Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Ildefonso Falcones – Katedra w Barcelonie ****

Kultura, różne | Recenzje

Katedra-w-Barcelonie_Ildefonso-Falcones.jpgDawno nikt nic nie pisał o książkach a wypada, więc – z duszą na ramieniu – chciałbym polecić szanownym krewnym i znajomym królika jedyne (o ile wiem) dzieło katalońskiego adwokata pana Falconesa – „Katedrę w Barcelonie”. Uwaga! Przed sięgnięciem po książkę proszę (lepiej) nie „zapoznawać się” z żadnymi opiniami i recenzjami, po prostu kupić książkę i czytać. Bo? „Katedra” jest mega-hitem hiszpańskiej prozy współczesnej a jak na hit przystało ma takie wsparcie reklamowo-marketingowe, że naprawdę nic się nie dowiecie. Tzn. dowiecie się, że jest to arcydzieło (a nie jest) oraz, że jest to kicz (też nie).

„Katedra” to grubaśny (700 stron) bestseller przygodowo-historyczny (klasyfikacja RN), którego bohaterem jest ambitny Katalończyk – Arnau Estanyol – a Falcones wplata jego historię w tło historyczne i obyczajowe średniowiecznej Hiszpanii, w szczególności Barcelony. Losów Aarnaua, nawet w skrócie nie da się przedstawić, bo „Katedra” jest rozbudowaną i „dorosłą” wersją „Historii żółtej ciżemki” i to tak rozbudowaną, że aż trudno uwierzyć, że można ją (w całości) przeczytać. Nie mam wątpliwości, że „Katedra” jest po prostu czytadłem i przyznam, że trochę mi nieswojo polecać je z takim zapałem, ale … kiedy zacząłem książkę czytać nie mogłem się od niej oderwać.

Ufam intuicji – ostatni taki przypadek, tzn. „zaczytania”, miałem przy „Obsługiwałem angielskiego króla” Hrabala – więc zakładam, że choć w „Katedrze” literatury wiele nie znalazłem, coś w tym musi być. Jest między innymi to, że „Katedra” jest po prostu świetnie napisana – wciąga, że aż miło – i rewelacyjnie wypełniona niezliczoną liczbą informacji historycznych, obyczajowych a nawet prawniczych, tak sprytnie wplecionych w fabułę, że w ogóle się tego nie zauważa. Tytułowa katedra np., to Santa Maria del Mar w Barcelonie, sama w sobie będąca ciekawostką, jest unikalnym przykładem katalońskiej architektury gotyckiej i – zachęcony książką – z uśmiechem porównywałem książkowe fragmenty wypowiedzi jej projektanta, Berenguera de Montagut z wrażeniem jakie robią fotografie katedry.

Zaznaczyłem na wstępie, że piszę o „Katedrze” z duszą na ramieniu. Bo jeśli w ogóle jest to literatura, to – wtedy niezła – literatura popularna. Natomiast, jeśli pominąć ambicje prozatorskie (bo „Imię Róży” to nie jest), samego mnie zaskoczyła łatwość narracji i lekkość języka jakim posługuje się Falcones, czy też tłumaczka, pani Magdalena Płachta. Za ten sprawny, potoczysty język oraz faktografię daję aż 4 gwiazdki i polecam „Katedrę” na długie zimowe wieczory, szczególnie po nartach, kiedy coś ambitniejszego trudno byłoby zmóc.