Skip navigation.
Home
Jestem wesoły Romek (?) ...

Jaromir Nohavica w Teatrze Korez *****

Muzyka | Recenzje

Nohavica_Lucerna.jpgKoncert Nohavicy w Katowicach odbył się już ponad tydzień temu, ale dopiero teraz znalazłem trochę czasu by, choć krótko, o nim napisać. Mam z tym pewien kłopot, gdyż zwykle dywaguję na jakiś nowy temat (płyta, film, koncert itp.) i łatwiej wtedy znaleźć słowa czy popisać jakimś celnym spostrzeżeniem a o Panu Nohavicy, którego każdy dobrze zna, coś niebanalnego napisać trudno.

Sala. Teatr Korez (byłem w nim pierwszy raz) to jedno z najlepszych miejsc na kameralne występy, z jakim się spotkałem. Scena z widownią stanowią ćwiartkę koła o promieniu ok. 30m, przy czym sama scena to z 10m, a reszta to stromo, amfiteatralnie wznosząca się widownia. Piszę o tym, bo wydaje mi się, że widownia, na której z każdego miejsca dobrze widać i – przy świetnej akustyce – słychać, ma wartość.

Artysta. Pan Nohavica, a widziałem go na koncercie już ze trzy razy, był w poniedziałek w znakomitej formie. Nie tyle fizycznej, bo podróż z Ostrawy, przez „wielką wodę” (na południu zaczęła opadać dopiero we wtorek), jak sam powiedział, była długa i męcząca i było widać, że jest znużony. Za to nastrój? Jakby mu się udało uciec przed jakąś klasówką. Widocznie jest tego gatunku chłopcem, którego trudności hartują a w obliczu kłopotów wydziela mu się adrenalina. Nawiasem mówiąc Panu Jaromirowi adrenalina „cyka” dość obficie bez specjalnych bodźców, jest bowiem zawołanym – choć w zasadzie tylko śpiewa – kabarecistą, ewidentnie lubi występować i uwielbia „oczarowywać” (szczególnie panie na widowni). Oczywiście magia działa tym lepiej im bardziej „uda” mu się publiczność.

Publiczność. Ha! Dawno nie spotkałem na koncercie tak dobranej, świetnie reagującej i znającej się na rzeczy publiczności. Rozumiem, że na koncerty tego typu chodzą tylko fani (bo któżby inny), ale … ci fani z Katowic to była elita.

Repertuar. Jak przyznaje sam Pan Jaromir, mimo iż – tu moim zdaniem kokietuje – dość często zwraca mu się uwagę (niby kto?), że marnuje się w repertuarze ludycznym, bez tych „knajpianych” przyśpiewek nie potrafi się obejść. Może też i nie chce, bo wie jak to dobrze działa na scenie. Cały występ z refleksyjnymi kawałkami (np. „O łupieniu istoty rzeczy”) może by i słuchaczy zasmucił, kto wie? Przynamniej tak podejrzewa Pan Nohavica – choć myślę, że „sądzi po sobie” – a jego z pewnością by zasmucił, więc od czasu do czasu, jest w końcu subtelny, wytnie taki czy inny kawałek przy akompaniamencie nieśmiertelnej heligonki.

Jeśli sala jest świetna, artysta w formie, publiczność wyrobiona i w nastroju do zabawy a repertuar urozmaicony (w tym zabawowy) to co? Niech żałują ci, którzy na koncercie nie byli, bo – im więcej czasu minęło od koncertu, tym lepiej to widzę – był to NAJLEPSZY koncert Nohavicy, w jakim miałem zaszczyt uczestniczyć. Brawo i ukłony.