to wspaniały okres, ponieważ wówczas w okolicy była jeszcze dość pokaźna liczba opustoszałych budynków, świetnie nadających się do chłopięcych zabaw (oprócz złamanych kilku nóg i nędznych zadrapań, większych strat nie było). A sam zamek Chojnik powstał w połowie wieku XIV; wzniósł go Bolko II Mały, a wdowa po nim oddała zamek Gotsche II Schoffowi. To właśnie ród Schaffgotschów powiększał i umacniał twierdzę. Tam także ród ten zamieścił tablicę pamiątkową wymieniającą członków rodu poległych w wielu wojnach. Niestety, nadgorliwcy usunęli ja, a w tym miejscu zamieścili tablice upamiętniającą wizytę Jana Pawła II. Jestem przekonany, ze Papież nie byłby zachwycony takim uhonorowaniem swojej tam bytności i wskazałby wiele innych miejsc do tego się nadających.

Ród Schaffgotschow miał także powiązanie z Górnym Śląskiem. W XIX wieku, tak jak wielu innych magnatów śląskich, Schaffgotschowie związali się z przemysłem. Z ich dziejami łączy się historia „śląskiego Kopciuszka”, czyli Joanny Gryczik. Przyszła hrabina i dziedziczka milionowej fortuny urodziła się w Porębie (obecna dzielnica Zabrza) 29 kwietnia 1842 roku, w zwykłej chłopskiej chacie. Ta biedna, a piękna dziewczyna, córka komornika i służącej, wychowała się w domu "króla cynku i węgla" - Karola Godulli. Gdy magnat Godulla zmarł bezpotomnie jego olbrzymią fortunę odziedziczyła sześcioletnia wówczas Joanna, uzyskując później szlachectwo i nazwisko von Schomberg-Godulla i odpowiedni herb (Schomberg to niemiecka nazwa Szombierek, a Godulla to pierwotnie nazwisko, ale także aktualnie Godula, dzielnica Rudy Śląskiej). W 1858 r. wyszła za mąż za hrabiego Hansa Ulryka von Schaffgotsch. Ten jednak poza nazwiskiem nie miał wiele do zaoferowania. Cały majątek odziedziczył jego stryj Karol Gotard. Różniło ich wszystko - on niemajętny ze wspaniałym nazwiskiem i koligacjami z europejskimi dynastiami, a ona córka służącej, ale za to bajecznie bogata, z dopiero co zdobytym tytułem szlacheckim. Jednak Joanna i Hans Ulryk przeżyli razem bardzo szczęśliwie ponad 50 lat. Zamieszkali w pałacu w Kopicach (woj. opolskie). Byli również właścicielami m.in. zamku w Chudowie koło Gliwic. Joanna zmarła 21 czerwca 1910 roku w swojej ukochanej rezydencji w Kopicach. Pochowano ją w mauzoleum rodzinnym obok miejscowego kościoła. W 1945 żołnierze radzieccy wyciągnęli stamtąd jej ciało i sprofanowali. Prawdopodobnie obecnie spoczywa w nieoznaczonej mogile w pobliżu mauzoleum. Może warto wiosenną porą urządzić krajoznawczą wycieczkę do pozostałości, ponoć imponujących, pałacu w Kopicach. To przecież niedaleko nas.

Hala Izerska i nieistniejąca wieś Wielka Izera

Hala_Izerska_pano.jpgWieś Wielka Izera (Gross-Iser) istniała na Hali Izerskiej, a założyli ją w XVII wieku czescy uchodźcy religijni. Podobno pierwszy dom wybudował w 1620 roku niejaki Tomasz. W początkach XX wieku we wsi stały już 43 domy mieszkalne, schronisko młodzieżowe, trzy gospody, kawiarnia, remiza i szkoła. W 1933r. liczyła 134 mieszkańców. Po 1945 roku, przez krótki okres istnienia, wieś nazywała się Skalno. Wkrótce została zajęta przez WOP, a dotychczasowi mieszkańcy zostali przymusowo wysiedleni, głównie do Świeradowa. Ostatni mieszkaniec opuścił wieś 24.10.1945 roku. Niektórzy próbowali nielegalnie wrócić, ale kończyło się to czasami tragicznie.

Gross_Iser1.jpgGross_Iser2.jpgDo współczesnych czasów, po starej szkole, dwóch gospodach, trzech schroniskach, dwóch budynkach celnych, kawiarni, leśniczówce Schaffgotschów, remizie straży pożarnej, domku myśliwskim i czterdziestu trzech domach mieszkalnych, pozostał jeden budynek - dawna nowa szkoła. Mieści się w nim schronisko „Chatka Górzystów”. Prowadzący "Chatkę Górzystów" nawiązali kontakt z rodzinami zamieszkujących przed wojną ludzi. Razem zbierają szczątki rozwianej na wszystkie strony świata historii. Jak choćby historię życia "dzwonniczki" z izerskiej szkoły Anny Mohwald. Kompletują zdjęcia, dokumenty, publikacje. Wspólnie nanoszą na plan Izerskiej Łąki rozmieszczenie budynków - stawiając "w pamięci" od nowa Domek Myśliwski, "Isermühle", Starą Szkołę...

Jest kilka teorii, dlaczego wieś została zniszczona. Jedna z prawdopodobnych wersji to ta, że wieś została ….rozstrzelana. Stała się po prostu miejscem ćwiczeń artylerii, a domostwa były dobrym celem. Pewne jest jednak, że całkowite zniszczenie nastąpiło w przeciągu 7 lat: istnieje zdjęcie lotnicze Skalna z 1953 roku, na którym widać niemal nienaruszone zabudowania, oraz opowieść porucznika WOP Czesława Badowskiego, który w 1960 roku na Hali Izerskiej zastał domy zrównane do fundamentów. Tyle właśnie, to jest same fundamenty, pozostały po chacie, w której mieszkał znany izerski kłusownik. Jest on o tyle wart wzmianki, że jego losy stały się kanwą znanej opery niemieckiej „Wolny strzelec”. Der Freischütz to opera w trzech aktach skomponowana przez Karola Marię Webera, który od 1804 pełnił funkcję kierownika muzycznego opery we Wrocławiu, a w latach 1807-1813 działał na dworze księcia Eugeniusza Wirtemberskiego w miejscowości Pokój (powiat namysłowski) na Opolszczyźnie. Zapewne ten pobyt na Śląsku pozwolił mu zapoznać się z losami kłusownika z Hali Izerskiej, którego dzieje zostały utrwalone w wymienionej operze. Datę premiery Wolnego strzelca (1822) uważa się niekiedy za początek niemieckiego romantyzmu w muzyce, a na pewno - w muzyce operowej. Wracając do fundamentów domu kłusownika, to zostały one oznakowane stosowną tablicą, a „prace archeologiczne” naszej ekipy pozwoliły z piwnicy wydobyć resztki zastawy stołowej niegdysiejszych gospodarzy (aktualnie te „wykopaliska” są do obejrzenia u Miśka, po wcześniejszej zapowiedzi).

Naleśniki

Hala Izerska warta jest jeszcze osobnego omówienia ze względu na serwowane w tamtejszym schronisku naleśniki z serem i jagodami w „słusznych” porcjach. Tak pysznych nigdzie nie jadłem!!! W prywatnym rankingu „naleśnikowym” dałbym im bez wahania 9.5 (w skali 1-10), bo ocenę 10 rezerwuję na wszelki wypadek, a poza tym coś musi pozostać jeszcze do odkrycia. Tegoroczne wakacje były zresztą wyjątkowo „naleśnikowe”. A znane ekipie agroturystycznej naleśniki w Grodzisku Wielkopolskim obdarzyłbym notą 8.5. Natomiast trzecie w tegorocznym rankingu byłyby naleśniki w schronisku „Odrodzenie” w Karkonoszach (nota 7.0). Z tegorocznym bogactwem naleśnikowym konkurować mogą jedynie legendarne (do pewnego czasu) naleśniki z malinami w Rogalinie. Ich ocena, zweryfikowana tegorocznymi doznaniami z jednej strony, ale także nostalgicznymi wspomnieniami z drugiej, wynosi 7.5. Szkoda, ze karkonoskich doznań naleśnikowych nie mogłem skonfrontować z Romkiem. Ale nic straconego. Tak jak w drodze na Pomorze specjalnie zmieniliśmy kiedyś trasę, aby „zaliczyć” naleśniki w Rogalinie, tak również można jadąc np. w Bieszczady przejechać przez Góry Izerskie (proszę nie patrzeć na mapę)

Dzięki

Dwa dni temu, chyba z tęsknoty za słońcem, wspominałam sobie wrześniowe wakacje. I nagle mnie olśniło, że prócz krótkiej wzmianki, nic nie napisałam w sprawozdaniu o zamku Chojnik. A przecież na mnie też zrobił wrażenie (prócz samej magicznej bryły, niesamowite usytuowanie na skałach i botaniczny zachwyt - niezwykłe pnącze) mimo braku sentymentalnych powiązań z przeszłości. Cieszę się, że uzupełniłeś braki.