Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

„O powstaniu gatunków”, czyli dlaczego świat zmierza ku degrengoladzie.

Niezbyt poważne

Origin_of_Species_title_page.jpgDokładnie 150 lat temu, 24 listopada 1859 roku ukazało się pierwsze wydanie „O powstaniu gatunków” Karola Darwina. W związku z tą rocznicą, już od jakiegoś czasu pojawiają się publikacje i filmy poświęcone Darwinowi oraz słynnemu „doborowi naturalnemu”. Jednym z ciekawszych (ale wielu nie oglądałem) jest 3 odcinkowa seria Richard’a Dawkins’a (tego od „Samolubnego genu” i „Boga urojonego”) p.t. „Geniusz Karola Darwina”. W filmie, jak na mój gust nieco „przegadanym” (ale przyznaję, że trudno nie gadać w filmie dokumentalnym), Dawkins dość sprytnie przemyca niektóre swoje „złote myśli”, m.in. tą z książki „Ślepy zegarmistrz”. Fascynuje nas złożoność świata wykreowanego za pomocą tak prostego mechanizmu jak zasada doboru naturalnego, ale nie dajmy się zwieść. Złożoność a z nią „najlepsze przystosowanie” nie musi oznaczać ani logiczności, ani sensu ani – nie daj Boże – celowości czy jakiejś „lepszości”.

Teraz uwaga! … jedne gatunki są stale nękane poprzez obecność innych gatunków. Środowisko, które kształtuje życie lwów staje się systematycznie coraz gorsze z punktu widzenia zebry. A z punktu widzenia lwa, zebry stają się systematycznie gorsze. [GENIUSZ KAROLA DARWINA cz. I]

Eureka! Już wiem, dlaczego już mój dziadek mówił często, że świat schodzi na psy. To samo mówił mój ojciec a i ja mam (nieraz) ochotę zapłakać nad światem bezustannie (systematycznie) pogrążającym się w syfie, marazmie i degrengoladzie. Tak koledzy i koleżanki. Życie to jeden wielki wyścig zbrojeń. Proszę się więc nie dziwić, że z punktu widzenia Pań (żon) mężowie stają się systematycznie coraz gorsi i na odwrót – także żony są już nie te (i nie będą!), które bywały kilka pokoleń temu. Pogódźmy się z myślą, że lepiej już nie będzie. Nie będzie ani lepszego prezydenta, ani lepszej telewizji ani lepszego dżemu truskawkowego.

manipulacja, dobrze że w dziale <b> Niezbyt poważne </b>

Jako osoba wierząca w TE poczułem się wywołany do tablicy.
Więc - SMOn. Środowisko zebr staje się gorsze bo lwy i inni konsumenci zebr ulegają swoistej eugenice opartej o to że przeżywają i reprodukują się najbardziej udane ich modele. Oczywiście ten sam problem mają konsumenci tychże zebr ze swoim ożywionym menu. Z punktu widzenia zaś obserwatora i lwy i zebry są coraz lepiej dostosowane do środowiska. Więc świat akurat polepsza się Problemem jest to że okres obserwacji to setki pokoleń, więc jest trudny do zaakceptowania poprzez naszą intuicję. Decydującym czynnikiem jest ograniczenie zasobów biotopu, powodującą różnicową przeżywalność. Chociaż dla ewolucji istotna jest nie przeżywalność a reprodukcja. Tylko trudno zreplikować swoje geny po ustaniu innych funkcji życiowych. Więc o ile świat schodzi na psy to raczej nie za sprawą tego optymalizującego mechanizmu :) Jako ostatni homoidzi żyjemy bowiem w wyjątkowo krótkiej korzystnej epoce kiedy cywilizacyjne zdobycze doprowadziły do nadprodukcji zasobów nie tylko koniecznych do przetrwania i reprodukcji (pomijam oczywiście głodującą większość ludzi w krajach zwanych rozwijającymi się) ale i wszelkich innych. Więc może i schodzimy na psy bo nie grozi nam śmierć głodowa z braku sprawności fizycznej czy intelektualnej ale to chyba znacznie lepiej że nie musimy na te psy polować czy doprowadzeni do ostateczności posuwać się do kanibalizmu (vide Leningrad, urugwajscy gracze rugby, ba nawet w Polsce w latach 70 co najmniej 2 ludzi zużyto do produkcji wędlin) Na koniec wreszcie nie lękajmy się o współmałżonków bo może nie będą tak szybko ewoluowali jak miałoby to miejsce w środowisku naturalnym ale sprawności zdatne w hordzie zbieracko łowieckiej mają dzisiaj marginalny zakres przydatności. A dżem z GMO zimnioka wkrótce powali na kolana wszelkie nasze hołubione smakowe reminiscencje dzieciństwa opancerzone dodatkowo sentymentem i habituacją. Zamiast więc poddawać się tej sentymentalnej fali malkontenctwa lepiej cieszyć się naszą coroczną całoroczną wycieczką dookoła Słońca :).
(jak to spostrzegł niejaki A. Brillant)

Manipulacja? Tylko z dżemem.

Widocznie aż tak dobrze przystosowany nie jestem, bo pisząc o Dawkinsie wcale o Tobie (jako oczywistym dyskutancie) nie pomyślałem, tzn. premedytacji w tym nie było. Jakiejś specjalnej manipulacji też nie, bo do zdania o żonach i dżemie, co rzeczywiście z ewolucją nie ma nic wspólnego, wszystko się zgadza. Jeśli podmiotem ewolucji jest gatunek, więc osobniki tego gatunku, a świat, jako taki jest ZAWSZE WROGO do niego nastawiony (a jest), to każde – rzekome, bo wymagające jakiejś analizy wyższego poziomu – „ulepszenie” świata jest pogorszeniem sytuacji gatunku, tzn. sytuacji jego osobników. Co gorsza jakakolwiek poprawa, czy polepszenie sytuacji jednego osobnika czy gatunku odbywa się ZAWSZE KOSZTEM innych i z tego powodu jest ZAWSZE NIEOBIEKTYWNE. Zauważ, że gdyby nawet, na skutek trudnych do wymyślenia okoliczności, jakiś lew rzeczywiście mógł stwierdzić, że „O pieronie, w tym roku jest wprost super. Te głupie zebry jakoś się dziwnie ‘polepszyły’ i prawie w ogóle nie uciekają” – trudno byłoby mówić o jakimś „obiektywnym polepszeniu” czy „pogorszeniu”. Piszesz śmiało „Z punktu widzenia zaś obserwatora…” – niby kogo? Dla człowieka dużo lwów, to jest dobrze? Kto tak myśli, oznacza, że nie był w Afryce.

Miałem na studiach przyjaciela murzyna. Miał na imię Inocent i był z Nigerii. Strasznie się nabijaliśmy ze Staszkiem, współlokatorem z akademika z tych „jego” lwów (jak ten Stefek burczymucha). Pewnego dnia nieźle się zdenerwował i powiedział. „Co wy się k… tak śmiejecie? Jakbyście żyli u nas w Nigerii i mieszkali powiedzmy w akademiku na Kujawskiej a usłyszelibyście, że w Sośnicy jest lew, to sp… gdzie oczy poniosą jeszcze tego samego dnia. U was w ogóle nie ma takich rzeczy, których można by się bać, tak jak lwa.” Ja mu wierzę.

Gdyby, nie daj Boże, pewnego lata „polepszyło” się komarom na Mazurach – z pewnością stwierdzilibyśmy, że wczasy na Mazurach nie mają sensu – ‘tam się ostatnio bardzo POGORSZYŁO z komarami’ – a lud mazurski klepałby biedę z powodu braku turystów i wczasowiczów. Jaskółki - przeciwnie - szalałyby ze szczęścia i masowo latałyby (nisko) nad mazurskimi, opustoszałymi jeziorami. Tak można ciągnąć w nieskończoność (nawet nie myślę, co by było, gdyby nagle polepszyło się karaluchom) a cytat z Dawkinsa miał tylko zasugerować jak trudno jest zakwalifikować jakąś zmianę do postępu czy też regresu.

Jeśli o czymś, co już miało miejsce (zmiana już zaszła), nie wiadomo czy jest dobre, czy też nie, wyobrażam sobie, o ile trudniej jest PRZEWIDZIEĆ do czego doprowadzi jakaś zmiana (gdyby ją spowodować). Wtedy z drżeniem serca myślę o wszystkich ekologach, wielbicielach Ziemi – Gai i apostołach Natury. Oni, skądś wiedzą (skąd), że kormorany czy bobry są „dobre” a komary z rodziny Anopheles (te od malarii) są „złe”. Taki np. ewolucyjnie udany egzemplarz bobra jest z pewnością bardzo dobry dla bobrzycy (która wzdycha .. Ależ on pięknie żre, caaały las wokoło ciachnął w tydzień), ale dla mnie? Dla drzew, poszycia, zawilców i konwalii majowych? Podobnie kormoran. Widziałeś kiedyś cały las, jak okiem sięgnąć, zasrany (spalony, zatruty) odchodami kormoranów? To jakaś bzdura … a ma zwolenników.

Oczywiście też się cieszę z wycieczki dookoła słońca, ale wydawało mi się nie od rzeczy, żeby trochę postraszyć (hipotetycznych) wariatów od wiatraków (mielą ptaszki) czy biopaliw (mielą kwiatki). A dżemu ... jednak mi żal.

RN

nigdy nie mów zawsze :)

Ewolucja to stały proces dotyczący wszystkich replikantów dla których zachodzą cztery podstawowe warunki:
1. Dziedziczenie - replikanty dziedziczą cechy swoich protoplastów.
2. Niedokładność - kopiowanie egzemplarze nie są absolutnie dokładnymi rekombinacjami wzorca/wzorców (z domniemaną pewnością konsekwencji wpływu niektórych mutacji na fitness osobnika)
3. Ograniczone zasoby biotopu o które rywalizują z innymi również replikującymi się stworami.
4. Różnicowa przeżywalność powodująca że "udane" mutacje skuteczniej się reprodukują i zgodnie z pkt.1 przeniosą "korzystne" cechy na przyszłe pokolenia swoich powinowatych.
W tym sensie nie świat jest zawsze wrogi (bo światu to zwisa głęboko) tylko konkurujący o OGRANICZONE zasoby stają się lepsi, nawet pomimo tego że zdecydowana większość mutacji jest niekorzystna. (Dla dociekliwych polecam równanie Georga Price, jak błyskawicznie propagują się jednak cechy korzystne, czyli poprawiające fitness). Nie zawsze również gdy korzystamy z zasobów biotopu o które toczy się gra nasza korzyść jest kosztem czyjegoś niedostatku. Wszelki inne zwierzęta kładą lachę na zasoby kopalne, drogie minerały czy metale ziem rzadkich. Chyba że chcesz sprawę uprościć do wewnątrzgatunkowej konkurencji. Ale tutaj najogólniej konkurujemy o produkt globalny, jeżeli go zwiększysz to instytucje finansowe na pewno wyprodukują środki płatnicze aby konsumpcja nie spowodowała niedostatków u innych. Najogólniej to nie jest układ zamknięty lecz stale zwiększająca się pula kawałków tortu. Kiedy zaś piszę o obserwatorze to oczywiście mam na myśli gościa który siedzi trzy nudne miliardy lat obserwacji reakcji fizycznych i chemicznych w wyniku których powstaje atmosfera i ustabilizował się jakoś jakiś klimat. Potem przez trochę ponad pół miliarda obserwował przedziwną konsekwencję rozwoju różnych wodnych chemicznych replikantów które zaczęły objawiać cechy nazywane życiem. W ostatniej zaś połówce miliarda lat obserwacji replikanty wylazły, wypełzły z wody i przystąpiły do dyspersji na pozostałą ćwiartkę powierzchni oraz do atmosfery. Dyspersji jednych oczywiście towarzyszyła ekstynkcja tych mniej przygotowanych, ale nie tylko przegrana z konkurencją jest powodem klęski. Świat również jest narażony na zmiany wywołane megaerupcjami, kolizjami z innymi cząstkami wszechświata, kapryśnością Słońca itp. itd. Dobry replikant również z czymś takim musi sobie poradzić lub odstąpić kawał zasobów środowiska do eksploracji innym :)Przeciętny okres funkcjonowania gatunku ssaka to koło 5 milionów lat. Rekordziści prostsze stworzenia jak niektóre owady, krokodyle czy rekiny trwają nawet i kilkaset milionów lat bez istotnych liftingów. Więc z punktu widzenia tego obserwatora wszyscy obecnie raczący się darami natury to majstersztyki inżynierii przetrwania, najlepsze "survival machines" które w ostatniej sekundzie obserwacji zostały sromotnie pobite za pomocą głupie kilkanaście tysięcy lat gromadzonego i rozwijanego dorobku memetycznego małpiszona, ostatniej mutacji homoida - homo sapiens. Pomimo absolutnego zwycięstwa odziedziczył również powód i przyczynę nieśmiertelności i ciągłości życia w sensie różnorodności i ciągłości gatunków - śmiertelność każdego jednego z pojedynczych egzemplarzy.
Więc mamy kolejne wyzwanie dla do tej pory zwycięskiej memetyki, niech nam dostarczy:
- odnawialnej energii której produkcja jednocześnie pozwala obniżać entropię i jest cacy we wszelkich innych aspektach ekologii, może dodatkowo łatać dziury ozonowe np.
- ludziom nieśmiertelności i możliwość rozmnażania się w sposób nieskutkujący przeludnieniem planety
- no i oczywiście automatycznego dżemu o dowolnych, programowanych poprzez np. interfejs USB walorach fizycznych i smakowych oraz możliwości genetycznego zmodyfikowania kormoranów aby nie kłusowały i wypróżniały się na wskazane pola uprawne, równą warstwą ;) a także takiej zmiany bobrów aby uzgadniały z służbą leśną i architektami krajobrazów sposoby i plany budowy swoich żeremi.
No i oczywiście aby te procesy twórcze nie przysparzały nam jakichkolwiek dyskomfortów bo w końcu jesteśmy na pięknej wycieczce i popierniczamy nie tylko 30 kilometrów na sekundę dookoła Słońca ale i jeszcze jakieś półtora Macha dookoła osi Ziemi :)

Piąta małpa

Z pewnym niepokojem myślę o naszej dyskusji na temat Darwina, obawiam się bowiem, że jestem jak ten Józek spod budki z piwem w rozmowie z Frankiem na temat … entropii. Mogę (i lubię) się wymądrzać, ale bezpieczniej będzie, jeśli podeprę się autorytetem – Dawkinsem.

W drugim odcinku serii („Piąta małpa”) Dawkins rozprawia się z „darwinizmem społecznym”, czyli poglądem jakoby zasada doboru naturalnego miała proste przełożenie na życie (także społeczne) człowieka. Już w „Samolubnym genie” Dawkins, próbował wyjaśnić pochodzenie (na gruncie teorii ewolucji - czyli przydatności) takich bezsensownych z pozoru zjawisk jak altruizm czy empatia. W filmie posunął się dalej postulując istnienie – podobnego jak pożądanie seksualne – pożądania (lust) czy potrzeby „bycia dobrym”. I, co jeszcze dziwniejsze – niewątpliwie nabytej w toku ewolucji – umiejętności doceniania tegoż (dobra). Dla ilustracji Dawkins udał się do jaskini lwa, czyli USA i to tam, gdzie zasada doboru naturalnego powinna nie tylko działać, ale też działać w swej najczystszej postaci.

… Te kobiety chcą stać się matkami dzięki dawcom spermy - rodzaj seksualnej selekcji w dobie "high-tech"… Kogo więc wybierają? [RD]

- "Czy wybierasz mężczyznę, który jest również atrakcyjny dla ciebie?" [RD]
- "Absolutnie tak, brzmi to może jak żart lub serwis randkowy, płacisz składkę członkowską, oglądasz zdjęcia".
- "Osobiście znam kobiety, które podchodzą do tego w ten sposób".
- "Każdy szuka tego zdrowego, atrakcyjnego, sprawnego i inteligentnego"
- "W związku z tym chciałabym aby moje dziecko miało również te cechy. Te same cechy chciałabym znaleźć u mojego partnera. To są ogólne cechy pożądane, których szukam".

- "Czy jest wiele kobiet, które mówią: daj mi kogoś przypadkowego?" [RD]
- "Bardzo, bardzo, bardzo rzadko"
- "Znajdź mi kobietę, która wchodzi do sklepu z obuwiem i mówi: daj mi cokolwiek tam masz. Takie rzeczy się nie zdarzają"
- "Masz racje. Chodzi mi raczej o coś innego. Coś co wywołuje niemiłe skojarzenia tzn. eugenika i jej działalność. Jest możliwe, że kobiety nie chcą przez to przechodzić i mówią: nie chce być posadzona o eugenikę i... " [RD]
- "To jest Ameryka. Kraj walki i konsumpcjonizmu. Ludzie mają w zwyczaju pytać o produkt, który zamierzają kupić".
….
Czy to możliwe, że wśród rożnych cech, których kobiety szukają wśród dawców spermy jest np: wrażliwość, życzliwość... [RD]
…..
- "Jest tak wiele rzeczy, które się na to składają, że to jest po prostu poza naszym rozumowaniem".
- "Np. jeden z najbardziej popularnych dawców, w rzeczywistości jest tym najmilszym".
- "To nie jest informacja formalna, ale to jest najmilszy gość. Nie jest wcale najmądrzejszy, na pewno nie jest najprzystojniejszy".
- "Skąd wiesz, że on jest najmilszym dawcą?" [RD]
- "Jego profil jest naprawdę rozbudowany. Spotkałem go osobiście aby porównać go z profilem i on jest naprawdę super miłym gościem".

[„The Genius of Charles Darwin – The Fifth Ape”]

Fajne nie? Panie, które bezceremonialnie mogą „przebierać” w szufladach z kartotekami w poszukiwaniu wymarzonego ojca ich dziecka – w tak czystej postaci „selekcja” rzadko ma miejsce – mimo iż werbalnie (i pewnie tak myślą) deklarują coś innego, w końcu wybierają … miłego gościa. Dawkins, nieco patetycznie, podsumowuje to tak:

Mimo celowego używania antykoncepcji ciągle istnieje chęć kopulowania, ponieważ otrzymujemy taki nakaz od naszych genów. Na podobnych zasadach istnieje pożądanie bycia miłym do zupełnie obcych osób, ponieważ życzliwość wzbudza naszą sympatię od czasów gdy żyliśmy w małych rodzinnych grupach i gdzie system zależności faworyzował osobniki potrafiące odwzajemnić przysługę.

Dla mnie jest to antidotum na to, co wielu określa jako „ciemna strona” spuścizny Darwina, lecz konsekwencje tego sięgają daleko dalej. Radość wynikająca z bycia świadomą istotą ludzką jest taka, że rozwinęliśmy się daleko dalej niż nasi przodkowie. A nieudane (! RN) samolubne geny przestały być częścią okrutnego świata natury lecz pozwoliły nam odciąć się od niej i żyć zgodnie z naszymi wartościami.

Jak to przyznał Darwin: my ludzie jesteśmy pierwszym i jedynym gatunkiem, który był wstanie uciec od brutalnej potęgi natury, która nas stworzyła. Doboru naturalnego. My, cywilizowani ludzie, robimy wszystko aby zakończyć proces eliminacji.
[RD, „The Genius of Charles Darwin – The Fifth Ape”]

„Zakończyć proces eliminacji” brzmi nieco strasznie, ale jeśli jest to coś, o czym marzę (o nie byciu tą piątą małpą) to mi się podoba. Nawet pomimo tego, że aż tak ufny w człowieka, jak Dawkins, wcale nie jestem.

RN

to jednak byt kształtuje świadomość

Jako Franek spod budki z piwem chciałbym uprościć barokowe przykłady opisowe z mnożenia których na niezłej stopie utrzymuje się profesor popularyzacji TE (tytuł uzyskał za popularyzację, nie za dorobek czy badania) Dawkins. Zresztą samemu Dawkinsowi pomimo niepodważalnych zasług popularyzatorskich zarzuca się wojujący ateizm i naginanie wyników badań do kontrowersyjnych przykładów. Więc nie wnikając w szczegóły możemy uprościć naszą dyskusję przyjmując aktem wiary TE za prawdziwą lub takim samym aktem niewiary ją odrzucić na korzyść innych modeli tej części naszego światopoglądu. Bo Dawkins raczej stara się aby wiarę w TE nieść pod strzechy. Jeżeli uznamy ją za prawdziwą - to konsekwencją jest przyjąć do wiadomości jej paradygmaty. Tak samo jak w mechanice jeżeli uznamy że zasady Newtona są prawdziwe (chociaż nie są prawdziwe bo nie zawierają relatywistycznych poprawek)to cokolwiek nie mielibyśmy po jednej stronie równania działających sił to po drugiej musi zostać spełnione =ma. Tak samo z naszymi cechami i behawiorem. Jeżeli istnieje jakakolwiek cecha jakichkolwiek przedstawicieli świata ożywionego to MUSIAŁA być ewolucyjnie przydatna gdyż w innym przypadku nawet gdyby przypadkowo powstała to zaginęłaby. Jeżeli więc istnieje (a prosta obserwacja przekonuje że istnieje) altruizm to musiał być korzystny ewolucyjnie. Biolodzy ewolucyjni dzielą go więc na:
Altruizm
1. Altruizm krewniaczy - w krańcowym przypadku warto z punktu widzenia interesów naszych genów oddać nawet swoje życie za 2 rodzeństwa, 4 kuzynów.
2. Zwrotny - jak nazwa wskazuje liczymy na rewanż benefaktora
3. Bezinteresowny - przypuszcza się że zastępował polisę NW.
Altruizm krewniaczy występuje nawet u stawonogów nie mówiąc o rybach, płazach czy gadach. Jest więc setki milionów lat obecny u wielu zwierząt. Ukonstytucjonował się również w naszej psychice, tylko często, nie zdajemy sobie sprawę że motorem zakupu pieska, rybki czy chomika jest nasze pragnienie opieki i troski nad powinowatymi.
Empatia
Prawdopodobnie potrzeba odgadnięcia nastrojów u innych członków stada
jest jednym z powodów naszego nad wyraz rozwiniętego mózgu. To właśnie
odpowiedź natury na złożoność społecznych uwarunkowań, konwencji i konwenansów. Na marginesie, nawet nasza inteligencja w tym celu jest zoptymalizowana i dodatkowo stara się znaleźć nieszczere egzemplarze. Rozwiązując np. jednakowo złożoną zagadkę dużo lepiej radzimy sobie z tą której celem jest "wykryć oszusta" niż z tym samym problemem opisanym jedynie symbolicznie.
http://www.tinyurl.pl/?8NM8u0Of
Zresztą kłamstwa wymagają o wiele więcej "mocy obliczeniowej" i tylko u naczelnych je zaobserwowano.
Niezależnie też co pisze sam Darwin, zawsze staramy się o partnera o jak najlepszej puli genowej z lokalnie dostępnych. Zmieniło się tylko znaczenia słowa - lokalnie dostępny. Co do eliminacji chroni nas przed tym dostępność wszelkich zasobów, oby tylko nie rozwinęły się lub nie powstały nowe powody ideologiczne czy religijne. Nie należy się zbytnio łudzić że sprowadzeni z powrotem do realiów przetrwania pozwolimy się wyeksterminować z pieśnią na ustach "o radości wynikającej ze świadomości bycia istotą ludzką" ;). Byt kształtuje świadomość. Nie po to ewolucja setki milionów lat nas kształtowała żeby parę pokoleń dobrobytu to mogło zaprzepaścić :) Oczywiście że świadomość również może wpływać na byt, ale dopiero wtedy kiedy podstawowe potrzeby fizjologiczne mamy zapewnione :)

Albo geny, albo nie.

Po pierwsze wyjaśniam nieporozumienie. Fraza „Zakończyć proces eliminacji” zabrzmiała głupio, bo nam się kojarzy z Eichmannem, ale miała chyba oznaczać, że „eliminacja już się nie odbywa”. Tacy – my ludzie – jesteśmy wspaniali, że darwinowski dobór naturalny już nas nie dotyczy.

Pewnie słusznie zauważasz, że to, czy ewolucja działa, czy nie, jest wyłącznie kwestią zaspokojenia potrzeb na jakimś poziomie. Czy dobrze rozumiem – postulujesz, że gdyby te zabawne Panie, klientki banku spermy, żyły, np. w Nigerii pewnie by nie szukały najmilszego dawcy, ale takiego, który biega najszybciej (lwy), albo zabija najszybciej (w Rwandzie).

Jeśli tak, to coś mi się nie zgadza. To są jednak zmiany (byt określający świadomość) zachodzące się w ramach pokolenia, co najwyżej dwóch, trzech, i nic wspólnego z ewolucją mieć nie mogą. Albo mamy genetycznie zakodowane jakieś instynkty, wzorce zachowań (jak twierdzi Dawkins), albo nie. Jeśli mamy i tak łatwo je „regulować” na skutek zmiany prostych parametrów otoczenia (są sklepy, albo ich nie ma) to jest to jakaś wielka pomyłka i TE, przynajmniej w naszym, ludzkim, przypadku rzeczywiście nie działa. Nie wiem od jak dawna, ale z pewnością od bardzo dawna nie działają zespoły zachowań i mechanizmy wykształcone przez ewolucję. W tej naszej „mózgowej” części, bo wątroba, np. jest całkiem stabilna. Jeśli coś działa (i to od tysięcy lat!), to raczej byt właśnie, ideologie, religie, PR, „marketing i reklama”. Można w to oczywiście wmieszać teorię ewolucji, tylko po co? Wystarczy założyć, że w jej wyniku człowiek został ukształtowany tak nieprawdopodobnie PLASTYCZNIE, że potrafi się przystosować do życia w każdym środowisku i warunkach – i to nieprawdopodobnie szybko, w skali ewolucyjnej – błyskawicznie. Dupa mu się (człowiekowi) oczywiście szybko nie zmieni, ale poglądy, system wartości, gust itp.? NATYCHMIAST. A ponieważ dupa czy wątroba o człowieczeństwie – jak wiadomo – nie decydują, w związku z tym ja bym tej całej reszcie dał, na gruncie TE, raczej spokój.

Jest też inna możliwość. Jak postuluje Dawkins, jednak geny – do dziś – nami „kierują” (czy tez mają większy wpływ na nasze zachowanie niż nam się wydaje) i byt, religie czy też ideologie wielkiego wpływu na to nie mają. Panie z Nigerii i Rwandy (oraz panie w Babilonie) również wybrałyby tego „naprawdę super miłego gościa”. To też mi się nie zgadza, bo oznacza, że istniejemy tylko przez jakiś kosmicznie nieprawdopodobny zbieg okoliczności. Od wydarzeń w bunkrze pod Reichstagiem do wyposażenia silosów w USA i ZSRR w tysiące rakiet z głowicami termojądrowymi upłynęło ze 20 lat. DWADZIEŚCIA lat! To ta cała durna ewolucja męczyła się MILIARDY lat po to, żeby doprowadzić do stanu, w którym JEDEN mutant, „naprawdę super pop… gość” może wszystko schrzanić jednym naciśnięciem guzika? Gdyby jej się (ewolucji) nóżka poślizgnęła o 20 lat i Hitler miał arsenał Chruszczowa to co? Zrobiłby bum i po wszystkim? I Ty masz śmiałość twierdzić, że świat akurat polepsza się? Hm. Wcale się nie dziwię, że tylu ludzi woli wierzyć w Adama i Ewę.

Zięba Darwina – na gruncie TE – sprawdza się w 100%. Człowiek nie. Jest dokładnie tak samo, jak z kijem hokejowym i krążkiem. Na gruncie mechaniki Newtona sprawdza się doskonale. Czarna dziura już nie. Czarna dziura nie zaprzecza ani nie obala mechaniki klasycznej, ona tylko sugeruje, że – choć piękna i prosta – nie jest teorią WSZYSTKIEGO. Po co się spieramy, że TE jest do wszystkiego? Po prostu nie jest. Istnienie człowieka, z wszystkimi tego konsekwencjami, nie oznacza, że teoria ewolucji jest fałszywa, czy niepoprawna. Sugeruje tylko, że – choć piękna i prosta – wszystkiego nie wyjaśnia.

RN

geny i ich wirusy :)

Dopóki będą spełnione cztery wymienione poprzednio założenia to ewolucja będzie trwała i miała się dobrze. Tylko przeżywalność nie jest sprawą eliminacji w sensie Eichmana :) przynajmniej w naszych geograficznych okolicach. Zresztą, tak naprawdę chodzi o reprodukcję. Można przypuszczać że w biednym i nie korzystającym en masse z antykoncepcji trzecim świecie, jest najbliższa oryginalnemu modelowi. W społeczeństwach rozwiniętych pewniej najlepiej reprodukcyjnie sprawdzają się ludzi zdolni do korzystania z szerokiego wachlarza osłon socjalnych, oraz osoby klasyfikowane do obszarów patologii o niskim statusie materialnym. W żadnej z tych grup nie ma żadnych podstaw twierdzić że te cechy są dziedziczone. Chociaż patologie często bywają dziedziczone społecznie. Podlegamy więc jak każde żywe stworzenie ewolucji przynajmniej dopóki klonowanie nie stanie się standardem. Trochę nieszczęśliwie użyłem słowa świadomość, ale niełatwo nam będzie do sensownej jej definicji dojść. Ty podejrzewam że łączysz ją ze sferą standardów moralnych, nawyków kulturowych, poziomem edukacji w skrócie utożsamiasz ją z całą memetyką stanowiącą wraz z genotypem i biotopem kompletny fenotyp rozszerzony. Dla mnie świadomość nie jest unikalną cechą człowieka tylko własnością każdego żywego organizmu który odbiera jakiekolwiek bodźce spoza własnego body. Jeżeli zwierzę ma jakikolwiek zmysł/ły - to IMO przestrzeń stanów odpowiedzi na bodźce z niego/nich jest świadomością. W tym sensie świadomość została zoptymalizowana poprzez proces ewolucji chociaż oczywiście imprinting, edukacja, indoktrynacja, uwarunkowania społeczne etc. modyfikują jej przestrzeń stanów. Lecz to najmniej trwałe i łatwo usuwalne cechy nazywane memetyką. Niektórzy nazywają memetykę wirusem umysłu i ja przyznaje temu punktowi widzenia sporo racji. Zresztą wirus aby skutecznie opanował żywiciela musi być również korzystny dla fitness fenotypu rozszerzonego jeżeli nie konkretnego egzemplarza, to społeczności która go rozsiewa. Pewnie dlatego piękne idee liberté, égalité, fraternité nie zawładnęły naszym śwatem a zrodziły jedynie mordercze totalizmy dla zapewnienia władzy dla wizjonerów.
Na gruncie nauk przyrodniczych - science - nie można niczego dowieść. Można jedynie tworzyć modele i teorie które muszą być falsyfikowalne.
Jednak bezpowrotnie minęły czasy panowania oderwanych od ewolucji psychoanaliz czy innych teorii dotyczących zachowań ludzi , jednostkowych czy społecznych. Dostrzeżono fakt ścisłego związku naszego zachowania z bagażem genetycznym. Powstała m in. bioetyka. Gwałtownie rozwija się genetyka wraz z pokrewnymi działami.
Chyba w Fenotypie rozszerzonym, Dawkins stawia śmiałą tezę że kawałki spirali DNA są tak uniewersalnym kodem że przyszły świat może być w całości dziełem inżynierów genetyki dowolnie manipulujących gotowcami z kawałków wszystkiego co dostarczyła nam natura - a to imponujący :) dorobek gotowych biblotek. Stąd źródło dżemu który będzie mógł wygrać ze wspomnieniami i porządne się zachowujące żurawie i bobry :) Skoro matka ewolucja robi to tak powoli to może warto jej pomóc co nota bene ma już miejsce.

suplement - geny ich wirusy i .....